Skomplikowana droga gwiazdy Realu do NBA

Skomplikowana droga gwiazdy Realu do NBA

Czy wzrost jest potrzebny w koszykówce? Chciałoby się powiedzieć, że wręcz niezbędny, ale znajdziemy też kilka wyjątków od reguły. Jednym z nich jest Facundo Campazzo. Mierzący 183 cm rozgrywający udowodnił chociażby w meczu z Polakami na ubiegłorocznym mundialu, że grać potrafi. Wiedzą o tym też kluby z NBA, które chętnie widziałyby go w swoich szeregach. Na przeszkodzie tym planom mogą jednak stanąć cwane zagrywki Florentino Pereza, pracodawcy Argentyńczyka…

W świecie piłki nożnej Real Madryt stał się pionierem w ustawianiu absolutnie niebotycznych klauzuli odstępnego. Pamiętamy, jaka kwota znalazła się swego czasu w kontrakcie Cristiano Ronaldo – był to okrągły miliard euro. Niższe, ale też horrendalne liczby pojawiły się w umowach innych zawodników Królewskich. Wszystko za sprawą prezesa klubu, który uznał, że jak inni chcą jego zawodników, to muszą za nich poważnie zabulić.

Hiszpański biznesmen od lat angażuje się jednak nie tylko w swój ukochany futbol, ale również koszykówkę, której wcale nie traktuje jak niechcianego dziecka. Ba, wręcz przeciwnie. Często bywa na meczach koszykarskiego Realu i zawsze dopilnowuje, aby jego zawodnicy byli odpowiednio promowani. Dlatego chociażby w świątecznych filmikach wesołych świąt kibicom życzy nie tylko Sergio Ramos, ale też jego wyższy odpowiednik – Felipe Reyes.

Nic więc dziwnego, że Florentino nie uśmiecha się ustępowanie NBA i oddawanie graczy za pół darmo. Kwota wykupu jednego z najlepszych koszykarzy Królewskich – wspomnianego Campazzo wynosi bowiem… 6 milionów dolarów.

Jasne, w porównaniu do piłki nożnej to niewiele, ale musimy pamiętać, że w koszykówce transfery działają inaczej. W NBA dochodzi do wymian, a podpisywanie graczy z Europy odbywa się na zasadzie – zerwij kontrakt (o ile się właśnie nie kończy) z obecnym pracodawcą, my coś tam dopłacimy, a potem podpiszesz z nami. Nigdy wcześniej nie dochodziło jednak do wypłacania klubom takiego majątku, jakiego domaga się Real.

I co teraz? Mówi się, że usługami Campazzo zainteresowane są dwa kluby: San Antonio Spurs oraz Dallas Mavericks. O ile na pierwszych taktyka Pereza pewnie okaże się skuteczna, to Mavericks mogą być w stanie sięgnąć głębiej do kieszeni. Jest jednak jeszcze jeden problem – według przepisów NBA kluby nie mogą przeznaczyć na wykupienie zawodnika więcej niż 750 tysięcy dolarów. Trzeba będzie więc to jakoś obejść – chociażby poprzez przekazanie pieniędzy zawodnikowi, który samemu dokona wykupu. Wiemy też, że właściciel klubu z Teksasu Mark Cuban nie należy ani do biednych, ani mało odważnych. A na dodatek jego największa gwiazda miała już przyjemność grać w jednym zespole z Campazzo.

Tak się bowiem składa, że Luka Doncic reprezentował kiedyś barwy Realu Madryt. W jego przypadku nie było większego problemu z przejściem do NBA – choćby ze względu na kończący się kontrakt. Sam pobyt w Madrycie Słoweniec wspomina oczywiście znakomicie. A jak wspomina współpracę z Argentyńczykiem? Trudno powiedzieć. Ten duet doprowadził Real do zdobycia Euroligi i mistrzostwa Hiszpanii, ale Doncic przecież najlepiej czuje się w otoczeniu strzelców i uwielbia grać na piłce. Nikt w NBA nie spędzał z nią w tym (ubiegłym?) sezonie tyle czasu, co Słoweniec (nawet Harden albo LeBron).

Campazzo to zaś rozgrywający czystej wody – lubuje się w kreowaniu gry, znajdowaniu kolegów na czystych pozycjach, wykorzystywaniu swojej szybkości w agresywnych wejściach pod kosz. Z drugiej strony, udowodnił już, że potrafi odnaleźć się na boisku obok Doncica. Same pogłoski mówią zresztą same za siebie – widocznie władze Mavs uważają, że współpraca argentyńsko-słoweńska będzie działać również w najlepszej lidze świata.

O klasie Campazzo doskonale przekonali się też polscy kibice na ubiegłorocznych mistrzostwach świata. Argentyna pokonała wtedy biało-czerwonych 95:61, a Campazzo w zaledwie dwadzieścia-pięć minut na parkiecie zanotował 7 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek i po jednym bloku i przechwycie. Co ciekawe, to i tak był jego najgorszy mecz na tym turnieju – w każdym innym miał dwucyfrową liczbę punktów.

Jego Argentyna zdążyła wywalczyć sobie również kwalifikację na igrzyska olimpijskie. Jeśli zamierzają powalczyć tam o coś więcej, potrzebna będzie świetna postawa jej lidera. Lidera, który podczas turnieju w Tokio będzie miał za sobą rok gry w Mavericks? Cóż, starania Florentino Pereza mogą nie przynieść oczekiwanego skutku, ale być może wyznaczą nowy trend w Europie. Niewykluczone, że za kilka lat szukanie graczy na Starym Kontynencie będzie dla klubów z NBA wyjątkowo kosztowne.

Fot. Newspix.pl

 

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez