Świątek i Mattek-Sands muszą poczekać. Turniej debla dla Czeszek

Świątek i Mattek-Sands muszą poczekać. Turniej debla dla Czeszek

Iga Świątek po raz pierwszy w karierze miała dziś okazję powalczyć o tytuł wielkoszlemowy w deblu. W parze z Bethanie Mattek-Sands mierzyła się z Czeszkami – Barborą Krejcikovą (która wczoraj wygrała też turniej singlowy) oraz Kateriną Siniakovą. Faworytkami były rywalki i, niestety, roli zdecydowanie sprostały. Polka i Amerykanka i tak mogą być jednak zadowolone – finał to w ich przypadku wynik powyżej oczekiwań. 

Debel z przypadku, finał nie

W Miami, kilka miesięcy temu, Bethanie Mattek-Sands była w kropce. Szukała partnerki do gry w deblu. Pytała kilku osób, żadna nie mogła jej pomóc. Na pół godziny przed końcem zapisów odezwała się do Igi Świątek, której numer zdobyła. Nie miała wielkich nadziei, wiedziała, że zostało mało czasu. A jednak okazało się, że obie ostatecznie faktycznie zagrały razem w turnieju debla.

 Udało mi się zdobyć jej numer. Napisałam jej coś w rodzaju: „Wiem, że to ostatnia chwila, ale jeśli chciałabyś zagrać debla w Miami, spróbujmy to zrobić”. Odpisała: „Mamy jakieś 20 minut na zgłoszenie, tak?”. Napisałam jej, że dam jej co najmniej kilka dodatkowych dni na przemyślenie wszystkiego z jej zespołem. Udało się. Spotkałyśmy się, poodbijałyśmy razem piłkę, a potem doszłyśmy do półfinału turnieju. Od początku super się bawiłyśmy – opowiadała Bethanie.

Stworzyły – na pierwszy rzut oka – dziwną parę. Bethanie to ekstrawertyczka, prawdziwy wulkan energii, tenisistka, którą na korcie dosłownie “nosi”. Iga z kolei często jest cicha, wręcz nieśmiała, wycofana. Mattek-Sands potrafi jednak wydobyć z niej energię, a Polka doskonale czuje się w towarzystwie starszej o 16 lat Amerykanki. Obie bardzo szybko znalazły wspólny język, co zresztą widać było po wynikach. W Miami był półfinał, w Paryżu udało się już dotrzeć do finału jednej z największych imprez w kalendarzu.

Udało się zresztą po znakomitych meczach. Fenomenalny był zwłaszcza ten z parą Hsieh/Mertens, gdy obroniły siedem piłek meczowych, by wreszcie odrobić straty i wygrać całe spotkanie. W pozostałych były już pewniejsze, radziły sobie lepiej. Przed finałem mieliśmy więc umiarkowane powody do optymizmu. Wiedzieliśmy, że to Czeszki będą faworytkami. To było oczywiste. To w końcu jedna z najlepszych par na świecie, która doskonale się zna, a Bethanie i Iga grają ze sobą od niedawna. Do tego Krejcikova – mocniejszy punkt pary – jest w niesamowitej formie. To przez nią wygrała przecież singlowy turniej na paryskich kortach.

Ale, wiadomo, dopóki piłka w grze…

Zły początek, zły koniec 

Liczyć można było na wiele, ale pierwsze gemy nie potwierdzały nadziei. Bardzo, ale to bardzo źle zaczęło się to spotkanie dla polsko-amerykańskiej pary. Iga i Bethanie zostały dwukrotnie przełamane i dopiero w tamtym momencie zaczęły grać lepiej. Udało im się nawet odrobić stratę jednego przełamania, ale to tylko tyle. W całym secie widać jednak było wiele problemów. Dziś nie najlepiej się obie rozumiały, często wybierały złe kierunki zagrań, ustawiały się w złych miejscach, wyciągając wręcz pomocną dłoń w stronę rywalek. To był festiwal być może nie tak oczywistych, widocznych na pierwszy rzut oka błędów, ale takich, które w deblu okazują się często decydujące. Gdy dodać do tego fakt, że z dyspozycją serwisową obu pań nie było najlepiej, łatwo da się dostrzec, dlaczego przegrały pierwszego seta.

Drugiego zaczęły nie najgorzej. Iga utrzymała swój serwis, a gdy Bethanie się to nie udało, szybko odrobiły stratę przełamania. Ale to by było na tyle. Potem do głosu doszły Czeszki, które nie dały się ograć. Owszem, może Siniakova nie najlepiej radziła dziś sobie przy serwisie, ale już gdy stała tuż przy siatce była niemal nie do zdarcia. Krejcikova za to nie przejęła się tym, że – jak to sugerowało wiele osób – nie da się łączyć singla z deblem na takim turnieju i po raz kolejny prezentowała się znakomicie właściwie w każdym elemencie gry. Jest pierwszą od 2000 roku tenisistką, która na Roland Garros wygrała turniej zarówno singlowy, jak i deblowy.

Przyznamy uczciwie: to był najgorszy mecz Igi i Bethanie w Paryżu. Zwłaszcza Amerykanki, która sama zdawała się to dostrzegać. Gorsza forma wypadła, niestety, na finał. Może w grę wchodziła presja. Może inne rzeczy. Niemniej – obie prezentowały się znacznie poniżej oczekiwań i zasłużenie ten mecz przegrały. Niestety, dużo szybciej i łatwiej niż przypuszczaliśmy. O ile jednak dziś zagrały gorzej, niż się spodziewaliśmy, o tyle wypada dodać jedno – cały ten turniej w ich wykonaniu nasze oczekiwania i tak przekroczył. Owszem, nie wyszedł im ostatni mecz. Zdarza się. Jesteśmy jednak przekonani, że jeśli wystartują jeszcze razem w kilku innych imprezach tej rangi, to będą miały okazję zagrać o tytuł.

Kto wie, może już na Wimbledonie? W deblowym dorobku Bethanie brakuje w końcu tylko tego tytułu wielkoszlemowego.

Świątek/Mattek-Sands 4:6 2:6 Krejcikova/Siniakova

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez