Sofia Kenin – ta ostatnia przeszkoda. Co czeka Igę Świątek w finale?

Sofia Kenin – ta ostatnia przeszkoda. Co czeka Igę Świątek w finale?

Napisać, że tegoroczny French Open w wydaniu pań jest zwariowany, to nie napisać nic. Jesienne rozgrywki bez udziału widzów właściwie na każdym kroku dostarczały mniejszych lub większych niespodzianek. Nas najbardziej cieszy, że w tym całym zamieszaniu karty zaczęła rozdawać Iga Świątek. W finale rywalką Polki będzie Sofia Kenin – wschodząca gwiazda tenisa, która ma już na koncie wielkoszlemowy triumf, ale w Paryżu i tak zdołała wszystkich zaskoczyć.

Obie dotarły do tego samego miejsca kompletnie innymi ścieżkami. Świątek nie brała jeńców i w sześciu meczach nie straciła choćby seta. Najtrudniejszy test zdała w czwartej rundzie, odprawiając 6:1, 6:2 samą Simonę Halep. Rumunka była nie tylko turniejową “jedynką” – to także triumfatorka French Open sprzed dwóch lat. Mecz miał także dodatkowy wymiar, bo nieco ponad rok wcześniej na paryskich kortach to właśnie Halep wcieliła się w rolę surowej nauczycielki, eliminując Polkę w czwartej rundzie.

W 2020 roku echa nieoczekiwanego zwycięstwa wywróciły do góry nogami hierarchię na kortach imienia Rolanda Garrosa. W oczach bukmacherów Iga momentalnie stała się… faworytką do końcowego triumfu. Tak – w gronie ośmiu zawodniczek, które pozostały na placu boju, największe szanse przyznawano nierozstawionej nastolatce, która pierwszy raz zameldowała się w ogóle w ćwierćfinale turnieju Wielkiego Szlema.

Wiadomo, jak wygląda sytuacja z tego typu obliczeniami i analizami, ale w tym wszystkim jest jednak pewna logika. Od 2017 roku w wielkoszlemowych turniejach obserwujemy dość ciekawe zjawisko – w każdym roku pojawia się zawodniczka, która sięga po triumf, choć nigdy wcześniej nie dotarła nawet do ćwierćfinału. Zaczęło się od Jeleny Ostapienko (French Open), potem to osiągnięcie powtórzyła Naomi Osaka (US Open). W zeszłym roku podobną drogę pokonała Bianca Andreescu (US Open), a w tym… Sofia Kenin (Australian Open).

Sprawdziany różnego rodzaju

Typy bukmacherów i coraz większe zainteresowanie mediów nie robiły na Świątek większego wrażenia. W jej grze nie było widać większych zmian – w ćwierćfinale i półfinale była jak maszyna. W obu meczach straciła w sumie zaledwie siedem gemów. Finał wielkoszlemowego turnieju bez straty seta to osiągnięcie ogromnej rangi – wystarczy dodać, że w tym wieku tylko cztery zawodniczki dotarły do finału w tak efektownym stylu.

Nie oznacza to jednak, że Polka nie miała w tym turnieju żadnych problemów. Wielką dojrzałość zdążyła pokazać choćby w drugim secie drugiej rundy. Doświadczona Su-Wei Hsieh prowadziła 4:1 z przewagą przełamania, ale w kolejnych gemach mogła bezradnie przyglądać się, jak młodsza o 15 lat rywalka wraca do gry. Po wyrównaniu na 4:4 Iga przełamała serwis rywalki do zera, by kilka chwil później bez większych problemów zakończyć spotkanie.

To chyba największa różnica w drogach obu finalistek. U Polki jakichkolwiek kłopotów trzeba szukać właściwie pod lupą. Sofia Kenin zaliczyła za to tylko jeden mecz, który można nazwać lekkim, łatwym i przyjemnym. Aż cztery z sześciu jej dotychczasowych spotkań rozstrzygały się w trzech setach. W sumie Amerykanka spędziła na korcie ponad 3,5 godziny dłużej niż finałowa rywalka. Trzeba jednak pamiętać, że proporcje w tym równaniu zmieniają się po uwzględnieniu rozgrywek deblowych.

Komentując nieoczekiwany skład finału przedstawiciele zagranicznych mediów podkreślają, że to najlepszy dowód na przejęcie rządów przez nową gwardię. Kenin ma niespełna 22 lata, a na wielkiej scenie rzeczywiście dominuje od niedawna. 2020 rok był na tyle szalony, że łatwo zapomnieć o jej triumfie w Australian Open. A przecież w półfinale odprawiła tam turniejową jedynkę – Ashleigh Barty. W decydującej rozgrywce rozprawiła się z kolei w trzech setach z doświadczoną Garbine Muguruzą.

Przerażająca mała istota

Tegoroczny kalendarz jest pod wieloma względami mocno abstrakcyjny. Po US Open zawodniczki miały tylko chwilę, by przenieść się na nawierzchnię ziemną. W ostatnim starcie poprzedzającym French Open Świątek i Kenin odpadały już w pierwszej rundzie, ale to Amerykanka zaliczyła dużo bardziej bolesne zderzenie z rzeczywistością.

Nie wiem, czy obecność Kenin w finale można nazwać niespodzianką, bo w poprzednich latach znacznie mniej utytułowane zawodniczki docierały w Wielkich Szlemach do końcowej fazy. Natomiast na pewno nie była wśród najpoważniejszych kandydatek. Szczególnie, że kilkanaście dni wcześniej przegrała w Rzymie 0:6, 0:6 z Wiktorią Azarenką i nigdy w żadnym turnieju na kortach ziemnych nie przebrnęła ćwierćfinału – tłumaczy Maciej Łuczak, komentator tenisa w TVP Sport.

W życiorysie finalistki French Open jest więcej takich nieoczywistych zakrętów. Choć na arenie międzynarodowej reprezentuje Stany Zjednoczone, to urodziła się w Moskwie. Z Rosji pochodzą jej rodzice, którzy przeprowadzili się do USA już 10 lat przed narodzinami córki. Dlaczego narodziny córki zaplanowali w ojczyźnie? Liczyli na pomoc rodziny w wychowaniu dziecka w pierwszych miesiącach, ale szybko wrócili do dawnego życia. Dziś Sofia woli, by mówić do niej Sonia i nie ma rosyjskiego obywatelstwa.

Dziewczynka pierwszy kontakt z tenisem miała za sprawą ojca – taksówkarza, który lubił grywać w wolnym czasie. Rodzice byli przedstawicielami klasy robotniczej – matka ciężko pracowała jako pielęgniarka. Szybko okazało się, że ich córka ma naturalne predyspozycje do tenisowych treningów. Już jako pięciolatka trafiła na zajęcia Ricka Macciego – wybitnego trenera, który ma na koncie współpracę między innymi z siostrami Williams i Marią Szarapową.

Sofia była najbardziej przerażającą małą istotą, którą kiedykolwiek widziałem. Koordynacja na linii ręka-oko i umiejętność trafienia piłki zaraz po odbiciu… To było niesamowite. Widziałem wiele dzieci, które to potrafią, ale jej wszystko przychodziło naturalnie. Nie przeszkadzało jej nawet to, że rakieta była wtedy od niej większa! Jedyna zawodniczka o podobnym potencjalne w tak młodym wieku to Martina Hingis – wspominał szkoleniowiec.

Kenin już jako siedmiolatka grała z dziewczynkami o trzy lata starszymi. Łatka “cudownego dziecka” otwierała wiele drzwi. Tym bardziej, że Sofia od małego miała gadane. Z pokerową twarzą przekonywała, że byłaby w stanie odebrać podanie samego Andy’ego Roddicka. – To jest Sonia. Ma dopiero 6 lat, ale będzie naprawdę dobrą tenisistką – przedstawiała dziewczynkę Kim Clijsters, pokazując jej turniej w Miami od kuchni.

Pierwsze zawodowe występy zanotowała już jako 14-latka. W 2015 roku zadebiutowała w turnieju na kortach US Open. Rok później po raz pierwszy zetknęła się z Igą Świątek w czwartej rundzie… juniorskiego French Open. 15-letnia Polka pokonała starszą o ponad 2 lata rywalkę 6:4, 7:5. To była niespodzianka – Amerykanka była rozstawiona z numerem dziesięć, z kolei Iga musiała przebijać się przez kwalifikacje.

Nawrócona na ziemię

Kenin nie ukrywa, że przez wiele lat nie przepadała za grą na nawierzchni ziemnej. – Nienawidziłam tego! Jako juniorka czułam, że nie jestem tu wystarczająco silna. Uderzałam piłkę, a ona nie leciała tam gdzie powinna. Po sukcesie z ubiegłego roku poczułam jednak, że wreszcie coś zaskoczyło – tłumaczyła Amerykanka. Wspomnianym sukcesem było pokonanie Sereny Williams w trzeciej rundzie French Open. Przygoda Sofii z turniejem skończyła się na kolejnym etapie, ale dziś zupełnie inaczej podchodzi do tej nawierzchni.

2019 rok w ogóle był przełomowy dla kariery Kenin. Wygrała trzy turnieje w singlu i na stałe dołączyła do szerokiej czołówki. Nagrodą było wyróżnienie “Postęp Roku” przyznawane przez WTA. Zdobyła je jako pierwsza Amerykanka od dwóch dekad. Tak, ostatnią była… Serena Williams. Porównania do legendy żeńskiego tenisa powracają zresztą regularnie. Wygrywając w styczniu Australii Sofia została najmłodszą reprezentantką USA, która wygrała turniej Wielkiego Szlema, bijąc właśnie rekord młodszej z sióstr Williams.

Potem było już mniej kolorowo. Sezon ziemny zainaugurowała w Italian Open spektakularną klęską z Azarenką. Za sprawą tego meczu zapisała się w historii jako dopiero szósta triumfatorka wielkoszlemowego turnieju, której przytrafił się potem taki “rowerek” w ostatnich dwóch dekadach. Po tej porażce zrezygnowała z kolejnego występu w Strasburgu, skupiając się na przygotowaniach do French Open.

NAJMNIEJ STRACONYCH GEMÓW W DRODZE DO WIELKOSZLEMOWEGO FINAŁU W XXI WIEKU:

  • 1. Serena Williams (US Open 2013) – 16 straconych gemów
  • 2. Serena Williams (US Open 2012) – 19 straconych gemów
  • 3. Venus Williams (Wimbledon 2009) – 20 straconych gemów
  • 4. Serena Williams (French Open 2013) – 21 straconych gemów
  • 5. Serena Williams (US Open 2002) – 22 stracone gemy
  • 6. Iga Świątek (French Open 2020) – 23 stracone gemy
  • – Dinara Safina (French Open 2009) – 23 stracone gemy

W Paryżu Kenin wiele razy demonstrowała niezwykłą odporność psychiczną. W półfinale pokonała 6:4, 7:5 doświadczoną Petrę Kvitovą. O zwycięstwie przesądziła zimna krew – Kenin wykorzystała aż 4 z 5 pięciu szans na przełamanie. – Musiałam wznieść się na wyżyny, by wygrać to spotkanie. Podczas turnieju miałam już kilka trudnych spotkań, ale bardzo cieszę się, że zagram w finale – komentowała po meczu Amerykanka.

Patrząc na statystyki półfinału, w oczy rzuca się zwłaszcza wysoka skuteczność pierwszego podania – 70 procent. Kenin między słowami przyznaje, że liczy także na… sprzyjające okoliczności. Świątek po raz pierwszy wystąpi w finale wielkoszlemowego turnieju, z kolei jej rywalka dobrze zna już całą otoczkę. Ta teoria wydaje się nawet ciekawa, ale paryski turniej z wielu względów nie przypomina przecież typowej wielkiej tenisowej imprezy.

To będzie starcie dwóch różnych stylów. Świątek to przede wszystkim tenis ofensywny i umiejętność szybkiego kończenia akcji. Kenin za to świetnie czuje się w grze z kontry, jest regularna, rzadko można liczyć na prosty błąd i serię “darmowych” punktów. Potrafi też dobrze atakować wznoszącą piłkę i przyspieszać, czym zabiera rywalce czas na uderzenie. Warto zwrócić uwagę na jej drugie podanie – nie serwuje zbyt mocno i to może stwarzać okazję dla Świątek do przejęcia inicjatywy – analizuje Maciej Łuczak.

Bez względu na wynik, pewne jest jedno – Kenin na pewno doskonale zapamięta niedzielny finał. W trakcie trwania turnieju wielokrotnie zaskakiwała dziennikarzy bezbłędnie wspominając różne spotkania sprzed lat. Odtwarzała nie tylko wynik, ale też przebieg gry i różne inne okoliczności. Skoro tak dobrze pamięta poprzedni mecz z Igą Świątek rozegrany w Paryżu jeszcze w czasach juniorskich, to drugi wielkoszlemowy finał na pewno też zostanie z nią na długo. Nam pozostaje mieć nadzieję, że lepiej to starcie zapamięta jednak Polka.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez