Sportowcy na wojnie z koronawirusem

Sportowcy na wojnie z koronawirusem

W czasie pandemii branża rozrywkowa – jak wiele innych – zeszła na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że sportowi bohaterowie masowej wyobraźni przestali się liczyć. Wręcz przeciwnie – ich pozasportowe działania często odbijają się szerszym echem niż popisy w ringu, na boisku czy bieżni. Niektórzy – jak Manny Pacquiao – dosłownie wychodzą ze strefy komfortu, by pobrudzić sobie ręce i pokazać jedność z przeciętnymi zjadaczami chleba. Nie brakuje też niestety takich, którzy w wyjątkowych czasach błyszczą wyjątkową głupotą.

Historycy, socjolodzy i politycy w tej kwestii są zgodni jak nigdy – sytuacja, z którą mamy do czynienia od kilku tygodni, jest wydarzeniem absolutnie bez precedensu w najnowszych dziejach. Z dnia na dzień okazało się, że ludzie dla swojego zdrowia powinni pozostać w domach, wywracając dotychczasowy sposób życia społeczeństw o 180 stopni. Gospodarka zatrzęsła się w posadach, a być może największym problemem jest narastająca niepewność. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile potrwa ten paraliż i co przyjdzie po nim.

W tych trudnych czasach sportowcy sprawdzają się w innych niż zazwyczaj rolach. Większość stanęła na wysokości zadania, przekazując ogromne kwoty na walkę z pandemią i zamieszczając w mediach społecznościowych komunikaty wzywające do pozostania w domach. Przykładem świecą gwiazdy z pierwszych stron gazet – Robert Lewandowski, Neymar, Leo Messi i Cristiano Ronaldo.

W działalność pomocową angażują się również sportowcy, którzy o tej porze mieli wkraczać na ostatnią prostą przed igrzyskami w Tokio. Federica Pellegrini kilka miesięcy temu zapisała się w historii jako pierwsza pływaczka, której udało się zdobyć osiem medali mistrzostw świata z rzędu na tym samym dystansie. W Japonii chciała postawić kropkę nad „i”, efektownie żegnając się z basenem. Decyzję o przełożeniu zawodów przyjęła ze zrozumieniem i chwilowo postanowiła skupić się na innej walce.

Włochy zostały przez pandemię dotknięte w wyjątkowej skali. Choć w ostatnich dniach sytuacja zdaje się powoli stabilizować, to w niektórych rejonach wciąż jest dramatyczna. Pellegrini zamierza pomóc szpitalowi w Bergamo organizując aukcję ze sportowymi pamiątkami. – Chcę dorzucić niewielką cegiełkę od siebie. To miasto szczególnie potrzebuje naszej pomocy – przyznała mistrzyni. Do zlicytowania będą medale, stroje i puchary – w sumie 24 sportowe pamiątki.

W podobny sposób chce pomóc człowiek, któremu koronawirus pokrzyżował ambitny plan śrubowania lekkoatletycznych rekordów. 20-letni Armand Duplantis wyglądał na zdecydowanego faworyta do złota igrzysk w skoku tyczce. W całym zamieszaniu ostatnich tygodni łatwo zapomnieć, że triumfalny pochód rozpoczął na początku lutego w Toruniu. – To właśnie tego dnia mój świat się zmienił – przekonywał tyczkarz, który w ostatnich dniach znalazł się w niewdzięcznym położeniu.

Na co dzień przebywa bowiem w USA, gdzie wciąż może trenować, ale martwi się o dziadków, którzy żyją w walczącej z pandemią w mocno liberalny sposób Szwecji. Duplantis chce pomóc krajowi, którego barwy reprezentuje. Na licytację na największym szwedzkim portalu aukcyjnym wystawił numer startowy z Torunia, a kwota ma zostać przekazana na pomoc seniorom. Obecnie koszt w przeliczeniu to ok. 7,5 tysiąca złotych. Licytować można TUTAJ jeszcze dziś do godz. 19:10. Całe szczęście, że w ogólnym rozrachunku wśród sportowców dominują postawy godne naśladowania, ale nie oszukujmy się – im dłużej potrwa kwarantanna, tym więcej prawdziwków jeszcze przed nami…

Niektórzy piłkarze zachowują się jednak jak rasowe dzbany. Wysoko w tej kategorii poprzeczkę zawiesił zwłaszcza Jack Grealish. Kilka godzin po płomiennym apelu do fanów o pozostanie w domach sam złamał rządowe przepisy i ruszył w srogi melanż. Wracając nad ranem samochodem rozbił kilka innych aut i dostał pokaźną grzywnę. Brytyjska prasa przyznała mu tytuł „Covidiot”, który dość dobrze oddaje sedno sprawy.

Nieźle? “Potrzymaj mi piwo” – mógłby powiedzieć Kyle Walker. Wiadomo, że podczas domowej kwarantanny można dostać pierdolca. Książki, Playstation, Netflix… Ile można? Obrońca Manchesteru City urozmaicił sobie czas zapraszając panie do towarzystwa. Jedna z nich po paru dniach wygadała mediom szczegóły tego spotkania i mleko się rozlało. Przeprosiny w tym wypadku to za mało – selekcjoner reprezentacji Anglii Gareth Southgate już zapowiedział, że za jego kadencji Walker na boisku się nie pojawi.

Deficyt rozumu

Na Wyspach Brytyjskich sportowcy chyba w ogóle ciężko znoszą życie w nowych warunkach. Walkę z piłkarzami o mistrzowski tytuł w kategorii „Covidiot” podjął także pięściarz. Billy Joe Saunders (29-0, 14 KO) w maju miał dostać wypłatę życia za pojedynek Canelo Alvarezem (53-1-2, 36 KO). Uderzenie koronawirusa zmieniło wszystko i rykoszetem chyba zaatakowało także szare komórki boksera. W mediach społecznościowych podzielił się osobliwym nagraniem, w którym z pomocą worka instruuje wszystkich przebywających w kwarantannie mężczyzn jak… bić swoje partnerki.

Nie był to na pewno humor wysokich lotów, ale z drugiej strony Saunders już wcześniej na wiele sposobów udowodnił, że nie jest najostrzejszą kredką w piórniku. Kilka dni przed tym incydentem pokrzyżował plany swoich kolegów. Jeszcze przed zamknięciem granic Saunders zdobył ich numer lotu, a potem zadzwonił na lotnisko przekonując, że zakażeni koronawirusem chcą ruszyć w podróż. Zdarzenie relacjonował potem w mediach społecznościowych śmiejąc się do rozpuku, a znajomi zostali na lodzie.

Pewne symptomy, że poczucie humoru Saundera należy do wyjątkowo osobliwych, pojawiały się jeszcze przed pandemią. W 2018 roku zdarzyło mu się proponować spotkanej na ulicy kobiecie pieniądze za… zaatakowanie przypadkowego przychodnia. Kilka miesięcy wcześniej podczas ceremonii ważenia jego syn zaatakował rywala ciosem poniżej pasa, ku wyraźnej uciesze ojca.

Na tego typu wyczyny długo przymykano oko, ale tym razem miarka się przebrała – krajowa federacja zawiesiła mu bokserską licencję, a gdy sytuacja się uspokoi zostanie przesłuchany i musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. – Nie pomyślałem o realiach faktycznej przemocy domowej. Gdy tylko sobie to uświadomiłem, usunąłem ten film, ale w mediach społecznościowych takie rzeczy rozprzestrzeniają się jak pożar – ubolewał uczący się świata Billy Joe.

Na szczęście pięściarskie środowisko składa się nie tylko z takich postaci. Nie brak zawodowców, którzy w trudnych czasach naprawdę świecą przykładem. Kubrat Pulew (28-1, 14 KO) pod koniec czerwca miał walczyć na stadionie Tottenhamu z Anthonym Joshuą (23-1, 21 KO). Walka na pewno zostanie przełożona, ale Bułgar już zapowiedział, że część wypłaty przeznaczy na słuszny cel.

– Połowę wszystkich pieniędzy, które zarobię na pojedynku z Joshuą, przekażę niestrudzonym bohaterom, którzy walczą z koronawirusem. Doktorzy, pielęgniarki i szpitale dostaną odpowiedni sprzęt, by walczyć z tym diabelskim wirusem – zdradził Pulew w rozmowie z dziennikiem “Bild”. Wiadomo, że te 50% trzeba liczyć od znaczącej kwoty, która wyniesie przynajmniej 5 milionów funtów.

Życie na froncie

Pandemia po raz kolejny pokazała, że Manny Pacquiao (62-7-2, 39 KO) gra w innej lidze niż większość gwiazd boksu. Jeden z najwybitniejszych pięściarzy ostatnich lat nigdy nie zapomniał o korzeniach. Sport pomógł mu uciec ze świata biedy, ale gdy na jego koncie pojawiły się miliony dolarów, to zaczął się nimi dzielić z rodakami. Budował domy dla bezdomnych i rozdawał jedzenie na długo przed nadejściem koronawirusa. Teraz – jako najbardziej wpływowy senator na Filipinach – ma do powiedzenia jeszcze więcej.

– Jeśli jesteś liderem, to musisz stać na pierwszej linii frontu. Nie boję się śmierci. Musisz dać ludziom przykład i pokazać, że cały czas jesteś z nimi. Dorastałem w biedzie i wiem, co czują i  takie osoby czego się obawiają – tłumaczył “PacMan”. Za słowami poszły czyny. Pięściarz ufundował 600 tysięcy maseczek dla filipińskich lekarzy. We współpracy z fundacją miliardera Jacka Ma kupił także 50 tysięcy testów.

Obecność na froncie ma także swoje minusy. Po kontakcie z osobą zakażoną koronawirusem pięściarz trafił do domowej kwarantanny i został przebadany. W jego organizmie wirusa jednak nie wykryto. Pacquiao dał się poznać z walki o prawa pracowników, a sytuacja w ojczyźnie w ostatnich tygodniach nie należy do najprzyjemniejszych. Na początku kwietnia prezydent Rodrigo Duterte polecił policjantom, by nie bali się strzelać do osób, które łamią nowe przepisy i pojawiają się na ulicach.

Wcześniej ustawa zobowiązała ponad 45 milionów mieszkańców Filipin do pozostania w domach. W najbiedniejszych dzielnicach Manili ludzie narzekali na brak dostaw żywności i z czasem zdecydowali się na protesty, które są brutalnie tłumione. Jedno jest pewne – gdy Pacquiao skończy kwarantannę, to pewnie znów włączy się w dialog na szczytach władzy.

KACPER BARTOSIAK


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez