Sportowy Dzień Matki w Katarze. To dopiero początek?

Sportowy Dzień Matki w Katarze. To dopiero początek?

29 września lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Dausze na moment zamieniły się w Sportowy Dzień Matki. Rywalizacja wśród kobiet pokazała jedno: po urodzeniu dziecka naprawdę można wrócić na szczyt. W największym stopniu udowodniły to złote medalistki z tego dnia – Shelly-Ann Fraser-Pryce (100 m), Allyson Felix (mieszana sztafeta 4×400 m) oraz Liu Hong (chód sportowy). W mniejszej skali ta sztuka udała się również dwa dni później również Kamili Lićwinko, która w stojącym na kosmicznym poziomie konkursie skoku wzwyż zajęła piąte miejsce.

Fraser-Pryce i Felix to już właściwie weteranki. W poważnym sporcie osiągnęły wszystko i po założeniu rodzin teoretycznie nie musiały wracać. Zrobiły to tylko dlatego, że miały na to ochotę i wciąż szukały sportowych wyzwań, choć zdążyły już przecież wygrać wszystko, co było do wygrania. Obie motywuje głównie wizja startu na igrzyskach olimpijskich Tokio 2020 i sugerując się samymi tylko ich wynikami w Katarze można odnieść wrażenie, że znajdują się na dobrej ścieżce do wywalczenia tam kolejnych trofeów.

Reprezentantka Jamajki ma w gablocie sześć olimpijskich medali z każdego możliwego kruszcu. Królową “setki” była już w 2008 i 2012 roku. Złoto wywalczone w Dausze było jej dziesiątym medalem mistrzostw świata, a osiem z tych krążków to właśnie najcenniejsze dla sportowca wyróżnienia. Michael Johnson już w 2016 roku nazwał Fraser-Pryce najwybitniejszą sprinterką w historii, ale można odnieść wrażenie, że po urodzeniu dziecka lekkoatletka może wskoczyć na jeszcze wyższy pułap niż dotąd.

W Katarze w każdym starcie schodziła poniżej jedenastu sekund. Była najszybsza w eliminacjach, półfinałach i na końcu w finale. W najważniejszym momencie dobiegła do mety z rewelacyjnym czasem 10.71 – najszybszym w tym roku i zaledwie o setną sekundy gorszym od jej rekordu życiowego z 2012 roku. “Pocket Rocket” w wieku 32 lat wygląda być może najlepiej w karierze i już zapisała się w długiej historii lekkoatletycznych mistrzostw świata jako najstarsza triumfatorka biegu na 100 metrów.

– To, że dotarłam do tego miejsca w tym wieku i z małym dzieckiem, jest dla mnie spełnieniem marzeń. W nocy przed finałem nie zmrużyłam oka – to wszystko przez nerwy. Z mentalną siłą można jednak osiągnąć to, co ma się w planach. Dalej nie mogę w to uwierzyć! Pracowałam strasznie ciężko, by wrócić na ten poziom. Syn Zyon i mój mąż byli moim dodatkowym wsparciem. Gdy wszyscy we mnie wątpili, zawsze mogłam liczyć właśnie na nich. Nie mam wątpliwości, że to dzięki nim dotarłam do tego miejsca – przyznała po wszystkim zawodniczka z Jamajki.

Przy pustych trybunach

Niestety, ten wielki sportowy triumf oglądała tylko garstka widzów. Choć olimpijski stadion może pomieścić nawet 40 tysięcy osób, to decydujące momenty rywalizacji najszybszych ludzi świata toczyły się przed niemal pustymi trybunami. Skąd te pustki? Część krytyków zarzuca wprost Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) “sprzedanie” imprezy temu, kto najwięcej zapłacił nie budując przy okazji koniunktury na sport. Niektórzy uczestnicy starają się jednak zachować więcej zimnej krwi i podkreślają, że może to być zasługa różnic kulturowych.

– Gdybyśmy ścigały się na Karaibach, to stadion pękałby w szwach podczas zmagań w sprincie. W Niemczech z kolei tłumy przyszłyby na konkursy w rzutach. Konkretne dyscypliny są popularne w różnym stopniu w poszczególnych krajach i dlatego jako lekkoatleci powinniśmy razem jeździć po całym świecie – tłumaczyła Dina Asher-Smith, która była najbliżej Fraser-Pryce w finale “setki”.

Tego samego dnia przypomniała o sobie także inna utytułowana sportowa mama – Allyson Felix. O skomplikowanych losach multimedalistki igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata pisaliśmy w oddzielnym tekście. W dużym skrócie: sfrustrowana Amerykanka po powrocie z urlopu macierzyńskiego musiała odnaleźć się w nowych realiach, a kłody pod nogi rzucali jej nawet długoletni partnerzy – między innymi firma Nike. W pewnym momencie zdecydowała się opowiedzieć całemu światu o problemach wracających po urodzeniu dziecka zawodniczek.

Oczyszczenie atmosfery chyba pomogło. Niespełna rok po przedwczesnym porodzie i komplikacjach z nim związanych Felix wróciła na bieżnię. W lipcu 2019 roku w pierwszym starcie po urodzeniu dziecka zajęła szóste miejsce w mistrzostwach USA na 400 metrów. W tym samym miesiącu podpisała także nowy kontrakt sponsorski z firmą Gap – największą siecią handlową sprzedającą odzież w Stanach Zjednoczonych. Biegaczka to pierwsza postać ze świata sportu, która w ten sposób związała się z marką.

Felix w Dausze już udało się przejść do historii – weszła w skład mieszanej sztafety 4×400 metrów, która sięgnęła po złoto. Pobiła przy tym także rekord świata, ale to akurat powinno dziwić mniej, bo to pionierska konkurencja, która zakłada rywalizację dwóch kobiet i dwóch mężczyzn z każdej reprezentacji. Ten medal sprawił jednak, że Amerykanka zdystansowała samego Usaina Bolta i została najbardziej utytułowanym sportowcem w historii mistrzostw świata bez podziału na płeć.

Na koncie ma już 12 złotych medali, ale z Kataru może wrócić z jeszcze jednym, bo wystartuje także w żeńskiej sztafecie 4×400 metrów, gdzie Amerykanki także będą faworytkami do wywalczenia najcenniejszego lauru. Felix szczególnie motywują igrzyska w Tokio – jakikolwiek medal wywalczony tam sprawi, że zdystansuje Merlene Ottey i zostanie najbardziej utytułowaną kobietą w historii igrzysk.

„Ciąża nie przekreśla kariery”

Sportowe mamy dominują także w mniej medialnych dyscyplinach. Tego samego dnia co Felix i Fraser-Pryce po złoto sięgnęła także Liu Hong. Chinka wygrała chód na 20 kilometrów – to trzecie złoto mistrzostw świata w jej bogatym dorobku (na który składa się także między innymi olimpijskie złoto z Rio), ale pierwsze po urodzeniu córki w listopadzie 2017 roku. Wcześniej w tym roku Hong zapisała się już w historii chodu jako pierwsza zawodniczka, która na dystansie 50 kilometrów złamała barierę czterech godzin.

– Jestem już nie tylko sportowcem, ale także matką. Wejście w nową rolę wymagało ode mnie dokonania wielu zmian. Zrównoważenie czas poświęconego na trening z życiem rodzinnym wcale nie przyszło mi łatwo. Musiałam uwzględnić w tym wszystkim wiele aspektów, ale to wszystko sprawiło, że mój trening stał się bardziej efektywny niż dotąd – tłumaczyła Hong po zwycięstwie w Katarze.

Sportowy Dzień Matki ma także polski wątek, choć jeszcze nie złoty. Kamila Lićwinko w 2017 roku wywalczyła brąz mistrzostw świata w Londynie, a w lutym 2018 roku poinformowała, że robi sobie przerwę w treningach, bo wkrótce zostanie mamą. Kilka miesięcy po porodzie wróciła i w tym sezonie krok po kroku zbliżała się do czołówki. W sierpniu 2019 roku została mistrzynią kraju, a podczas najważniejszych tym roku zawodów w Katarze długo liczyła się w walce o podium. Ostatecznie konkurs zakończyła z wynikiem 1,98 m – najlepszym w całym sezonie.

Zawody stały jednak na kosmicznym poziomie – aby zdobyć brąz trzeba było skoczyć dwa metry, a Polce ta sztuka udała się w 2014 roku i to w hali. Po wszystkim mogła się jednak cieszyć, bo potwierdziła przynależność do światowej elity. W gronie wszystkich zawodniczek jest wyjątkiem i jaskrawym dowodem na to, że po urodzeniu dziecka można skakać równie wysoko co wcześniej.

– Tęskniłam za rywalizacją. Chciałam skakać i wiedziałam, że chcę to robić dalej. Organizm odpoczął i zregenerował się. Oczywiście powrót po kilku miesiącach przerwy nie jest łatwy, ale ciąża nie przekreśla kariery – tłumaczyła po wszystkim Kamila Lićwinko. Ten przekaz powracał również w wydaniu innych mam.

– Mam nadzieję, że uda mi się zainspirować kobiety, by nie bały się ciąży. Każdy mi mówił, że dziecko powinno przyjść po zakończeniu kariery, a to nieprawda – podkreślała Shelly-Ann Fraser-Pryce.

Te wszystkie zjawiska w żeńskiej lekkoatletyce pozwalają trochę odczarować temat ciąży w powszechnej świadomości, choć w polskim sporcie od dawna znamy inną stronę tego zjawiska. Irena Szewińska również została matką w trakcie kariery, a potem wróciła równie mocna jak wcześniej. Sama zainteresowana przyznała nawet wiele lat później, że to właśnie przerwa macierzyńska przedłużyła jej karierę. Sześć lat po urodzeniu pierwszego syna zdobyła złoto igrzysk olimpijskich w Montrealu.

Tym razem światopoglądową debatę na szerszą skalę mogą rozpocząć Fraser-Pryce i Felix. Amerykanka zdradziła, że konsultacja z koleżanką z bieżni była w ogóle jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiła po usłyszeniu dobrej nowiny. Świadectwa zawodniczek są oczywiście bezcenne, ale szeroko komentowany Sportowy Dzień Matki w Katarze z pewnością pomógł tej ważnej sprawie – nawet jeśli najważniejsze wydarzenia rozegrały się przy pustych trybunach.

 

KACPER BARTOSIAK

 

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez