Remis z Niemcami na koniec. Polscy szczypiorniści pożegnali się z mistrzostwami świata

Remis z Niemcami na koniec. Polscy szczypiorniści pożegnali się z mistrzostwami świata

W teorii był to mecz o pietruszkę, ale też taki, który po prostu warto było wygrać. Tak, aby pożegnać się z imprezą w dobrym stylu, pokonując mocną, doświadczoną ekipę. To się dzisiaj niestety podopiecznym Patryka Rombla nie udało, ale, cóż, remis wstydu nie przynosi. Polscy szczypiorniści w swoim ostatnim spotkaniu na tegorocznych mistrzostwach świata zremisowali z Niemcami 23:23, co dało im 13. miejsce w końcowej klasyfikacji turnieju.

Choć jeszcze kilka dni temu liczyliśmy, że będzie inaczej, nasi piłkarze ręczni nie rywalizowali dzisiaj o miejsce w ćwierćfinale – wszystko za sprawą porażki z Węgrami. Czego zatem mogliśmy od nich oczekiwać w starciu z Niemcami? Dobrej, efektownej gry, która będzie jasną zapowiedzią tego, że z polską drużyną będzie się w najbliższych latach musiał liczyć każdy.

Ściana w polskiej bramce

Mecz z Niemcami zaczął się dziwnie, bo od nieudanego rzutu karnego Arkadiusza Moryty. Wiecie, on za bardzo nie zwykł ich marnować. Inna sprawa, że między słupkami stał Andreas Wolff, czyli jego dobry kolega z Łomży Vive Kielce. Panowie znają się bardzo dobrze z treningów i może wtedy to wyszło, bo niemiecki bramkarz idealnie przewidział rzut naszego reprezentanta. A żeby tego było mało – po chwili zablokował dobitkę.

Obawy, że to będzie jego dzień, okazały się jednak niesłuszne. Przynajmniej w pierwszej połowie. Bo wtedy rządził odpowiednik Wolffa w polskiej drużynie – Adam Morawski – który naprawdę dał się Niemcom we znaki. Nawet kiedy udawało im się przedrzeć przez polską defensywę, w kluczowym momencie na ich drodze stawał polski bramkarz. W ciągu pierwszych trzydziestu minut zanotował skuteczność obron przekraczającą 40%. I to właśnie w dużej mierze dzięki niemu Polacy schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem (12:11).

Gra Biało-Czerwonych wyglądała dobrze, ale niestety – bez fajerwerków w ataku. Nieobecność Michała Olejniczka, który w starciu z Węgrami nabawił się kontuzji, była aż nadto widoczna. Liczyliśmy jednak, że w drugiej połowie nasza gra ofensywna ulegnie poprawie. I faktycznie – początkowo tak było. Polacy zdołali wypracować przewagę czterech bramek i wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Niemcy w pewnym momencie się jednak obudzili. Co prawda trochę pomogły im dwuminutowe kary, które otrzymywali polscy szczypiorniści, ale fakt faktem – udało im się doprowadzić do remisu 19:19. I od tego momentu gra toczyła się już w rytmie bramka za bramkę. Żaden zespół nie potrafił uciec rywalom, przez co mogliśmy spodziewać się nerwowej końcówki. Tak też było. Przy stanie 23:23, na minutę przed końcem, Niemcy stanęli przed okazją do rzucenia decydującej bramki.

Ostatnią akcję grali jednak bardzo, bardzo długo. Tak długo, że sędziowie nie mogli nie podyktować gry pasywnej i zabrać im piłki. Polacy ruszyli do kontrataku i naprawdę wszystko zrobili dobrze – Patryk Walczak miał wręcz idealną pozycję do rzutu. Ale jej nie wykorzystał, albo inaczej – na drodze stanął mu Wolff, który wyszedł nieco z bramki i zablokował posłaną w jej kierunku piłkę.

Tak więc sami widzicie – witaliśmy się z gąską, ale skończyło się na remisie. Powodów do narzekań oczywiście specjalnych nie mamy, bo to wciąż dobry wynik przeciwko takiej reprezentacji jak Niemcy, nawet osłabionej brakiem kilku ważnych zawodników. Brak doświadczenia jednak wychodzi, bo pewnie bardziej zgrana, starsza ekipa byłaby w stanie lepiej zamykać podobne mecze.

Ale cóż – owoce pracy Patryka Rombla i tak miały pojawić się dopiero za jakiś czas. A widzieliśmy je już podczas tych mistrzostw świata. To cieszy i dobrze nastraja przed  przyszłością, która – miejmy nadzieję – przyniesie nowej generacji polskich szczypiornistów sporo sukcesów.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez