Szczypiornistki bez awansu na mistrzostwa świata. Polska przegrywa z Austrią

Szczypiornistki bez awansu na mistrzostwa świata. Polska przegrywa z Austrią

Gdybyśmy mieli opisywać ten mecz zaledwie przez pryzmat pierwszej połowy, musielibyśmy w tle słuchać marszu żałobnego. W grze Polek nie kleiło się absolutnie nic. W drugiej połowie spotkanie się wyrównało, nasze zawodniczki grały lepiej, nie można odmówić im chęci odwrócenia losów spotkania. Ale na Austriaczki to nie wystarczyło, i to one pojadą na mistrzostwa świata do Hiszpanii – po remisie w pierwszym spotkaniu, w rewanżu wygrały z Biało-Czerwonymi 29:26.

Trochę obawialiśmy się tego meczu. W końcu miał decydować o wszystkim. Sami siebie pytaliśmy, co będzie, jak odpadną? Polki od paru lat balansują pomiędzy być albo nie być na wielkich turniejach. Zabrakło ich na ostatnich mistrzostwach świata, nie pojechały na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro, nie będzie ich również w Tokio. Z kolei kiedy wchodziły na turnieje, raczej robiły tam za tło, niż rozdawały karty. Dość powiedzieć, że na ostatnich dwóch mistrzostwach Europy, nasze reprezentantki nie wygrały ani jednego spotkania.

Ale właśnie – przynajmniej na nich były. Czego nie można powiedzieć o Austriaczkach, które od dwunastu lat nawet nie poczuły smaku gry na imprezie rangi mistrzowskiej. Nie chcieliśmy, aby poznały go ponownie kosztem Polek. Zwłaszcza, że gra na takich turniejach – niezależnie od wyniku – daje więcej doświadczenia, obycia ze światową czołówką. I, co najważniejsze, zapewnia łatwiejszych rywali w kolejnych eliminacjach. Gra nie szła więc wyłącznie o wyjazd do Hiszpanii, chodziło też o ułatwienie sobie życia w dłuższej perspektywie czasu. Zatem mecz miał dla naszej kadry duże znaczenie, choć – przyznajmy szczerze – skromna hala w podwarszawskich Markach na to nie wskazywała.

Filozofia gry Polek w pierwszej połowie – stoicyzm…

Początek zapowiadał, że to nie będzie łatwe spotkanie. Polki wyszły wyraźnie podenerwowane. Akcje się nie kleiły, a nasze zawodniczki rozgrywały piłkę wręcz w ślamazarnym tempie. W szczególności nie popisywała się Aleksandra Zimny, która notowała stratę za stratą. W ogóle Polki zbyt łatwo traciły piłkę, przy czym nie były to super skomplikowane zagrania. Przeciwnie – to były proste błędy, które Austriaczki w większości wykorzystywały. A mogły nas ukarać jeszcze bardziej. Jak chociażby wtedy, gdy grając z bez bramkarki, piłka z niczego trafiła do Austriaczek, które spudłowały rzut na pustą bramkę.

Nasza obrona też nie funkcjonowała. Rywalki często rzucały z drugiej linii, na co Polki nie miały w ogóle pomysłu.  Ponadto zupełnie nie radziliśmy sobie z Sonją Frey. Przecież ta dziewczyna będzie się śniła naszym zawodniczkom po nocach. Już w pierwszej połowie zdobyła aż osiem bramek (w całym meczu jedenaście) i miała ponad siedemdziesiąt procent skuteczności. Ale Polki na taką grę również pozwalały, grając za głęboko. Inną kwestią jest, że zaczynająca mecz w naszej bramce Adrianna Płaczek dawała zespołowi – delikatnie mówiąc – niewiele. Zmieniająca ją Monika Maliczkiewicz była nieco lepsza, ale i tak nasze obie bramkarki nie mogły się poszczycić taką skutecznością, jak Austriaczka Petra Blazek. Na przerwę schodziliśmy z czterema bramkami straty.

Lepiej, to za mało

Nie wiemy, co takiego powiedział naszym zawodniczkom w przerwie meczu selekcjoner Arne Senstad, ale po przerwie zobaczyliśmy odmieniony zespół. W końcu mogliśmy obserwować większą dynamikę akcji, nasze piłkarki dobrze rozrywały austriacką linię obrony i efekt był natychmiastowy. Polki momentalnie odrobiły trzy bramki. Dobry moment meczu miały Joanna Szarawaga i Karolina Kudłacz-Gloc… przy czym ta druga, w czterdziestej czwartej minucie została wykluczona, za odmachnięcie ręką w powietrze. To był zwykły przypływ frustracji, wywołany agresywną obroną jednej z Austriaczek, i kara dwóch minut za takie coś była śmieszna. Ogólnie, do portugalskich sędzi nasz zespół może mieć sporo zastrzeżeń w dzisiejszym spotkaniu.

W każdym razie, odmienione Polki wywierały presję na swoich rywalkach, a te zaczęły się nieco gubić. Nawet Frey – która ogólnie zagrała bardzo dobre spotkanie – dała się złapać na głupią karę. W pewnym momencie nasze zawodniczki doprowadziły nawet do remisu 24:24! Rzecz w tym, że nie możemy określić drugiej połowy jako polskiej dominacji. Nie – w drugiej połowie zrobiło się po prostu wyrównane spotkanie. Austria dalej grała swoje, a Polska wreszcie miała jakiekolwiek argumenty na odpowiedź.

Oczywiście, po zmianie stron można mówić o tym, że Polki pokazały charakter, ambicję i wolę walki. Ale przecież na takim poziomie, w tak ważnym meczu, ambicja to wymóg, a nie żaden element ekstra. Zatem nasze dziewczyny mogą sobie zadać pytanie, czy nie można było grać od razu tak, jak w drugiej części meczu? Koniec końców, teraz pewnie same plują sobie w brodę. Bo ten mecz można było wygrać. Ale na pewno nie wtedy, kiedy gra się jedną, dobrą połowę.

Co dalej? Najbliższe mistrzostwa świata w telewizji, to na pewno. Jednak najbardziej boli to, że nasze szczypiornistki po raz trzeci nie przechodzą przez eliminacje do światowego czempionatu. W 2017 roku uległy Rosji (na mistrzostwach zagrały z dziką kartą), dwa lata później uległy Serbii, a teraz zostają w domu kosztem Austriaczek. A przecież jeszcze w 2015 roku, potrafiły walczyć w meczu o brąz tej imprezy. Trudno nie zauważyć tu ostrego regresu. Można się tylko zastanowić, czy regres ten zatrzyma ewolucja, czy już rewolucja.

Polska – Austria 26:29

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez