Swoboda przyśpieszyła, Lewandowski zrobił swoje. Pierwszy dzień HMP w lekkiej atletyce

Swoboda przyśpieszyła, Lewandowski zrobił swoje. Pierwszy dzień HMP w lekkiej atletyce

W Toruniu rozpoczęły się dziś halowe mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce. Ich pierwszy dzień przyniósł kilka naprawdę niezłych wyników, na czele z życiówkami, a także potwierdzenie, że rywalizacja Marcina Lewandowskiego i Michała Rozmysa może dać nam sporo frajdy w nadchodzącym sezonie. Przede wszystkim jednak – na drodze do halowych mistrzostw Europy dzisiejsze starty pokazały, że możemy tam liczyć na medale. 

Szybko! 

Sprinterki i sprinterzy naprawdę dali dziś w toruńskiej hali radę. Zresztą z mityngu na mityng odnosimy wrażenie, że akurat ona jest wręcz stworzona do bicia czy to życiówek, czy rekordów Polski, a nawet najlepszych wyników w historii światowej lekkiej atletyki (Armand Duplantis mógłby coś o tym powiedzieć). Dziś tych ostatnich zabrakło, ale na krótkich dystansach i tak znalazło się kilka powodów do przyklaśnięcia.

Weźmy bieg na 60 metrów przez płotki. Karolina Kołeczek i Pia Skrzyszowka zgodnie zeszły dziś poniżej bariery ośmiu sekund, bijąc swoje życiówki. Szybsza, o dwie setne, okazała się ta pierwsza. Reprezentantka Grupy Sportowej ORLEN wykręciła czas 7.96 s. Kołeczek zdaje się być przez to jedną z cichych faworytek do medalu na HME. O złoto będzie, oczywiście, bardzo trudno. Ale przy znakomitym biegu całkiem możliwe, że brąz jest w jej zasięgu. Tym bardziej, że dziś nie wystartowała najlepiej, nieco przysnęła w blokach. Rezerwy więc ma.

Świetnie wyglądały też starty na płaskie 60 metrów. U sprinterów cała pierwsze trójka wykręciła życiówki. Najlepiej pobiegł Remigiusz Olszewski, który z czasem 6.59 wspiął się na szóste miejsce w historycznych tabelach tego dystansu w Polsce i szóste w tym sezonie w Europie. Dzisiejszym występem zapewnił sobie też siódmy tytuł mistrza kraju w tej konkurencji. A to już całkiem niezły dorobek.

Ozdobą dnia był jednak start Ewy Swobody. To mały paradoks, bo akurat ona życiówki nie wykręciła. Ale 7.10 to czas liczący się nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie, ale i na świecie. Gdyby teraz odbyły się halowe mistrzostwa Europy, Swoboda walczyłaby o złoto. Tej zimy wśród Europejek szybciej od niej biegała na tym dystansie tylko Dina Asher-Smith (która podobno zrezygnowała ze startu w HME). O dwie setne. Swoboda wykręciła dziś czas 7.10, którego… się nie spodziewała.

– Liczyłam na czas poniżej 7.20, ale nie 7.10. Halo, wracam! Powtarzam to cały czas – kocham Toruń, Toruń kocha mnie. To jest moja bieżnia. Nie moje miasto, ale można tak powiedzieć. Tu najlepiej mi się biega. Mam nadzieję, że ta passa utrzyma się na mistrzostwa Europy. Mega się jaram. Masakra, jeszcze to do mnie nie dochodzi. Dodało mi to bardzo dużo wiary. Dziś średnio w siebie wierzyłam. Uznałam, że nie dam rady. A tu 7.10 – mówiła zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN na antenie TVP.

Lewy nie zwalnia

Marcin Lewandowski dopiero trzeci raz w karierze został halowym mistrzem Polski na 1500 metrów. Dziś nie atakował rekordu życiowego (a co za tym idzie – rekordu kraju), jak zrobił to kilka dni temu na Copernicus Cup, ale i tak musiał się napocić. Po raz kolejny postawił się mu bowiem Michał Rozmys, który jednak ostatecznie z weteranem naszych biegów przegrał o 12 setnych sekundy (czas Lewandowskiego – 3:40.14).

Lewy sam mówi, że jest jak wino. Bo lata lecą, a on nie tylko nadal biega, ale do tego biega coraz szybciej. W dodatku coraz ciężej trenuje, a zmęczenia po prostu nie czuje. Co ważne – biegi jest w stanie rozgrywać na wiele różnych sposobów. Potrafi trzymać mocne tempo od startu do mety, potrafi schować się za plecami rywali i zaatakować, potrafi odnaleźć się w tłumie. Dziś to on prowadził i odpierał ataki Rozmysa na ostatnich dwustu metrach. Skutecznie.

– Robię swoje, nie patrzę na innych. Nazwiska i wyniki nie biegają. Stajemy wszyscy na linii startu i trzeba robić swoje w każdym biegu. Cel był taki, żeby jak najmniejszym kosztem wygrać bieg, bo za kilka dni mityng w Madrycie, gdzie chciałbym znowu zaatakować rekord życiowy. Brak kibiców? Bardzo szkoda, że ich nie ma. Już podczas mityngu Copernicus Cup, gdy biegłem na rekord Polski i było mocne tempo, teoretycznie nie miałem czasu na myślenie, a jednak w głowie cały czas odczuwałem ten brak. Doping mnie nosi, zwłaszcza w tej hali. Bardzo brakuje mi fanów, ale taka jest rzeczywistość, nic z tym nie zrobimy. Możemy tylko dostosować się do sytuacji – mówił na antenie TVP.

Opowiadał też o tym, jakie ma teraz cele. A tak naprawdę ten w tej chwili jest jeden – obronić tytuł halowego mistrza Europy. Ale to cel zimowy. Ten całoroczny jest inny i wszystko prowadzi właśnie do niego. Są nim igrzyska w Tokio. Tam Marcin chce powalczyć o upragniony medal. I wcale nie jest w tej rywalizacji bez szans.

Warto odnotować

Z rzeczy, o których nie wypada nie wspomnieć, zacząć trzeba od bardzo dobrego wyniku Klaudii Kardasz w konkursie kulomiotek. Już jej pierwsza próba – 18.03 m – była najlepszym wynikiem Polki od półtora roku. Tymczasem w drugiej kolejce Kardasz pchnęła 18.57, czym wypełniła minimum nie tylko na HME, ale i na igrzyska olimpijskie w Tokio. Nasza kulomiotka niedawno zmieniła trenera i wygląda na to, że ta decyzja zaczyna przynosić owoce. Choć do ścisłej europejskiej czołówki – na ten moment – nadal ma stosunkowo daleko (do tego trzeba pchać ponad 19 metrów), to wyniki Klaudii dają nadzieję na przyszłość.

SPONSOREM POLSKIEGO ZWIĄZKU LEKKIEJ ATLETYKI JEST PKN ORLEN

Pierwszy start w sezonie zanotował dziś Norbert Kobielski, wokół którego toczy się postępowanie związane z podejrzeniem stosowania niedozwolonych środków. Nasz skoczek wzwyż do sezonu przygotowywał się mimo wszystko w miarę normalnie – na tyle, na ile mógł. I dziś pokazał, że formę ma niezłą. Minimum na HME co prawda nie wypełnił, ale był tego blisko – jego skoki na 2.28 m dawały nadzieję. Obronił za to złoty medal, bo do tego wystarczyła mu wysokość 2.22.

Ciekawe rzeczy działy się też w pięcioboju pań. Pierwotnie wygrała Adrianna Sułek, ale ostatecznie zdyskwalifikowano ją za przekroczenie linii w biegu na 800 metrów, przez co złoto powędrowało do Pauliny Ligarskiej. Obie zawodniczki nieco jednak rozczarowały, bo przed ostatnią konkurencją miały szansę na życiówki i wypełnienie minimum na HME. Wystarczyłby do tego bieg w granicach 2:15.00. Zamiast jednak narzucić mocne tempo, postanowiły się szachować i pobiec znacznie wolniej.

Cóż, Sułek szybko dostała za to karę. Ligarska ostatecznie może cieszyć się ze złota, ale jednak potencjalnej życiówki szkoda.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez