Siatkarze podnieśli się po porażce z Iranem. I rozbili Włochów do zera

Siatkarze podnieśli się po porażce z Iranem. I rozbili Włochów do zera

Zwycięstwo bez względu na styl – taka dewiza przyświecała dziś polskim siatkarzom. Nieważne, że środki do wygranej były proste i nie mogliśmy się zachwycać wieloma koronkowymi akcjami. W poniedziałkowym meczu Polacy nie mogli sobie pozwolić na wpadkę, która mocno skomplikowałaby ich sytuację w grupie. I pod tym względem zadanie zostało wykonane – w drugim meczu turnieju olimpijskiego pokonaliśmy Włochów 3:0.

Bez wymówek

Dziś mieliśmy poznać odpowiedź na pytanie, czy porażka z Iranem była wynikiem kiepskiej dyspozycji dnia, czy jednak na turniej olimpijski przyjechał tylko cień drużyny jaką znamy z jej najlepszych występów. Zweryfikować to mieli Włosi posiadający najlepszą ligę siatkarską na świecie, w której na co dzień gra Wilfredo Leon.

Z tym, że liga ligą, a reprezentacja narodowa to inna para kaloszy. Tak, mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego mogą się poszczycić wieloma tytułami, ale to było kiedyś (owszem, w 2016 roku zdobyli olimpijskie srebro, ale pięć lat w sporcie to wieczność). Dziś Włosi są inną – gorszą – drużyną, nieco w przebudowie, do której wprowadzony został chociażby zdolny, dziewiętnastoletni Alessandro Michieletto. Wprawdzie wygraliśmy z nimi 3:0 w Lidze Narodów rozgrywanej w Rimini, ale Włosi posłali na ten turniej rezerwy. Więc nie należało zwracać uwagi na wynik poprzedniego starcia obu drużyn. Choć wspomniany Michieletto sprawdził się w nim na tyle dobrze, że Gianlorenzo Blengini zdecydował się na powołanie młodziana do kadry głównej. Decyzja się obroniła – w pierwszym meczu na igrzyskach Włosi znajdowali się w sporych opałach, przegrywając już 0:2 z Kanadą. To właśnie nowicjusz pociągnął ich do zwycięstwa 3:2 w setach.

Gramy na wynik

Selekcjoner Heynen na dzisiejszy mecz dokonał tylko jednej zmiany – za Jakuba Kochanowskiego do pierwszego składu wskoczył Piotr Nowakowski, który z Iranem był zmiennikiem. Ale nie zmieniło się to, że jeżeli ktoś miał zdobywać punkty dla Polaków, to Wilfredo Leon. Chociaż pierwszego seta wygraliśmy 25:20, to gra nie była idealna. Było dużo szarpanych akcji, a my staraliśmy się grać raczej prostą siatkówkę w myśl dewizy, że liczy się wynik, a nie styl. Poza Leonem punkty dorzucali też Bartosz Kurek czy Mateusz Bieniek, dzięki którym dobrze funkcjonowała nasza zagrywka – element, którego tak bardzo brakowało nam w pierwszym meczu. Ale akcenty ofensywne były rozłożone tak nierówno, że mecz toczyliśmy jakby w piątkę… Aleksander Śliwka w tej partii mógłby być bohaterem programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Zero zdobytych punktów, jeden błąd z zagrywki, cztery próby przyjęcia. I to by było na tyle.

W drugim secie nasza taktyka nie zmieniła się o jotę. Ale widmo Iranu strasznie ciążyło nad tą partią. Bo przecież szybko budujemy przewagę, którą zaraz trwonimy po prostych błędach. Bo po drugiej stronie siatki rywale rozkładają akcenty ofensywne o wiele bardziej równomiernie, co sprawiało kłopoty naszym zawodnikom. Jak nie Osmany Juantorena, to Michieletto potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne i ominąć nasz blok. Włosi grali bez swojego kapitana Simone Gianelliego i mogli się tylko zastanawiać, jak wyglądałby ten mecz, gdyby mieli do dyspozycji podstawowego rozgrywającego. Ale wiecie co? To nie nasz problem. Polacy grali swoje. Może prosto, ale co najważniejsze – skutecznie. Chociaż w trakcie drugiego oraz w trzecim secie nastąpiła jedna istotna zmiana.

Olek Śliwka – redemption

Aleksander Śliwka ma talent do irytowania kibiców. To wszystko za sprawą swoich charakterystycznych zagrań, jak chociażby lekkiej zagrywki. Albo lubowania się w kiwkach. Fani częściej zapamiętują takie akcje, które się nie udają, niż te, które wychodzą, stąd Śliwka czasem poddawany jest krytyce. Zasłużył na nią po meczu z Iranem, gdzie w sobie tylko znany sposób dotrwał na parkiecie do końca meczu. Dziś po pierwszym secie też wcale nie zdziwilibyśmy się, gdyby Śliwka już się nie pojawił. Ale Vital Heynen widocznie w niego wierzy, bo Polak ma jeden atut – potrafi wyróżnić się na plus w kluczowych momentach.

Kto zdobywa punkt, kiedy tracimy przewagę na początku drugiego seta? A przy stanie po 23:23, kiedy robi się nerwowo i czujemy stres, że Polacy wypuszczą seta jak w spotkaniu z Iranem? Tak, w porównaniu do Wilfredo czy Kurka Śliwka wypada przeciętnie, ale kiedy robi się gorąco, to po prostu nie pęka na robocie. W drugim secie miał 62% skuteczności ataku, dzięki czemu, choć po sporych problemach, wygraliśmy 26:24.

Z Polaków zeszło ciśnienie, z Włochów powietrze

Trzecia partia to już pełna dominacja Polaków na parkiecie. Włosi totalnie się pogubili, a zmiany przeprowadzone przez Gianlorenzo Blenginiego wydawały się nie tyle krzykiem rozpaczy, co wręcz poddaniem tego meczu. W pewnym momencie z podstawowej szóstki ostał się tylko Michieletto. Zagrywka we włoskim obozie w ogóle nie funkcjonowała – nasi rywale w całym meczu zdobyli z niej zaledwie jeden punkt. Gdybyśmy mieli wybrać akcję tej partii, to byłoby świetne przyjęcie Kurka (który ponownie rozgrywał kapitalne zawody) i zatrzymanie Ivana Zaytseva na pojedynczym bloku. Dla nas ważnym wydarzeniem w ostatniej partii było też pojawienie się w końcówce spotkania Michała Kubiaka. Trener Heynen wysłał tym samym sygnał, że pogłoski o złym stanie zdrowia naszego przyjmującego są zdecydowanie przesadzone.

Set zakończył się wynikiem 25:20 dla Polski, a cały mecz wygraliśmy 3:0. Czy Polacy odpowiedzieli na falę krytyki, jaka spłynęła na nich po pierwszym meczu? Wynikiem na pewno tak, graliśmy do bólu skutecznie. Może i nie było w tym piękna i finezji, ale w takim meczu po prostu nie mogliśmy sobie pozwolić na wpadkę. Dzięki temu zwycięstwu nasza sytuacja w grupie wygląda już o wiele lepiej – zwłaszcza, że następne spotkanie zagramy ze słabiutką Wenezuelą. Co cieszy najbardziej to to, że w trzecim secie zobaczyliśmy drużynę, która nie bez kozery otwarcie mówi o medalowych aspiracjach na turnieju olimpijskim – nawet, jeżeli rywal pozwalał na dużo więcej, niż zakładaliśmy przed spotkaniem.

Polska – Włochy 3:0 (25:20, 26:24, 25:20)

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Donald ma Tolę
Donald ma Tolę
4 miesięcy temu

Komentarze kibiców piłkarskich w stylu: “po co zajmujecie się tym niszowym sportem, który nikogo na świecie nie interesuje” za 3… 2… 1…

xDDD
xDDD
4 miesięcy temu
Odpowiedz  Donald ma Tolę

Ale to Ty dzwonisz

Zenek
Zenek
4 miesięcy temu
Odpowiedz  xDDD

Przedtem się nie zastanawiałem, ale faktycznie bardzo nudny sport. Ciągle te same zagrania. Puk puk i łubudu i w drugą stronę. Nuda.

Foo
Foo
4 miesięcy temu

Turniej siatkarski zaczyna się od ćwierćfinału. A tam już nie ma łatwych rywali, obojętnie z którego miejsca wyjdziemy.

Michaił
Michaił
4 miesięcy temu

Kogo to obchodzi? Tak jak ta cała kowidiańska olimpiada?

Kibol
Kibol
4 miesięcy temu
Odpowiedz  Michaił

Po pierwsze olimpiada to okres, a nie impreza, więc najpierw się doucz, a potem wypisuj swoje wysrywy. Po drugie – masz moją gwarancję, że mecze siatkarzy na igrzyskach obejrzy więcej ludzi niż Lechy, Radomiaki, Rakowy i inne Piasty kopiące się w czoło w Ekstraklasie.

Michaił
Michaił
4 miesięcy temu
Odpowiedz  Kibol

Okresu to chyba dostałaś bo coś nerwowa jesteś. Rakowy i inne Piasty kopiące się “po czołach” można było wczoraj obejrzeć – doskonały mecz. Moim zdaniem coś w tej polskiej piłce drgnęło. A oglądanie siatkówki to jeden z większych absurdów na świecie. Zero emocji co chwila punkt i kolejna akcja. Monotematyczne gówno. Nie hejtuję sportu jako takiego bo raz na ruski rok poodbijać piłkę można tylko oglądanie tego to nuda level master. Masz coś do powiedzenia w kwestii kowidianizmu tej olimpiady? Trzeba być debilem żeby w 35 stopniach na słońcu popinać w masce tak jak tam trzeba.

Patryk Małecki
Patryk Małecki
4 miesięcy temu
Odpowiedz  Michaił

Nie obrażaj siatkówki panie, dobre?
Co do kovidiotyzmu pełna zgoda.

Kibol
Kibol
4 miesięcy temu
Odpowiedz  Michaił

Tak, można było obejrzeć, jak zawodnik po zagraniu piłki z autu nieatakowany wypierdolił ją w trybuny w Gliwicach. Albo kosmiczny strzał zawodnika Radomiaka w Poznaniu. Albo kalekę Kapustkę, który sam wykluczył się na pół roku. Tak w tej polskiej piłce coś drgnęło. A zarzut o braku emocji w siatkówce to już w ogóle jedno wielkie xDDDDD. W siatkówce masz konkret co minutę, punkt w każdej akcji, tak jest w każdym meczu bez względu na poziom rozgrywkowy, w piłce nożnej możesz przez 90 minut kopać się w środku pola bez ładu i składu, by zakończyło się to nudnym 1:0 zakończonym strzałem… Czytaj więcej »

Nie jestem robotem
Nie jestem robotem
4 miesięcy temu

Wynik zdecydowanie nie w smak licznym na weszło polakożercom. I bardzo dobrze

Wojciech
Wojciech
4 miesięcy temu

Cały polski sport po 4 dniach to DNO. Same porażki, jedynie ciągle liczymy na siatkarzy, a reszta sportów w czapę. Tenisiści słabo, kolarze słabo, teraz 3×3 koszykarze kolejny mecz w dupę, o innych zawodniach nie ma co nawet pisać. Tyle pompowania balonu, a co Igrzyska to samo, jesteśmy kelnerami na tym bankiecie.

Aktualności

Kalendarz imprez