Rekord Younga ledwo zipie. Warholm na czele ofensywy młodych płotkarzy

Rekord Younga ledwo zipie. Warholm na czele ofensywy młodych płotkarzy

Rekordowi Kevina Younga z Barcelony już dawno wyrosła broda i nic nie zapowiadało, żeby ktoś miał chwycić za maszynkę. Dopiero w 2018 roku nieznany szerszej publiczności Abderrahman Samba jako drugi zawodnik w historii zszedł poniżej 47 sekund. Niedługo później dołączyli do niego Rai Benjamin oraz Karsten Warholm. Trójkę młodych biegaczy łączy wspólny cel: ustanowienie najlepszego wyniku wszech czasów w biegu na 400 metrów przez płotki. Wygląda, że to tylko kwestia czasu.

Nie uważa się za największego płotkarza wszech czasów. Zamiast “GOAT” (Greatest of All-Time) woli być określany “FOAT” (Fastest of All-Time), czyli najszybszy w historii. W końcu nikt nie przebiegł tego dystansu w lepszym czasie od niego – 46.78. Osiągnięcia Edwina Mosesa uważa jednak za jeszcze wybitniejsze.

Kevin Young wykazuje się sporą pokorą, szczególnie rzadką u amerykańskich sportowców, ale trudno mu się dziwić. Jest co prawda mistrzem olimpijskim i mistrzem świata, ale okres jego dominacji trwał krótko, od 1992 do 1993 roku. Wygląda to nieco blado przy osiągnięciach Mosesa – dwukrotnego złotego medalisty IO, niepokonanego przez niemal dziesięć lat. Człowieka, który zrewolucjonizował tę konkurencję. Był bowiem pierwszym biegaczem, który robił dokładnie trzynaście małych kroków pomiędzy każdym z płotków.

Obecny rekordzista świata jest zatem najszybszy, a nie najlepszy, ale tego pierwszego miana może zostać niedługo pozbawiony. I doskonale zdaje sobie z tego sprawę. – Kiedy mój wynik zostanie pobity, powiem: co wy do diabła robiliście przez ostatnie trzy dekady? Nowemu rekordziście wyślę t-shirt z napisem “witaj w klubie” – mówi Young.

Kto czai się za rogiem? Przede wszystkim Karsten Warholm, który od dawna lawiruje w granicach 47 sekund. W czasie letniego, pandemicznego sezonu biegał już 47.10, 46.87, 47.62 oraz 47.08, a w poprzednim roku wykręcił 46.92. Ale nie tylko on zamierza wkraść się na karty historii. Niebywałym talentem są obdarzeni również Rai Benjamin oraz Abderrahman Samba.

Tak przedstawia się pięć najlepszych wyników wszech czasów:

1. Kevin Young 46.78 (1992)
2. Karsten Warholm 46.87 (2020)
3. Abderrahman Samba 46.98 (2018)
4. Rai Benjamin 46.98 (2019)
5. Edwin Moses 47.02 (1983)

– Pogodziłem się z tym, że mój rekord zostanie pobity – mówił Young. – Chcę zobaczyć, kto będzie osobą, która jako pierwsza złamie granicę 46 sekund. Jestem w stanie wyobrazić sobie Raia biegającego 45.9. Kiedy oglądam go, Sambę oraz Karstena, trudno mi usiedzieć w miejscu. Patrzę na ich potencjał, kręcę głową i myślę: matko, co za wspaniały czas na bycie płotkarzem. To, co dzieje się w tej dyscyplinie w ostatnim czasie jest niesamowite.

Niespodziewany wyskok

Edwin Moses na szczyt wszedł w 1976 roku, kiedy zdobył mistrzostwo olimpijskie w Montrealu. Powtórzył ten wyczyn osiem lat później. Czterokrotnie poprawiał rekord globu, zatrzymując się na 47.03 w 1983 roku.

Już jako doświadczony, liczący sobie trzydzieści trzy lata biegacz stanął na najniższym stopniu podium podczas igrzysk w Seulu 1988. Ale z kolejnym, trzecim złotem minął się o włos. Jeszcze pięćdziesiąt metrów przed metą szedł łeb w łeb ze swoim rodakiem Andre Phillipsem.  W końcówce zabrakło mu jednak gazu.

Drugie miejsce zajął Amadou Dia Ba. Senegalczyk wywalczył pierwszy, i jak dotąd ostatni, medal IO dla swojego kraju. Jego też uznano za rewelację tej imprezy. Mało kto zaś zwrócił uwagę na trzeciego z reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Ten na metę wbiegł czwarty, tuż za Mosesem. Był nim Kevin Young. Wysoki i smukły 22-letni biegacz, który dopiero wchodził na lekkoatletyczne salony.

Przeczuwano, że czeka go wspaniała kariera. Ale oczywiście jego chwile miały dopiero nadejść, scena w Seulu została rozłożona dla bardziej doświadczonych zawodników. Na następną wielką imprezę należało poczekać trzy lata, do 1991 roku i mistrzostw globu w Tokio. Younga spotkało jednak spore rozczarowanie – mimo że podium w porównaniu do IO zmieniło się zupełnie, on znowu był czwarty.

Ani myślał jednak o załamaniu rąk. Miał obsesję na punkcie rekordu świata. W swoje buty wkładał małe karteczki z napisem “46.89”. Taki czas zamierzał osiągnąć. Jak się okazało, podczas igrzysk olimpijskich w Barcelonie wykręcił jeszcze lepszy. Choć finał biegu na 400 metrów przez płotki nie zaczął się dla niego dobrze – ruszył z bloków startowych zdecydowanie najwolniej z całej stawki. Szybko jednak nadrobił straty, połykał kolejnych zawodników i wyszedł na prowadzenie. W końcówce popełnił jeszcze jeden błąd, bo uderzył nogą o ostatni z płotków, ale w niczym mu to nie przeszkodziło. Wygrał złoto, z historycznym czasem 46.78.

Potem dołożył jeszcze krążek z najcenniejszego kruszcu z MŚ w Stuttgarcie (pierwszych, które nastąpiły po dwuletniej przerwie). Następnie, w dużej mierze za sprawą kontuzji, Kevin Young wypadł ze światowej czołówki.

Długo nikt nie potrafił nawiązać do jego wyników. Przez kilkanaście lat najlepszy czas ustanowiony w XXI wieku należał do Amerykanina Kerrona Clementa i wynosił zaledwie 47.24. Namieszać w historycznych tabelach mieli dopiero zawodnicy urodzeni już po pamiętnych igrzyskach w Barcelonie.

Trójka muszkieterów

Warholm złoto mistrzostw globu zdobył już w 2017 roku, ale to najmłodszy ze wspomnianej trójki – Benjamin – jako pierwszy zanotował naprawdę kosmiczną życiówkę. Podczas akademickiego czempionatu USA w Eugene w 2018 roku wyrównał wynik Mosesa z 1983 roku, biegnąc 47.02. Niecały miesiąc później objawił się kolejny młody talent. Abderrahman Samba, rodowity Mauretańczyk biegający w barwach Kataru, jako drugi lekkoatleta w historii złamał barierę 47 sekund.

O ile popis Benjamina dało się przewidzieć, bo znakomite wyniki osiągał już jako nastolatek, to Samba wyskoczył jak królik z kapelusza. Nie chodziło tylko o jego wiek (zaledwie 22 lata), brak rozgłosu wokół jego osoby (brak medali wielkich imprez), ale fakt, że miał stosunkowo niewiele doświadczenia na tym dystansie. Trudno byłoby uwierzyć, że w  swoim trzynastym starcie wykręci 46.98. Ale jednak to zrobił.

Szybko też określił dalsze ambicje. – Teraz wszystko jest możliwe. Zbliżam się do rekordu świata, pracuję niezwykle ciężko nad tym, aby osiągnąć cel. Czy uda mi się to zrobić na kolejnym mityngu w Lozannie? Może, jeśli wszystko się zgra i będę w odpowiedniej dyspozycji fizycznej. 

Warholm dopadł Benjamina i Sambę dopiero w 2019 roku. Podczas Diamentowej Ligi w Zurychu zszedł z życiówką do 46.92. Wygłosił tym samym komunikat, że na mistrzostwach świata w Dausze to on będzie faworytem do złota.

Podczas tej imprezy nie stoczyli jednak tak zaciętej rywalizacji, jaką mogły zapowiadać poprzednie występy. Finałowy bieg był widowiskowy, ale jeśli chodzi o walkę o pierwsze miejsce, niezbyt zacięty. Warholm wyszedł na ostatnią prostą z widoczną przewagę nad Benjaminem, a potem bez większych problemów ją utrzymał. Tymczasem Samba kompletnie nie liczył się w walce o zwycięstwo. Rzutem na taśmę przekroczył metę trzeci, co zawdzięcza świetnemu finiszowi.

Choć medale mogą mówić coś innego, Amerykanin oraz Katarczyk nie odczuwają dominacji Norwega. Pierwszy z nich zaznaczał, że w Dausze męczył się z kontuzją i tuż przed zawodami musiał zrobić sobie trzytygodniową przerwę, bo nie był w stanie się ruszać. Samo srebro uważa za sukces. Tymczasem Samba opowiadał, że jego cele sięgają dalej niż rekord świata. Pragnie, aby 400 metrów przez płotki elektryzowały ludzi.

Rywalizacja tej trójki została niestety mocno zakłócona przez pandemię. Benjamin startował w 2020 roku tylko dwukrotnie. Na 100 metrów podczas mityngu w Teksasie (pobiegł 10,03 !) oraz na 300 metrów (35,26), w tej samej lokalizacji.  Zdecydował sobie odpuścić starty w Diamentowej Lidze oraz Continental Gold Tour. – Nie czuję się na siłach, aby latać po świecie. Nie wiemy jeszcze, jakie są efekty tego wirusa. Pewne jest, że wpływa negatywnie na płuca, a ja potrzebuję swoich płuc. Nie chcę niczego ryzykować.

Samba w tym roku nie wziął zaś udziału w kompletnie żadnych zawodach. Na bieżni ma się pojawić dopiero pod koniec października, podczas mityngu Diamentowej Ligi w Katarze. Tam za to raczej nie zobaczymy Warholma, który w reżimie startowym jest, z przerwami, dobre dwa miesiące.

Rywalizacja pomiędzy trzema ekscytującymi płotkarzami powróci zatem dopiero w 2021 roku. Celem każdego z nich będzie, poza złotym medalem w Tokio, pobicie Kevina Younga. O ile oczywiście nie stanie się to wcześniej. Bo Norwegowi do wyniku wszech czasów w sierpniu zabrakło naprawdę niewiele.

Pechowy płotek

Podczas mityngu Diamentowej Ligi w Sztokholmie miało wydarzyć się coś spektakularnego. Karsten Warholm przyleciał do Szwecji kilka dni przed zawodami, a następnie odizolował się i w ogóle nie wychodził z apartamentu. Zaszył się i trenował, aż do 23 sierpnia.

Startował z ósmego, zewnętrznego toru, czyli – w teorii – niezbyt wygodnej pozycji na bicie rekordów. Ale widocznie niezbyt mu to przeszkadzało. Ruszył jak błyskawica i szybko odseparował się od reszty biegaczy. Zapowiadało się na kapitalny czas. Ale niestety, kiedy do mety pozostała już ostatnia prosta, Norweg zahaczył nogą o płotek. Co więcej, o ostatni z dziesięciu płotków. Nie wybiło go to specjalnie z rytmu, ale odbiło się na czasie. Do Younga zabrakło mu dziewięciu setnych.

– Uderzyłem ostatni płotek, ponieważ pierwsze dziewięć zaatakowałem bardzo agresywnie. Takie rzeczy się zdarzają. To świetna lekcja dla mnie, żeby zawsze biec na sto procent do mety – mówił tuż po biegu. Kiedy emocje już minęły żartował, że wziął przykład z Younga. Bo przecież on też swego czasu popełnił ten sam błąd, romansując z ostatnim płotkiem. – Widziałem jego wyścig z Barcelony i postanowiłem, że spróbuję tego samego. U mnie niestety nie zadziałało.

Kilka tygodni później Norweg pojawił się na mityngu w Ostrawie z równie wielkimi ambicjami. Dyrektor imprezy Jan Železný wysłał po niego do Norwegii prywatny odrzutowiec. Zależało mu, żeby lekkoatleta prześcignął Younga właśnie na czeskiej ziemi. Z dużej chmury mały deszcz skończyło się na 47.62. Podczas wrześniowych zawodów w Ostrawie pobiegł zaś 47.08.

To jednak dopiero początek. W przyszłości zarówno Warholm, jak i Samba oraz Benjamin powinni być jeszcze lepsi. Żaden z nich nie ma w końcu więcej niż 25 lat. Trochę w cieniu rzucanym przez bardziej popularne konkurencje, toczy się rywalizacja, którą zdecydowanie warto obserwować. Kolejny z lekkoatletycznych “rekordów z brodą” powinien ustąpić już wkrótce.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez