Robert Korzeniowski: Przełożenie igrzysk to najlepsza możliwa decyzja

Robert Korzeniowski: Przełożenie igrzysk to najlepsza możliwa decyzja

Wiemy już, że igrzyska olimpijskie na pewno zostaną przełożone. To sprawia, że wiele w sportowym świecie się zmieni. Począwszy od samego sportowego kalendarza, przez przygotowanie zawodników, a po umowy sponsorskie i zawierane przez organizatorów kontrakty. O zdanie w kwestii przełożenia zapytaliśmy Roberta Korzeniowskiego, który nie dość, że jako zawodnik był na czterech olimpiadach, z których przywiózł cztery złote medale, to jeszcze aktywnie uczestniczy w życiu sportowym już w innych rolach.

SEBASTIAN WARZECHA: Panie Robercie, wiemy już, że igrzyska zostaną przełożone. Najprawdopodobniej na 2021 rok, jak informują m.in. dziennikarze Guardiana. W tym momencie to chyba najrozsądniejsze posunięcie?

ROBERT KORZENIOWSKI: Cieszę się, że światowe autorytety dogadują się w tej kwestii i wysyłane są takie komunikaty. Oczywiście, wszyscy chcielibyśmy mieć zdrowe, uśmiechnięte igrzyska rozegrane w terminie. Sportowcy też marzyli o tym, by rywalizować w tym roku, ale w tym roku wiele takich marzeń się nie zrealizuje. Kierunek wskazała wcześniej UEFA, przenosząc Euro na rok 2021. W kontekście igrzysk olimpijskich to jest dużo bardziej skomplikowane, więcej federacji i krajów bierze udział w tych wszystkich uzgodnieniach. Jeżeli ta decyzja ostatecznie zostanie podjęta, to w moim odczuciu – tak byłego sportowca, jak i ambasadora i eksperta olimpijskiego Eurosportu – to jest to najlepsza możliwa decyzja. Choć bolesna dla wielu sportowców o tyle, że w tym roku nie zrealizują się ich plany sportowe. Aczkolwiek oni w dużej mierze pogodzili się już chyba z tym, że te plany i marzenia musza ulec weryfikacji Zresztą wszyscy mają ogromne utrudnienia, jeśli chodzi o trening. Poczekajmy na oficjalne ogłoszenie, wyznaczenie konkretnej, nowej daty, ale jeśli faktycznie przełoży się te igrzyska na rok 2021, to będzie to dobry ruch.

Właśnie, jedną kwestią jest zagrożenie dla zdrowia, ale drugą jest to, że w wielu dyscyplinach do tej pory nie mamy wyłonionych uczestników igrzysk.

W niektórych nie są wyłonieni, w innych są. Może nie wszyscy mieli optymalne składy na ten rok, nie wiadomo też jak będą one wyglądać w kolejnym… Nie wiemy też, jak miałyby być przeprowadzane kwalifikacje w wielu sportach, na przykład w drużynowych? Czy turnieje byłyby organizowane jeszcze raz? Tematów jest tu bardzo wiele. Są przecież też kwestie związane z organizacją – prawie że w tym samym czasie – mistrzostw świata czy kontynentalnych, które będą następowały tuż przed albo tuż po igrzyskach. Weźmy choćby „moją” lekką atletykę, która w przyszłym roku ma mieć w hali zarówno mistrzostwa Europy w Toruniu, jak i przełożone z 2020 mistrzostwa świata w chińskim Nankin, by potem znów pod gołym niebem walczyć latem o światowe tytuły w Eugene. To będzie jedyny taki rok, w którym równocześnie da się zdobyć tytuł mistrza świata i olimpijskiego. Z jednej strony fajnie, a z drugiej to ogromne wyzwanie i dla sportowców, i dla organizatorów, i dla mediów, które będą wszystko to relacjonować.

Wchodzą też w grę nowe modele przygotowania formy, tematy czysto sportowe. Z punktu widzenia organizacyjnego to jest to ogromne wyzwanie logistyczne, związane z równie ogromnymi kosztami. Nie tylko dla organizatorów igrzysk. Ekipy będą się przecież przemieszczać z jednego kontynentu na drugi. Tacy lekkoatleci z Tokio polecą pewnie gdzieś do Ameryki. Zmiana czasu, klimatu. Czeka nas wielkie wyzwanie. Chociaż myślę jednak, że nawet jeśli będzie wielkie, to nie aż tak, jak to, przed którym stoimy teraz. Czyli poradzeniem sobie z pandemią. Uważam, że MKOl nie do końca słusznie znajdował się pod tak dużym ostrzałem krytyki ostatnio, gdy mówiono, że powinien natychmiast odwołać te igrzyska. To są naprawdę skomplikowane tematy. Negocjacje trwały z całą pewnością w zaciszu gabinetów, do porozumienia muszą przecież dojść wszystkie strony. Dziś mamy sygnał, że ludzkość potrafi się dogadać w kwestii igrzysk olimpijskich.

Tę decyzję chyba przyśpieszył nacisk ze strony m.in. Kanady, która zapowiedziała bojkot, jeśli igrzyska odbędą się w terminie.

Wie pan, tu można zastanowić się nad tym, na ile to był nacisk, a na ile budowanie własnej siły politycznej. Kanadyjczycy czy Australijczycy mieli pewnie informację o tym, że tak będzie. Gdy mamy przecieki i wiemy, co jest na rzeczy, łatwiej postawić się i powiedzieć, że „my nie jedziemy”. Oczywiście, pewnie to postawienie się faktycznie miało wpływ na tempo decyzyjne MKOl.

W tych wszystkich tematach, o których pan wspomniał, przewijają się cały czas kwestie pieniędzy. Reklamodawców, sponsorów. MKOl czy Japonia mogą sporo stracić przez to przełożenie.

Teraz wszyscy tracimy. Popatrzmy na pracę pana baristy, kierowcy taksówki czy budowlańca. Jak wyglądają gospodarki krajów, jakie programy są wdrażane, by zrównoważyć kwestie ekonomiczne. Niestety, historie są teraz jakie są. Trzeba się tą stratą jakoś podzielić. Po każdym kryzysie następuje powrót do równowagi. Może nie będzie takiej prosperity od razu, jakiej byśmy sobie życzyli, ale wrócimy do tej równowagi. Bezsprzecznie będzie to spore obciążenie dla organizatorów, ale też dla federacji czy ekip. Inwestowano przecież w te ekipy sporo, a teraz trzeba będzie jeszcze przedłużyć te przygotowania. Wchodzą w grę też prawa marketingowe, do wizerunku sportowców czy całych reprezentacji. Prawa medialne, nadawcze zostały sprzedane, a teraz nałożą się na inne imprezy, które miały być emitowane i komentowane w przyszłym roku. To jest ogromna układanka ekonomiczna, socjologiczna i oczywiście polityczna.

Wspomniał pan wcześniej o tym kalendarzu sportowym, który we współczesnym świecie jest niesamowicie napakowany wydarzeniami. Takie przesunięcie igrzysk o rok, to chyba największe wyzwanie logistyczne, jakie kiedykolwiek miało miejsce w świecie sportu.

Z całą pewnością. Ja się cieszę, że idziemy w tym kierunku, że igrzyska nie są odwoływane, a będą przesunięte. To przecież ewenement w historii. Dotychczas igrzyska co najwyżej odwołano z powodu wojen. Jak dotąd nigdy nie było tak, że w roku sportowym trzeba było przeżyć dwa lata. Można mówić, że to będzie uczta dla kibica, ale niektórzy pewnie na tym stracą. Niektóre imprezy na pewno będą rozgrywane z niższymi budżetami, przy słabszym przygotowaniu, albo przy udziale tzw. kadr B. Na przykład lekkoatleci nie mogą mieć super formy dwa razy w sezonie halowym – na mistrzostwa Europy i świata – po czym dwa razy szczytować z nią w lecie – na mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie. A w tej lekkiej atletyce w tym 2020 roku mamy jeszcze paryskie  mistrzostwa Europy, które też pewnie Francuzi będą chcieli przesunąć.

Ich organizatorzy komunikowali, że czekają właśnie na decyzję MKOl co do igrzysk.

Tak, tak. Ale to kolejna impreza, która ma się gdzieś przenosić albo będzie odwołana. Opcjonalnego przeniesienia mistrzostwa Europy na przyszły rok i zorganizowania oprócz nich mistrzostw świata oraz igrzysk olimpijskich nie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Rozwiązaniem wydawałoby się skrócenie cyklu Diamentowej Ligi na rzecz tych imprez.

Tak, tylko tu znowu wchodzi w grę sporo zawartych na Diamentową Ligę kontraktów. To jest twardy orzech do zgryzienia. Teraz odwoływane są też Wielkie Toury kolarskie. Giro d’Italia już jest odwołane, Tour de France prawdopodobnie również zostanie. Też trzeba będzie się z tym pomieścić. Nie wiadomo, czy sezon kolarski – i jakikolwiek inny sezon – w ogóle wystartuje. Tych przemeblowań w sporcie będzie cała masa. Dlatego ta decyzja MKOl jest ważna. Zresztą uważam, że ona naprawdę szybko nastąpiła, mimo tego, co twierdzi opinia publiczna.

Teraz zacznie się całe biznesowe układanie tego, co ma się dziać w przyszłości. Choć wciąż zostaje jedna niewiadoma: jak sobie poradzimy z pandemią? Wie pan, ja pamiętam jeszcze igrzyska super otwarte, gdy kibice przychodzili do zawodników, mieszaliśmy się z nimi. Mam tu na myśli Barcelonę w 1992 roku i Sydney, osiem lat później. Dziś igrzyska są prawie że za drutami kolczastymi ze względu na terroryzm. To jeden element. A teraz dochodzi drugi – sanitarny. Dotąd nie brano go przesadnie pod uwagę przy wydarzeniach sportowych. Uważam, że sport będzie inny. Cokolwiek by się nie wydarzyło, już będziemy funkcjonowali w innym świecie. Takie ewentualności, jak zbiorowe zakażenia, będą brane pod uwagę. I igrzyska będą wyglądać inaczej pod tym względem.

Myśli pan, że możliwe na tych igrzyskach są przetasowania w tabeli medalowej?

Myślę, że nie będzie radykalnych przemeblowań. Jeżeli chodzi o sportowców indywidualnych to, oczywiście, pojedyncze przypadki mogą się zdarzyć – kontuzje czy zakończenie kariery wchodzi tu w grę. Ale takie ryzyko istnieje nawet wtedy, kiedy igrzyska odbywają się w terminie. Ale na przykład w grach zespołowych na pewno były zespoły budowane pod sukces na igrzyskach. Choćby nasza reprezentacja siatkarzy. I w momencie, gdy nie ma takiego sukcesu teraz, a nie będą na przykład grać Ligi Narodów, to nieco się niepokoję. Jak taka drużynowa świadomość może zostać przeniesiona na zaangażowanie na przyszły sezon. Oby nic się nie wydarzyło. Wiemy jednak doskonale, jak wielkie ekipy rodziły się na jedną imprezę, a w rok po niej już ich nie było.

Z drugiej strony na pewno lepiej tak, niż grać teraz, gdy ligi pokończyły się na kilka miesięcy przed igrzyskami.

Wiadomo, że teraz byłoby słabo. Ale zakładano, że drużyna w najlepszej formie i w optymalnej selekcji czy przygotowaniu, ma osiągnąć sukces i to jest ten rok, gdy walczą o medal na igrzyskach. To dotyczy też innych sportów. Nasi zawodnicy nie grają w swoich ligach czy w rozgrywkach międzynarodowych. Następuje pewne rozprężenie. Powrót do konstrukcji zespołu, który był budowany na rok 2020, w kolejnym roku, zależy od takiej liczby czynników, że tu mogą nastąpić przemeblowania w tabelach. Że faworyci, pewniacy, mogą mieć kłopoty z tym, czy w 2021 będą na pewno tak skuteczni, jak mogliby być rok wcześniej. Weźmy w tej chwili pod uwagę, że Iran często bywał takim czarnym koniem rozgrywek siatkarskich. A dziś ten kraj jest sparaliżowany. Tak samo Hiszpanie w koszykówce czy Amerykanie, którzy mają wszystko pozamykane i w wielu miejscach jest tam stan wyjątkowy. W grach zespołowych spodziewałbym się przetasowań.

Wielu sportowców mówiło też, że przez zakłócone przygotowania prawdopodobnie byłyby to igrzyska na słabszym poziomie i to, że przełoży się je na przyszły rok, daje nadzieję na lepszą rywalizację.

Z całą pewnością. Mogą być jednostkowe przypadki, że ktoś nie dowiezie swojej formy do kolejnych igrzysk, bo ma swoje lata i będzie gorzej. Na pewno jednak, gdyby igrzyska były rozgrywane w listopadzie czy grudniu tego roku, mielibyśmy niższe wyniki, niż w tradycyjnym startowym sezonie. Jeśli rozegramy to w przyszłym roku, powinno być lepiej. A chodzi o to, by sport dawał radość i satysfakcję zarówno sportowcom, jak i kibicom.

ROZMAWIAŁ
SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez