Sukcesy w Budapeszcie to już przeszłość. Polscy pływacy myślą o Tokio!

Sukcesy w Budapeszcie to już przeszłość. Polscy pływacy myślą o Tokio!

International Swimming League było wyjątkową imprezą. Najlepsi pływacy świata zostali zamknięci na wyspie w Budapeszcie, gdzie przez kilka tygodni toczyli rywalizację. Rywalizację – co warte podkreślenia – przede wszystkim o laury drużynowe. Ale i o wynikach indywidualnych zapomnieć nie można.

Bo te – również w przypadku polskich zawodników – były naprawdę imponujące. Podczas zawodów w Budapeszcie padły rekordy Polski na sześciu dystansach. Ich autorzy przekonują, że na tym nie poprzestaną. I teraz zamierzają przełożyć szybkie pływanie pod koniec 2020 roku na imprezę olimpijską.

O ciekawym projekcie, który miał w ciągu ostatnich tygodniach miejsce w stolicy Węgier, pisaliśmy już w tym miejscu. Pod koniec października wiedzieliśmy, że polscy pływacy mogą przyczynić się do sukcesów swoich zespołów, a przy okazji sami się pokazać. Niewielu spodziewało się jednak, że będą błyszczeć aż takim blaskiem.

Jak petarda

Słów brakowało na popisy Kasi Wasick. Zawodniczka New York Breakers w ciągu sześciu tygodni w stolicy Węgier urosła do miana… najszybszej pływaczki na świecie. Na dystansach 50 i 100 metrów stylem dowolnym regularnie biła rekordzistkę świata – Sarah Sjostrom – która zdołała pokonać ją tylko raz. W swoim najlepszym starcie w pierwszej z tych konkurencji Polka uzyskała kapitalne 23,30.

Ten wynik umiejscowił ją na szóstym miejscu w tabeli wszech czasów. – Wiedziałam, że stać ją na bardzo wiele – mówi nam Alicja Tchórz, która podobnie jak Wasick, reprezentowała barwy Breakers. – Wiedziałam to już po tym, kiedy uzyskała kwalifikację olimpijską w lutym, ale Kasia w ISL wygrywała z takimi przewagami na 50 metrów, które się często nie zdarzają nawet na 200 czy 400 metrów. Ona po prostu deklasowała rywalki, dużo bardziej utytułowane, dużo bardziej znane. Miło się na to patrzyło.

Podobnego zdania jest Kacper Majchrzak, zawodnik Cali Condors: – Prawie pobiła rekord świata! Progres, jaki zrobiła, jest niesamowity. Bardzo się cieszyłem, że tak dobrze jej szło. Tylko dlaczego startowała dla New York Breakers, a nie Cali Condors tak jak w zeszłym roku! Myślę, że sama sobie pluje w brodę. (śmiech) Jej pływanie było godne podziwu. Pełen szacunek, chapeau bas. Widać, że się tym bawi i dojrzała do tego, żeby startować na bardzo wysokim poziomie, a może nawet zdobyć złoto olimpijskie.

No właśnie, bo nie da się o tym nie wspomnieć – w przypadku Wasick faktycznie możemy zacząć mówić o szansach medalowych w Tokio. Zresztą takich ambicji nie ukrywa sama pływaczka, która na antenie Weszło FM podkreśliła, że jej cele się zmieniają. I o ile początkowo celowała w kwalifikację olimpijską, tak obecnie zamierza powalczyć o medal.

Oczywiście – o czym nie można zapomnieć – zmagania w International Swimming League odbywały się na krótkim basenie, a podczas igrzysk zawodnicy będą mierzyć się z pięćdziesięciu-metrowymi odcinkami. Tchórz zauważa jednak, że taka zmiana może… faworyzować Polkę. – Myślę, że dla Kasi pływanie na olimpijskim basenie nie będzie problemem. Ona nie opiera się na niesamowitym pływaniu pod wodą czy nawrotach. Jestem przekonana, że na basenie długim będzie jeszcze groźniejsza niż na krótkim.

Stało się zatem coś, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Przypomnijmy, że podczas mistrzostw świata w Gwangju w 2019 roku nasi pływacy nie zdołali zdobyć żadnego medalu. Po takim niepowodzeniu powszechna opinia mówiła, że za sukces w Tokio będzie trzeba uznać każdy finał wywalczony przez Polaków.

Wasick może zaś osiągnąć znacznie, znacznie więcej.

Poszli za ciosem

Jedno polskiej sprinterce się jednak nie udało. Przed sezonem zmieniła barwy klubowe, przechodząc z Cali Condors do New York Breakers. Opuściła tym samym drużynę, która w 2020 roku okazała się najlepsza i wygrała mistrzostwo. Duży udział w jej sukcesie mieli Polacy: Radosław Kawęcki, Kacper Majchrzak oraz Marcin Cieślak. Ostatni z nich w listopadzie pobił… trzy rekordy Polski.

Dokonał tego w każdej indywidualnej konkurencji, w której brał udział. Mówimy o 100 metrach delfinem (na tym dystansie wykręcił 7. czas w historii!), 50 metrach delfinem, a także 100 metrach stylem zmiennym. Postawa Polaka tym bardziej mogła zaskoczyć, że przecież w ubiegłym roku wrócił do pływania po około trzyletniej przerwie od startów. To łączy go z Wasick, która również przez długi czas nie brała udziału w zawodach.

Oddajmy zresztą głos polskiej zawodniczce: – Razem z Marcinem mamy inne podejście, skupiamy się na swojej pracy, bo wiemy, że będziemy z niej rozliczani i nie rozglądamy się na boki. Kumulujemy tę energię w sobie, a nie się jej pozbywamy. I jesteśmy pozytywni. Bo kiedy myślisz optymistycznie, jesteś uśmiechnięty, to przekłada się to na pracę w wodzie. Mam nadzieję, że inni pływacy będą się tą energią zarażać – mówiła na antenie Weszło FM.

Ze świetnej strony pokazał się też Kawęcki. Najbardziej utytułowany polski pływak minionej dekady najlepiej czuł się w swojej specjalności – 200 metrach grzbietem. Choć – w przeciwieństwie do Wasick i Cieślaka – nie pokusił się o rekord kraju, to równie szybko jak w Budapeszcie nie pływał od paru lat. A przecież w 2018 czy 2019 roku zdobywał medale dużych imprez…

W najlepszej formie od dawna znajdował się również ostatni z “trójki muszkieterów”. Majchrzak bronił barw Cali Condors w wyścigach na 100 i 200 metrów kraulem, a także sztafecie 4×100. – Myślę, że pływałem na bardzo wysokim poziomie. Zabrakło może życiówki, ale na dwusetkę wykręciłem – z tego co kojarzę – swój drugi, czwarty i piąty wynik. Co mnie bardzo cieszyło: przez całe sześć tygodni pływałem równo. Wszystkie setki, które “przemieliłem” – po 46 sekund. Zawsze dawałem z siebie maksa, nie było momentu, w którym pomyślałem: a, dobra, teraz sobie trochę odpuszczę.

Jak wspominaliśmy: w Budapeszcie padło sześć rekordów Polski. Pięć było autorstwa Wasick i Cieślaka, a jeden Alicji Tchórz, która poprawiła wynik na 100 metrów grzbietem należący właśnie do niej. – Byłam zaskoczona. Tak naprawdę od pięciu lat nie zbliżałam się do tego wynik i kiedy zobaczyłam go na tablicy, to nie do końca zdawałam sobie sprawę, czy to faktycznie jest rekord, a może zabrakło mi kilku setnych? Po prostu nie miałam w głowie myśli o biciu tego rekordu. To było bardzo przyjemne. Powiem tak: kiedy byłam małym dzieciakiem i sama siebie zaskakiwałam wynikami, to tutaj stało się coś podobnego – mówi nam pływaczka.

W Budapeszcie startowała jeszcze trójka Polaków: Jakub Skierka, Michał Poprawa oraz Jan Świtkowski. Zawodnicy New York Breakers zyskali istotne doświadczenie (choć ostatni z nich brał już udział w ubiegłorocznej edycji zawodów), ale nie odgrywali aż tak istotnej roli w drużynie, jak ich koledzy oraz koleżanki z kadry.

Galaktyczne pływanie

O tym, że pływanie w International Swimming League stało na wysokim poziomie, świadczą jednak nie tylko występy Polaków. Dość powiedzieć, że w Budapeszcie padło aż dziewięć rekordów świata. Wielkie gwiazdy zadbały o to, żeby rywalizacja nie odstawała od tej, którą obserwujemy na mistrzostwach globu czy igrzyskach. Wśród nich błyszczeli m.in. Olivia Smoliga, Lilly King, a także – przede wszystkim – Caeleb Dressel. Cała trójka reprezentowała barwy Cali Condors, które sięgnęło po mistrzostwo drugiego sezonu ligi.

Na amerykańskiego pływaka naprawdę nie można przymknąć oka. Obecnie jest znany głównie sympatykom pływania, ale jego moment chwały dopiero nadejdzie. Możemy śmiało powiedzieć, że po igrzyskach w Tokio znać go będzie cały świat. Jeśli tylko w grę nie wejdą – tfu, tfu – problemy zdrowotne, powinien w końcu zgarnąć worek złotych medali. Ile dokładnie? Nie można wykluczyć nawet ośmiu. Czyli wyrównania wyczynu Michaela Phelpsa.

Dressel pływał już na imprezie w Rio, zdobył nawet dwa złote medale w sztafetach, ale obecnie jego forma jest wprost… zadziwiająca, niemożliwa, kosmiczna. Czytajcie dalej, a potem sami wybierzcie najbardziej pasujący epitet.

W Budapeszcie Amerykanin pobił cztery rekordy świata. Największe show zrobił podczas przedostatniego dnia zawodów. Najpierw popłynął 47,78 w wyścigu na 100 metrów delfinem, stając się tym samym pierwszym pływakiem, który złamał granicę 48 sekund. A po upływie niecałej godziny wszedł do basenu jeszcze raz i po raz kolejny… wykręcił najlepszy wynik w historii. 20,16 sekund w wyścigu kraulem na 50 metrów – tak szybki nie był nikt nigdy.

Nie mogliśmy nie zapytać o Amerykanina zawodników, którzy “dzielili z nim szatnię”. A szczególnie Cieślaka, bo Polak podczas zmagań w ISL regularnie brał udział w tych samych wyścigach, co Dressel. – Na pewno pływanie z nim było bardzo rozwijające. I tworzenie duetu, który nawet zasłynął w naszej drużynie, bo jeśli ja z Caelebem startowaliśmy, to zwykle się kończyło się na pierwszym i drugim czy pierwszym i trzecim miejscu. Dodawało to pewności siebie.

Z zachwytu nie może wyjść Kacper Majchrzak: – Caeleb jest niesamowity, to inna galaktyka. On pływa, jakby był z kosmosu! Jest również fantastycznym gościem, bardzo pozytywnym, pełnił zresztą rolę naszego kapitana. Można patrzeć na niego i go podziwiać, nie tylko pod kątem pływania, ale tego, jak się regeneruje, zachowuje w stosunku do innych, każdemu dobrze życzy i potrafi zmobilizować do pracy.

Rekordzista Polski na 100 oraz 200 metrów stylem dowolnym “sprzedał” nam też ciekawą historię: – Mieliśmy trzy wygrane mecze eliminacyjne i został tylko czwarty. Trener ustawił rozpiskę w ten sposób, aby trochę odpuścić, dać niektórym zawodnikom odpocząć. A Dressel powiedział: co to ma być? Mamy lecieć na sto procent, mamy wygrać wszystkie zawody! Powinniśmy wybrać najlepszy możliwy skład! Trener czy Jason Lezak [szef Cali Condors przyp-red] zamierzali podejść do tematu bardziej strategicznie, ale on w żadnym razie, zawsze chce iść na maksa. Wszyscy zawodnicy to klepnęli i faktycznie wystawiliśmy podstawowy skład, może z małymi zmianami, ale ci najlepsi pływali cały czas, bez żadnego odpuszczania. Poniekąd przez to wygraliśmy wszystkie spotkania.

W sumie trudno się temu dziwić – najlepsi sportowcy na świecie są znani z olbrzymiej ambicji, chęci wygrywania wszystkiego, co tylko możliwe. A Caeleb Dressel bez wątpienia się do tego grona zalicza. Jeśli ktoś wątpi w to teraz, to po igrzyskach na pewno nie będzie.

– Ważne jest przyzwyczajenie się do pływania z najlepszymi zawodnikami na świecie. Zdobycie tego doświadczenia przekłada się na kolejne wyścigi. Gdyby nie ISL, potrzebowałbym lat, żeby zrobić tyle wyścigów przeciwko na przykład Chadowi Le Clos. Ten spokój i nawyk rywalizacji z najlepszymi przyszedłby po pięciu, sześciu sezonach. A w Budapeszcie przez kilka tygodni regularnie ścigaliśmy się z gigantami. To niezwykle istotne w rozwoju – podkreśla Cieślak.

Kierunek Tokio

Mistrzostwa świata na krótkim basenie? Odwołane. Mistrzostw Europy? Odwołane. Pandemia koronawirusa znacząco uderzyła w tym roku w światowe pływanie. To jednak tylko jedna kwestia. Kolejna jest taka, że nawet sam trening w niektórych miesiącach był niezwykle utrudniony. Pamiętamy przecież, że w okolicach kwietnia czy maja polscy zawodnicy nie mieli dostępu… do basenów. Wciąż brzmi to kuriozalnie, ale faktycznie – tak było.

Ostatecznie sezon został domknięty wielką pływacką imprezą. Rywalizacją na najwyższym poziomie, rozłożoną na okres niemal sześciu tygodni. To rozjaśniło nam trochę mroki, w których ostatnio się znaleźliśmy i dało nieco odpowiedzi na pytanie: kto znajduje się w jakiej formie? Bo przecież – szczególnie z perspektywy pływaka – do zawodów docelowych, czyli imprezy w Tokio, wcale nie zostało wiele czasu.

Wszyscy zawodnicy patrzą już na igrzyska olimpijskie. – International Swimming League uratowało ten rok – uważa Majchrzak. – Ściganie na różnych Grand Prix czy mistrzostwach Polski to nie jest ta bajka. Nie możemy tego porównać. Mieliśmy naprawdę dobre warunki do pływania, a dodatkowo startowaliśmy wśród najlepszych pływaków na świecie. I co cieszy: stawialiśmy im naprawdę duży opór, a czasami nawet wyprzedzaliśmy zawodników, których życiówki mogłyby wskazywać, że są faworytami. Możemy być z tego zadowoleni, a teraz zwyczajnie kontynuować tę pracę i przygotowywać się do igrzysk.

Zapału do pracy nie brakuje też Cieślakowi, który w Tokio nie będzie mógł startować na dwóch nieolimpijskich dystansach – setce stylem zmiennym oraz pięćdziesiątce motylkowym. – Zostaje mi setka delfinem. Szczerze? Sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Będę trochę modyfikował trening, aby lepiej przygotować się do wysiłku na długim basenie, ale po prostu interesuje mnie, jak mi pójdzie. Podchodzę to tego na takiej zajawce: co mogę zrobić, aby się poprawiać. Raczej czuje się pewnie. Wiadomo, że specyfika pływania na krótkim basenie jest inna, ale to też jest pływanie, też jest wysiłek, który muszę znieść. Jestem optymistycznie nastawiony.

Przywołajmy również słowa Wasick: – Na pewno ogromnie się cieszę. Zakończyć tak specyficzny rok z najlepszym czasem na świecie, i to na pół roku przed igrzyskami? Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego scenariusza. To super prognostyk przed Tokio.

Jak wspominaliśmy: po mistrzostwach świata w Gwangju nie było powodów do optymizmu. W grudniu ubiegłego roku, kiedy polska kadra sięgnęła po pięć medali czempionatu Europy na krótkim basenie, pojawiło się światełko w tunelu. A na ten moment – nieco ponad pół roku przed igrzyskami – można przybrać już postawę umiarkowanego optymisty. I choć nie zamierzamy specjalnie uciekać myślami i wróżyć nie wiadomo czego, tak trzeba przyznać, że Polacy na tle międzynarodowej konkurencji pokazali pazur.

– Myślę, że zawodnicy z całego globu to oglądali i zobaczyli, że nie odstajemy od reszty i możemy rywalizować jak równy z równym ze światem. I chyba o to chodzi, żeby pokazać, że nie ma granic i wyłącznie my je sobie stawiamy – podsumowuje Alicja Tchórz.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez