Rafał Majka jedzie świetnie, ale przed nim sądne dni

Rafał Majka jedzie świetnie, ale przed nim sądne dni

Z perspektywy Rafała Majki to na razie naprawdę dobre Giro d’Italia. Polak trzyma się w czołówce, a kilku z najgroźniejszych rywali już w niej za to nie ma. Wszystko układa się więc tak, jak zakładał plan sprzed wyścigu. To pokazuje, że Rafał jest naprawdę świetnie przygotowany. Można więc wierzyć w sukces, bo najwyższe góry – królestwo Polaka – dopiero przed kolarzami. Choć na drodze do nich wyrośnie nieco przeszkód.

Cały czas z przodu

Szybki rzut oka na klasyfikację generalną powie nam to, co w tej chwili najważniejsze – Rafał Majka usadowił się wygodnie na ósmym miejscu i traci minutę oraz 21 sekund do prowadzącego Joao Almeidy. To jeden z pomniejszych faworytów wyścigu. Poza tym z kolarzy, których typowano przed startem do zwycięstwa wyżej od Majki znajdują się w tej chwili jedynie Wilco Kelderman (drugi, 34 sekundy za Almeidą) i Vincenzo Nibali (piąty, traci minutę i jedną sekundę). No, jest też Patrick Konrad, zespołowy kolega Majki, ale jego przewaga nad Polakiem wynosi tylko pięć sekund, a etap kończący się na Etnie pokazał, kto tak naprawdę jest liderem ekipy BORA-hansgrohe.

Właśnie, etap z finiszem na Etnie. Trzeci w tym wyścigu, a pierwszy będący poważnym wyzwaniem dla kolarzy. Rozgrywany w deszczu i niezbyt ciepłej pogodzie, której Majka nie lubi. A mimo to Polak utrzymał się na kole najgroźniejszych rywali, od którego odpadł wówczas między innymi – i to była spora sensacja – Simon Yates, a Steven Kruijswijk utrzymał się resztką sił. Dziś już obu, choć z innego powodu, w wyścigu nie ma. Rafał momentami też wydawał się zmęczony. Ale koniec końców dał radę.

Odpadł też wówczas – choć z powodu dwóch kraks – Geraint Thomas, największy z faworytów wyścigu. Ale do tego jeszcze wrócimy. Na razie skupmy się na kolejnych etapach. Bo i tam Rafał Majka prezentował się znakomicie. Na każdym pilnował najgroźniejszych kolarzy, doskonale unikał wszelkich niebezpiecznych wydarzeń (a w przeszłości zdarzało mu się, że często zaplątywał się w kraksy) i po prostu robił swoje. Do tego wreszcie dostał mocny zespół do pomocy – na czele ze wspomnianym Konradem.

W międzyczasie wspiął się do czołowej dziesiątki klasyfikacji generalnej. Najważniejsze dni jednak przed nim. I mimo wszystko mogą budzić pewien strach.

Czas na… jazdę na czas

Jutro jeszcze etap przejściowy, płaski. Teoretycznie nic nie powinno się na nim zadziać, w praktyce nigdy nie wiadomo. Załóżmy jednak, że kolarze faktycznie dojadą do mety spokojnie i Rafał nie będzie miał po drodze żadnych przygód, nie straci też sekund w klasyfikacji generalnej. Wtedy będzie musiał doskonale poradzić sobie w sobotę. Kolarzy czeka wówczas bowiem wyzwanie szczególne: licząca 34,1 kilometra jazda indywidualna na czas. W dodatku mocno pofałdowana.

Profil 14. etapu Giro – jazdy indywidualnej na czas

I tu właśnie leży największy problem Majki – jazdy na czas nasz kolarz po prostu nie lubi. Już na pierwszym etapie tegorocznego Giro – znacznie krótszym i łatwiejszym – stracił sporo czasu, który potem powoli odrabiał. Jeśli tym razem też pojedzie słabo, może odpaść z walki o najwyższe cele. Tym bardziej, że na kolarzy w całym wyścigu czekać będzie jeszcze jedno takie wyzwanie – ostatni etap Giro też jest bowiem jazdą indywidualną na czas.

To jednak nie tak, że koniecznie trzeba się bać. Bo pewne pozytywy da się zaobserwować – poczynając od dobrej dyspozycji Majki (a wiadomo, że jak jest w formie, to, choć pewnych ograniczeń nie przeskoczy, i na czas pojechać potrafi nie najgorzej), aż po sam profil tejże czasówki, o czym wspominał w rozmowie jeszcze przed Giro Cesare Benedetti, jego zespołowy kolega:

– Ten etap pod koniec drugiego tygodnia nie jest taką typową czasówką. Tam Rafał może się odnaleźć. Pewnie jak będzie z przodu w generalce, to dostanie też dodatkową motywację. Myślę, że może być dobrze. Potem na koniec jest ta płaska czasówka w Mediolanie, ale ona jest krótka. Może się to dla kolarzy takich jak Rafał ułożyć dobrze. 

W dodatku z rywalizacji odpadł już wspomniany Geraint Thomas. A ze wszystkich liderów poszczególnych ekip to właśnie Walijczyk najlepiej jeździ na czas i to jego trzeba się było obawiać. Pozostali kolarze? Owszem, potrafią pojechać dobrze, ale Rafał w teorii nie powinien stracić do nich dużo. Pokazać może się dotychczasowy lider, ale po Joao Almeidzie nikt nie spodziewa się cudów w najwyższych górach. Choć niewykluczone, że Portugalczyk zaskoczy.

Do najwyższych gór jednak trochę czasu. Choć już w niedzielę kolarzy czeka swego rodzaju trailer, zapowiadający zwiększenie poziomu trudności. Zawodnicy wespną się wtedy co prawda tylko na wysokość 1290 metrów, ale to właśnie tam czeka na nich górski finisz. Po drodze przejadą przez trzy inne, stosunkowo trudne wzniesienia. Po tym wyzwaniu organizatorzy przewidzieli dzień przerwy i ostatni tydzień, na który tradycyjnie zostawili najtrudniejsze etapy. W teorii tam mają się rozstrzygać losy wyścigu.

Może się jednak okazać, że weekendowa rywalizacja będzie dla kolarzy – w tym Majki – znacznie ważniejsza, niż się to dziś wydaje.

Wirus naciera

Dwie ekipy z Giro się już wycofały. I to czołowe: Jumbo-Visma (z Kruijswijkiem, który zresztą otrzymał pozytywny wynik testu, w składzie) oraz Mitchelton-Scott (ekipa Yatesa, choć ten wycofał się wcześniej, jednak również przez wynik testu). Kilku kolejnych kolarzy również opuściło wyścig. Powód jest jeden – koronawirus.

We Włoszech coraz więcej mówi się, że wobec rosnącej tam liczby zakażeń, wyścig po prostu nie dojedzie do końca, jak to zaplanowano. Thomas de Gendt dopiero co opowiedział mediom, że tak naprawdę obostrzenia istnieją wyłącznie w teorii, a w praktyce organizatorom nie za dobrze wychodzi ich przestrzeganie. Z kolei ekipa EF Education First Pro Cycling wprost zaapelowała o przerwanie rywalizacji. Nie dziwi, skoro pozytywne wyniki otrzymywali też członkowie innych ekip, które jednak – zgodnie z regulaminem – na razie mogły kontynuować jazdę.

Co gdyby Giro faktycznie przerwano? Cóż, na wszelki wypadek warto mieć w swoim posiadaniu różową koszulkę, bo może się okazać, że nagle zostanie się zwycięzcą całego wielkiego touru. A nawet jeśli stanie się to w takich okolicznościach – to rzecz naprawdę cenna. Dlatego etap jazdy na czas może niepokoić. Jeśli Rafał Majka straci na nim dużo, to może nie zdążyć odrobić strat. Po prostu.

Z drugiej strony – jeśli pojedzie dobrze i nie straci wiele do rywali, to już w niedzielę będzie mógł spróbować ataków i walki nawet o różową koszulkę. A kto wie, może okaże się, że ta walka naprawdę się opłaci? Choć, oczywiście, wolelibyśmy, by wszystko rozegrało się na standardowych warunkach – czyli wygrał ten, który najlepszy będzie na wszystkich zaplanowanych etapach.

Tym bardziej, że naprawdę możemy mieć nadzieję, że będzie to właśnie Majka. A przynajmniej dotychczasowe etapy pokazują, że jest na to szansa.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tustelok
Tustelok
9 dni temu

Ja tam wierzę w Rafała i mocno trzymam kciuki za niego,z tą szczególną pomocą drużyny to bym redaktorze nie przesadzał, wszyscy mamy oczy i widzimy jak jest, nie wiem jak to przeżyją jak w górach Rafał obejdzie Konrada,to wielka smuta będzie w kuchni Bohra….

Aktualności

Kalendarz imprez