Rikako Ikee. Twarz igrzysk w Tokio, która pokonała białaczkę

Rikako Ikee. Twarz igrzysk w Tokio, która pokonała białaczkę

Była uważana za największy pływacki talent w Japonii. Widziano w niej kandydatkę na twarz igrzysk olimpijskich w Tokio. Na wielkiej scenie zadebiutowała już jako 15-latka, a niedługo później zaczęła seryjnie bić rekordy kraju. Kariera Rikako Ikee układała się idealnie… dopóki nie dowiedziała się, że ma białaczkę. Był rok 2019.

Japonkę czekała chemioterapia i długie miesiące walki z chorobą. Jej sportowa kariera stanęła pod znakiem zapytania. A występ na tokijskiej imprezie? Nawet o nim nie myślała. Wspominała tylko o igrzyskach w Paryżu, a nawet Los Angeles. Te cele wydawały się bardziej realistyczne.

Ostatecznie okazało się, że nie doceniła samej siebie. Mamy kwiecień 2021 roku, a zupełnie zdrowa pływaczka zakwalifikowała się na nadciągające wielkimi krokami igrzyska.

Talent czystej wody

Pojawiła się dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebowano. Ze sceny powoli schodził Kōsuke Kitajima, czołowy pływak pierwszej dekady XXI wieku i czterokrotny mistrz olimpijski. Choć w Japonii nie brakowało zdolnych zawodników, szczególnie jeśli mówimy o panach, to właśnie w nastoletniej Rikako Ikee upatrywano jego następczynię.

Pierwsze międzynarodowe sukcesy zaczęła osiągać jeszcze jako 15-latka. Zdobyła dwa złote medale mistrzostw świata juniorów w Singapurze w 2015 roku – na 50 oraz 100 metrów delfinem, a do tego dołożyła srebro w sztafecie. Niedługo później pobiła rekordy Japonii na tych dystansach, i to podczas zawodów organizowanych w Tokio.

O Ikee zaczęło robić się głośno, ale nie zamierzała spoczywać na laurach. Przede wszystkim – błyszczała wszechstronnością. Wielu młodych pływaków podejmuje się rywalizacji wieloma stylami, ale niewielu przekłada to na poziom seniorski. Japonka nie miała z tym problemu. Na początku 2016 roku ustanowiła rekord świata juniorów na dystansie 50 metrów kraulem oraz rekord Japonii na 50 metrów motylkiem, po czym zaczęła spoglądać w kierunku igrzysk.

Miała podczas nich wziąć udział w naprawdę sporej liczbie wyścigów. Uzyskała bowiem aż… cztery olimpijskie kwalifikacje w konkurencjach indywidualnych, a także załapała się do trzech sztafet.

– Nie wiem, co mnie czeka. Trudno mi sobie wyobrazić, jak w ogóle to wszystko będzie wyglądać. Ale jeśli tylko zrobię co w moich siłach, będę mogła poklepać się po plecach – mówiła. Nie stawiała sobie specjalnych wymagań, szczególnie że zarówno ona, jak jej rodacy, wiedzieli , że igrzyska w Rio są tylko początkiem.

Mimo tego na dystansie 100 metrów delfinem pokazała się ze świetnej strony. W półfinałach uzyskała trzeci najlepszy czas z całej stawki, a w decydujących o medalach wyścigu była piąta – do podium zabrakło jej zaledwie 23 setnych. Poniekąd miała pecha – bo poziom należał do niezwykle wysokich. Dość powiedzieć, że zdobywczyni złotego krążka – Sarah Sjöström – pobiła wówczas rekord globu.

Jeśli chodzi o inne konkurencje – Ikee nie zakwalifikowała się do finału na 50, 100 oraz 200 metrów kraulem, a w rywalizacji sztafet wraz z koleżankami z kadry zajęła dwukrotnie ósme miejsce, czyli ostatnie w finale. Fajerwerków nie było, ale tragedii też nie. A jeśli ktoś się o nią martwił, to szybko musiał przestać. Bo po imprezie w Rio Rikako Ikee odpaliła na dobre.

Nastoletnia mistrzyni

W 2017 roku nie startowała zbyt często, ze względu na ubogi kalendarz, ale już w kolejnym sezonie udowadniała, że wcale nie osiadła na laurach. Podczas mocno obsadzonych mistrzostw Pacyfiku wygrała wyścig na 100 metrów delfinem z najlepszym czasem na świecie. Miała zaledwie 17 lat, więc nic dziwnego, że zaczęły pojawiać się pytania o rekord świata.

– Jeśli wszystko pójdzie dobrze, mam nadzieję, że uda mi się tego dokonać. Ale koniec końców, to nie będzie łatwe – mówiła w rozmowie z zagranicznymi dziennikarzami.

Przed okazją do zapisania się na kartach historii stanęła niedługo później, bo rozpoczęły się igrzyska azjatyckie. Ikee oczywiście należała do największych gwiazd tamtej imprezy, ale to, co zrobiła, przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Sięgnęła po nie jeden, nie dwa, a sześć złotych medali. Nikomu nie udało się wcześniej na tej imprezie zdobyć więcej.

Obok talentu Japonki nie dało się przejść obojętnie. Stało się jasne, że ta dziewczyna będzie mogła namieszać na olimpijskich zawodach w Tokio. Namieszać, czyli zgarnąć worek medali. Miała pełne prawo mieć podobne ambicje do choćby Katie Ledecky. Bo jak masz 18 lat i już osiągasz takie sukcesy, to czemu nie celować najwyżej jak się da?

– Nie czuję zbytnio presji. Jestem osobą, która zyskuje siłę dzięki oczekiwaniom i kibicom. Staram się pracować ciężej, każde wsparcie jest dla mnie motywacją – mówiła w tamtym czasie. Zwróciła też uwagę, że cała reprezentacja Japonii idzie w górę. – Zbliżamy się do najlepszych pływackich nacji jak Stany Zjednoczone, Australia czy Chiny. Widać to na przykładzie czasów naszych sztafet.

Te słowa miały uzasadnienie. Podczas igrzysk azjatyckich sukcesy osiągali również inni pływacy z Kraju Kwitnącej Wiśni.  Yasuhiro Koseki zdominował rywalizację klasykiem (trzy złota), Daiya Seto był najlepszy na 200 metrów kraulem oraz 400 stylem zmiennym, natomiast doświadczona Satomi Suzuki wygrała wyścigi na 50 oraz 100 metrów stylem klasycznym. Z perspektywy japońskiego kibica – trudno było nie czuć optymizmu.

Piękny sen Rikako Ikee dobiegł końca w lutym 2019 roku. Japonka poczuła się słabo podczas kadrowego obozu w Australii, z niewiadomego powodu miała problemy z oddychaniem. Zabrano ją do miejscowego szpitala, gdzie przeszła szereg badań. Diagnoza okazała się nie tylko brutalna, ale zwyczajnie szokująca. U osiemnastoletniej pływaczki wykryto białaczkę.

Wyczerpująca walka

Nie ma osób zbyt silnych na nowotwór. Przez pierwsze tygodnie leczenie japońska pływaczka przeżywała męki. W marcu opublikowała przejmujący post na mediach społecznościowych: – Jest dziesięć, sto, tysiąc razy trudniej niż myślałam, że będzie. Nie jestem w stanie niczego jeść od trzech dni. Ale też nie chcę przegrać. Będę starała się zachować dobre samopoczucie, myśląc o tym, co mnie jeszcze w życiu czeka. Jestem wdzięczna za wszystkie słowa wsparcia. Będę zawsze pamiętać, że nie jestem samotna i wy też o tym pamiętajcie. Przetrwamy to razem.

Sytuacja nie wyglądała najlepiej, ale mimo tego Ikee pozostawała w stałym kontakcie z fanami i szukała jej pozytywnych stron, podkreślając, że wreszcie ma czas na niektóre przyjemności, o których wcześniej zapominała. Jak czytanie mangi, układanie puzzli albo oglądanie filmów.

W czerwcu wreszcie opuściła na chwilę szpital, aby spędzić kilka dni ze swoją rodziną. Chemioterapia powoli pozbawiała ją włosów, ale Japonka funkcjonowała na tyle normalnie, na ile się dało. Dostała się choćby na studia na uniwersytet w Nihon. Powrót do pełni zdrowia wciąż jednak wydawał się daleki. – Leczenie trwa i bywają dni, kiedy nie czuję się najlepiej. Wtedy myślę tylko o tym, żeby czas jak najszybciej płynął. I staram się po prostu przeżyć – pisała na swoim Instagramie.

Podczas mistrzostw świata w Gwangju otrzymała kolejne głosy wsparcia. Jej rywalki z basenu – Maggie MacNeil, Sarah Sjostrom, Emma McKeon – pozowały do zdjęcia po ceremonii medalowej z tymi słowami zapisanymi flamastrem na dłoniach – “Ikee Never Give Up Rikako”. Był lipiec, czyli miesiąc, w którym Japonka na dobrą sprawę spełniła jedno ze swoich marzeń – ale nie dotyczących pływania. Udała się bowiem… do Disneylandu, wykorzystując kreatywnie kolejną przepustkę ze szpitala.

Chorobę udało jej się pokonać w grudniu. To wtedy, po długich miesiącach walki, zaczęła wracać do normalnego życia. Ale jeśli chodzi o sport – patrzyła bardziej długofalowo. Kompletnie nie nastawiała się, że uda jej się zdążyć na igrzyska w Tokio. Za cel obrała sobie kolejną imprezę olimpijską, w Paryżu w 2024 roku. Ale właśnie – jakby nie patrzeć pomogła jej pandemia.

– W swoim najgorszym momencie chciałam umrzeć. Czułam, że lepiej, żebym umarła, niż przechodziła przez taki ból. Z perspektywy czasu naprawdę żałuję, że mogłam tak pomyśleć – wspominała swoją chorobę Japonka.

Zwykła radość

Wszystko rozpoczęło się na nowo. – Chodzenie po dworze. Spotykanie się z ludźmi. Używanie całego ciała w basenie. Te proste przyjemności są tak bezcenne, ale przed moją chorobą brałam je za pewnik – mówiła Ikee po wyjściu ze szpitala. W marcu 2020 roku, jeszcze przed ogłoszeniem informacji o przesunięciu igrzysk, wróciła do pływania. Przerwa była niespotykanie długa. Od czasu jej poprzedniego kontaktu z wodą minęło… 406 dni.

Naturalnie nie robiła sobie wielkich nadziei. Owszem, myślała o igrzyskach w Paryżu, ale podczas wywiadu w japońskiej telewizji, zdarzyło jej się powiedzieć, że… zawsze pozostają te w Los Angeles. Bo przecież w wieku 28 lat też można osiągać pływackie sukcesy. Wyszło jednak, że Japonka kompletnie siebie nie doceniła. Szybko zaczęła bowiem robić postępy i wracać do sportowej formy. Na tyle szybko, że w sierpniu wzięła udział w pierwszych od niemal dwóch lat pływackich zawodach.

Co prawda osiągnęła wynik, który swego czasu byłby dla niej nie do pomyślenia. Wyścig na 50 metrów kraulem zakończyła na “dopiero” 5. finałowym miejscu. Nie czasy, nie pozycja się jednak wówczas liczyły. Zresztą – swój wyścig eliminacyjny wygrała. A to przyniosło jej sporo frajdy. – W życiu bym nie pomyślała, że zakończę go na pierwszym miejscu. Jestem naprawdę szczęśliwa – mówiła zapłakana do dziennikarzy.

W kolejnych miesiącach się nie zatrzymywała. Pływała szybciej i szybciej, aż w kwietniu tego roku dokonała czegoś, o czym nawet nie odważyła się marzyć. Wywalczyła olimpijską kwalifikację na igrzyska w Tokio. Igrzyska, których swego czasu miała być twarzą. A potem gościem specjalnym, kimś, kto weźmie udział w ceremonii otwarcia. Bo takie – według NBC – pojawiały się pomysły.

Teraz o pełnieniu funkcji chorążego nie może być mowy. Bo przecież już 24 lipca, dzień po otwarciu imprezy, Ikee będzie zajęta pływaniem w eliminacjach.

W ilu konkurencjach Japonka wystąpi w Tokio? Na ten moment wiemy, że na pewno dwóch – sztafetach 4×100 kraulem oraz stylem zmiennym, bo właśnie w nich zdobyła kwalifikację. Co z wyścigami indywidualnymi? Do wywalczenia automatycznych przepustek trochę jej zabrakło – setkę kraulem przepłynęła w 53.98 sekundy (potrzebowała 53.10), a delfinem w 57.77 (niecałe dwie sekundy gorzej od jej rekordu życiowego i Japonii).

Cały czas zatem nie jest w tak wysokiej formie jak trzy lata temu, ale na tle japońskiej koleżanek i tak się wyróżnia. Zatem nawet, jeśli nie wypełni wszystkich minimum, szefowie kadry i tak zapewne wystawią ją do startu w paru konkurencjach. Zresztą – kto by dwa lata temu pomyślał, że o Ikee będzie się mówiło w takim kontekście?

Japonka znowu jest zdrowa, znowu pływa, znowu się tym cieszy. A przecież od czasu fatalnej diagnozy, momentów, gdy nie mogła jeść, a nawet traciła chęć życia, nie minęło tak wiele czasu. To historia, która chwyta za serce.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez