Świątek wygrywa szybko i pewnie. Jest trzecia runda Roland Garros

Świątek wygrywa szybko i pewnie. Jest trzecia runda Roland Garros

W poniedziałek przeżywaliśmy spore tenisowe rozczarowania. Z czwórki naszych reprezentantów tylko Iga Świątek awansowała do II rundy Roland Garros. Polegli za to Magda Linette, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. Do tego Iga ograła ubiegłoroczną finalistkę, Marketę Vondrousovą, a sama w poprzednim sezonie zagościła w Paryżu w IV rundzie. Presja na nią nałożona z pewnością więc urosła. Ale ona nic sobie z tego nie zrobiła. Dziś znów wygrała szybko i pewnie. 

Po dekadzie

W teorii to największe wyzwanie z kilku pierwszych rund turnieju Iga miała już za sobą od poniedziałku. Faworytką jej pierwszego starcia w Paryżu zdecydowanie była Vondrousova. Tyle że Świątek zniwelowała wszelkie jej atuty, prowadziła grę i w znakomitym stylu awansowała dalej. A tam – w drugiej rundzie – napotkała na Su-Wei Hsieh. Tajwanka to trzykrotna mistrzyni wielkoszlemowa, ale w grze podwójnej. W singlu nigdy wielkich sukcesów nie odnosiła, wygrała jedynie trzy turnieje niskich kategorii.

Nie oznacza to jednak, że była rywalką, której nie trzeba się było obawiać. Wręcz przeciwnie. Hsieh słynie z tego, że gra niekonwencjonalnie, uderzając piłkę oburącz i z forehandu, i z backhandu. Nie gra mocno, ale doskonale potrafi posługiwać się kątami, nagle przejmując inicjatywę w wymianie za sprawą dokładnych, długich uderzeń. Rywalkom w dodatku bardzo trudno przewidzieć kierunek, w którym Tajwanka uderzy. I to właśnie czyni ją groźną tenisistką.

Dlatego Iga Świątek nie mogła jej zlekceważyć. Co ciekawe jednak, to nie pierwsze spotkanie Polki z Hsieh na korcie. Co prawda nigdy wcześniej nie zagrały ze sobą meczu, ale Świątek miała okazję odbić z Tajwanką kilka piłek w czasie Polsat Warsaw Open, rozgrywanego… dziesięć lat temu. Hsieh miała wtedy 24 lata, Iga ledwie dziewięć.

Świetna forma

Minęła więc dekada, a w jej czasie Iga stała się tenisistką o wiele lepszą od swojej dzisiejszej rywalki. Już przed spotkaniem oczywistym było, że jeśli chodzi o czysto tenisowe atuty, to Polka ma ich znacznie więcej. Martwić mogło jedynie jej podejście do meczu – w głowie mieliśmy starcie z II rundy niedawnego US Open, gdy Świątek, występując w roli faworytki, miała ogromne problemy w meczu z Sachią Vickery.

Tym razem Polka jednak zagrała zupełnie inaczej. Pierwszego seta wygrała całkowicie dominując. Znakomicie niwelowała wszelkie atuty rywalki, świetnie grała na returnie i zaliczała kolejne winnery, co na kortach Rolanda Garrosa przy dodatkowo wolnych tegorocznych piłkach, wcale nie jest tak oczywiste. W pierwszym secie oddała Tajwance ledwie jednego gema.

Ale już w drugim miała problemy. Dwukrotnie traciła własny serwis, zaczęła popełniać proste błędy. Śpieszyła się, próbowała szybciej kończyć wymiany, ale spadła przez to dokładność zagrywanych przez nią piłek. Zdarzyło jej się na przykład przegrać gema po dwóch niecelnych smeczach z łatwych pozycji. I znów mieliśmy przez moment w głowie mecz z Vickery, gdzie wyglądało to od pewnego momentu bardzo podobnie. Na szczęście tym razem Iga pozbierała się dużo szybciej.

Było 1:4 – ale ze stratą tylko jednego przełamania – gdy wzięła się do roboty. I już nie oddała rywalce ani jednego gema. Poprawiła grę przy własnym serwisie, znów imponowała returnami, doskonale też wykorzystywała geometrię kortu, zmuszając Hsieh do biegania i odgrywania piłek z coraz to trudniejszych pozycji. W dodatku sama Tajwanka zaczęła grać gorzej, tym razem to jej zdarzało się popełniać proste błędy, nawet przy siatce. A to już – biorąc pod uwagę klasę Su-Wei jako deblistki – pewna niespodzianka.

Iga musiała więc z tego skorzystać i to zrobiła. Mecz zamknęła w godzinę i osiem minut. Łącznie w dwóch pierwszych spotkaniach na korcie spędziła na razie ledwie dwie godziny i trzynaście minut. Ekspresowe tempo. Oby podobne zaprezentowała w kolejnej rundzie.

Z Genie nie będzie łatwo

W piątek Iga zmierzy się z Eugenie Bouchard. Kanadyjka, była finalistka Wimbledonu i półfinalistka Roland Garros, przez ostatnich kilka lat jeśli już prezentowała się z dobrej strony, to  raczej na Instagramie, a nie na korcie. Ale w ostatnim czasie postanowiła przypomnieć fanom tenisa, że grać też potrafi. 13 września wystąpiła w swoim pierwszym finale turnieju rangi WTA od czterech i pół roku. Teraz, w Paryżu, ograła już Annę Kalinskaję i Darię Gavrilovą, a więc dwie całkiem niezłe tenisistki.

Świątek z pewnością będzie musiała podejść do tego meczu niezwykle skoncentrowana. Bo Bouchard w dobrej formie stanowi zagrożenie dla każdej rywalki, a zdaje się, że Kanadyjka jest w najlepszej dyspozycji od dobrych kilku lat. Nagrodą – o ile tak można to nazwać – za zwycięstwo w tym meczu może być z kolei pojedynek z Simoną Halep. Tą samą, która rok temu ograła Igę, oddając jej tylko jednego gema… właśnie w IV rundzie French Open. Może więc czas na rewanż?

Choć, oczywiście, Świątek najpierw do tej IV rundy musi dojść. Halep zresztą też. Bo już dziś pożegnaliśmy dwie spośród faworytek całego turnieju – Serena Williams wycofała się przez uraz, a Wiktoria Azarenka ugrała ledwie cztery gemy w starciu z Anną Karoliną Schmiedlovą. Widać więc, że nawet dla najlepszych zawodniczek nie musi to być wcale łatwy turniej. Kto wie, może w Paryżu doczekamy się nowej mistrzyni wielkoszlemowej.

Fot. Newspix 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez