Świąteczne zakupy i lewa recepta… Wracamy do walki z dopingiem

Świąteczne zakupy i lewa recepta… Wracamy do walki z dopingiem

W czasie pandemii sportowi oszuści mogli przez moment czuć się bezkarni. Ale spokojnie – wszystko zaczyna wracać do normy. W ostatnich dniach lekkoatletycznym środowiskiem wstrząsnęło kilka bulwersujących przypadków. Etiopska biegaczka Etaferahu Temesgen Wodaj została przyłapana na stosowaniu EPO, ale poważniejszym problemem była komiczna próba zatuszowania całej sprawy. Efekt? Bezprecedensowa kara zawieszenia na aż 12 lat! Duże problemy mają także Christian Coleman i Salwa Eid Naser – złoci medaliści ostatnich mistrzostw świata, którzy wydawali się faworytami odpowiednio na 100 i 400 metrów podczas igrzysk w Tokio.

Akcja na lekkoatletycznych arenach powoli wraca na najwyższe obroty. W Polsce możemy się o tym przekonać choćby podczas „Lekkoatletycznych Czwartków” na Woronicza organizowanych przez Orlen i TVP Sport. Za kulisami duży ruch można odnotować również w laboratoriach, które przez kilka miesięcy pandemii koronawirusa działały w oparciu o wyraźnie ograniczone moce przerobowe. Gdy w końcu na poważnie zabrały się do roboty, to niemal momentalnie zaczęły wychodzić na jaw kolejne nieprawidłowości.

Ostatnio najwięcej mówiło się o przypadku Colemana. Jeszcze do niedawna Amerykanin wyglądał na kogoś, kto w dłuższej perspektywie może zastąpić w sprincie samego Usaina Bolta. Dziś niezdarnie próbuje się tłumaczyć z kolejnej niefrasobliwości i musi sobie radzić ze zmasowaną krytyką ze strony takich legend bieżni jak Michael Johnson.

Aktualny mistrz świata na 100 metrów ma naprawdę poważny problem – przez ominięcie trzech kontroli w trakcie dwunastu miesięcy może go zabraknąć na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Temat wraca jak bumerang, bo sprinter całkiem niedawno miał przecież identyczny problem. Wtedy uratował go specyficzny i korzystny dla niego sposób przeliczania dat, o którym więcej pisaliśmy w oddzielnym tekście. 

Sprawa rozeszła się po kościach, ale… tylko na moment. W kartotece zawodnika wciąż zostały bowiem dwa poważne ostrzeżenia, których nie udało się zakwestionować. W styczniu 2019 roku minął się z testerem, a w kwietniu nie dopełnił formalności związanych z aktualizacją miejsca pobytu. Mając to wszystko na uwadze tym trudniej zrozumieć to, co wydarzyło się w grudniu tego samego roku. Wtedy kontroler znów nie zastał Colemana w domu i sprawa wróciła do punktu wyjścia. Zawodnik przekonuje, że padł ofiarą spisku władz, które mają polować na niego od kilku miesięcy.

W jego wersji jest jednak wiele luk. Zgodnie z przepisami zawodnicy są zobowiązani do wskazania codziennie godzinnego okna (w przedziale od 5:00 do 23:00), kiedy są dostępni do testów. Amerykanin tłumaczy, że minął się z testerem, bo… akurat robił świąteczne zakupy. Nie precyzuje jednak, czy faktycznie był dostępny podczas wskazanej przez siebie godziny w pełnym wymiarze czasowym. Jeśli choć minutę się spóźnił, to w świetle przepisów jest winny i teraz powinny go czekać poważne konsekwencje – z dyskwalifikacją na czele.

Kontroler puka wiele razy…

Nie mam nic do ukrycia. Jestem gotów poddawać się testom codziennie do końca mojego życia, bo nigdy nie przyjmowałem dopingu – twierdzi Coleman. W długim oświadczeniu szuka wielu wymówek i trochę bezczelnie próbuje się nawet kreować na ofiarę całej sytuacji. Żali się, że w związku z kłopotami w ostatnich tygodniach nasiliły się u niego… ataki paniki i stany lękowe. 

Najpoważniejszym dowodem przeciwko niemu jest jednak dokument wypełniony przez kontrolera. Urzędnik został wysłany do jego domu przez Athletics Integrity Unit (AIU) – to specjalny organ powołany przez World Athletics (dawniej IAAF) do walki z wszelkimi nieprawidłowościami w sporcie. W raporcie kontroler napisał, że dobijał się do drzwi biegacza “co 10 minut przez całą wyznaczoną godzinę”. Przyznał również, że nie jest pewny, czy dzwonek do drzwi w ogóle był sprawny, ale mimo to miał stukać “głośno i wyraźnie”.

Podczas całego procesu ani razu nie zadzwonił jednak do zawodnika, o co ten ma teraz ogromne pretensje. – Przy każdej poprzedniej takiej sytuacji dzwonili do mnie. Nie wiem, dlaczego teraz tego nie zrobili. Chyba powinni skoro sam kontroler napisał, że nie słyszał dzwonka – przekonywał Coleman w oświadczeniu. Przepisy precyzują jednak wyraźnie, że nie ma takiego wymogu, co ma zresztą dość logiczne uzasadnienie.

“Każda informacja zapowiadająca test z wyprzedzeniem daje sportowcowi możliwość dokonania oszustwa lub innego niewłaściwego zachowania. To może potem obniżyć wiarygodność całego procesu. Brak telefonicznego kontaktu w żaden sposób nie usprawiedliwia minięcia się z kontrolerem” – odpowiedział w oświadczeniu rzecznik prasowy AIU.

Coleman nie może liczyć na specjalną wyrozumiałość nawet wśród kolegów po fachu. Jego tłumaczenia wyśmiał Dai Greene – były mistrz świata na 400 metrów przez płotki. 

Christian pyta, co mógł zrobić? Wystarczyło siedzieć w domu i nie iść na zakupy

kpił biegacz. Cały sens tej procedury sprowadza się do tego, by testowany sportowiec dowiedział się o niej dopiero w momencie, gdy usłyszy pukanie do drzwi – dodał Walijczyk. 

Swoje trzy grosze dorzucił także słynny rodak sprintera. – Jeśli po zeszłorocznej przygodzie Coleman znów do czegoś takiego dopuścił, to ludzie mają prawo przypuszczać, że jest na dopingu albo nie traktuje poważnie obowiązujących procedur. Jaki mamy powód, by uważać inaczej? – pytał na Twitterze Michael Johnson.

Sportowe środowisko w zdecydowanej większości wyśmiało tłumaczenia Colemana i stanęło po stronie zasad. Co dalej? Jeśli znów nie uda się znaleźć jakiejś luki w prawie to zawodnik będzie miał poważne kłopoty. Na razie został tymczasowo zawieszony – do czasu pełnego wyjaśnienia całej sprawy przez AIU i Amerykańską Agencję Antydopingową (USADA). Jeśli zarzuty się potwierdzą, to zostanie zdyskwalifikowany na dwa lata i na pewno nie poleci do Tokio.

Szpital na peryferiach

Wiadomo już, że w Japonii nie zobaczymy pewnej zdeterminowanej Etiopki. Cały proces trwał trochę długo, bo Etaferahu Wodaj została tymczasowo zawieszona już w listopadzie 2019 roku. Warto było czekać na pełne wyjaśnienie sprawy, bo między wierszami pojawiło się sporo fascynujących ciekawostek. Biegaczka wpadła na stosowaniu EPO po maratonie w Montrealu, na którym wyśrubowała rekord życiowy do poziomu 2:27.21. Nawet z nim nie była jednak zawodniczką ze ścisłej czołówki, ale można powiedzieć, że powoli się do niej zbliżała.

W obliczu fatalnych wiadomości Wodaj udawała zszokowaną. Odważnie zażądała badania próbki B i oczywiście z miejsca zaprzeczyła, że kiedykolwiek sięgała po jakieś niedozwolone wspomaganie. Na dowód załączyła dokument z etiopskiej kliniki AS Medium Clinic, który miał wszystko wyjaśnić. Wskazywano w nim, że zawodniczka cierpiała na pewne rzadkie schorzenie i poddała się medycznej procedurze jakieś dwa tygodnie przed feralnym startem w Kanadzie.

Po kilku miesiącach próbka B potwierdziła doping. Biegaczka znów próbowała bronić się dokumentami z ojczyzny. W stosie papierów pojawił się certyfikat, w którym lekarz przyznawał się do podania jej zabronionej substancji. Rzekomo miało do tego dojść w ramach terapii po transfuzji krwi. Po wnikliwym zbadaniu sprawy kontrolerzy AIU odkryli, że placówka AS Medium Clinic przestała działać… 3 tygodnie przed domniemaną wizytą Wodaj!

Na tym jednak nie koniec – lekarz, który poświadczył legalność całej procedury… w ogóle nie miał do tego uprawnień. Nie zgadzało się absolutnie nic – włącznie z numerem telefonu podanym w dokumentach. Nazwiska biegaczki nie udało się również znaleźć w rejestrze pacjentów etiopskiego szpitala, w którym rzekomo miała się leczyć po zabiegu w klinice.

W ten sposób makiaweliczna intryga ostatecznie obróciła się przeciwko kreatywnej 30-latce. Za EPO dostała cztery lata zawieszenia, ale za fabrykowanie dokumentów i próbę oszustwa kolejne osiem. Wyrok w praktyce oznacza koniec nadziei na jakąkolwiek karierę w sporcie. – Pięknie, że Wodaj wpadła! Pięknie, że 12 lat kary! Ale niepięknie, że mimo wszystko zdążyła oszukać i okraść tak wiele osób… – skomentował w mediach społecznościowych trener Tomasz Lewandowski.

Czekając na wyrok

Próby zaawansowanych oszustw zdarzały się jednak wcześniej – i to o wiele bardziej utytułowanym zawodniczkom. W styczniu 2019 roku zdyskwalifikowano Jemimę Sumgong – mistrzynię olimpijską w maratonie z Rio. Kenijka parę miesięcy po wywalczeniu medalu również wpadła na EPO i także wybrała podobną ścieżkę oszustw i krętactw z podrobionymi dokumentami w tle. Ostatecznie usłyszała wyrok 8 lat dyskwalifikacji.

Najbliższe tygodnie mogą przynieść jeszcze jedną głośną sprawę. Salwa Eid Naser w 2019 roku zszokowała kibiców i ekspertów zdobywając złoto mistrzostw świata na 400 metrów. Urodzona w Nigerii reprezentantka Bahrajnu wygrała w wielkim stylu – z najlepszym od 34 lat czasem. Szybciej biegały tylko rekordzistki świata o podejrzanej historii – Marita Koch i Jarmila Kratochvilowa. Na początku czerwca nad głową Naser zawisły jednak czarne chmury.

W czym problem? Już przed najważniejszą imprezą 2019 roku zawodniczka była podejrzana o trzykrotne minięcie się z kontrolerami AIU. Mimo to dopuszczono ją do startu, ale teraz ten medal może stracić. Według organizacji Naser nie została zbadana w sumie aż cztery razy – za każdym razem przez niedopilnowanie antydopingowych procedur. Teraz została tymczasowo zawieszona i czeka na ostateczne wyjaśnienie sprawy.

Nigdy nie byłam oszustką! Ominęłam trzy testy dopingowe, co jest zupełnie normalne. To mogło spotkać każdego! Nie chcę, by ludzie odbierali taki przekaz, bo nigdy nie zdecydowałabym się na oszustwo. Wszystko będzie dobrze, choć ta cała sprawa jest pewną plamą na moim wizerunku – przekonywała Naser w mediach społecznościowych.

Jeśli to faktycznie jej linia obrony, to już teraz możemy ocenić, że rokowania nie są najlepsze. Trzykrotne ominięcie testów wcale nie jest “zupełnie normalne” i samo w sobie jest podstawą do dyskwalifikacji, o czym przekonuje się właśnie Christian Coleman. Może nie ma żadnych dowodów, by podejrzewać największe gwiazdy ostatnich mistrzostw świata o doping, ale zdecydowanie są podstawy, bo podważać ich potencjał intelektualny…

KACPER BARTOSIAK


Aktualności

Kalendarz imprez