Sport w wersji online. Tyczkarze powalczą… przez Internet

Sport w wersji online. Tyczkarze powalczą… przez Internet

Igrzyska olimpijskie przełożone. Wiele mityngów już odwołanych. Sezon spisany na straty. O ile trenować jakoś się da, o tyle o rywalizacji niemal nie ma mowy. A wiadomo – sportowcy właśnie dla niej żyją. Dlatego trzech z najlepszych skoczków o tyczce na świecie wpadło na pomysł. Zorganizują własny konkurs. Każdy będzie skakać… we własnym ogródku. Na ciekawe pomysły wpadły również środowiska kolarstwa oraz tenisa ziemnego. 

Zawody odbędą się pod szyldem “Ultimate Garden Clash” i zostaną pokazane w mediach społecznościowych World Athletics 3 maja w godz. 17-18 naszego czasu. O ile, oczywiście, nie storpeduje ich pogoda. Skakać w zawodach będą Renaud Lavillenie, Sam Kendricks i Armand Duplantis, każdy w swojej lokalizacji. Ten pierwszy w Perignat-les-Sarlieve (centralna Francja), drugi w Oxford w stanie Mississipi, a trzeci w Lafayette w amerykańskiej Luizjanie.

Wiadomo, że trudno byłoby tu nawet marzyć o uczciwej rywalizacji. Inne są rozbiegi, inne warunki, inne właściwie wszystko – nawet pora dnia. Do tego zabraknie sędziów. Stąd nie będzie rywalizacji na wysokości (zresztą kolejny rekord świata Duplantisa nie mógłby być uznany), a cała trójka powalczy o to, kto najwięcej razy przeskoczy pięć metrów w ciągu 30 minut. Ciekawie o tyle, że będzie wymagać od nich nie tylko przygotowania do skoków, ale też kondycyjnego – w końcu to nie tak łatwa sztuka, biegać tam i z powrotem ze stosunkowo ciężką tyczką.

– Ponieważ to unikalny styl rywalizacji, myślę, że wszyscy będziemy się tego uczyć. Nieważne, jak precyzyjni i dokładni będziemy, wyzwaniem jest tu to, że nie wiemy, czego będziemy potrzebować do zwycięstwa. Trudno będzie oszacować nasz wysiłek. Nie ma znaczenia, co robimy razem. Każdy chce wygrać – mówił Sam Kendricks.

– Jestem podekscytowany tym, że będę mógł znów rywalizować, zwłaszcza z Renaud i Samem. Nie wiadomo, kiedy ponownie będziemy mieli okazję się zmierzyć, więc z pewnością będziemy cieszyć się tymi zawodami i spędzimy dobrze czas. Zwycięstwo będzie kluczowe, bo bardzo nie lubię z nimi przegrywać – dodawał z kolei Mondo Duplantis.

Jeśli pomysł wypali, World Athletics pomyśli o kolejnych zawodach rozgrywanych w ten sposób. Zarówno znowu w tyczce – miejmy nadzieję że zobaczymy i Piotra Liska – jak i w innych odmianach lekkiej atletyki. Wiadomo, rzutu młotem czy oszczepem raczej zorganizować się nie uda, ale już skok w dal czy wzwyż to konkurencje, które śmiało można by w taki sposób przeprowadzić i w jakiś sposób przypomnieć kibicom o istnieniu lekkiej atletyki.

Zresztą włodarze tej dyscypliny nie wpadli na takie pomysły jako pierwsi. Cały sportowy świat zaczyna korzystać – lub zaczął już wcześniej – z dobrodziejstw Internetu i możliwości rywalizacji w taki właśnie sposób. Swoje wyścigi jeździli w ten sposób choćby kolarze. Początkiem kwietnia wirtualny wyścig Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii) wygrał Greg van Avermaet z CCC Team. Trasa była oczywiście odpowiednio skrócona, ale wysiłek kolarzy – realny. Wewnętrzną rywalizację jakiś czas temu urządził też sobie Team INEOS, a w niej z bardzo dobrej strony pokazał się Michał Kwiatkowski.

W inną stronę poszedł ostatnio świat tenisa. Zorganizowany został turniej… esportu. Na taki pomysł wpadli organizatorzy turnieju Mutua Madrid Open, który miał pierwotnie odbyć się w terminie 1-10 maja, ale oczywiście przeszkodził temu koronawirus. Postanowiono więc, że najlepsi tenisiści zamiast rakiety, wezmą do ręki pada od konsoli Playstation 4. Tak powstało Mutua Madrid Open Virtual Pro.

Wybór gry oczywiście nie mógł być inny: żadna FIFA, tylko Tennis World Tour. Rozgrywki wystartowały 27 maja i potrwały do 30 maja. W pulach 16 zawodników i 16 zawodniczek nie zabrakło naprawdę wielkich nazwisk: choćby Rafa Nadal, Stefanos Tsitsipas, Dominic Thiem, Andy Murray – u panów oraz Bianca Andreescu, Madison Keys, czy Karolina Pliskova, Kiki Bertens u pań.

Do pierwszego wielkiego starcia doszło już podczas fazy grupowej, kiedy Rafa Nadal miał nieszczęście trafić na Andy’ego Murraya. Brytyjczyk to bowiem zaprawiony gamer. Nawet na mączce pokonał jedenastokrotnego triumfatora Roland Garros 3-0, oddając tylko jeden punkt! Werwy nie brakowało mu również w pomeczowym wywiadzie, kiedy rzucił: – Jeśli będziecie rozmawiać z Rafą, to powiedzcie mu, żeby nauczył się przegrywać! Co takiego zrobił Hiszpan? Po porażce podziękował Andy’emu i szybko się rozłączył…

Andy widocznie potraktował wirtualną rywalizację, jako okazję do niewinnych słownych przepychanek. Pytany o jednego z faworytów turnieju Diego Schwartzmana, powiedział: – Grałem przeciwko niemu i był beznadziejny! Ale może trochę poćwiczył. Wraz z kolejnymi zwycięstwami nabierał coraz większej pewności siebie: – Czasami kiedy komuś rzeczy układają się tak łatwo, ludzie zaczynają tworzyć teorie spiskowe. Każdy ma swoje wymówki, ale ja wygrywam, bo po prostu jestem od nich lepszy.

Brytyjczyk nie rzucał słów na wiatr, bo zwycięstwo w całym turnieju trafiło właśnie do niego. Choć stało się to w nieco nietypowych okolicznościach. Półfinał wygrał bowiem walkowerem, bo jego rywal – właśnie Schwartzman – nie był w stanie połączyć się do sieci. Wyobraźcie sobie podobną sytuację w tradycyjnym tenisie: mecz się nie odbył, bo jeden z zawodników utknął w korku. Albo autobus nie przyjechał mu na czas. Cóż, sławni sportowcy, czy też nie – jak internet jest słaby, to nie ma bata, grać się nie da.

W turnieju pań najlepsza okazała się Kiki Bertens. Co ciekawe, wygrała ona również zeszłoroczny turniej w Madrycie na kortach Caja Magica. W puli nagród zawodów było po 150 tysięcy dolarów, które zostaną przekazane na rzecz walki z koronawirusem.

Miejmy nadzieję, że w jutrzejszym konkursie skoku o tyczce będzie równie ciekawie. No i trzymajmy kciuki, żeby tym razem również w grę nie wszedł najgorszy przeciwnik – brak połączenia…

Fot. Youtube


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez