Rok do Tokio 2021. Co straciliśmy, co przed nami?

Rok do Tokio 2021. Co straciliśmy, co przed nami?

Jeśli w grę nie weszłaby pandemia koronawirusa, igrzyska olimpijskie w Tokio wystartowałyby już jutro – 24 lipca 2020 roku. O tym, że zostaną przełożone, dowiedzieliśmy się w marcu. Nowy termin ceremonii otwarcia wyznaczono na 23 lipca, co oznacza, że do imprezy pozostał nam dokładnie rok. Z tej okazji odpowiadamy na dwa pytania: co czekałoby nas, gdybyśmy mieli w ciągu najbliższych tygodni oglądać zmagania polskich zawodników? I czy imprezę w 2021 roku faktycznie uda się przeprowadzić?

Jasne, że wolelibyśmy, żeby olimpijska rywalizacja miała lada moment ruszyć. Przesunięcie igrzysk było jednak decyzją, która mogła wywołać rozczarowanie, ale po pewnym czasie zrozumiał ją zapewne każdy. Przy obecnej światowej sytuacji ich rozegranie byłoby po prostu niemożliwe.

Na szczęście możemy śmiało powiedzieć, że nie ziściły się najczarniejsze scenariusze, mówiące o tym, że w roku 2020 światowy sport może być kompletnie zamrożony. Mamy lipiec, a sezon kończą ostatnie z czołowych piłkarskich lig. Dobrze ma się też lekkoatletyka, którą na przełomie następnych trzech miesięcy będziemy mieli okazję śledzić za sprawą serii mityngów Diamentowej Ligi oraz Continental Gold Tour. Niedługo wróci też koszykówka: NBA – 31 lipca, a PLK – 27 sierpnia. Nieco ponad dwa tygodnie dłużej przyjdzie poczekać nam na start nowego sezonu PlusLigi. Generalnie – jest w porządku.

Popuśćmy jednak wodze fantazji i zastanówmy się, co czekałoby nas, gdyby igrzyska miały odbyć się już w tym roku?

Walka o laury

Na pół roku przed pierwotnym terminem olimpijskiej imprezy, wypuściliśmy ranking dziesięciu polskich nadziei medalowych. Na pierwszym miejscu umieściliśmy Pawła Fajdka. Zaskoczenie żadne – Polska młotem stoi, i to od wielu lat. Gdyby lekkoatleta miał lada dzień wystartować w Tokio, to wciąż byłby faworytem do zwycięstwa. Na podium śmiało zameldować się mógłby również Wojciech Nowicki. A u pań – wielkie nadzieje pokładalibyśmy również w Joannie Fiodorow oraz Anicie Włodarczyk. Choć zatrzymajmy się na chwilę – nasza dwukrotna złota medalistka IO ostatnimi czasami zmagała się z problemami zdrowotnymi. Może udałoby się jej przyspieszyć rehabilitację i wyrobić na czas, może nie.

Przesunięcie igrzysk to zatem dla niej wyłącznie dobra informacja, co sama lekkoatletka podkreślała podczas konferencji „Rok do Tokio” zorganizowanej w Centrum Olimpijskim w Warszawie: – Jestem w gronie sportowców, którym przełożenie igrzysk trochę pomogło. Dzięki temu zyskałam czas na spokojne odbudowanie formy po kontuzji kolana i na wybór odpowiedniego trenera. Cieszę się, że sytuacja w sporcie powoli wraca do normalności, a przede wszystkim, że dzięki wsparciu sponsorów, m.in. PKN ORLEN mam zapewniony komfort w przygotowaniach do mojego czwartego występu na igrzyskach olimpijskich – mówiła Anita.

Idźmy dalej – w walce o triumf w turnieju olimpijskim w siatkówce liczyliby się polscy siatkarze. Nie wątpimy, że mieliby szansę nawet na złoty medal, szczególnie że kadra Vitala Heynena przechodzi obecnie przez świetny okres. Polska może pochwalić się grupą młodych i już utytułowanych chłopaków, którzy wciąż się rozwijają, jak i wyjadaczy z najwyższej półki: mówimy choćby o Michale Kubiaku, Piotrze Nowakowskim oraz Bartoszu Kurku. 2020 czy 2021 rok? Bez różnicy. Po prostu cieszmy się tym pokoleniem i trzymajmy za nie kciuki.

Sporą zagwozdkę mamy z Marcinem Lewandowskim oraz Adamem Kszczotem. Z jednej strony mówimy o klasowych średniodystansowcach, którzy wiedzą, z czym je się igrzyska. Zdajemy sobie jednak sprawę z ich ostatnich perypetii. Tomasz Lewandowski, który trenował swojego brata od lat a Kszczota miał od końcówki zeszłego roku, nie dogadał się z PZLA i nie będzie mógł być oficjalnym trenerem dwójki lekkoatletów. Pod ich nazwiskami oficjalnie widnieje więc szkoleniowiec Piotr Rostkowski. Gdyby ta współpraca miałaby mieć swoją kulminację już w 2020 roku, trudno prognozować, czy udałoby im się sięgnąć po laury olimpijskie.

Jesteśmy zaś przekonani, że na podium w Tokio 2020 stać byłoby “Aniołki Matusińskiego”. Polska sztafeta kobiet 4×400 znajdowała się pod koniec zeszłego roku w znakomitej, życiowej formie. Marek Plawgo mówił swego czasu dla nas: – Myślę, że one nie myślą, aby wygrywać z Amerykankami, tylko żeby dowieźć taką formę do Tokio. Dziewczyny udźwignęły w tym roku ciężar na swoich barkach, bo były murowanymi kandydatkami, żeby ten krążek wyrwać. Jeśli za rok pobiegną tak samo, to będą medalistkami olimpijskimi.

Cóż, niestety na drodze stanęła im pandemia. Podobnie jak Piotrowi Liskowi z Grupy Sportowej ORLEN. Ubiegły rok był najlepszym w karierze polskiego lekkoatlety. Do Tokio zmierzał dużymi, pewnymi krokami. Co prawda w pewnym momencie od reszty tyczkarskiej stawki odstawać zaczął fenomenalny Armand Duplantis. On – jeśli tylko zniósłby presję – pewnie byłby poza zasięgiem. Ale już brązowy, może nawet srebrny medal, mógłby spokojnie wpaść w ręce Polaka. Czy za rok również jego szanse będą stały wysoko? A jakże. Więcej powodów do zamartwień mogą mieć starsi zawodnicy jak Renaud Lavillenie, ale też niestety Paweł Wojciechowski.

Skupmy się jednak na pozytywach. Gdyby igrzyska odbyły się w tym roku, znalazłoby się sporo polskich zawodników, którzy mieliby problem, aby zdążyć z formą. Mówiliśmy o Włodarczyk, Kszczocie i Lewandowskim, ale bez wątpienia należałoby wspomnieć też o polskich biegaczach na 400 metrach (nieudany sezon 2019) czy Joannie Jóźwik, Angelice Cichockiej oraz Marii Andrejczyk – lekkooatletkach, którym również plany krzyżowały kontuzje. Albo o robiących postępy tenisistach: Hubercie Hurkaczu, Idze Świątek oraz Magdzie Linette. Wszyscy zyskują sporo czasu, aby zbudować życiową, medalową dyspozycję.

Zwrócił na to uwagę też Marcin Nowak, Szef Misji Olimpijskiej Tokio 2020: – Chcielibyśmy też, by igrzyska w Tokio były symbolem powrotu do normalności. W każdej sytuacji staramy się znajdować pozytywy – również w tej trudnej dla sportowców – i takie widzimy. Nasza dwójka znakomitych sportowców Anita Włodarczyk i Tomasz Kaczor – dotyczyć to może także innych – będzie miała więcej czasu na komfort przygotowań po przebytych kontuzjach – mówił podczas konferencji „Rok do Tokio”.

W tym wszystkim warto wspomnieć o jednej rzeczy. Zawodnicy, którzy nie zdobyli jeszcze kwalifikacji olimpijskiej, będą mogli to zrobić od grudnia do okolic czerwca przyszłego roku (zależnie od dyscypliny). Tak więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jak widzicie – gdyby nie pandemia, w ciągu najbliższych miesięcy czekałoby nas zapewne sporo sukcesów polskich olimpijczyków, ale w przyszłym roku może być jeszcze lepiej!

Wciąż są wątpliwości

Może być lepiej, jeśli… igrzyska w ogóle dojdą do skutku. Przeniesienie imprezy nie załatało bowiem wszystkich problemów. Koronawirus wciąż w niektórych punktach globu ma się dobrze. A tam, gdzie nieco zaniknął, może ponownie zaatakować. Weźmy też pod uwagę, jak wielkim wydarzeniem są igrzyska olimpijskie. W jednym czasie do jednego kraju zlatują się sportowcy, trenerzy, dziennikarze oraz kibice z całego świata. Niestety, nawet jak w stolicy Japonii będzie bezpiecznie, to zawsze ktoś może przywieźć wirusa ze sobą…

Mówi się, że prezydent Japońskiego Komitetu Olimpijskiego – Yoshiro Mori – określił kwiecień 2021 roku jako czas, w którym wszystko musi być jasne i dopięte. Mowa o kwestiach bezpieczeństwa, zarówno na miejscach rywalizacji, jak i w wiosce olimpijskiej, a także o restrykcjach co do podróżowania i przemieszczania się. Do tego podstawowe pytanie: czy Tokio przywita kibiców? A może impreza zostanie rozegrana przy pustych trybunach?

Może się tak stać, bo najważniejsze jest zdrowie, co podkreślał na konferencji “Rok do Tokio” Andrzej Kraśnicki, Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego: – Byliśmy na finiszu przygotowań, gdy okazało się, że igrzyska zostały przełożone na kolejny rok. Nie ukrywam, że ponieśliśmy z tego tytułu spore koszty, jednak bezpieczeństwo i równe szanse w zdobywaniu olimpijskiego awansu są najważniejsze. Obecnie jesteśmy w fazie przygotowań organizacyjnych. Weryfikujemy proces akredytacyjny, na bieżąco śledzimy przebieg kwalifikacji olimpijskich, jesteśmy w kontakcie z MKOl i Komitetem Organizacyjnym. Zapewniam, że Polski Komitet Olimpijski zrobi wszystko, by umożliwić Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej jak najlepsze warunki udziału w tym wydarzeniu.

To nie są proste rzeczy. Postawmy się na miejscu mieszkańców Tokio, którzy będą musieli zmagać się z ewentualnymi następstwami po przeprowadzonej imprezie. Jeśli koronawirus rozniesie się po stolicy Japonii, to przecież ucierpią oni, a nie ludzie, którzy przyjechali, zrobili swoje i opuścili ich kraj. W sondażu przeprowadzonym przez agencję Kyodo News okazało się, że aż 51,7% Tokijczyków optuje za ponownym przeniesieniem olimpiady. Na 2022 rok lub nawet później. Natomiast niemal 30% chce całkowitego odwołania igrzysk.

Wszystkie problemy załatwiłoby oczywiście wynalezienie i rozpowszechnienie właściwej szczepionki. Tylko czy doczekamy się jej już przed lipcem 2021 roku?

KACPER MARCINIAK

Fot. materiały prasowe, Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez