Szukając nowych “Dominatorów”. Na horyzoncie nowa nadzieja?

Szukając nowych “Dominatorów”. Na horyzoncie nowa nadzieja?

W 2019 roku w wioślarstwie pojawiły się dwie polskie osady, którym udało się mocno namieszać na światowych salonach. Do sukcesów żeńskich czwórek zdążyliśmy się już trochę przyzwyczaić, jednak ostatnie miesiące pokazały, że w Tokio 2020 możemy wiązać nadzieje także z występami panów. Czy któraś z dwóch męskich czwórek może pójść w ślady słynnych “Dominatorów”?

Olimpijskie sukcesy polskich wioślarzy stały się niemal tradycją. W XXI wieku nie było jeszcze igrzysk, z których biało-czerwoni nie wróciliby z choćby jednym medalem. Na kilka miesięcy przed początkiem najważniejszej imprezy czterolecia znów można dostrzec pewne podstawy do optymizmu. Po ostatnim sezonie, który obfitował w międzynarodowe sukcesy, najlepsi polscy wioślarze i wioślarki mogą czuć się docenieni, choć sprawa wcale nie jest oczywista.

W plebiscycie “Przeglądu Sportowego” na “Sportowca Roku” po raz pierwszy od dawna znalazły się aż dwie wioślarskie osady. Obie ze znakomitej strony pokazały się podczas mistrzostw świata, najważniejszej imprezy sezonu. Męska czwórka bez sternika – Michał Szpakowski, Marcin Brzeziński, Mikołaj Burda i Mateusz Wilangowski – mimo wywalczonego złota uplasowała się jednak tuż poza czołową dziesiątką. Wioślarze finiszowali na jedenastym miejscu, przegrywając o nieco ponad trzy tysiące głosów z koszykarzem Mateuszem Ponitką.

Podobny los spotkał najlepszą osadę ostatnich lat, żeńską czwórkę podwójną. W 2019 roku Katarzyna Zillmann, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Agnieszka Kobus-Zawojska do długiej listy sukcesów dorzuciły wicemistrzostwo świata. W ich wypadku trzynaste miejsce pewnie nie powinno dziwić, skoro przed rokiem nie zdołały wedrzeć się do czołówki nawet po złotym medalu MŚ. Oprócz tego zgarnęły wtedy także prestiżowe wyróżnienie Międzynarodowej Federacji Wioślarskiej (FISA). Zostały bowiem uznane za najlepszą żeńską osadę świata.

To niestety pokazuje, że mimo całkowitej dominacji we własnej dyscyplinie nawet złoto wioślarskich mistrzostw świata nie jest dziś przepustką do wywalczenia miejsca w czołówce rankingu w roku nieolimpijskim. Nie zawsze tak było, a ostatnim wyjątkiem potwierdzającym regułę byli właśnie “dominatorzy” – męska czwórka podwójna w składzie Adam Korol, Marek Kolbowicz, Konrad Wasielewski i Michał Jeliński. W ich przypadku zagrało jednak wszystko, a chwytliwy przydomek był tylko wisienką na torcie.

Nasza eksportowa osada przez trzy pełne sezony pozostawała niepokonana. Apogeum plebiscytowej popularności przyszło w 2008 roku po złocie igrzysk w Pekinie, kiedy to wioślarze zajęli czwarte miejsce. Rok później – po złotym medalu mistrzostw świata – finiszowali na wysokiej szóstej pozycji. To było ich czwarte i ostatnie tego typu wyróżnienie, jednak za wcześniejsze sukcesy nominowano pojedynczo Adama Korola (w 2007 roku) lub nie wyróżniano nikogo.

Przede wszystkim drużyna?

Specyficzny problem związany z postrzeganiem wioślarzy istnieje do dziś. Na ile to sport indywidualny, a na ile drużynowy? Jak porównać sukces czterech osób z sukcesem kogoś startującego w pojedynkę? Wszystko sprowadza się do mocno subiektywnych kryteriów. W styczniu 2020 roku Wielką Honorową Nagrodę Sportową PKOl im. Piotra Nurowskiego w kategorii “Drużyna Roku” otrzymała jednak właśnie nowa mistrzowska czwórka bez sternika.

To nowość, bo dotąd wygrywały głównie reprezentacje sportów typowo drużynowych. Najczęściej triumfowała kadra siatkarzy, ale wyróżnienia otrzymywali także szczypiorniści i piłkarze. Dla przedstawicieli wioślarskiego środowiska to pierwszy taki triumf, choćnagroda jest przyznawana od 2009 roku, czyli od momentu, gdy “dominatorzy” zaczęli już schodzić ze sceny. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mimo upływu lat słynna osada wciąż ma wpływ na rozwój dyscypliny.

– Wiosłujemy trochę po ich śladach, ale to dobrze, taki jest plan. W końcu mamy tego samego trenera Aleksandra Wojciechowskiego, który wie, co robi i umie doprowadzić zawodników do olimpijskiego medalu – przyznał niedawno w rozmowie z RedBullem Wiktor Chabel. Współczesna czwórka podwójna również osiąga znakomite wyniki, które pozwalają po cichu marzyć o olimpijskim medalu.

W 2019 roku osada wygrała wszystkie trzy zawody Pucharu Świata i triumfowała w klasyfikacji generalnej, a z mistrzostw świata przywiozła srebro. Po drodze skład uległ też nieznacznej modyfikacji. Wiktor Chabel, Szymon Pośnik i Dominik Czaja startują razem od lat, a uzupełnieniem składu – po licznych eksperymentach personalnych – został 20-letni Fabian Barański. To jeden z najzdolniejszych wioślarzy młodego pokolenia, który w ubiegłym roku w dwójce podwójnej sięgnął po złoto mistrzostw Europy.

Zacznijmy od podstaw

Czym w ogóle różnią się od siebie nasze czołowe męskie czwórki? Widać to już na pierwszy rzut oka, ale… trzeba się przyjrzeć. Wioślarstwo dzieli się bowiem na dwie zasadnicze kategorie – wiosła krótkie i wiosła długie. Wiosła krótkie są rozmieszczone po dwóch stronach łodzi – każdy zawodnik trzyma w ręku po parze. Wiosło długie jest jedno dla każdego wioślarza. Łatwo sobie wyobrazić, że technika wiosłowania w obu kategoriach mocno się różni.

– Żeby czwórka płynęła szybko, każde z ośmiu wioseł musi odbić się od wody w tym samym czasie z podobną siłą. Średnie tempo wyścigu to 38-40 uderzeń na minutę, na finiszu może wzrosnąć do 42-44 uderzeń. (…) Każda minimalna nawet utrata rytmu i synchronizacji, czyli zgubienie tego idealnego momentu przyłożenia siły do wody, to są straty liczone w ułamkach sekund, a na końcu dystansu 2000 metrów idące już nawet w sekundy. Dlatego nawet słabsi, ale świetnie zgrani wioślarze są w stanie pokonać czterech przypadkowych terminatorów – tłumaczył serwisowi RedBulla Wiktor Chabel.

W przypadku obu męskich czwórek nie ma jednak sternika, który w niektórych konkurencjach jest postacią wręcz kluczową. Jako jedyny jest usadowiony twarzą do kierunku płynięcia i odpowiada za dyktowanie tempa, analizę sytuacji w wyścigu, mobilizację zawodników oraz utrzymywanie osady w torze. Bez względu na konkurencję podczas najważniejszych imprez zawodnicy i zawodniczki zawsze rywalizują na dystansie 2000 metrów. Wyjątkiem są regaty długodystansowe, ale one nie cieszą się aż takim prestiżem.

Kluczem doświadczenie trenerów?

W kontekście igrzysk kluczowi mogą się okazać zwłaszcza szkoleniowcy naszych męskich osad. Sukcesy trenera Aleksandra Wojciechowskiego (czwórka podwójna) z “dominatorami” mówią same za siebie, ale to nie wszystko. Zaczęło się dużo wcześniej od sukcesu dwójki podwójnej – Marek Kolbowicz i Adam Korol sięgnęli po brąz mistrzostw świata w 1998 roku. Potem trener odpowiadał za czwórkę, któoprócz Korola i Kolbowicza dopełnili Sławomir Kruszkowski i Adam Bronikowski.

W tym kształcie osada sięgnęła po dwa medale mistrzostw świata, ale podczas igrzysk olimpijskich w Atenach przegrała brąz o zaledwie 0,07 sekundy (słownie: siedem setnych!!!). Kolejny wariant czwórki podwójnej przeszedł do historii nie tylko polskiego wioślarstwa. Trenerowi Wojciechowskiemu pozwolił zaistnieć w szerszej świadomości. W 2008 roku w plebiscycie “Przeglądu Sportowego” został uznany najlepszym szkoleniowcem w całym polskim sporcie.

Dziś coraz wyższe notowania osiąga Wojciech Jankowski, trener kadry wioseł długich. Polski Związek Towarzystw Wioślarskich uznał go najlepszym szkoleniowcem 2019 roku. Kluczowy okazał się oczywiście złoty medal mistrzostw świata. Kariera trenerska w jego przypadku przyszła całkiem naturalnie tuż po zawodniczej.

Zaczęło się od budowania męskiej ósemki ze sternikiem, którą w 2011 roku poprowadził do złota mistrzostw Europy.  Sam Wojciech Jankowski smak olimpijskiego medalu poznał jeszcze jako zawodnik.  1992 roku w Barcelonie jako część czwórki ze sternikiem sięgnął po brąz. Jako trener na najważniejszej imprezie czterolecia był już cztery razy.

Wioślarskie zmagania w Tokio rozpoczną się 24 lipca i potrwają do 1 sierpnia. Wtedy też ma przyjść eksplozja formy, ale kalendarz startowy będzie pewnym wyzwaniem. Wszystko przez mistrzostwa Europy, które na początku czerwca odbędą się w Poznaniu. O ile trzy starty w Pucharze Świata można potraktować treningowo, tak rywalizacja przed własnymi kibicami rządzi się przecież własnymi prawami. W środowisku nikt jednak nie ukrywa, że głównym priorytetem będą igrzyska.

Sam 2020 rok rozpoczął się dla reprezentantów od zimowych zgrupowań w Livigno i Jakuszycach. Na kolejne obozy kadrowicze udali się 2 lutego – część z powrotem do Włoch, a większość do portugalskiego Lago Azul. W tym drugim gronie są obie męskie czwórki oraz ich szkoleniowcy. Okres przygotowawczy potrwa aż do kwietnia – to właśnie w tym miesiącu Polacy sprawdzą się na tle rywali podczas pierwszych zawodów Pucharu Świata.

KACPER BARTOSIAK


Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez