Roland Garros. Hurkacz prowadził 2:0 w setach. Przegrał 2:3

Roland Garros. Hurkacz prowadził 2:0 w setach. Przegrał 2:3

Nie układa nam się na razie turniej w Paryżu. Kwalifikacji nie przeszedł żaden z czwórki naszych reprezentantów (najbliżej była Magda Fręch, odpadła w III rundzie), a Hubert Hurkacz przegrał już w pierwszym meczu turnieju głównego. Polak prowadził 2:0 w setach, ale od tamtego momentu coś w jego grze kompletnie się zacięło. Możliwe, że chodzi o problemy zdrowotne – w piątym secie Hubert poprosił na kort fizjoterapeutę i lekarza. Niemniej jednak – to spore rozczarowanie.

Hurkacz z turniejami wielkoszlemowymi niespecjalnie się lubi. O ile w rywalizacji do dwóch setów stać go na wielkie występy – dowodem tegoroczny turniej ATP 1000 w Miami – o tyle gdy trzeba grać do trzech, zwykle przegrywa z rywalami niżej notowanymi. W swoich dotychczasowych występach w największych imprezach tylko pięciokrotnie wychodził poza pierwszą rundę. A turniej w Paryżu był jego dwunastym takim. Innymi słowy: nie rozpieszcza nas pod tym względem nasz tenisista.

Dziś szanse na wygraną wydawały się spore. Botic van de Zandschulp do turnieju głównego awansował poprzez kwalifikacje. To 154. tenisista świata, który na karku ma już 25 lat i nigdy nie osiągał wielkich wyników, na co dzień gra głównie w imprezach niższej rangi. W turnieju ATP zadebiutował ledwie kilka miesięcy wcześniej, w Melbourne. Doszedł wówczas do ćwierćfinału, po drodze eliminując między innymi… Kamila Majchrzaka. Na Huberta Hurkacza jego gra miała jednak nie wystarczyć, bo to po prostu zawodnik niższej klasy od Polaka, oceniając całokształt ich przygody z tenisem.

I przez pierwsze dwa sety – choć rywal stawiał opór – wyglądało na to, że Hubert potwierdzi te przewidywania. Polak co prawda wygrywał sety późno – w obu przypadkach dopiero w tie-breakach – ale wygrywał. Grał przy tym całkiem solidnie, choć dwukrotnie tracił serwis, gdy wypracował sobie prowadzenie z przewagą przełamania. To jednak pierwsza runda, mówiliśmy sobie, do tego mączka, gdzie szanse nieco się wyrównują. Byliśmy zadowoleni, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Tyle że potem nagle sprawa się rypła.

W trzecim i czwartym secie na korcie oglądaliśmy zupełnie innego tenisistę. Hubert nie trafiał nic z tego, co trafiłby wcześniej. Z trudem zdobywał jakiekolwiek punkty. W obu tych partiach został dwukrotnie przełamany, obie przegrał 2:6. Holender właściwie nie musiał się przesadnie wysilać, a punkty i tak wpadały na jego konto. Widać też było, że taki obrót spraw go napędza. Nic dziwnego, on miał prawo być zadowolony. A my zastanawialiśmy się, co tu właściwie się stało. Dwa tygodnie temu Hurkacz skreczował w spotkaniu w Rzymie z powodu infekcji, mieliśmy więc podejrzenia, że być może jego organizm nie jest w najlepszej formie. No i w sumie to się potwierdziło. Problem był jednak najprawdopodobniej inny.

Gdy na kort Polak wezwał lekarza, pokazywał na swoje prawe przedramię. Nie wiemy, o co dokładnie mogło chodzić, całkiem jednak prawdopodobne, że to właśnie uraz ręki uniemożliwiał mu grę na odpowiednim poziomie. Bo trudno inaczej wytłumaczyć to, co się w tym meczu wydarzyło. Po interwencji medycznej Hubert zaczął grać nieco lepiej, był w stanie utrzymać swoje podanie aż do końca meczu. Sęk w tym, że już wcześniej serwis w piątym secie stracił, a przełamać rywala nie dał rady. Van de Zandschulp może się więc cieszyć, a nam pozostaje liczyć, że w kolejnych dniach – gdy zaprezentują się Kamil Majchrzak, Magda Linette oraz broniąca tytułu Iga Świątek – będzie tylko lepiej.

Hubert za to, o ile okaże się, że jego organizm nie zaszwankował poważniej, będzie mógł jeszcze powalczyć w deblu. I oby tam poradził sobie lepiej.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez