Sebastian Świderski: Nie chcę mistrzostwa przy zielonym stoliku

Sebastian Świderski: Nie chcę mistrzostwa przy zielonym stoliku

Jeśli Plusliga mężczyzn pójdzie śladem koszykówki, to tytuł mistrza Polski na podstawie miejsca w tabeli trafi do ZAKSY Kędzierzyn Koźle. Decyzja co do sposobu zakończenia siatkarskiego sezonu ma nadejść w kolejnych dniach. O tym, jak i o przeniesieniu igrzysk olimpijskich oraz przyszłości kadry narodowej rozmawiamy z Sebastianem Świderskim, byłym reprezentantem Polski i prezesem ZAKSY Kędzierzyn Koźle.

WOJCIECH PIELA: Jak decyzja o przeniesieniu igrzysk wpłynie na świat siatkówki? Wiemy, że turnieju olimpijskiego nie będzie. Pociąga to za sobą kolejne konsekwencje – co to może oznaczać dla reprezentacji Polski?

SEBASTIAN ŚWIDERSKI: Przede wszystkim chciałbym podziękować ludziom, którzy zdecydowali o przeniesieniu igrzysk olimpijskich, prawdopodobnie na następny rok, ponieważ odbywanie tego wielkiego święta podczas globalnego problemu z koronawirusem, mijałoby się z celem i byłoby anty-sportowe. Co do samych sportowców, myślę że wszyscy odetchnęli z wielką ulgą. Ten rok i całe zamieszanie na pewno nie pomogłyby w osiąganiu dobrych wynikach, a wielu zawodników by nawet do Tokio nie przyleciało. A w przyszłym roku mam nadzieję, że będziemy mogli się cieszyć wszystkimi dyscyplinami – nie tylko siatkówką – i dopingować naszych zawodników.

Co do samej siatkówki, to trudne pytanie, bo wszystko jest podporządkowane czteroletniemu makrocyklowi, który ma w założeniu zbudować jak najwyższą formę na igrzyska. Teraz każda z reprezentacji musi zmienić swoje przygotowania, ale całe szczęście wszystkich uczestników turnieju już znamy. Martwię się tylko o zawodników, którzy zapowiedzieli, że po igrzyskach zakończą karierę… jednak będą musieli zagryźć zęby i mam nadzieję, że Michał Kubiak zdecyduje się pomęczyć jeszcze rok.

Trudno sobie wyobrazić inny scenariusz, znając wojowniczy charakter Michała. Natomiast mimo wszystko dziwiło pana to, że MKOl tak długo zwlekał? Ostateczna decyzja została poprzedzona mało przyjemnymi sytuacjami, w których Kanada i Australia wycofały swoje reprezentacje. Sportowcy też siedzieli jak na beczce prochu.

Była to jednak nie decyzja jednej firmy, czy tylko samego MKOl-u. Pamiętajmy o tysiącach ludzi zaangażowanych w cały projekt. Trzeba z wszystkimi porozmawiać i podjąć wspólne decyzje. I myślę, że należy uszanować fakt, że nie doszło do terminu pośredniego – przesunięcia igrzyska na październik, czy listopada. To nie byłoby dobre rozwiązanie dla żadnej ze stron.

Michał Kubiak to jedyny siatkarz, o którego przyszłość olimpijską się pan obawia, czy jeszcze kilka nazwisk by się znalazło?

Z tego co pamiętam, to Michał powiedział, że igrzyska to jego ostatni przystanek, jeśli chodzi o grę w reprezentacji. Potem delikatnie z tych słów się wycofał, mówił że będzie musiał nieco odpocząć po imprezie i spędzić więcej czasu z rodziną. I nie wycofuje się z kadry. Ale teraz trzeba to oczywiście zweryfikować tym bardziej. Być może jednak Michał właśnie kilka spraw nadrobi i da radę grać dalej. Życzę mu przede wszystkim zdrowia, tak jak i innym siatkarzom, bo to jest najważniejsze.

Muszę zapytać też o temat naszej ligi siatkarskiej, bo skoro igrzyska zostały przełożone, to z tego co pan słyszał: możemy spodziewać się oficjalnego komunikatu o odwołaniu sezonu PlusLigi mężczyzn?

Mam nadzieję, że taka decyzja zapadnie. Pamiętajmy, że zawodowi sportowcy muszą być w reżimie treningowym i choć tydzień przerwy są w stanie wytrzymać bez konsekwencji zdrowotnych, to potem każdy kolejny dzień staje się problemem. Aby powrócić na parkiet i zaangażować sto procent swojego ciała, trzeba najpierw przejść cykl przygotowania – w pewien sposób – sezonowego. Ale nie ma na to czasu, a wszystkie hale i siłownie są zamknięte. O ile wciąż możemy rozmawiać przez telefon i prowadzić wideokonferencje, to jednak nadzorowanie treningów i cała logistyka jest trudna. Nie wiemy też, kiedy sytuacja się unormuje, kiedy będziemy mogli faktycznie zacząć grać mecze. Lepiej byłoby prawdopodobnie zamknąć ten sezon teraz i dać zawodnikom trochę komfortu, przede wszystkim psychicznego. Żeby nie musieli cały czas być pod prądem.

