Stadion Skry Warszawa: Hańba. Wstyd. Kiełbasa wyborcza.

Stadion Skry Warszawa: Hańba. Wstyd. Kiełbasa wyborcza.

Relikt PRL. Choć niegdyś piękny (oddany po pięcioletniej przebudowie do użytku w 1953 roku), 35-tysięcznik, w zamyśle żużlowy, faktycznie największe i najbardziej jakościowe imprezy odbywały się tam w lekkiej atletyce. Dziś to ruina, zagrożenie budowlane, efekt wieloletniego sporu wyciąganego na jaw jak as z rękawa przy każdej politycznej przepychance. Stadion Skry Warszawa, na którym padały rekordy świata, Europy i Polski, na którym biegali, miotali i skakali najlepsi sportowcy globu, wciąż stanowi pretekst do smażenia kiełbasy wyborczej na politycznym grillu. A po jej skonsumowaniu o sprawie się zapomina, aż do następnych wyborów.

Qui pro quo. Hańba. Wstyd. Te wszystkie określenie nasuwają się na myśl kiedy powraca temat tego niesamowitego obiektu. Kojarzycie apokaliptyczną wizję z serialu 1983? To właśnie na tym ponurym obiekcie usytuowanych zostało kilka równie ponurych wątków fabuły osnutej w policyjnym państwie. Taki paradoks. Tymczasem nic tam się nie zmienia od lat. Jak zaznacza redaktor Przeglądu Sportowego Maciej Petruczenko, od lat pięćdziesięciu! Choć pani Teresa Sukniewicz-Kreiber dementuje te spostrzeżenia, twierdząc że biegała na tym obiekcie, kiedy jeszcze był piękny.

A na Skrze było wszystko: boiska do siatkówki i koszykówki, korty tenisowe, treningowe boisko piłkarskie, tor żużlowy, hotel ze stołówką, gabinet lekarski, sauna, spora sala gimnastyczna i gabinet odnowy, stadion treningowy (dziś wykorzystywany przez rugbistów Skry), kompleks pływalni, Muzeum Sportu (od lat działającego już przy Centrum Olimpijskim w innej części miasta). Za sprawą największych nazwisk Skry ostatnich lat Kamili Skolimowskiej a później Anity Włodarczyk wygospodarowano teren pod rzutnię dla młociarzy.

To wszystko położone w centralnym punkcie Warszawy, przy drodze prowadzącej z lotniska Okęcie, w zieleni Pola Mokotowskiego. Potencjalna duma stolicy kraju, a faktycznie qui pro quo, hańba, wstyd i wielki znak zapytania o co w tym wszystkim chodzi. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to pojawia się temat pieniędzy, albo temat ich braku.

Pamiętam za młodu, lata 80. Działały jeszcze baseny, na których spędzaliśmy całe dnie z kumplami z osiedla, zajadając się jajkami na twardo i agrestem, popijając kompot porzeczkowy z harcerskich bidonów. We wczesnych latach 90., mimo że trybuny były już mocno zniszczone, na płycie jeszcze coś się odbywało. Mityngi, lekkoatletyczne mistrzostwa Polski, na które wybraliśmy się jako kibice z lekkoatletami z równoległej klasy ogólniaka, z SMS-u na Zuga. Z pewnością zazdrością zerkaliśmy na liceum im. Słowackiego, drugi z warszawskich SMS-ów, że tak blisko mają taki niesamowity stadion. Jeszcze na początku lat 2000. Przegląd Sportowy wysyłał mnie na mecze siatkarek w celach sprawozdawczych. To se ne vrati.

To było naprawdę kultowe miejsce. I nie mam na myśli tylko giełdy, jarmarku perskiego (poszukajcie sobie fenomenalnych felietonów publikowanych przez Życie Warszawy pt. „Dzień Targowy” autorstwa Marka Przybylika, cudo!), na który chodziło się popatrzeć na „skarby” z zachodu, powymieniać kasety wideo, by potem z wypiekami na twarzy obejrzeć „Rambo”, „Zaginionego w akcji” czy „Gliniarza z Beverly Hills”. Filmy dla dorosłych też ponoć można było trafić, tak mówili starsi koledzy.

Zanim wejdziemy w przyczyny dzisiejszego stanu rzeczy, zanim się okaże z czego wynika ta cała paranoja, musimy wyjaśnić obecność Krzysztofa Kaliszewskiego w ciągu dalszym. To nazwisko kojarzące się z najwybitniejszą młociarką świata Anitą Włodarczyk. To właśnie trener Kaliszewski stoi za największymi sukcesami, mistrzostwem olimpijskim, świata, Europy, rekordami świata Anity… Trener Kaliszewski przewinie się w tym tekście po kilkakroć, jako że pełni on funkcję prezesa Robotniczego Klubu Sportowego SKRA Warszawa.

A na stronie RKS Skra czytamy (i płaczemy): „Po politycznym przełomie roku 1989 polski sport stracił dotychczasowy, państwowy i związkowy mecenat, zaś nie zyskał jeszcze nowych sponsorów w sektorze prywatnym…. W konsekwencji kluby sportowe, w tym także „Skra”, doświadczyły poważnych kłopotów finansowych. W ostatniej dekadzie XX wieku kluby te nie były w stanie prawidłowo funkcjonować w warunkach gospodarki wolnorynkowej. W tym czasie ówczesne kierownictwo RKS „Skra” starało się poprzez działalność gospodarczą i transakcje mieniem (nieruchomościami) poprawić budżet Klubu. Bez rezultatu… Pochopne układy z przedsiębiorcami przyniosły tylko doraźne uregulowanie zaległych płac i podatków. W rezultacie obiekty sportowe „Skry” popadły w ruinę z powodu braku środków na ich bieżącą konserwację, remonty czy modernizacje.”

***

Bieżnia żużlowa w 1969 roku została zamieniona na tartanową, co stanowiło wydarzenie tyle epokowe, co symboliczne. To odmieniło jakość polskiej lekkiej atletyki, zarówno pod względem treningowym jak i wynikowym. – Różnica była kolosalna! Kiedy jechałam na jedyne moje igrzyska do Meksyku, z góry wiedziałam, że będę na straconej pozycji, że jadę tam tylko po doświadczenie. Trenowałam na bieżni żużlowej, a tam biegało się już na tartanie. To była przepaść – wspomina Teresa Sukniewicz-Kreiber, czołowa lekkoatletka przełomu lat 60. i 70., która samego biegu po rekord świata nie pamięta: – To był jeden z wielu biegów, raczej pamiętam to co działo się później i tłumy na trybunach! Na Skrę zjeżdżały się warszawie kluby, których zawodnicy potrzebowali technicznego treningu. 

Po wylaniu tartanu w 1969 roku, dosłownie chwilę później posypały się tam genialne wyniki, w tym rekordy świata autorstwa Ireny Kirszenstein-Szewińskiej, Grażyny Rabsztyn czy Sukniewicz, świetne biegi Ewy Kłobukowskiej, skoki Tadeusza Ślusarskiego i Władysława Kozakiewicza oraz Jacka Wszoły. Rekordy Europy bili również Bronisław Malinowski i Marian Woronin. Tak było kiedyś, dziś to ruina.

Teraz można sobie wskazywać palcem jak to się stało, z czyjej winy. Kaliszewski wyjechał do USA, nie przekazał ani kluczy ani dokumentacji miastu, przez co miasto ma związane ręce i nie może ruszyć tych 24 milionów, które chce zainwestować. Dopóki jednak sytuacja wygląda tak, że rząd jest w rękach PiS, a Warszawą rządzi Platforma, nikt nie pozwoli ministrowi sportu na dołożenie do tej kwoty 50% kosztów budowy stadionu. Warszawa więc musiałaby znaleźć prywatnego partnera. Tak to się wszystko odbywa. Kaliszewski obiecywał publicznie, że klucze wyda, że sprawa jest jasna, zakończona, jednak nie skończył się jeszcze proces sądowy. To wszystko jest… obrzydliwe. Pieniędzy zabrakło za PRL-u na doinwestowanie obiektu, a w nowej rzeczywistości rada miasta lekkomyślnie przekazała teren w użytkowanie wieczyste klubowi, a potem zaczęli robić sobie chłopcy prywatne eldorado – komentuje Maciej Petruczenko.

Fakt, znajduje się tam odwiedzany przez niemal wszystkich sportowców Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej, ale to chyba jedyna sensowna instytucja pasująca do pierwotnych założeń. Poza tym również szereg prywatnych inicjatyw, podziemnych klubów muzycznych, parkingi, zakład wulkanizacyjny. Jeden z placów przeznaczono na rzutnię i przez lata trenowała tam choćby Anita Włodarczyk, która jednak już Skry nie reprezentuje. Na boisku do rugby z powodzeniem grają i trenują rugbiści właśnie i przynajmniej oni trzymają poziom stanowiąc solidną drużynę ekstraligową.

W pewnym momencie zrobiło się głośno na temat Global Partners – inwestora z Irlandii, który miał wybudować nowy stadion w rozliczeniu za grunty pod deweloperkę. To miał być Park Światła. Jednak światło nie rozbłysło, mimo że te ruchy wykonywane były 12 lat temu, okazały się kolejnymi mrzonkami. To jedna z koncepcji właśnie, by oddać część gruntu pod osiedle/biurowce, a w zamian za budowę stadionu. Pomysł wydaje się sensowny. Ponoć Urząd Miasta Stołecznego Warszawy ma zarezerwowane w budżecie 24 miliony. Przypomnijmy tylko, że stadion przy Łazienkowskiej 3 kosztował 400 milionów, więc owe 24 miliony to kwota lekko półśmieszna. Wspominane przez Macieja Petruczenkę 50% wynika z realnej wyceny potrzeb i oszacowanie inwestycji oraz z kwoty 200 milionów złotych, która nagle pojawiła się w jednej z wymian politycznych uprzejmości, licytacji kto lepszy, kto mniej, a kto bardziej winny.

****

Zacytujemy tutaj w całości list napisany przez dwukrotnego mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą Tomasza Majewskiego:

List otwarty do Krzysztofa Kaliszewskiego
Prezesa RKS SKRA aktualnego posiadacza obiektu sportowego przy ul. Wawelskiej 5 w Warszawie (SKRA)

Krzysztofie

od kilkunastu lat jesteś prezesem Robotniczego Klubu Sportowego SKRA, który od 1974 roku był odpowiedzialny za zarządzanie i rozwój jednego z kluczowych obiektów lekkoatletycznych nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce. Niestety obraz zastałej rzeczywistości pokazuje, że zadanie to przerosło Klub i nie zostało wykonane.

Obiekt zlokalizowany przy ul. Wawelskiej 5 w czasach swojej świetności był miejscem tętniącym życiem i pełnym potencjału. Dzisiejsza SKRA kompleksem sportowym jest tylko z nazwy. Lata zaniedbań doprowadziły to pełne historii miejsce do ruiny, wymagającej natychmiastowej, gruntownej modernizacji. Zamiast miejsca otwartego i przyjaznego sportowcom i mieszkańcom, zarządzana przez Klub SKRA stała się domem dla szeregu podmiotów, które ze sportem nie mają nic wspólnego, jak m.in. komis samochodowy, wypożyczalnia samochodów, pub, wulkanizacja czy parkingi komercyjne. Dotychczasowy sposób zarządzania doprowadził przede wszystkim do dewastacji obiektu, ale również odgrodzenia od innych tkanek miejskich (np. Pola Mokotowskiego), z którymi powinien tworzyć wspólną, unikatową przestrzeń sportowo-rekreacyjną.

Mimo wyroków sądowych, wielu spotkań, pism i Twoich publicznych zapewnień, obiekt wciąż nie wrócił do miasta. I mimo tych przeszkód, przy naszym udziale (przedstawicieli Polskiego Związku Lekkiej Atletyki), w październiku 2018 r. został rozstrzygnięty konkurs architektoniczno-urbanistyczny na koncepcję modernizacji tych terenów. Miasto jest gotowe, aby niezwłocznie przeprowadzić negocjacje i zawrzeć umowę. Ruszenie z konkretnymi pracami blokuje tylko zwrot nieruchomości. Miasto gotowe jest już teraz zacząć rozbiórkę, ponieważ na terenie znajduje się wiele obiektów, które są w fatalnym stanie technicznym. Przed Warszawą są również prace nad projektami budowlanymi, uzyskiwanie pozwoleń na budowę i projekty wykonawcze. Należy jak najszybciej ruszyć z tymi działaniami, aby z końcem 2019 roku bądź na początku 2020 roku rozpocząć już właściwą modernizację ośrodka. Każdy kolejny dzień zwłoki jest zagrożeniem dla wypracowanego harmonogramu prac. Miasto jest przygotowane, aby SKRA wróciła na sportową mapę Warszawy.

Odbudowa będzie realizowana w dwóch etapach, dzięki czemu obiekt szybciej zostanie przywrócony mieszkańcom Warszawy i jej sportowcom. W pierwszym etapie zrealizowane zostaną zespół treningowy, obejmujący stadion lekkoatletyczny (rozgrzewkowy dla stadionu głównego), rzutnie oraz budynek zaplecza, a także strefa sportowo-rekreacyjna. Ta część inwestycji ma wesprzeć nie tylko sportowców w ich codziennych treningach, ale będzie również służyć mieszkańcom w zaspokojeniu ich potrzeb związanych z rekreacyjnym uprawieniem sportu.

To tylko ogólny opis planów przyszłego zagospodarowania, które znasz ze wszystkimi szczegółami. Otrzymałeś od miasta pełną koncepcję do zaopiniowania, a Twoje uwagi mogłyby zostać wykorzystane na etapie tworzenia właściwej dokumentacji projektowej, ale nie przedłożyłeś swoich propozycji. Odrzucając przyjętą i zaproponowaną drogę do docelowego odbudowania świetności tego ważnego obiektu, odrzucasz nie tylko wyciągniętą do Ciebie rękę Warszawy, ale także swoich kolegów ze Związku Lekkoatletycznego i całego środowiska sportowego.

Osiągane przez Ciebie i Twoich zawodników, w tym najwybitniejszej z nich – Anity Włodarczyk, wyniki są niepodważalne i na stałe wpisały się w historię polskiej lekkiej atletyki. Chcemy, abyś wyłącznie w ten sposób był kojarzony z królową sportów i aby kolejne zapisywane przez Ciebie karty naszej historii nie zostały przysłonięte obrazem upadającej i zdewastowanej SKRY.

Prezesie Kaliszewski, nie jest jeszcze za późno. Czekamy na ostatni krok i zrobienie czegoś dobrego dla polskiej lekkiej atletyki, dla tego historycznego, ważnego dla warszawianek i warszawiaków miejsca. Już czas, abyś oddał SKRĘ dobrowolnie. Mieszkańcy i nasi zawodnicy tracą już cierpliwość i chcą jak najszybciej wrócić na te tereny.

Prezes Warszawsko Mazowieckiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki
Tomasz Majewski

****

– Młodzieży trenującej na płycie stadionu nie interesują te wszystkie polityczne przepychanki. Wieża grozi zawaleniem. Rozpacz. W końcu dojdzie do nieszczęścia. Dziś wspominam pierwszomajowy mityng, Memoriały Kusocińskiego z udziałem choćby słynnego długodystansowca Rona Clarka. Na Memoriale 1970 roku Teresa Sukniewicz ustanowiła rekord świata 12.8 na 100 m przez płotki, potem we wrześniu też na Skrze poprawiła ten wynik na 12.7. Również Irena Szewińska pobiła rekord świata na Memoriale Kusego 49.9 – pierwszy wynik poniże 50 sekund na 400 m. Nieco później padł rekord świata Grażyny Rabsztyn 12.36 na 100 m przez płotki po fantastycznym biegu płotkarek w 1980 roku. Czas ten by lekko dał medal olimpijski na ostatnich igrzysk w Rio.. W międzyczasie trzy rekordy Europy Władysława Kozakiewicza, rekord Europy Bronka Malinowskiego na 3000 m z przeszkodami, no i potem 10.00 Woronina na sto metrów w 1984 roku, które też było rekordem Europy i do dziś jest rekordem Polski. Podsumowując na stadionie Skry doszło do bardzo wielu ciekawych wydarzeń. Michał Jachimowski w trójskoku pokonał 17.06 m i sam mierzyłem mu ten wynik. Ja go trochę krytykowałem, że nie może starego rekordu Józefa Szmidta poprawić (17,03) i się założyliśmy. Osobiście trzymałem koniec taśmy, sam przechodząc do historii. Śmieję się, że nie to się liczy kto skacze, tylko to kto mierzy – mówi redaktor Petruczenko.

Aby zrozumieć znaczenie kulturowe Skry w tamtych czasach, wystarczy kolejne wspomnienie Teresy Sukniewicz-Kreiber: – Wtedy moda taka była, by z dziewczyną przychodzić na randkę właśnie na Skrę, by popatrzeć na rywalizację lekkoatletów

Niezależnie od obecnego statusu, czy trener Krzysztof Kaliszewski odda klucze i dokumentację, czy Warszawa przejmie obiekt, czy w końcu zacznie się cokolwiek dziać, by stadion wrócił do funkcjonowania, jedno jest pewne: to absolutna kompromitacja władz Warszawy. Mimo że nie sposób wskazać jednego nazwiska winowajcy, jednego konkretnego prezydenta, który by cesarskim gestem kciukiem w dół skazując Skrę na niebyt, że w nowej Polsce nie zrobiono z tym porządku. To wina Rady Warszawy i władz klubu, który w swoim zacietrzewieniu trwał w stanie niemożliwości wyciągnięcia z tego obiektu jego potencjału, przedsięwzięcia na bieżąco kroków mających na celu uratowanie go przed zgubą. Klub, który zgodnie z prawem miał w użytkowaniu wieczystym 20 hektarów w środku stolicy i zgodnie z prawem, wbrew wszystkim logicznym przesłankom, doprowadził do zrujnowania tego niesamowitego obiektu.

Maciej Petruczenko przywołuje bolesne porównanie:

Tylko Tirana i Prisztina nie mają stadionu lekkoatletycznego nadającego się na zawody międzynarodowe.

To gdzie my jesteśmy? Przepychanek politycznych w tym wszystkim najwięcej, a faktycznie najmniej ich potrzeba. Trener Kaliszewski nie prowadzi już Anity Włodarczyk, Anita zaś nie reprezentuje już barw Skry. Na stadionie Skry, którego nam w latach 70. ubiegłego wieku powszechnie zazdroszczono, planowano zorganizować Mistrzostwa Europy 1971, lecz Międzynarodowa Amatorska Federacja Lekkiej Atletyki opowiedziała się ostatecznie za Helsinkami. Warszawy na mapie lekkoatletycznej świata i Europy dziś nie ma, mimo sporadycznych podrygów w postaci szczątkowego Memoriału Kamili Skolimowskiej na Stadionie Narodowym sprzed kilku lat (w gwiazdorskiej obsadzie), czy też wydarzeń typu pchnięcie kulą i skoki o tyczce na podzamczu przy fontannach.

Oczywiście w Polsce mamy fantastyczne obiekty, na których odbywają się i planuje się wielkie wydarzenia, jak choćby Stadion Śląski (gdzie za rok mają się odbyć World Relays – nieoficjalne mistrzostwa świata sztafet) czy Stadion im. Krzyszkowiaka w Bydgoszczy, gdzie reprezentacja Polski w poprzednim sezonie wywalczyła złoto Drużynowych Mistrzostw Europy. Natomiast w stolicy w zasadzie jedynym sensownym miejscem do treningu jest stadion Akademii Wychowania Fizycznego na Bielanach, ale jego pojemność jest ograniczona – to po pierwsze. A po drugie, to obiekt akademicki i kluby sportowe oraz kadra korzystają ze stadionu i jedynej w Warszawie(!) hali lekkoatletycznej na zasadach grzecznościowych (komercyjnych).

Może to dobrze, że to już ostatnie dni kampanii wyborczej. Znowu zapomnimy o stadionie Skry, nikt nie będzie rozdrapywał ran. A może jakimś cudem sumienie zarządców Skry pozwoli w końcu na oddanie miastu obiektów, które wyrokiem Sądu Najwyższego w końcu zostało uznane prawowitym właścicielem terenu? Dopóki Warszawa faktycznie nie przejmie zarządu nad nieruchomością, nie uruchomi tych 25 milionów, dopóty nic się nie zmieni. Kaliszewski najpierw nie widział przeszkód, by potem ogłosić niespodzianie, że projekt przygotowany przez ratusz nadaje się tylko na przemiał i że tylko Ministerstwo Sportu może udźwignąć tak wielką inwestycję, bo znów wkroczyła do gry polityka. Czas z tym skończyć i zabrać się do działania, bo na tym skorzystają wszyscy.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. wikipedia


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez