Słowenia zdecydowanie za mocna dla polskich koszykarzy

Słowenia zdecydowanie za mocna dla polskich koszykarzy

Po pewnym zwycięstwie nad Angolą polskich koszykarzy czekało naprawdę trudne zadanie. Pokonać zespół prowadzony przez Lukę Doncica to w końcu zawsze sztuka. Okazało się jednak, że Słowenia to nie tylko jedna gwiazda, a cały, naprawdę mocny zespół, który dzisiaj był absolutnie poza zasięgiem kadry Mike’a Taylora. Aktualni mistrzowie Europy pokonali biało-czerwonych 112:77 i to oni zajmą pierwsze miejsce w grupie B turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk. Polacy dalej są jednak w grze – aby awansować na olimpijską imprezę, będą musieli wygrać dwa ewentualne spotkania w fazie pucharowej (w półfinale prawdopodobnie przeciwko Litwie i potem znowu przeciwko Słowenii). Mission impossible? Na dziś – zdecydowanie tak…

Jakie pytanie zadawaliśmy sobie przed dzisiejszym meczem ze Słowenią? Otóż takie: co Polacy zrobią z Luką Donciciem? Nie na co dzień gra się przeciwko jednemu z najlepszych koszykarzy na świecie, jednak mając spore ambicje – jak awans na igrzyska – właśnie z takimi wyzwaniami trzeba się mierzyć. Oczywiście – zawodnika Dallas Mavericks nie można było po prostu zatrzymać. Nie potrafią tego w końcu nawet najlepsi obrońcy w NBA. Można było jednak myśleć o pewnym ograniczeniu jego poczynań. Albo po prostu liczeniu na to, że nie będzie miał swojego dnia.

W każdym razie – mieliśmy w głowie to, że jeden zawodnik meczu nie wygra. I jeśli Polacy staną na wysokości zadania, będą skuteczni w rzutach trzypunktowych, a także pokażą obronę, którą w przeszłości potrafili imponować, pokonanie Słowenii stanie się możliwe.

Jak się jednak okazało – ekipa z Bałkanów nieprzypadkowo dzierży miano aktualnych mistrzów Europy.

Słoweńska lokomotywa

Do czego nie chcieli dopuścić Polacy? Do sytuacji, w której nakręcana przez Doncica Słowenia szybko zbuduje dwucyfrową przewagę. Na szczęście na początku udało się tego uniknąć. Co prawda rywale w ataku radzili sobie nieźle, ale nasi – w pierwszych minutach – jeszcze lepiej. Szybko za trzy punkty trafili Ponitka, Slaughter, a także Balcerowski (po jego rzucie prowadziliśmy 13:9). Na dobrą sprawę pojawiła się szansa na sześciopunktowe prowadzenie, ale Michał Sokołowski zepsuł wsad na pusty kosz. Nie zniechęciło to jednak kadrę Mike’a Taylora, która wciąż parła do przodu, dokładając kolejne oczka.

Słoweńcy mieli jednak Doncica Mike’a Tobeya i nie wahali się go użyć. Rosły podkoszowy, mierzący 213 cm, raz po raz otrzymywał podania pod kosz i z łatwością zamieniał je na punkty. Dlaczego z łatwością? Bo Balcerowski szybko uzbierał dwa faule, a Damian Kulig to jednak gracz o zdecydowanie gorszych warunkach fizycznych. Kiedy rywale posyłali loby do tego dryblasa, niewiele mógł zrobić.

Na dodatek – polscy koszykarze zaczęli popełniać coraz więcej błędów. I mówimy o naprawdę prostych pomyłkach, jak dwóch niecelnych podaniach Ponitki albo nieporadnym rzucie Jarosława Zyskowskiego, który Tobey zablokował niemal nie podnosząc się z ziemi. Tymczasem Słoweńcy – nawet bez Doncica na parkiecie – seryjnie trafiali trójki. Grali szybko, znajdowali wolnych na pozycjach kolegów. Nie było na nich recepty. Może i biało-czerwoni zdobyli w drugiej partii – w teorii niezłe – 20 punktów, ale rywale uzbierali ich aż 34.

Niestety, druga połowa nie przyniosła innego obrazu gry. Polacy mieli swoje momenty, jak blok Balcerowskiego na Doncicu w akcji jeden na jednego, ale stracili skuteczność z dwóch poprzednich partii. I choć Słowenia już tak nie brylowała, wciąż stopniowo budowała swoją przewagę. W pewnym momencie wynosiła ona dwadzieścia pięć oczek. Trener Słowenii widział, co jest grane i nawet dość szybko dał odpocząć Doncicowi. Podczas jego nieobecności rolę lidera Słoweńców przejął Klemen Prepelic, zawodnik, który grał na poziomie, do jakiego chcielibyśmy, żeby kiedyś w kadrze nawiązał Michał Michalak – strzelec o podobnym profilu.

Ostatnią kwartę mogliśmy oglądać już na spokojnie. Bo nie było siły – nic już się nie mogło zmienić. Słoweńcy po prostu dopełnili dzieło zniszczenia, a Mike Taylor dał pograć rezerwowym.

Polacy czekają teraz na mecz Korei z Litwą. Jeśli drużyna z Europy odniesie zwycięstwo, w półfinale turnieju kwalifikacyjnego zmierzy się właśnie z naszą drużyną.

Polska – Słowenia 77:112 (26:29, 20:34, 14:20, 17:29)

Polska: Ponitka 16, Slaughter 11, Balcerowski 11, Kulig 7, Sokołowski 7, Michalak 5, Garbacz 5, Zyskowski 4, Cel 3, Kolenda 3, Koszarek 3, Hrycaniuk 2.

Słowenia: Doncic 18, Prepelic 17, Hrovat 16, Dragic 11, Blazic 11, Cancar 10, Tobey 8, Nikolic 6, Dimec 6, Cebasek 3, Rupnik 3, Muric 3.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez