Szybciej! Wyżej! Dalej! Czyli o rekordach świata słów kilka

Szybciej! Wyżej! Dalej! Czyli o rekordach świata słów kilka

Wyobraźcie sobie taką sytuację: spotykacie się ze znajomymi. Luźny wieczór upływa na rozmowach, grach i puszczaniu kawałków z YouTube’a. Wtem jeden z nich zadaje pytanie: kto jest najlepszym sportowcem w historii? Na pozór niemożliwe do odpowiedzenia, bo jak można zestawić ze sobą Schumachera, Jordana, Alego czy Phelpsa? Na jakiej płaszczyźnie? Ale mimo wszystko, każda ze stron ma argumenty na poparcie swojej kandydatury. Dziś to my wcielimy się w takiego znajomego i zadamy pytanie: który rekord świata w lekkiej atletyce jest najmocniejszy?

Na początek wprowadźmy kilka ograniczeń, tak aby całość była jak najbardziej czytelna. Przeanalizujemy konkurencje indywidualne, które są obecnie rozgrywane na igrzyskach olimpijskich, ale tylko na stadionie. Stąd nie będzie tutaj maratonu czy chodów sportowych. Nie pochylimy się również nad wielobojami, których wynik to składowa pojedynczych konkurencji lekkoatletycznych. Zajmiemy się wyłącznie rezultatami mężczyzn (choć wspomnimy słowem o Anicie Włodarczyk), aby ograniczyć się tylko do tych, w których cyferki są najwyższe. Aha, za pierwszy rekord uznajemy wyniki usankcjonowane przez World Athletics, czyli dawną IAAF.

Tyle tematem wstępu, startujemy!

Najlepszy rekord to ten, który poczynił największy progres?

Progres w danej dyscyplinie może stanowić dobry wyznacznik w określeniu tego, który rekord jest najmocniejszy. Zasada na poniższych wykresach w takim ujęciu tematu jest bardzo prosta. Możemy sprawdzić, o ile procent względem najstarszego odnotowanego rekordu świata, lepszy jest wynik ustanowiony obecnie.

Wszelkiego rodzaju miotacze oraz tyczkarze właśnie otwierają szampany, ze statystyki procentowego progresu jasno wynika, iż to ich konkurencje poczyniły największe postępy. Od razu wyjaśnijmy gwiazdkę, znajdującą się przy rzucie oszczepem. Jest to dyscyplina stara jak świat, obecna w programie igrzysk olimpijskich już od 1908 roku, a pierwszy rekord w niej ustanowiony wynosił 62,32 m. W 1984 roku Uwe Hohn posłał oszczep na zdumiewającą odległość 104,80 m, co czyni go jednym zawodnikiem w historii dyscypliny, który rzucił ponad 100 metrów (przynajmniej w oficjalnych zawodach). To oznacza, że procentowy progres w rzucie oszczepem wynosi zdumiewające 68,17%!

Szkopuł w tym, że lata po wyczynie Horna zmieniono środek ciężkości oszczepu, przez co wcześniejsze rekordy zostały anulowane. Tym sposobem, progres oszczepników w tabeli wynosi niespełna 15%, gdyż rzut obecnego rekordzisty, Jana Zeleznego (98,48 m), porównywaliśmy do wyniku Klausa Tafelmeiera (85,74 m) z 1987 roku. Między innymi paradoks rekordu w rzucie oszczepem pozwala nasunąć nam pewne wnioski.

Największy progres jest zauważalny w konkurencjach kładących duży nacisk na technikę oraz zawierających w swoim sporcie przedmioty, którymi siłą rzeczy zawodnik musi się posługiwać. Przykład stanowi tyczka. W początkach nowożytnych igrzysk olimpijskich, używano bambusowych tyczek. Innymi słowy, skakano na zwykłych, drewnianych kijkach. Dziś używa się kijów wykonanych z włókna szklanego lub węglowego, znacznie bardziej elastycznych.

Kolejnym elementem jest ewolucja samej techniki dyscypliny. Tu przykład stanowi pchnięcie kulą. Wcześniej zawodnicy rzucali, będąc w pierwszej fazie niemalże w wyprostowanej pozycji. Dopiero później technika ślizgu została udoskonalona, do tego doszła technika obrotowa. Taka sama sytuacja ma miejsce w skoku wzwyż (22,5% progresu). Na początku obowiązywała technika nożycowa. Następnie do kanonu wszedł styl przerzutowy, a od Igrzysk Olimpijskich w Meksyku zaczęto skakać flopem.

O analizę powyższego wykresu poprosiliśmy Janusza Rozuma – sędziego międzynarodowego oraz przewodniczącego Komisji Statystycznej Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

– W skoku o tyczce mieliśmy kilka takich rewolucji. Na przykład skok w dal to konkurencja najbardziej naturalna, w której niewiele możemy zrobić. Natomiast skok o tyczce przy takim porównywaniu należałoby potraktować zupełnie inaczej. Można by to podzielić na konkurencje naturalne, i na te w których zmieniła się technika, jak skok wzwyż. Bo przecież nawet stylu przerzutowego na początku nie było. W pchnięciu kulą był styl doślizgowy, natomiast teraz 80-90% kulomiotów pcha techniką obrotową. W rzucie dyskiem zmieniła się liczba obrotów. W rzucie młotem podobnie. Rzut oszczepem – tu była mała rewolucja, ponieważ zmieniał się kształt oszczepu. Każda konkurencja ma własną historię i ciężko wrzucić wszystkie do jednego worka i porównywać – tłumaczy nasz ekspert.

Kolejnym elementem, który w przypadku kilku konkurencji zakrzywia wyniki, są ramy czasowe. Weźmy za przykład rekord na 200 metrów Usaina Bolta. Pierwszy rekord, zaakceptowany przez World Athletics, pochodzi z 1951 roku, gdyż wtedy zaczęto biegać po zakrzywionych torach. Możemy zatem przypuszczać, że progres w tej konkurencji byłby większy, gdybyśmy zmierzyli go np. od 1912 roku. Z kolei bieg z przeszkodami do połowy lat 50. nie był ustandaryzowany, więc pierwszy oficjalny rekord pochodzi z tego okresu. Dlatego progres wynosi niewielkie 11,82%.

Tu pojawia się problem ze zwiększaniem się kobiecych rekordów świata. Wiele żeńskich odpowiedników konkurencji lekkoatletycznych zostało włączonych do programu olimpijskiego stosunkowo późno. Weźmy za przykład naszą Anitę Włodarczyk, rekordzistkę w rzucie młotem. World Athletics zaczęło sankcjonować kobiece rekordy w tej dyscyplinie od 1994 roku, a pierwszy raz panie rzucające młotem mogliśmy podziwiać dopiero na Igrzyskach w Sydney w 2000 roku (dodajmy, że złoto zdobyła wtedy niezapomniana Kamila Skolimowska).

I tak, pierwszą oficjalną rekordzistką jest Olga Kuzienkowa, z wynikiem 66,84 m. Odnosząc rekord zawodniczki Grupy Sportowej ORLEN (82,98 m) do wyniku Rosjanki, wychodzi na to, że nasza zawodnicza poprawiła go o 24,15%. Ale przecież to nie znaczy, że kobiety nie rzucały młotem wcześniej. Pierwszy (nieratyfikowany) najlepszy wynik pochodzi z 1931 roku i wynosi… zaledwie 17,03 m. To oznacza, że Włodarczyk pobiła pierwszy rekord w historii o prawie pięć razy!

Najlepszy rekord to ten, który najdłużej się utrzymuje?

Długowieczność. Zmienia się technologia, sposób przygotowania zawodników, coraz większa profesjonalizacja następuje z każdym dniem, obejmując absolutnie każdy aspekt życia sportowca. Od treningu samego w sobie, po odżywianie, kończąc dbaniu o odpowiednią regenerację i pracę z psychologami. Nie zmienia się tylko jedno. Na tablicy z inicjałami WR wciąż widnieje nazwisko tej samej osoby. Jeżeli w dyskusji nad siłą danych rekordów przyjmiemy takie podejście, wyniki okażą się nieco inne.

Grupa sportów miotanych w takim ujęciu tematu dalej bardzo dobrze się prezentuje. Najwięcej stracił skok o tyczce, gdyż Armand Duplantis pobił rekord stadionowy Siergieja Bubki dopiero we wrześniu ubiegłego roku. Natomiast, ze świeżymi rekordami Joshuy Cheptegei’ego sytuacja wygląda troszkę inaczej.

W poprzednim roku pobił dwa rekordy na długich dystansach. Ale zarówno w Monako, kiedy biegł po rekord na dystansie 5000 metrów, jak i w Walencji, miał ku temu zapewnione wręcz cieplarniane warunki. Wokół siebie miał grupę dobrych pacemakerów, korzystał z laserowych wskaźników tempa. Ponadto, biegł w najnowszym dziele firmy Nike – butach ZoomX Dragonfly, które w środowisku wzbudzają spore kontrowersje.

Nie wątpimy w talent i rozwój tego wciąż młodego zawodnika. Jednak gdy spojrzymy, że w 2019 roku przebiegał biegał dystans 5000 metrów w okolicach 13 minut, a 10000 metrów w 26 minut i 50 sekund, po czym rok później poprawia swoje wyniki o odpowiednio 22 i 37 sekund… Przyznacie chyba, że jest to zastanawiające. W każdym razie, World Athletics tego rodzaju wspomagania nie zabroniło, rekordy są oficjalne.

Ale dziewięć rekordów mogłoby już legalnie kupić sobie piwo w barze, a najstarsze z nich – Jurija Siedycha w rzucie młotem oraz Jurgena Schulta w rzucie dyskiem – zdążyłyby nawet wziąć ślub i wychować dzieci. Wszak liczą sobie po 35 lat. Jednak nasz rozmówca zwraca uwagę na mroczniejszą stronę starszych rekordów:

– Niestety, tutaj musimy stwierdzić, że część tych rekordów jest mocno zawyżona dosyć silnym dopingiem. Jakbyśmy porównali, jakie środki są obecnie dozwolone, a jakie były dozwolone czy też niewykrywalne w latach 70. i 80., to z tego bierze się długotrwałość niektórych rekordów świata – komentuje Rozum.

Przyjmując taką narrację, możemy zadać inne pytanie.

Jak wiele wyników z XXI wieku zbliżyło się do rekordu świata?

Takie podejście wydaje się być bardzo dobrym wyznacznikiem. Nie sięgamy do czasów prehistorii, doceniając najświeższe rekordy świata. Ale również starzy mistrzowie mogą udowodnić tu swoją wyższość. Założenie jest proste: bierzemy TOP 15 wyników w historii całej dyscypliny, i liczymy jak wiele z nich zostało ustanowionych w XXI wieku przez zawodników innych, niż rekordziści.

To logiczne – jeżeli jakiś zawodnik dzierży rekord, a przy okazji jeszcze kilka razy wpisał się do TOP 15, to tylko świadczy o jego klasie i tym, że ewentualny nowy rekord może zostać pobity przez niego samego. Jednocześnie, ograniczając się do wyliczenia wyników z XXI wieku, możemy stwierdzić czy w ostatnim czasie w którejkolwiek z dyscyplin przy skrócie “WR” szykowała bądź szykuje się zmiana warty.

*W TOP 15 skoków wzwyż uwzględniliśmy 17 najlepszych rezultatów, gdyż Mutaz Isa Barshim trzykrotnie osiągnął tę samą wysokość, plasowaną na 15 pozycji. Podobnie rzecz ma się w skoku o tyczce. 13 najwyższa wysokość (6,05cm), w której znajdują się dwa wyniki z TOP 15, została przeskoczona 8 razy, stąd tak naprawdę mamy tu 20 najlepszych rezultatów.

Kolejny raz najlepszą statystykę wykręca rekord w rzucie młotem. W XXI wieku tylko jednemu zawodnikowi udało się rzucić wynik kwalifikujący do 15 najlepszych rezultatów w historii. Reszta jest zabetonowana przez radziecki duet Jurij Siedych-Siergiej Litwinow. Czy obaj panowie w czasach dzisiejszych kontroli osiągaliby tak kosmiczne wyniki? Jak to mawia klasyk, nie wiemy, choć się domyślamy.

– A przecież trudno powiedzieć, że rzut młotem przestał być interesujący dla zawodników – mówi Janusz Rozum i dodaje, że nie tylko sporty siłowe są narażone na tego rodzaju zawyżanie rekordów. – Skok w dal, konkurencja „naturalna”. Rozmawiałem kiedyś z delegatem technicznym na Mistrzostwach Świata w Tokio. Mówił, że badania Lewisa absolutnie musiały wykazywać, że on jest na bardzo silnych środkach dopingujących. Miał zupełnie nieprzytomny wzrok, nie bardzo wiedział co się dzieje. To był świadek, który był delegatem technicznym przy tej konkurencji, zresztą kiedyś był rekordzistą świata, znał się na tym świetnie. Też nie możemy powiedzieć, że skok w dal był czysty.

Nadmieńmy, że chodzi o Mistrzostwa Świata w Tokio w 1991 roku, na których Lewis uzyskał 3. i 5. najlepszy wynik w historii. Złoto zdobył inny Amerykanin, Mike Powell, skokiem na 8,95 m, który do dziś stanowi rekord świata…

Janusz Rozum: – Kiedy IAAF zmieniła nazwę na World Athletics, aż się prosiło żeby rekordy IAAF zamrozić na koniec roku 2020 i zacząć od nowa. Nowa era, a tamtych rekordów byśmy nie kasowali, ale byłyby oficjalnymi rekordami ery IAAF, tak jak istnieją rekordy sprzed ery IAAF.

Cóż, sama idea jest bardzo interesująca. Starsi mistrzowie nie czuliby się pokrzywdzeni odebraniem rekordów, a nowi mogliby walczyć o własne. O tym, czy ważniejszy byłby lepszy rekord IAAF czy słabszy World Athletics, każdy kibic sam mógłby decydować.

W ramach dygresji, wśród rekordów kobiet warto zaznaczyć absolutną dominację Anity Włodarczyk. Spośród 15 najlepszych rzutów w historii tej konkurencji… każdy z nich należy do Polki. Nie bójmy się tego powiedzieć – na arenie międzynarodowej reprezentantka Grupy Sportowej ORLEN jest najbardziej dominującym sportowcem w historii Polski, i to bez podziału na płeć oraz dyscypliny. Co najważniejsze, swoje wyniki osiąga w pełni legalnie. Ba, zwykle to jej rywalki prędzej czy później wpadały na dopingu.

Który rekord jest najlepszy?

Jak widzicie, odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Progres względem pierwszych rekordów sugeruje konkurencje techniczne, jednak zarówno technika jak i technologia w przypadku niektórych dyscyplin się zmieniły. Długowieczność rekordów również faworyzuje konkurencje techniczno-siłowe. Ale starsze rekordy, jak rzut młotem, pchnięcie kulą czy skok w dal, nie mogą opędzić się od podejrzeń o nieuczciwe praktyki. Zatem jeżeli mielibyśmy wybierać swoich faworytów, postawilibyśmy na:

Armanda Duplantisa, skok o tyczce – 6,15 m (na stadionie). Tak, postęp względem pierwszego, odnotowanego rekordu świata jest zawyżony przez rozwój technologii oraz techniki skoku, ale nie sposób nie docenić jego dominacji wśród najlepszych wyników w historii. Następny aktywny zawodnik, Sam Kendricks, osiągnął życiówkę na stadionie skacząc 6,06m. Na tak nomen omen wysokim poziomie, 9 centymetrów to przepaść. A że rekord jest młody? Mamy wrażenie, że zdąży się zestarzeć… o ile sam Duplantis go nie pobije.

Wayde’a Van Niekerka, bieg na 400 metrów – 43,03 s. Przede wszystkim, mówimy o pobiciu legendarnego rekordu Michaela Johnsona. Najpoważniejsi konkurenci zawodnika z RPA – Michael Norman i Steven Gardiner –mają życiówki na poziomie 43,45 i 43,48. Są szybcy, być może na tyle aby w Tokio zdetronizować starszego od nich mistrza. Ale czy aż tak, aby zagrozić rekordowi świata? Szczerze wątpimy.

Davida Rudishę, bieg na 800 metrów – 1:40,91. Sześć z ośmiu najlepszych wyników w historii dystansu na 800 metrów padło jego łupem. I do tej pory nikt nie jest w stanie zbliżyć się do rekordu. Dwa lata temu najbliżej był Nijel Amos, osiągając „zaledwie” 1:41:89. Problem w tym, że Botswańczyk regularnie zmaga się z kontuzjami i nigdy na dobrą sprawę nie był w stanie rozwinąć skrzydeł. Zaskakujące byłoby, gdyby w przeciągu następnych lat mu się to udało. Świetny jest też Donavan Brazier, ale jego życiówka jest o niemal półtora sekundy gorsza od tej Kenijczyka.

Usaina Bolta, bieg na 100 metrów – 9,58 s/bieg na 200 metrów – 19,19 s. Przez cały tekst nie mówiliśmy wiele o jego rekordach. Bo statystycznie nie poczyniły największego progresu (wręcz przeciwnie) od czasu ustanawiania pierwszych rekordów. Nie mają też najdłuższego stażu, chociaż 12 lat to wynik bardzo przyzwoity. Również rywale Bolta gęsto okupują miejsca w pierwszych 15. najlepszych wyników w historii. Ale być może statystyczne słabości rekordów Bolta, przekornie świadczą o ich sile?

Bo przecież mały progres w danej dyscyplinie, w połączeniu z wysypem najlepszych wyników w ostatnich kilkunastu latach, pokazują jedno – to w tych konkurencjach sportowcy od lat czynili największy postęp. Aż doszli do maksimum tego, co może osiągnąć organizm ludzki. Szybciej się po prostu nie da. W takim ujęciu każda następna tysięczna sekundy waży tyle, ile całe metry i sekundy w dyscyplinach, w których jakikolwiek zapas na pobicie rekordu jeszcze pozostał. Jamajczyk był idealnym sprinterem pod względem budowy ciała. W dodatku, jak twierdzi Janusz Rozum, to pobicia rekordu Bolta na 100 metrów trzeba mieć jeszcze… szczęście.

– Między innymi, żeby poprawić ten rekord, trzeba mieć troszeczkę szczęścia do warunków. Nie da się poprawić takiego rekordu, jeżeli mamy wiatr lekko przeciwny, albo zerowy. Najlepiej mieć 1,5 metra na sekundę w plecy, 2 jest dopuszczalne. Dlatego, że 1,5 m/s w plecy przekłada się na jedną dziesiątą sekundy lepszy czas. W takiej konkurencji jak 100 metrów padło wiele rekordów przy bardzo silnej stawce, ale też przy tym wietrze.

I do Bolta to szczęście się uśmiechnęło. Podczas ustanowienia rekordu w Berlinie miał 0,9 m/s w plecy, warunki niemal idealne.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Marcin
Marcin
21 dni temu

Ten tekst się kończy tak nagle. Żadnej konkluzji na koniec. Może jakiś akapit z podsumowaniem?

tolep
tolep
21 dni temu
Odpowiedz  Marcin

Kończy siędwoma nazwiskami autorów 🙂

A poza tym sądzę że walka z dopingiem powinna zostać zakończona.

Aktualności

Kalendarz imprez