Rekord świata, przeszczep nerki i finisz w Tokio?

Rekord świata, przeszczep nerki i finisz w Tokio?

Stosunkowo długo zajęło mu dotarcie na szczyt. Ale kiedy już się tam znalazł, był naprawdę wybitny. Podczas fantastycznego sezonu 2012 Aries Merrit sięgnął m.in po rekord świata i złoty medal olimpijski na 110 metrów przez płotki. Trzy lata później musiał jednak przejść transplantację nerki. Problemy zdrowotne poważnie zahamowały jego karierę. Mimo pandemii i niemal 35 lat na karku, Amerykanin nie zamierza rezygnować z igrzysk w Tokio. 

Nie tak dawno temu należał do grona czołowych lekkoatletów świata. Pewnie gdyby nie wybitny David Rudisha, to właśnie Merritt (albo Usain Bolt?) zgarnąłby w 2012 roku nagrodę Track&Field dla najlepszego zawodnika globu. Przypomnijmy: przed tamtym sezonem 27-letni Amerykanin nigdy nie złamał bariery 13 sekund. Następnie zrobił to jednak aż… dziesięć razy. Przy okazji ustanowił nowy rekord świata wynoszący 12.8 sekundy i, naturalnie, zdobył złoto olimpijskie w Londynie (z niewiele gorszym wynikiem, bo 12,92).

Miał perspektywy, aby na kolejne lata zdominować konkurencję. Stało się inaczej. Już w kolejnym sezonie mocno wyhamował z formą (szóste miejsce na MŚ), co w dużej mierze było skutkiem choroby. Okazało się, że nerki Amerykanina pracują zaledwie w 15%. Dalszy rozwój tej przypadłości mógł doprowadzić nawet do jego śmierci. W pewnym momencie stało się jasne, że konieczna będzie transplantacja. Udaną operację przeprowadzono we wrześniu 2015 roku, tuż po mistrzostwach świata w Pekinie, gdzie Merritt zdobył brązowy medal. Dawcą została jego siostra.

Po upływie kilku miesięcy Amerykanin wrócił na bieżnię. I to w całkiem niezłej dyspozycji, ale nie wystarczającej, aby wywalczyć kwalifikację na igrzyska w Rio De Janeiro. Podczas krajowych eliminacji zabrakło mu 0.01 sekundy do awansu (tylko trzy miejsca w mocnej amerykańskiej kadrze). – Myślałem, że będę drugi. No, może trzeci. Kiedy okazało się, że jednak czwarty, byłem zszokowany. To i tak cud, że jestem tu, gdzie jestem. Ale i tak wielka szkoda, bo za sześć tygodni byłbym jeszcze szybszy – mówił wtedy.

W kolejnych latach o Amerykaninie zrobiło się niespotykanie cicho. Chociażby w ubiegłym roku postanowił odpuścić sobie start na mistrzostwach świata w Dausze, koncentrując się w pełni na budowaniu formy pod igrzyska. Te zostały przełożone, powstało więc pytanie: czy niemal 35-letni biegacz wciąż zamierza na nich wystartować?

Odpowiedź jest twierdząca. To będą jednak jego ostatnie igrzyska – Będę zdecydowanie zbyt stary, aby biegać na kolejnych – powiedział dla NBC. Czy po Tokio zamierza w takim razie zakończyć karierę? To możliwe, ale być może zdecyduje się również na start na mistrzostwach świata w Eugene. – Jeśli do nich dotrwam, to już na pewno będzie koniec mojej przygody jako zawodnika. Następnie zostanę trenerem, bo kocham to robić i chcę pomóc w rozwoju sportu, który tyle mi dał. Chciałbym się w tym sprawdzić. Może też będę czasem wygłaszał mowy motywacyjne – dodał.

Mówca motywacyjny? Nie wiemy, jak Amerykanin posługuje się słowem, ale jego historia jest na tyle ciekawa, że pewnie mógłby się w tej roli spełnić. A co do jego olimpijskich planów: trudno oczekiwać, aby Merritt był w stanie powalczyć o medal. Poziom 110 metrów przez płotki w ostatnich latach co prawda nieco spadł, bo na mistrzostwach w Dausze do medalu wystarczyło 13,18. To jednak i tak znacznie powyżej jego obecnych możliwości. W 2019 roku wziął udział w tylko jednych zawodach. Czas? 14,65…

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez