Pusty tron na królewskim dystansie. Kto wykorzysta nieobecność Colemana?

Pusty tron na królewskim dystansie. Kto wykorzysta nieobecność Colemana?

Podczas każdych lekkoatletycznych zawodów jedna szczególna konkurencja wybija się ponad resztę. Bieg na sto metrów wzbudza wyjątkowe emocje, w dużej mierze dlatego, że – de facto – zawodnik, który go wygrywa, zyskuje miano najszybszego człowieka świata. W ostatnich latach za kogoś takiego uważany był Christian Coleman. Aktualny mistrz globu, który bezsprzecznie byłby również faworytem do złotego medalu na igrzyskach w Tokio.

Ostatnio stało się jednak jasne, że Amerykanina na tej imprezie nie zobaczymy – został zawieszony za omijanie kontroli antydopingowych. Postanowiliśmy zatem odpowiedzieć na pytanie: kto wykorzysta jego nieobecność? Okazuje się, że kandydatów jest naprawdę sporo…

Rok 2017, 2018, 2019 – Coleman trzy razy z rzędu notował najlepsze wyniki sezonu. Dwukrotnie zszedł poniżej granicy 9,80, bez większych problemów pokonywał 9,90. Ale właśnie, przez prawie dwa lata nie stanie przed okazją do poprawienia swoich czasów. Prawo ponownych startów uzyska w maju 2022 roku.

Dopingowiczem go raczej z pełnym przekonaniem nazwać nie możemy, oszustem już prędzej, bo większość zawodników przecież nie ma problemu z okazyjnym, często niezapowiedzianym testowaniem. Oczywiście Coleman może jeszcze wrócić, ba, bez wątpienia to zrobi. Motywacji nie powinno mu zabraknąć, bo tuż po skończeniu się okresu jego karencji odbędą się lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych.

Na ten moment fakty są jednak takie, że na królewskim dystansie zapanowało bezkrólewie. Kto w tej sytuacji przejmie pałeczkę najlepszego sprintera globu i stanie się faworytem do złotego medalu w Tokio?

Specjaliści od niejednego dystansu

Zacznijmy od zawodnika, który po prostu w tym roku biegał najszybciej. A jest nim… Michael Norman, czyli – przede wszystkim – czterystumetrowiec. I to nie byle jaki, bo należy do niego czwarty najlepszy wynik w historii biegu na jedno okrążenie. W przeszłości znakomicie radził sobie też na 200 metrów, zaliczając imponujące 19,70. Z wyścigu na setkę jednak kompletnie nie był znany.

Można powiedzieć – aż do tego roku. W lipcu podczas krajowych zawodów w Teksasie przekroczył linię mety z wynikiem… 9,86. – Był to dla niego pierwszy start na 100 metrów od czterech lat. Kiedy zobaczyłem czas, który uzyskał, od razu patrzyłem, czy może wiatr nie był za duży – mówi nam Tomasz Spodenkiewicz, statystyk lekkoatletyczny, prowadzący konto Athletics News na Twitterze. –  Ze statystycznego punktu widzenia to trochę anomalia. Norman ma jednak dopiero 23 lata, więc może po prostu jest aż tak szybki. Trening do 200, 400 metrów w końcu wcale nie musi powodować obniżenia prędkości na setkę, bo i tak się biegnie ile sił w nogach.

Musimy jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, konkurencja wśród amerykańskich biegaczy jest naprawdę spora. Nawet jeśli Norman utrzyma wysoką formę, wcale nie musi przejść krajowych kwalifikacji na imprezę docelową w przyszłym roku, czyli igrzyska. Po drugie, może się okazać, że nawet nie będzie próbować. Wszystkich trzech dystansów, na których jest mocny, wybrać na dłuższą metę po prostu nie może.

Czy to możliwe, aby postawił na 100 i 400 metrów? To zdecydowanie nietypowe połączenie, które do głowy może nie przyjść samym organizatorom, jeśli zaplanują terminarz tak, że trudno będzie pogodzić te dwie konkurencje. Nie zdziwi nas zatem, jeśli Amerykanin pójdzie typową ścieżką, kwalifikując się na igrzyska w biegach na 200 i 400 metrów. Choć oczywiście taki wynik na setkę może go przekonać do innych planów. – To trudny wybór. Można powiedzieć, że na 100 metrów jest zdecydowanie większa konkurencja, ale umówmy się – rekord świata na 400 metrów jest już nieźle wyśrubowany, a najlepsi zawodnicy i tak są w stanie wokół niego się kręcić – mówi nam Marcin Urbaś, rekordzista Polski na 200 metrów i srebrny medalista mistrzostw Europy w sztafecie 4×100 z 2002 roku.

Na więcej niż jednym dystansie mocny jest też Noah Lyles. Aktualny mistrz świata w biegu na dwieście metrów legitymuje się taką samą życiówką na setkę, co Norman, a w tym roku osiągał 9,93. – Lyles jest naturalnym faworytem. To naprawdę świetny zawodnik, choć trochę lepszy jednak na 200 metrów. Lepiej się czuje na tym dystansie. Ale przy tym bezkrólewiu, po zawieszeniu Colemana, to właśnie on może się okazać najlepszy. Te dziewięć osiemdziesiąt-parę powinien pobiec. Do tego mówimy o wciąż młodym chłopaku, ma 23 lata, a ten szczyt możliwości na 100 metrów zazwyczaj osiąga się później – zauważa Spodenkiewicz.

Lyles na mistrzostwach świata w Dausze biegał tylko na 200 metrów. Czy taki scenariusz może powtórzyć się również na kolejnych imprezach, w tym igrzyskach? Mało prawdopodobne. Wystarczy przytoczyć słowa samego biegacza, który w rozmowie z Olympic.org mówił: – Zawsze wiedziałem, że będę biegał też setkę. Miałem sen, w którym zrobiłem 9,41 i pobiłem rekord świata. Było to w półfinale igrzysk olimpijskich, na niebieskiej bieżni.

Mimo tego, że lepiej dotychczas wypadał na dłuższym dystansie, nie możemy być pewni, że ten trend się utrzyma. Takiego zdania jest Marcin Urbaś: – Usain Bolt zasadniczo też wywodził się z dwustu metrów i wszyscy królowie sprintu prorokowali mu karierę na tym dystansie. A tymczasem szybko stał się rekordzistą świata na setkę. Ja bym nie przewidywał tego, że Lyles będzie zawsze najlepszy na dwieście, bo może się okazać, że lepiej wypadnie na sto. To może wyglądać bardzo różnie i jest mocno uzależnione od tego, jaki przejdzie program w danym roku. Jeśli będzie przygotowywał się głównie pod sto i z tego startował też na dwieście, to wiadomo, że w pierwszej konkurencji będzie biegał szybciej.

Istotną rzecz dodaje też Spodenkiewicz: – Terminarz igrzysk jest tak zbudowany, żeby można było na spokojnie łączyć 100 i 200 metrów. Byłoby zatem bardzo dziwne, gdyby w Tokio odpuścił jeden dystans. 

Szeroka stawka

W kontekście faworytów do sukcesów w przyszłym roku nie można zapominać o Andre De Grassie. Kanadyjczyk przyszłym królem setki został ogłoszony w okolicach 2016 roku, kiedy ostatnie kroki w karierze stawiał Usain Bolt. Rekordzista świata zresztą sam go obwołał swoim następcą, choć potem się z tych słów nieco wycofał. Przyszły jednak kontuzje oraz wahania formy i do naturalnego przejęcia tronu nie doszło.

De Grasse nie zrobił w ostatnich latach specjalnego progresu. Choć trzeba przyznać, że wciąż należy do światowej czołówki. Podczas mistrzostw globu w Dausze sięgnął po brązowy medal. Był też drugi w finale dwustu metrów. – Można mieć wrażenie, że nie robi takich postępów, jakich się po nim spodziewano. Bo był uważany za wielki, wielki talent. Ale z drugiej strony –  zdarzyło mu się pobiec 9,69 z wiatrem, miał też świetne wyniki na 200 metrów w całkiem młodym wieku. Natomiast pamiętam, jak traktowano go w okolicach igrzysk w Rio. To jest ten, który przejmie schedę po Bolcie. Więc trochę się jednak pomylono, prawda, bo lepiej w ostatnich latach biegał choćby Coleman – mówi Spodenkiewicz.

Obecna życiówka Kanadyjczyka nie wskazywałaby, że mówimy o potencjalnym mistrzu olimpijskim na sto metrów. Jego najlepszy wynik w karierze to bowiem “zaledwie” 9,90, osiągnięte podczas wspomnianej imprezy w Katarze. Choć jest to nieco mylące, bo poniżej 10 sekund schodził aż czternaście razy. Nie ma zatem problemów z regularnym szybkim bieganiem – może po prostu nie trafił na ten jeden, szczególny bieg?

– Jak mam przed oczami jego dziesięć najlepszych wyników, to on tego szczęścia do wiatru nie miał. A przecież  jak zrobił 9,92 czy 9,90 w średnich warunkach, to istnieją takie przeliczniki, które pokazują, że jeśli wiatr wiałby wtedy w okolicach +2.0, jego czasy wyglądałby znacznie lepiej. Do tych życiówek zatem trzeba podchodzić z lekkim dystansem – dodaje Spodenkiewicz.

Na kwestię wiatru zwraca też uwagę Urbaś: – To zawodnik z gatunku tych szczupłych, a jednocześnie niezbyt wysokich. Zatem kiedy będzie miał dobre warunki, faktycznie jest w stanie odpalić. Natomiast gdy wieje mu w twarz, może być to pewna przeszkoda.

Lepszym wynikiem życiowym od De Grasse’a może pochwalić się zawodnik, którego w życiu byśmy o to nie podejrzewali. Divinie Oduduru nie jest medalistą mistrzostw świata ani igrzysk, ale w czerwcu ubiegłym roku uzyskał 9,86! Nie zdołał jednak we właściwy sposób ukoronować tamtego sezonu. Z powodu kłopotów organizacyjnych nigeryjskiej federacji podczas mistrzostw w Dausze nie pojawił się w biegu na 100 metrów. Wystartował tylko na dwukrotnie dłuższym dystansie i zaprezentował się naprawdę kiepsko – swój wyścig półfinałowy zakończył na ostatnim miejscu w stawce.

Choć wyniki z minionego, przejściowego sezonu musimy traktować z przymrużeniem oka, Nigeryjczyk również podczas niego nie zachwycił. Na bieżni pojawił się tylko dwa razy, ale nie zdołał zejść poniżej 10 sekund. – On tak naprawdę zaliczył wielki skok w 2019 roku – zauważa Spodenkiewicz. – Wcześniej nie był w światowej czołówce. I teraz pytanie: to była jednorazowa sytuacja, czy może – gdyby ten sezon wyglądał normalnie – zrobiłby kolejny progres? Jego wyniki wskazują na duży potencjał, ale w karierze tylko trzy razy zszedł poniżej 10 sekund.

Jeśli jednak ktoś jednak legitymuje się takim wynikiem na 100 metrów, mając również świetny czas na 200 metrów (19,83), to trudno nie traktować go poważnie. W przypadku Oduduru wiele dowiemy się po prostu w przyszłym roku. Na razie warto mieć to nazwisko zanotowane w notesie. To samo możemy powiedzieć o Trayvonie Bromellu,  który ostatnio wrócił z naprawdę dalekiej podróży.

Na światowej scenie sprintu pojawił się ładne parę lat temu. Jako 20-latek – w 2015 roku – sięgnął po brązowy medal mistrzostw globu w Pekinie, przegrywając tylko z Boltem i Justinem Gatlinem. Nieco wcześniej ustanowił swój rekord życiowy, który do teraz wynosi 9,84. Amerykanin może pochwalić się też czasem 9,76, który osiągnął z nieregulaminowym wiatrem. Jak sami widzicie: na salony wszedł naprawdę bez kompleksów.

Ta niesamowicie zapowiadająca się kariera została jednak sparaliżowana przez kontuzje. Bromell dwukrotnie poddawał się operacjom Achillesa i w latach 2016-2019 startował albo bardzo okazyjnie, albo w ogóle. Spokojnie można było spisać go na starty, ale w tym roku już 25-letni biegacz zanotował naprawdę niespodziewany powrót. W sezonie pandemicznym zaliczył cztery starty na 100 metrów. I aż trzykrotnie zszedł poniżej 10 sekund (9,99, 9,90 i 9,87!). – Na pewno trzeba się z nim liczyć – komentuje Spodenkiewicz. – Jego historia pokazuje też pewną psychiczną moc, jeśli po tylu i takich urazach wrócił do naprawdę szybkiego biegania.

Znajome twarze

Trochę nam zajęło, ale sami pewnie wiedzieliście, że o nim wspomnimy – Justin Gatlin wciąż tu jest i ma się dobrze. Amerykanin w tym roku nie ruszał się poza Stany, ale i tak zanotował pięć biegów, raz schodząc poniżej dziesięciu sekund (9,99). O tym, że mimo przełożenia igrzysk, nie zamierza z nich rezygnować, mówił już w kwietniu. –  To biznes, jak zawsze. Nie uważam, żeby rok różnicy miał cokolwiek zmienić. Będę próbował oszczędzać się jak najmocniej – przyznał podczas rozmowy z NBC.

Gatlin, który w przeszłości dwukrotnie był zawieszany za stosowanie dopingu, nie należy oczywiście do ulubieńców publiczności. Ale jednak dalej się trzyma i należy do światowej czołówki. I choć nikt nie każe nam trzymać za niego kciuków i absolutnie nie zamierzamy tego robić, to załóżmy, że na ten moment jest czysty. Jakkolwiek bieganie tak szybko, mając niemal czterdziestkę na karku, wskazywałaby co innego. Cóż, każde dobre show potrzebuje czarnego charakteru.

Spodenkiewicz: – 38 lat to bardzo dużo. Kim Collins (sprinter z Saint Kitts i Nevis, mistrz świata z Paryża 2003 – przyp-red) pokazał, że i po czterdziestce można biegać szybko, ale niekoniecznie mówimy o poziomie medalowym. Być może przełożenie igrzysk o rok zaszkodzi Gatlinowi. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby jako niemal czterdziestolatek zdobył złoty medal w Tokio. Z drugiej strony: kiedy Coleman zostawał mistrzem świata, drugi był właśnie Gatlin. To pokazuje, że starszy Amerykanin musi być kandydatem bardzo mocno liczonym.

Jak już jesteśmy przy temacie weteranów, wspomnijmy o dwóch szczególnych. Zarówno Yohana Blake’a, jak i Asafę Powella w przyszłym roku na bieżniach powinniśmy zobaczyć. Ich forma zapodziała się jednak w czasach, kiedy największe sukcesy osiągał Bolt i raczej trudno, żeby zdołali ją odnaleźć. Choć – biorąc pod uwagę, że w 2019 roku pierwszy z Jamajczyków biegał 9,96, a drugi 10,02 – wciąż są kandydatami do miejsca w finale olimpijskim. Ale raczej nie podium.

Zgadza się z tym Marcin Urbaś: – Szanse medalowe Gatlina czy Blake’a? Ja myślę, że mogą mieć kłopot. Raczej o medale powalczą zawodnicy młodzi, którzy pojawili się w ostatnich sezonach, ale już stosunkowo doświadczeni, jak Lyles czy De Grasse. Choć Kanadyjczyk ma już 26 lat, więc to na dobrą sprawę stary chłop jak na sprintera. Na bardzo młodych sprinterów, tych, co mają 20 i 21 lat i pobiegli kilka razy szybko, też bym raczej nie stawiał.

Z drugiej strony – zamieszanie związane z pandemią i porwanym sezonem powinno promować wszelkiego rodzaju niespodzianki. Może się okazać, że ktoś pracował mocno w 2020 roku, ale dopiero w tym olimpijskim pokaże pełnię swoich możliwości. – Bieg na 100 metrów ma to do siebie, że zdarzało się, że w ciągu roku ktoś zrobił niesamowite postępy. I może teraz też takie postępy były, tylko my po prostu tego nie widzieliśmy, bo ten ktoś nie startował? Wiosenne starty na pewno nam pomogą odpowiedzieć na pytanie: kto jest mocny? – zauważa Spodenkiewicz.

Oczywiście cała ta dyskusja to w dużej mierze spekulacje. Bieg na 100 metrów w 2020 roku nie był całkowicie nieobecny na lekkoatletycznej scenie, ale – w dużej mierze z powodu absencji Amerykanów na europejskich bieżniach – nie trzymał się tak dobrze, jak na przykład skok o tyczce czy konkurencje rzutowe. W naszych analizach opieramy się zatem mocno na wynikach jeszcze z 2019 roku.

Pewne jest za to, że kandydatów do przejęcia pałeczki po Colemanie znajdziemy naprawdę sporo. Lyles, Norman, Gatlin, De Grasse, a nawet Oduduru czy Bromell – wszyscy ci zawodnicy mają w garści mocne argumenty. Może akurat po latach absolutnej dominacji Bolta, które wciąż siedzą nam w głowie, taki okres wyrównanej rywalizacji w światowym biegu na setkę jest potrzebny?

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez