Przez Włochy po różową koszulkę. Z Majką wśród faworytów. Zapowiedź Giro d’Italia

Przez Włochy po różową koszulkę. Z Majką wśród faworytów. Zapowiedź Giro d’Italia

Przez 102 zorganizowane dotychczas edycje nie zdarzyło się, by Giro d’Italia wystartowało w październiku. Aż do dziś. Przerwa wywołana pandemią koronawirusa wymusiła na organizatorach włoskiego wyścigu podjęcie takiej właśnie decyzji. Może się jednak okazać, że będzie to jeden z tych wielkich tourów, które po latach będziemy wspominać najmilej – o podium z pewnością zawalczy na nim bowiem Rafał Majka. O ile tylko sytuacja pozwoli.

Wirus

Cały wyścig rozgrywać się będzie bowiem w cieniu dwóch wielkich zagrożeń. Tym największym niezmiennie pozostaje pandemia koronawirusa. W wypadku zakażenia kolarz, u którego wykryto COVID-19, natychmiast zostanie odseparowany od reszty peletonu i dalej już nie pojedzie. Może się więc zdarzyć, że lider wyścigu na jeden etap przed końcem przegra Giro właśnie ze względu na pozytywny wynik testów. Testów, bo zrobić trzeba będzie dwa.

– Organizatorzy podpisali kontrakt ze specjalnym laboratorium, które ma przeprowadzać badania – mówi Adam Probosz, komentator i dziennikarz Eurosportu. – Wynik pierwszego testu będzie dostępny już po pięciu minutach, ale on będzie taką wskazówka – gdyby się okazało, że jest pozytywny, to trzeba będzie zrobić drugi, na którego rezultat czeka się godzinę. Organizatorzy chcą zrobić 3000 takich testów w ciągu całego wyścigu. Więc jeśli się trafią kolarze z koronawirusem, to nie będzie oznaczać wycofania całej drużyny, a codzienne testy dla pozostałych. To wszystko kosztuje zresztą jakieś 150 tysięcy euro, które musi zapłacić organizator.

O tym, jakie problemy może sprawić koronawirus, przekonali się już w ekipie Astany, gdzie na ostatnią chwilę wymieniali dwóch spośród swoich kolarzy. Ci bowiem mieli kontakt z zakażonym kolegą. W trakcie Giro możliwości wymiany już jednak nie będzie. Jeśli któryś z zawodników zostanie zakażony, to drużyna po prostu pojedzie osłabiona. A to też spore utrudnienie, zwłaszcza jeśli ekipa ma walczyć o najwyższe cele. Organizatorzy, oczywiście, starają się jednak zadbać, by do takich sytuacji nie doszło.

– Jeśli chodzi o reżim sanitarny, to na razie jest raczej spokojnie – opowiada Czarek Benedetti, kolarz ekipy BORA-hansgrohe. – Mieliśmy robione testy, gdy tu przyjechaliśmy. Dopiero dziś [w piątek] dyrektorzy mają rozmowę z organizatorem. Na ten moment nosimy maseczki i tyle. Wiem, że na starcie i mecie będzie pusto. Na parkingi, gdzie będą stały nasze autokary, też nie będą mogli wchodzić fani, a jedynie osoby z wyścigu. Na trasie będzie za to jak na Tour de France, tak myślę [kibice w maseczkach, w niektórych miejscach pilnowani przez stewardów – przyp. red.]. Jeszcze też nie wszystko nam powiedziano. Na przykład na Tour de France zawodnicy w ogóle nie mogli mieć kontaktów z ludźmi spoza wyścigu. Na razie nie wiem, jak będzie na Giro. Wcześniej zdarzało się, że w dniu wolnym przyjeżdżała rodzina, żeby się przywitać. Na tegorocznym Tourze to nie było możliwe.

Optymizmem z pewnością napawa jednak to, że Tour de France udało się przejechać w całości i z sukcesem. Wszyscy mają nadzieję, że tak samo będzie z Giro. Na czele z organizatorami, którzy zresztą postarali się, by nikt nie mógł powiedzieć, że włoski wyścig był w tym roku łatwy. I utrudnili rywalizację kolarzom, jak tylko mogli.

Męczarnie

Można by powiedzieć, że Giro d’Italia tegoroczną edycją nieco wraca do korzeni. Trzy czasówki łącznie liczące 65 kilometrów, sporo długich etapów, które z pewnością zostaną w nogach (trasa liczy sobie w sumie 3497 kilometrów), przede wszystkim jednak – mnóstwo gór. Łącznie kolarze przejadą przez 50 sklasyfikowanych podjazdów lub, ujmując to inaczej, 40 tysięcy metrów przewyższenia. Już w trzecim dniu wyjechać będą musieli na Etnę, wspinając się na wysokość 1793 metrów. Dach wyścigu, ulokowany na Passo dello Stelvio, jest położony o niemal kilometr wyżej.

Trudności z pewnością będą mieć sprinterzy. Bo to nie trasa dla nich. Etapów stricte przewidzianych na sprinterskie finisze doliczyć się można ledwie trzech. Ale dla najsilniejszych z zawodników z tego grona dojdzie pewnie jeszcze kilka okazji do finiszu z grupy, jeśli wcześniej przetrwają pagórki. Paradoks polega na tym, że jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – sprinterów ostatnich lat, Peter Sagan, właśnie w tym roku po raz pierwszy w życiu pojawi się na Giro. O triumfy powalczy zapewne z Arnaudem Demarem, Fernando Gavirią, Elią Vivianim czy Michaelem Matthewsem i Diego Ulissim.

Profil 20., przedostatniego, etapu tegorocznego Giro d’Italia. To na nim mogą rozstrzygać się losy wyścigu

Sagan pierwotnie miał przyjechać na Giro w maju. I gdyby wyścig ten odbył się w terminie, zapewne bardziej pasowałby Słowakowi. Zaczynać miał się wówczas na Węgrzech, a pierwsze etapy miały stanowić okazję właśnie dla sprinterów. A tak jest zupełnie inaczej, Sagan zdecydował się jednak respektować wcześniejsze ustalenia, mimo że w nogach ma już całe Tour de France, a Giro w obecnym kształcie – powtórzmy – to dla sprinterów wyścig wręcz zabójczy.

Na Tour de France nie byłem ani bardzo dobry, ani bardzo zły. Brakowało mi trochę szczęścia. Nigdy wcześniej nie jechałem dwóch wielkich tourów w tak krótkim czasie. To dziwny, unikalny rok. Zdecydowałem się pojechać Giro, bo tak postanowiłem na początku roku, byłem też na prezentacji wyścigu. Spróbuję wygrać niektóre etapy, a potem zobaczyć, na co stać mnie w punktowej klasyfikacji – powiedział Sagan, który na jakiekolwiek zwycięstwo czeka już niemal 450 dni (a w 65 z nich faktycznie startował). Jak na niego to niesamowicie długo. Kto wie, może przełamie się właśnie we Włoszech.

Walczyć będzie jednak nie tylko z rywalami, ale i o to, by dotrwać do końca wyścigu. Wiadomo, że dla typowych sprinterów nie ma nic gorszego niż góry. A tych, powtórzmy, w tym roku będzie naprawdę sporo. Te największe wyrosną przed kolarzami w ostatnim tygodniu rywalizacji, ale już wcześniej nie będzie łatwo. W trakcie piątego etapu do przejechania będzie 4686 metrów przewyższenia. Na dziewiątym niespełna 150 metrów mniej, ale etap będzie o kilkanaście kilometrów krótszy. A etapy 17., 18. i 20. powinny rozstrzygać o losach różowej koszulki. Na każdym z nich kolarze przejadą łącznie dobrze ponad pięć kilometrów podjazdów, wielokrotnie wspinając się na szczyty liczące sobie ponad 2000 metrów.

Nie będzie więc łatwo i często trzeba się będzie długo, mozolnie wspinać. Ale nas powinno to cieszyć. Bo to w takich warunkach najlepiej radzi sobie Rafał Majka.

Jak nie teraz, to kiedy?

Majka czterokrotnie do tej pory wyruszał na trasę Giro d’Italia. Wyścig zawsze kończył w dziesiątce: był odpowiednio 7. (2013), 6. (2014), 5. (2016) i 6. (2019). Co prawda raz zdarzyło mu się lepiej pojechać we Vuelcie – gdy w 2015 roku stanął na najniższym stopniu podium klasyfikacji generalnej – ale to właśnie we Włoszech radzi sobie najrówniej i zawsze można tam na niego liczyć. W dużej mierze spowodowane jest to właśnie tym, że to tour dla górali, z długimi, trudnymi podjazdami.

W tym roku – jak już napisaliśmy – te podjazdy również będą obecne. Do tego ze względu na zagęszczony terminarz World Touru obsada wyścigu – choć o innych faworytach wspomnimy nieco dalej – będzie nieco słabsza niż to bywało w ostatnich latach. W dodatku Polak z naprawdę dobrej strony pokazał się kilka tygodni temu na Tirreno-Adriatico, gdzie jechał agresywnie, odważnie, atakował i ostatecznie zajął trzecie miejsce. Forma była już wtedy, ale ta najlepsza ma przyjść w trakcie Giro d’Italia.

– Myślę, że podium Rafała jest realne – mówi Adam Probosz. – Szczególnie przy formie, jaką prezentuje w tym roku, jego pewności siebie i zupełnie innej dynamice jazdy, którą pokazał na Tirreno. Rafał jest najmocniejszy od momentu kiedy był na podium Vuelty. W obecnej formie i przy tej stawce Rafał na pewno może powalczyć o podium. Bo jak nie teraz, to kiedy? Do tego dochodzi jeszcze dodatkowa motywacja, bo Rafałowi kończy się kontrakt. On już pewnie jest dogadany z przyszłym pracodawcą, ale takie pokazanie się na koniec umowy to byłoby coś.

Sam Majka na konferencji prasowej przed wyścigiem mówił po prostu, że nie ma nic do stracenia, postara się podchodzić do startu w Giro dzień po dniu i nie martwić się od początku tym, co będzie się działo w trzecim tygodniu. A jeśli nogi będą niosły go tak, jak na wspomnianym Tirreno, to powinno być dobrze.

– Po Tirreno trenowałem trochę na wysokości na Sycylii. Chcę dobrze pojechać w tym Giro. Mam nadzieję, że będę w dobrej formie przez cały wyścig i że będzie nam dopisywała dobra pogoda. Najważniejszy będzie trzeci tydzień rywalizacji, myślę, że to on zdecyduje o losach klasyfikacji generalnej. Przyjechaliśmy tu w mocnym składzie. Patrick Konrad także celuje w dobry wynik w klasyfikacji generalnej, a Peter Sagan będzie walczył o zwycięstwa etapowe – mówił polski kolarz.

Jasne, Rafał nie będzie największym faworytem wyścigu. Choćby z uwagi na przywołane już trzy etapy jazdy indywidualnej na czas, która specjalnością Polaka nie jest. Ale Czarek Benedetti zauważa, że może ten diabeł wcale nie jest tak straszny, jak go malują. – Czasówka na pierwszym etapie jest w dużej mierze z górki, więc trochę nie dla niego. Ale już ta pod koniec drugiego tygodnia nie jest taką typową czasówką, są na niej podjazdy, tam Rafał może się odnaleźć. Pewnie jak będzie z przodu w generalce, to dostanie też dodatkową motywację. Myślę, że może być dobrze. Potem na koniec będzie jeszcze ta płaska czasówka w Mediolanie, ale ona jest krótka, zresztą podobnie jak pierwsza. Dłuższa i trudniejsza jest ta w środku wyścigu. Możliwe, że dla kolarzy takich jak Rafał wszystko ułoży się dobrze – mówi.

– Ta pierwsza czasówka jest śmieszna, bo większość jedzie się z góry. Najpierw jest 1100 metrów pod górę, potem zjazd, a na koniec płasko – jeszcze chyba takiej nie widziałem. Rafał jednak nie powinien tam dużo stracić, choćby ze względu na ten początkowy podjazd. Ta trzecia, kończąca wyścig, trwa ledwie 15 kilometrów, więc te różnice na niej też nie powinny być wielkie. A ta środkowa ma podjazdy, jest trudna. Więc nie wydaje mi się, by Rafał miał na tych czasówkach stracić swoje szanse na podium – potwierdza Adam Probosz.

Ważny może być jeszcze jeden aspekt, a przy okazji drugie z największych zagrożeń wyścigu: pogoda. Rafał nie lubi bowiem jeździć przy niskich temperaturach i deszczu. A jako że Giro jeszcze nie jechało w październiku, to nikt tak naprawdę nie wie, czego się spodziewać. I o ile pierwsze etapy rozegrają się na słonecznej i ciepłej Sycylii, o tyle – zwłaszcza w czasie trzeciego tygodnia – gdy Giro pojedzie na północ Włoch, kolarze mogą się mierzyć nawet ze śniegiem.

– W ostatnich latach w październiku zawsze było ciepło i słonecznie – mówi Benedetti. – Mam nadzieję, że w tym roku też tak będzie. Może się okazać, że będzie nawet lepiej niż w maju. W tamtym roku na początku wyścigu mieliśmy sporu deszczu. Teraz faktycznie może padać śnieg, ale przynajmniej nie będzie tych ścian śniegowych, zalegających wokół drogi po zimie. Rok temu było nawet ryzyko, że one spadną na drogę. Myślę, że będzie dobrze. W Trydencie i Alpach na szczytach gór padało już co prawda trochę śniegu, ale w zeszłym roku też pod koniec września było zimno, a potem zrobiło się ładnie. Pamiętam, że trenowałem wtedy do 25 października i czasem mogłem jeszcze pojechać lekko ubrany. Nie w górach, oczywiście, ale ogółem była taka możliwość.

Do szans Majki na dobry wynik można więc podchodzić z optymizmem. Choć rywali – mimo wspomnianej, nieco okrojonej obsady – będzie mieć naprawdę z najwyższej półki.

G po zwycięstwo?

Na starcie Giro zabraknie między innymi zwycięzcy sprzed roku, Richarda Carapaza. Ale Team Ineos Grenadiers ma tylu znakomitych kolarzy, że do Włoch wysłał innego z mistrzów w swoim fachu – Gerainta Thomasa. W przypadku Walijczyka zaskoczeniem było to, że nie pojechał na Tour de France. Dwa lata temu był tam bowiem najlepszy, a przed rokiem ustąpił jedynie zespołowemu koledze, Eganowi Bernalowi. Jak sam jednak wspominał jakiś czas temu, nie był wówczas w najlepszej formie.

– Rozczarowaniem było dla mnie to, że nie byłem w stu procentach gotowy na Tour de France. Teraz jednak wykonałem dobrą robotę. Myślę, że dodatkowe sześć tygodni przygotowań do Giro naprawdę mi pomoże. Jestem w pełni zmotywowany przed startem we Włoszech. Trzy czasówki w wyścigu też powinny mi w tym sprzyjać, więc naprawdę czekam z niecierpliwością na jego rozpoczęcie. Wiem, że to może zabrzmieć źle, ale nie chciałem pojechać na Tour de France, by jeździć tam jako pomocnik. Jestem w takim wieku, w którym chcę wykorzystywać maksymalnie okazje, jakie będą mi dane. Tegoroczne Giro d’Italia lepiej pasuje do moich atutów. Wciąż czuję, że jestem na, takim poziomie, na którym mogę jeździć na własne konto – mówił w rozmowie z portalem Cycling News.

Thomasa faktycznie trzeba uznać za głównego faworyta wyścigu. I to mimo tego, że na Giro startował ledwie trzy razy, a jego najlepsza lokata to… 80. miejsce. Geraint to jednak gość, który w górach potrafi się utrzymać na kole najlepszych rywali, a na czas jeździ wprost znakomicie. I to będzie jego przewaga nad resztą stawki, co zresztą sam zauważył. Do tego ma zapewne spore pokłady motywacji, a nawet pewnej nakładanej na niego presji. Pokazywał już jednak w trakcie swej kariery, że z tą potrafi sobie doskonale radzić.

– Thomas jest najbardziej zmotywowany. nawet Włosi piszą o pewnej vendetcie w jego wykonaniu. Choć takie rozrachunki z Giro ma więcej zawodników – Steven Kruijswijk niegdyś prawie wygrał ten wyścig. Wywrócił się jednak na jednym z ostatnich etapów i stracił koszulkę lidera. I to zresztą na tym samym zjeździe, który będzie teraz na przedostatnim etapie. Simon Yates też już prawie triumfował, ale stracił koszulkę dwa dni przed końcem, bo się wyprztykał z sił na wcześniejszych etapach. Jest więcej kolarzy, którzy mają coś do załatwienia na Giro. Ale Thomas ma więcej motywacji: po pierwsze nie został powołany na Tour de France, po drugie ma parcie ze strony grupy, która mocno przeżyła porażkę we Francji i będzie chciała to sobie powetować. Thomas też jest takim zawodnikiem, który może nie jest spektakularny czy medialny, ale bardzo solidny. Myślę, że on tą swoją solidnością – jeśli tylko pojedzie równo przez trzy tygodnie – może wygrać – mówi Adam Probosz.

Thomas to największy z faworytów. Ale tuż za jego plecami czają się wspomniani przed chwilą dwaj kolarze: Simon Yates i Steven Kruijswijk. Ekipa Jumbo-Visma, w której jeździ drugi z nich, nie wysyła co prawda na Giro tak mocnego składu, jak to miało miejsce na Tour de France, ale na pewno ma w swoich szeregach kolarzy zdolnych pomóc liderowi. W dodatku Kruijswijk na czas też jeździć potrafi i jest jednym z tych zawodników, którzy potrafią dostosować się panującej pogody. Być może w jego wypadku będzie to recepta na sukces. Nie można jednak zapominać, że w trakcie Criterium du Dauphine Steven doznał urazu i potem nie miał okazji sprawdzić się w kolejnych wyścigach. Jego forma pozostaje więc niewiadomą, choć on sam jest optymistą.

Sporo trenowałem, choć nie jechałem w wielu wyścigach. Dużo będę już wiedział po pierwszym weekendzie. Na pewno jako zespół nie pojedziemy tak agresywnie jak w Tour de France. To inna ekipa, nieco mniej doświadczona, dla kilku chłopaków to pierwszy wielki tour w karierze. Musimy podejść realistycznie do oceny naszych możliwości i celów. W Giro mam za sobą lepsze i gorsze chwile. Wypadek z 2016 roku zostawiłem już za sobą, zresztą sporo się wtedy nauczyłem, choćby noszenia koszulki lidera, czy tego jak ją bronić. Jestem w stanie walczyć o podium, pokazywałem to między innymi w zeszłym roku na Tour de France [był trzeci – przyp. red.]. Na pewno chciałbym założyć różową koszulkę w tym roku – mówił.

Ubrać ją na pewno chcą też jednak inni. Simon Yates to oczywistość. Dwa lata temu jechał znakomite Giro, wygrał trzy etapy, długo przewodził klasyfikacji generalnej, ale przeszarżował i na końcu ograł go – po znakomitej solowej szarży – Chris Froome. Mocny skład do Włoch przysłała, mimo wymuszonych koronawirusem zmian, Astana, której liderem ma być Jakob Fuglsang. Wielu to właśnie w nim upatruje faworyta do końcowego zwycięstwa, choć Duńczyk w wielkich tourach raczej nigdy nie imponował formą.

– Z Fuglsangiem to ciekawa sprawa, bo on nigdy tak naprawdę nie walczył o podium takiego wyścigu, a nagle wszyscy widzą w nim faworyta. Sam myślę, że powalczy o czołową trójkę, ale moim zdaniem nie jest kandydatem do zwycięstwa. Takim na pewno jest za to Yates. Dwa lata temu, po nieudanym Giro,  Vueltę pojechał już zupełnie inaczej i ją wygrał. Na Tirreno-Adriatico pokazał, że jest w świetnej formie. Chociaż to Tirreno w tym roku to dla mnie takie typowe Dauphine sprzed Tour de France. To że ktoś był najsilniejszy tam, nie znaczy, że będzie najsilniejszy na Giro. Minęło już od tego wyścigu przecież trochę czasu – mówi Probosz.

O sukces chciałby też pewnie powalczyć Vincenzo Nibali. Włoch na karku ma już niemal 36 lat, ale wciąż jeździ znakomicie. W swoich ostatnich sześciu startach w Giro zawsze stał na podium – po dwa razy na każdym z jego stopni. W zeszłym roku był drugi, trochę na własne życzenie. Nie docenił wtedy Richarda Carapaza, który ostatecznie okazał się od niego lepszy. W tym sezonie takiego błędu już na pewno nie popełni, o ile tylko… w ogóle powalczy o zwycięstwo.

Bo z formą Nibalego w tym roku nie jest najlepiej. W żadnym z wyścigów, w których brał udział, nie pokazał się z najlepszej strony. Sam powtarza, że coś w jego organizmie po prostu go blokuje. Bo czuje, że jest w dobrej formie, ale nie jest w stanie tego pokazać. Choć Giro to jego wyścig. Więc jeśli miałby się przełamać, to nie znajdzie na to lepszego miejsca.

Kto jeszcze może powalczyć o dobre lokaty? W gronie mniejszych faworytów zwykle wymienia się takich kolarzy jak Wilco Kelderman, Joao Almeida, Ilnur Zakarin (choć CCC raczej skupi się na rywalizacji na etapach, a nie w klasyfikacji generalnej), Aleksandr Własow czy Miguel Angel Lopez. Dwaj ostatni jednak – o ile wszystko w Astanie pójdzie zgodnie z planem – raczej mają za zadanie pomagać Fuglsangowi w walce o różową koszulkę.

Który z tych wszystkich zawodników wygra – nie wiemy. Choć trzymamy kciuki za Rafała Majkę. Dwie rzeczy są pewne już teraz. Po pierwsze, rywalizacja o różową koszulkę zapowiada się naprawdę nieźle. A po drugie, nie tylko na Rafała możemy zwracać w tym wyścigu uwagę.

Mocna reprezentacja

O ile przy okazji Tour de France mogliśmy nieco narzekać, bo jedynym Polakiem w peletonie był wówczas Michał Kwiatkowski (co jednak ostatecznie pięknie się skończyło, gdy Michał wygrał etap), o tyle na Giro rusza aż pięciu Polaków: Rafał Majka, Paweł Poljański i Maciej Bodnar (wszyscy w barwach BORA-hansgrohe) oraz Kamil Małecki i Kamil Gradek (w CCC Team). Do tego śmiało można doliczyć jeszcze Czarka Benedettiego, który z Polską związany jest od lat, nawet jeśli jeździ pod włoską flagą.

To naprawdę niezła reprezentacja naszego kraju. I to złożona z kolarzy faktycznie zdolnych o coś powalczyć. Choć wiadomo, że Paweł Poljański i Maciej Bodnar pewnie będą dbać najpierw o to, by swoje szanse dostał Peter Sagan, a potem wspomagać Rafała w walce o klasyfikację generalną, to jednak niewykluczone, że któryś z nich zdoła też pojechać choć raz na własne konto, jeśli na przykład znajdzie się w jakiejś ucieczce (tak rok temu etap wygrał Czarek Benedetti). Wiadomo też, że gdy myśli się o Bodnarze, od razu nasuwają się trzy wspomniane już wielokrotnie etapy jazdy na czas. Ale to wcale nie on musi się na nich zaprezentować najlepiej spośród naszych kolarzy.

– W tym roku w czasówkach lepszy od Maćka Bodnara i na mistrzostwach Polski, i na mistrzostwach świata był Kamil Gradek. Liczyłbym na jego dobre miejsca. Maciek pewnie będzie pracował na Petera Sagana, a to sporo roboty do wykonania. Na czasówkach może jechać spokojnie, żeby nie szastać siłami. Ale na Kamila liczyłbym naprawdę mocno – mówi Probosz. Jeśli chodzi o szanse Gradka na dobry wynik, powinniśmy upatrywać ich zapewne – jak sam kilkukrotnie przyznawał – już na dzisiejszym, pierwszym etapie. Gradek zresztą dostanie w tym Giro też dodatkową motywację – po raz pierwszy pojedzie w kombinezonie mistrza Polski. Co prawda tylko na trzech etapach, ale to zawsze coś. Nawet jednak, gdyby nie udało mu się odnieść sukcesu w trakcie jazdy na czas, to planuje powalczyć też przy innych okazjach.

– Chciałbym znaleźć się w odjeździe na kilku etapach, ponieważ w zeszłym roku na Giro ani razu nie byłem w ucieczce. Mam nadzieję, że tym razem będzie to wyglądało trochę lepiej. Profil wyścigu sprzyja temu, aby ucieczki dojeżdżały do mety. Już trzeciego dnia jest podjazd pod Etnę, więc szybko powstaną straty czasowe, wyklaruje się czołówka 15 czy 20 kolarzy, którzy powalczą w klasyfikacji generalnej, a reszta będzie mogła walczyć w kolejnych dniach. Wydaje mi się, że nikt nie będzie kontrolował tych odjazdów za wszelką cenę – mówił Kamil w rozmowie z portalem naszosie.pl.

Inną motywacją dla Gradka będzie zapewne to, że – w związku z wycofaniem się CCC ze sponsorowania zespołu – walczyć będzie też o nowy kontrakt w innym zespole. W środowisku mówi się, że taki już ma zresztą zaklepany, ale oficjalnie niczego jeszcze nie potwierdzono. Podobnie zresztą jak w przypadku Kamila Małeckiego, który na stole ma ponoć ofertę z Lotto-Soudal, a dobry występ w Giro, w czasie wielkotourowego debiutu może mu tylko pomóc w opcjonalnych negocjacjach.

– Jeśli chodzi o Kamila Małeckiego, to tak naprawdę nie wiadomo do końca, jaka jest jego forma. Jeśli taka, jak na Tour de Pologne, to jest w stanie pojechać dobry wyścig. Ponieważ całe CCC jest nastawione bardziej na etapy niż generalkę, pewnie będzie mógł się załapać w ucieczkę i powalczyć. Na ten moment pozostaje jednak małą niewiadomą, bo niewiele jeździł. Kontrakt? On już go tak naprawdę ma, niekoniecznie podpisany, ale zaklepany – twierdzi Adam Probosz.

Sam Małecki mówi, że powalczyć się postara. O kontrakcie wypowiadać się jednak w tej chwili nie może. Jedno nie ulega jednak wątpliwości: nowemu pracodawcy na pewno spodobałoby się, gdyby jego przyszły kolarz zaprezentował się w Giro z dobrej strony. Nam też przypadłoby to zresztą do gustu. Życzymy więc Kamilowi, by pojechał naprawdę udany wyścig. I dokładnie takie życzenia kierujemy też w stronę drugiego Kamila, Pawła, Maćka, Rafała i Czarka. Niech wam się wiedzie, chłopaki. Dajcie sobie i nam trochę radości.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez