Steph Curry ma olimpijskie ambicje. Czy jemu i innym gwiazdom NBA uda się je spełnić?

Steph Curry ma olimpijskie ambicje. Czy jemu i innym gwiazdom NBA uda się je spełnić?

Choć niedługo skończy 33 lata, czuje się, jakby wciąż miał dwójkę z przodu. I jego występy o tym świadczą. Stephen Curry przeżywa drugą młodość – znowu jest jednym z najlepszych strzelców w NBA, a jego Golden State Warriors to raz jeszcze zespół, który wzbudza respekt.

Amerykanin gra o najwyższe cele, mimo że w swojej karierze zdobył niemal wszystko. Niemal, bo do kompletu wciąż brakuje mu złotego medalu olimpijskiego. To, że zamierza go zdobyć, podkreślał niejednokrotnie. Przeszkodzić może mu jednak terminarz NBA, który w tym roku wyjątkowo koliduje z rozpoczynającymi się w drugiej połowie lipca igrzyskami.

Jak – i czy – on, a także reszta koszykarzy będą mogli te dwie rzeczy pogodzić?

Medal igrzysk może nie być najbardziej wartościowym trofeum w oczach mega-gwiazd NBA, ale tak się składa, że… większość z nich może się nim pochwalić. I to niezależnie, czy mówimy o największych postaciach lat dziewięćdziesiątych, czy ostatnich dwóch dekad. Choćby LeBron James, Kobe Bryant, Kevin Durant oraz Michael Jordan – wszyscy z nich zostali mistrzami olimpijskim.

Ale oczywiście istnieją wyjątki. A najjaskrawszym z nich wydaje się Stephen Curry.

Apetytu mu nie brakuje

Zawodnikowi Golden State Warriors nie jest obce reprezentowanie barw Stanów Zjednoczonych. Dwukrotnie pojawił się na mistrzostwach świata. Po raz pierwszy – w 2010 roku, tuż po swoim pierwszym sezonie w NBA, kiedy jeszcze nikt nie przypuszczał, jak dobry będzie za parę lat. Po raz drugi – w 2014 roku, już jako czołowy rozgrywający globu, ale wciąż zanim zaczął odnosić największe sukcesy.

Jak to się stało, że Curry mijał się z igrzyskami? Cóż, jeśli chodzi o imprezę w Londynie, zwyczajnie nie mógł liczyć na powołanie – nie grał na wystarczająco wysokim poziomie. Natomiast z wyjazdu Rio się wycofał, bo w grę weszły problemy zdrowotne – uznał, że ze względu na wyleczone niedługo wcześniej kontuzje kostki i kolana, lepiej będzie dać sobie odpocząć.

Nie dziwi zatem, że koszykarz ostrzył sobie zęby na występ w Tokio. W 2019 roku mówił dla ESPN: – Taki jest plan, zdecydowanie. Oczywiście, odpukać, jeśli tylko kontuzje i inne problemy mi nie przeszkodzą. Ale na pewno igrzyska są doświadczeniem, które chcę przeżyć. I mam nadzieję, że w przyszłym roku to zrobię.

Jak się okazało – niecały miesiąc później doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy.

W międzyczasie, kiedy Curry zmagał się z urazem, na temat IO wypowiedział się jego ojciec, Dell: – Igrzyska? Były celem Stepha już przed rozpoczęciem sezonu. Wciąż chce na nich zagrać. Kontuzje są lekkim pechem, ale miejmy nadzieję, że użyje igrzysk jako motywacji podczas procesu rehabilitacji.

Ostatecznie w sezonie 2019/2020 Steph wystąpił tylko w pięciu meczach – czterech w październiku, jednym w marcu. Możliwe, że gdyby nie przerwanie sezonu, spowodowane pandemią koronawirusa, byłoby ich więcej. Albo i nie – bo Warriors mogli uznać, że skoro i tak nie celują wysoko, to dadzą swojej gwieździe odpocząć. W każdym razie – ze względu na przełożenie zarówno rozgrywek NBA (które wróciły, ale do bańki w Orlando zaproszono 22 zespoły, bez Warriors), jak i igrzysk – Curry miał sporo czasu na spokojne budowanie formy.

I wykorzystał go w stu procentach.

Stary, dobry…

Czas pędzi nieubłaganie. Curry, który jeszcze nie tak dawno uchodził za rewelację NBA, najbardziej ekscytującego zawodnika na świecie, stał się weteranem, broniącym swojej pozycji w lidze przed nacierającą młodzieżą. W przyszłym miesiącu, 14 marca, skończy 33 wiosny. Ale niezbyt mu to przeszkadza.

– Czuję się obecnie, jakbym miał dwadzieścia-kilka lat. Nie wiem, co to dokładnie oznacza. Może po prostu się oszukuję. Ale myślę, że to dobry znak, jeśli moja głowa mówi mi, że jestem tak młody. Nie mam żadnych obaw, że w najbliższym czasie stracę formę – mówił na początku tego tygodnia.

Curry nie rzuca słów na wiatr. Bo idą za nimi czyny. W bieżącym sezonie trafia 4,5 trójek na mecz – to jego trzecie najlepsze osiągnięcie w karierze. Przy tym zdobywa 28,2 punktów – to piąty wynik w lidze i drugi w karierze zawodnika. A na dodatek wymusza sporo rzutów osobistych, co szczególnie dobrze świadczy o jego fizycznej formie.

Nie można również nie wspomnieć o kilku rekordach, które zdążył już pobić. Przeciwko Portland Trail Blazers, jeszcze w styczniu, zanotował swój najlepszy punktowy wynik w karierze – 62 oczka. Oprócz tego wyprzedził Reggiego Millera w liczbie trafionych w karierze trójek (przed nim już tylko Ray Allen), a także stał się drugim zawodnikiem Warriors (obok Wilta Chamberlaina), który uzbierał ponad 17 tysięcy punktów.

Sami Warriors, pozbawieni kontuzjowanego Klaya Thompsona, może nie zachwycają, ale radzą sobie i tak znacznie lepiej niż w ubiegłych rozgrywkach, kiedy byli czerwoną latarnią ligi. Z dwudziestu dwóch dotychczas rozegranych spotkań wygrali dwanaście. A to przecież, w obliczu obecnych realiów (krótkiej przerwy między sezonami, wypadających z powodu pozytywnych wyników testów na COVID-19 graczy) bardzo dobry wynik.

Oczywiście – to wszystko nie zmienia faktu, że sezon 2020/2021 jest dla Warriors poniekąd przejściowy. Mistrzowskie ambicje raczej odłożą na jeszcze następny, kiedy do składu dołączy Thompson, a młodzież zanotuje kolejny krok naprzód (szczególnie James Wiseman, który walczy o nagrodę dla najlepszego debiutanta).

Curry zatem cieszy się grą, ale najcenniejszym tytułem, który trafi w tym roku w jego ręce, może być ten olimpijski. Tylko no właśnie, czy uda mu się pojechać do Tokio? Sam zainteresowany stwierdził: – Szczerze, nie mam pojęcia. To jest bardzo otwarta kwestia, i naprawdę nie mam pojęcia. Nie mogę lepiej odpowiedzieć.

Podobnie wypowiedzieć może się praktycznie każdy zawodnik, który gra w NBA.

Sporo niewiadomych, ale i pierwsze konkrety

Aby wytłumaczyć cały problem, zacznijmy od wiele mówiących dat. Igrzyska w Tokio rozpoczną się 23 lipca, a pierwszy mecz na turnieju koszykówki jest zaplanowany na 24 lipca. Tymczasem, siódmy mecz finałów NBA (jeśli te nie skończą się wcześniej) wyznaczono na… 22 lipca.

A przecież cały czas nie możemy wykluczyć dodatkowych komplikacji: na przykład scenariusza, w którym niektóre mecze w fazie play-off zostaną przełożone – ze względu na ognisko koronawirusa w danym zespole – co jeszcze bardziej opóźni zakończenie sezonu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się zatem oczywiste – gracze występujący w zespołach, które będą grać w finałach, mogą zapomnieć o igrzyskach. Z drugiej strony – celujący w kolejny tytuł LeBron James zaznaczył, że wcale nie wyklucza występu w Tokio. – To wciąż możliwe. Szansa nie wynosi zero, tyle mogę powiedzieć. Kocham trenera “Popa” [Gregga Popovicha, szkoleniowca kadry USA – przyp-red].

Załóżmy więc sytuację, w której 36-letni zawodnik skończyłby trwające trzy miesiące play-offy, po czym – po paru dniach odpoczynku, a może tylko jednym – wsiadłby do samolotu i poleciał wraz z resztą kadry do Kraju Kwitnącej Wiśni. Brzmi jak science-fiction? Bez dwóch zdań, ale jak widzicie – LeBronowi nie brakuje optymizmu.

Jak natomiast wyglądałoby to u zawodników, którzy sezon zakończyliby nieco wcześniej?

Gracze, którzy nie awansują do fazy play-off (czyli reprezentanci czternastu zespołów), na wakacje udadzą się albo 16, albo 21 maja (zależnie, czy wezmą udział w dodatkowym turnieju, decydującym o awansie do play-off). U nich zatem – na pierwszy rzut oka – nie powinno być problemu, jeśli chodzi o ewentualny występ w Tokio. Bo przecież na naładowanie bateryjek będą mieli zagwarantowany cały miesiąc.

Inna sprawa, że tradycyjnie regularny sezon w NBA kończył się jeszcze w pierwszej połowie kwietnia. Tak więc nawet zawodnicy nieodnoszący sukcesów zespołowych mogą dwa razy pomyśleć, zanim zaakceptują ewentualne powołanie. Oczywiście, wiele zależy od tego, czy mówimy o amerykańskich graczach, czy nie. Wiadomo, że zawodnikowi z Europy, Afryki czy Australii trudniej będzie odmówić gry w kadrze. Bo kto go wtedy zastąpi, skoro jego kraj wcale nie dysponuje potężnym zapleczem?

LeBron James jest jedną z gwiazd, które w teorii mają najmniejszą szansę na grę w Tokio, ale i tak jej nie wyklucza

Problem opisywał Adrian Wojnarowski, czołowy dziennikarz najlepszej ligi świata: – W związku z nieustającą pandemią pojawia się mniejszy optymizm, jeśli chodzi o występ najlepszych zawodników na igrzyskach. NBA i NBPA [związek zawodników – przyp-red.] zajmą stanowiska, że olimpiada jest istotna, ale dla właścicieli klubów to żaden priorytet. Nie czerpią oni żadnych korzyści finansowych z praw telewizyjnych, jeśli ich zawodnik będzie grał w Tokio. Najważniejsze jest dla nich to, że gracz, w którego inwestują miliony dolarów, poddany jest dodatkowemu wysiłkowi. Biorąc pod uwagę pandemię, igrzyska tracą na znaczeniu dla nich, władz klubów czy NBPA.

Reprezentacja Stanów Zjednoczonych, dla której kolidujące terminarze NBA i igrzysk stanowią największy problem, ogłosiła, że na ten moment lista kandydatów do występu w Tokio liczy sześćdziesiąt nazwisk. Jest ich oczywiście tak dużo, bo z pewnością niektórzy gracze się wykruszą. To może spowodować kolejne komplikacje – MKOl oraz FIBA wymagają, aby zespoły ogłosiły swój skład na igrzyska z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. A właśnie USA nie do końca może to zrobić.

Dyrektor amerykańskiej kadry – Jerry Colangelo – uprasza się o większą elastyczność w tym temacie. – To nie są normalne czasy. Tworzenie składów na długo przed igrzyskami nie ma sensu – mówił. Jeśli popatrzymy na to, że Amerykanie zamierzają wystartować z pierwszym obozem przygotowawczym dopiero 4 lipca, w czasie trwających play-offów, to trudno się z tym nie zgodzić (w grę – według ESPN – ma wchodzić też późniejsza bańka w Las Vegas, gdzie sparingi toczyłyby Australia, Hiszpania i USA).

Jak będą zatem wyglądały składy najmocniejszych reprezentacji na igrzyskach? Jak widzicie, czynników jest mnóstwo. Zaczyna się od chęci zawodników. Potem dochodzi opinia klubów. A na końcu przeszkodą może okazać się regulamin, który będzie pospieszał zawodników w podjęciu decyzji, czy do Tokio polecą.

Jeśli jednak gracz będzie na tyle zdeterminowany, żeby mimo wizji skrócenia wakacji, nie zrezygnować z olimpijskich marzeń, nic nie powinno go zatrzymać. Choćby Rudy Gobert wypowiadał się, że może ominąć ceremonię otwarcia, ale na igrzyskach i tak chce zagrać. Czy takie podejście będzie miał też Stephen Curry? Jest na to szansa, szczególnie że Warriors w lipcu będą niemal na pewno poza play-offami.

My oczywiście liczymy, że jeden z najlepszych koszykarzy XXI wieku faktycznie pojawi się w Tokio. Bo olimpijskie turnieje potrzebują takich postaci – szczególnie w sytuacji, kiedy liczne nieobecności stały się nieuniknione.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Piotrek
Piotrek
4 miesięcy temu

Dziękuję za kolejny artykuł o NBA. LeBron James (i Anthony Davis) można założyć, że kończy Finał NBA w 6-sześciu meczach czyli 20 lipca (wtorek). Igrzyska startują 23 lipca (piątek) a pierwszy mecz rozgrywają 25 lipca z Francją (niedziela). Zatem różnica 5-pięciu dni. Biorąc pod uwagę najkrótsze świętowanie tytułu plus podróż plus protokoły można założyć, iż LeBron mógłby zagrać w drugim spotkaniu 28 lipca z Iranem (środa). To w sumie 8-osiem dni i jest to realny scenariusz tym bardziej, że LeBron zapewne będzie zdeterminowany aby wystąpić w Igrzyskach, także ze względu na promocje “Space Jam 2”, który to film premierę będzie… Czytaj więcej »

Piotrek
Piotrek
4 miesięcy temu

ps….. aaa najbardziej prawdopodobne jest zagrożenie katastrofą naturalną … na obszarach gdzie Japonia, także USA … reasumując ostatnie Igrzyska naszej ery już oglądaliśmy.

Marcin
Marcin
4 miesięcy temu

jego ojciec ma na imię Dell. Seth to jego brat.

Aktualności

Kalendarz imprez