Wzorem Polskiej Ligi Koszykówki – obecna klasyfikacja powinna zostać zachowana? Tytuł trafiłby wtedy do Zaksy Kędzierzyn Koźle…

W siatkówce te kolejki się nieco wyrównały, bo Gdańsk ma jedno spotkanie więcej, Radom jedno mniej i w kontekście tabeli wiele to nie zmieniło. Natomiast w koszykówce nieco pokrzywdzony może czuć się Polski Cukier Toruń, który miał dwa spotkania mniej. U nas sytuacja jest więc łatwiejsza, ale powiem szczerze: nie chcę takiego mistrzostwa, które jest przyznawane przy zielonym stoliku. Oczywiście gra i trenuje się cały rok, ale większość zespołów buduje szczyt formy na play-offy, które się nie odbyły. My trochę szczęśliwie wskoczyliśmy na pierwsze miejsce w ostatniej kolejce, bo jeżeli byśmy odcięli ostatnie spotkania, to Warszawa znajdowałaby się na szczycie. Także ja dostosuję się do każdej decyzji. Jeśli zostaniemy okrzyknięci mistrzami Polski, to oczywiście będę się cieszyć, ale to nie będzie taka sama radość, jak po wygraniu ostatniego meczu finału. Czekamy na decyzję, myślę że powinna się pojawić w ciągu najbliższych dni.

Odbywają się jakieś spotkania, wideokonferencje? Z pana wiedzy: możemy się choćby jutro spodziewać konkretów?

Te spotkania się odbywają. Jesteśmy – jeśli chodzi o prezesów PlusLigi – w stałym kontakcie. Rozmawiamy i przekazujemy sobie trudności, jakie nas dotykają w tym momencie. Kwestie sponsorów, kibiców, tego sezonu, przyszłego sezonu. Bo tylko w jedności jest siła i chcemy przejść ten kryzys jak najmniej boleśnie. Mówię o kryzysie, bo znajduje się w nim nie tylko siatkówka, ale wszystkie dyscypliny. Wielu sponsorów w tym momencie nie myśli o sporcie, tylko o swoich pracownikach oraz ich zdrowiu i o swoich firmach – bo przecież wiele z nich będzie zawieszonych, albo zamkniętych. Borykamy się z prawdziwym globalnym problemem i gdzieś te sportowe decyzje spadają na drugi plan. Musimy zabezpieczyć byt i przyszłość naszych klubów. W ciągu następnego dnia, może dwóch, mają zapaść konkretne decyzje. Odbędzie się spotkanie w PZPS, później rada nadzorcza ligi, potem spotkanie prezesów. Nie wiem, czy uda się to połączyć jednego dnia. Ale do końca tygodnia powinno wszystko być wiadome.

Z pana perspektywy – jako prezesa ZAKSY, może pan powiedzieć, że przyszłość klubu jest zabezpieczona, straty uda się zniwelować, a klub w spokoju przystąpi do nowego sezonu? Czy istnieje obawa, o to co się będzie działo w ciągu najbliższych miesięcy?

Na obecny moment nie jesteśmy w stanie oszacować, ile to będzie nas kosztować. Jeżeli play-offy się nie odbędą – a według mnie nawet nie powinny się odbyć – to trudno po prostu powiedzieć, ile stracimy. Nasz mecz w ćwierćfinale Ligi Mistrzów miał się odbyć w Gliwicach, po to żeby ściągnąć jak najwięcej kibiców, aby te rozgrywki zaczęły nam się utrzymywać same z siebie. Ale przez to, że musieliśmy zagrać przy pustych trybunach, wytworzyły się dodatkowe straty. Nie chcę więc mówić o pieniądzach, bo na ten moment kwota ciągle rośnie. Mam nadzieję, że wyjdziemy z kryzysu, ale na pewno nie pozostaniemy z takim samym budżetem, jaki mieliśmy w tym sezonie. Będzie duża redukcja, ale w takiej sytuacji są wszystkie kluby. Dochodzą nas słuchy, że zawodnicy w piłce zrzekają się nawet 20%, 30% pensji ze swojego kontraktu, także widać pewną solidarność.

ROZMAWIAŁ
WOJCIECH PIELA

Fot. 400mm.pl


Aktualności

Kalendarz imprez