Roglic lepszy w słoweńskim pojedynku, ale to Lopez wygrał królewski etap TdF

Roglic lepszy w słoweńskim pojedynku, ale to Lopez wygrał królewski etap TdF

Siedemnasty etap tegorocznego Tour de France miał oddzielić chłopców od mężczyzn. W tej drugiej grupie na pewno znalazł się Richard Carapaz, który jako ostatni z uciekinierów utrzymywał przewagę nad peletonem, ale i on musiał w końcu ustąpić pola najlepszym. Na 3 kilometry przed metą Kolumbijczyka wyprzedzili Primor Roglic, Tadej Pogacar oraz Miguel Angel Lopez. Triumfował ostatni z nich, który awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji całego wyścigu.

Ze względu na jego alpejski charakter oraz punkt mety wzniesiony na wysokość ponad 2300 metrów n. p. m. siedemnasty etap zasłużył na miano “królewskiego”. Każdego czołowego kolarza czekało zatem niemałe wyzwanie. Czekaliśmy też na ewentualne przetasowania w czołówce klasyfikacji generalnej – choć raczej nikt nie spodziewał się, żeby dwójka liderujących Słoweńców – Primoza Roglica oraz Tadeja Pogacara – została zagrożona.

Zanim jednak uczestnicy etapu stanęli przed faktycznymi trudnościami, czekała ich stosunkowo łatwa i płaska trasa. Start od pierwszej wspinaczki dzieliło aż 90 kilometrów. Pierwszą ucieczkę, która była w stanie zyskać spory zapas nad resztą stawki stanowili: Julian Alaphilippe, Richard Carapaz, Gorka Izagirre, Dan Martin i Lennard Kämna.

Żaden z wyżej wymienionych kolarzy nie liczy się już oczywiście w kontekście walki o zwycięstwo w całym wyścigu, ale przede wszystkim Alaphilippe oraz Carapaz to gracze z najwyższej półki. Można było zatem spodziewać się, że tanio skóry nie sprzedadzą. I faktycznie tak było. Uciekinierzy pod wjazdem na Col de la Madeleine zameldowali się z pięcioma minutami przewagi nad peletonem, a Francuz zgarnął jedyną lotną premię umieszczoną na etapie.

Tylko dla wytrwałych

Po pokonaniu pierwszej części trasy zaczęło się jednak robić coraz trudniej. W czasie wspinaczki z czołówki wypadł Lennard Kämna, a następnie tempa nie wytrzymał Dan Martin. Na 20 kilometrów przed metą w grupie uciekinierów znajdowała się już tylko trójka kolarzy, która miała 2 minuty zapasu nad peletonem. Nie potrwało to jednak długo. Carapaz zdecydował się przyspieszyć, odczepiając się od Alaphilipe’a, a na 9 kilometrów przed metą pozbył się ostatniego towarzyszącego mu zawodnika – Gorki Izagirry.

W tym czasie w peletonie zostali już tylko najmocniejsi zawodnicy – m.in Roglic, Pogacar, Adam Yates, Miguel Angel Lopez czy Rigoberto Uran – którzy coraz agresywniej deptali po piętach triumfatora zeszłorocznego Giro d’Italia. Kolumbijczyk prezentował się fantastycznie, zdecydowanie zasłużył na miano największego walczaka etapu, ale sam dobrze wiedział, że tej walki wygrać nie może. Na 3 kilometry przed metą został “połknięty” przez Słoweńców, Angela Lopeza oraz Seppa Kussa.

Końcówka etapu to była prawdziwa mordęga. Choć w teorii do mety nie pozostawało wiele, ze względu na konstrukcję trasy kolarze musieli wykrzesać z siebie ostatki sił. Jako pierwszy z grupy nowych liderów zaatakował Angel Lopez. Za nim pomknął Roglic, którego próbował gonić Pogacar. Choć rywalizacji nie brakowało, w tej trójce nie doszło już do przetasowań.

Angel Lopez wyprzedził Roglica o 15 sekund i awansował na podium klasyfikacji generalnej. Słoweniec może być jednak zadowolony z drugiej pozycji, bo najważniejsze dla niego było utrzymanie przewagi nad rodakiem. To mu się udało – nad trzecim dzisiaj Pogacarem zyskał 15 sekund.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez