Czy przeniesienie igrzysk będzie katastrofą dla japońskiej gospodarki?

Czy przeniesienie igrzysk będzie katastrofą dla japońskiej gospodarki?

Stało się. Igrzyska olimpijskie nie odbędą się w terminie, nie odbędą się też zapewne w 2020 roku. W kogo ta decyzja uderza najbardziej? Sportowców? Cóż, sporo z nich akurat świętuje, bo z powodu zakłóconych przygotowań i tak nie w myśl był im wylot do Tokio i start w gorszej formie. Kibiców? Jasne, w końcu wszyscy czekaliśmy na igrzyska długie cztery lata. A może najbardziej ucierpi gospodarka Japonii? Pierwsze wrażenie: nie może być inaczej, przeniesienie igrzysk to dla niej tragedia. W gruncie rzeczy sprawa wcale nie jest jednak tak oczywista. 

Bycie gospodarzem wielkiej sportowej imprezy stawia kraj na światowym świeczniku, ale ma też swoje ciemne strony. Zdają sobie z tego sprawę wszyscy – pamiętamy w końcu protesty na ulicach Brazylii, przed mundialem w 2014 roku. Mieszkańcy Kraju Kawy – którzy przecież rzekomo nade wszystko kochają futbol – głośno sprzeciwiali się jego organizacji. Krzyczano, że istnieją lepsze sposoby na rozgospodarowanie grubych milionów, niż wpakowanie ich w pewną formę rozrywki.

Japonia nie musiała się martwić o podobną reakcję swoich obywateli. Ale mimo tego też ma obecnie powody do obaw. Postawmy się na miejscu mieszkańca Tokio. Nie wiemy, ile czasu potrwa jeszcze pandemia koronawirusa, ale to wcale nie pewne, że w 2021 roku kompletnie wygaśnie. A to właśnie wtedy do stolicy kraju przybędą sportowcy, trenerzy i turyści z całego świata. Druga fala choroby? Przeciętny Japończyk ma prawo obawiać się takiego scenariusza.

Ale to sprawy szarego obywatela. Światem rządzi co innego. – Żyjemy w brutalnych czasach, w których wszystkim rządzi pieniądz. Oficjalnie właścicielem igrzysk jest MKOl, ale tak naprawdę prawa ma do nich telewizja NBC [która podpisała kontrakt na transmisję igrzysk do 2032 roku, wart niemal 8 miliardów dolarów – przyp. red.]. Ona stawia warunki. Jeśli dziś w USA wszyscy sportowcy mówią, że nie pojadą w pierwotnym terminie, NBC powie to samo. Oczywiście – debata miała miejsca, ale tak naprawdę liczyło się co innego: “Kasa, misiu, kasa” – podkreślał na antenie Weszło FM Andrzej Person, były rzecznik Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

MKOl pod ścianą postawiły też Komitety Olimpijskie Kanady i Australii. I decyzja o przeniesieniu igrzyska została podjęta – jeszcze nie wiadomo na kiedy, ale niemal na pewno mówimy o 2021 roku. Powstaje pytanie: co oznacza to dla gospodarki Japonii?

Kraj Kwitnącej Wiśni w nadchodzących miesiącach odczuje na pewno skutki mniejszego ruchu turystycznego. Szczególnie jako państwo znajdujące się nieopodal Chin, skąd wirus zaczął rozpowszechniać się po świecie. A przecież w ostatnich latach Japonia stawała się coraz popularniejszym punktem turystycznym (w ubiegłym roku odwiedziło ją 32 miliony obcokrajowców) – w dużej mierze za sprawą popularyzacji japońskiej muzyki oraz kuchni. Jak podaje amerykański Newsweek, w styczniu, jeszcze w czasie kiedy koronawirus był przede wszystkim problemem Chin, liczba turystów odwiedzających Japonię spadła o 60% w porównaniu do poprzedniego miesiąca!

Obecnie ze względu na zamknięte granice o jakiejkolwiek turystyce nie może być mowy, ale nawet po ich otwarciu sytuacja wciąż nie będzie należeć do najlepszych. Przewiduje się, że w pierwszej połowie 2020 roku krajowy dochód z turystyki w Japonii ma spaść o 75%, a w 2021 roku o kolejnych 50%. Oprócz tego warto również wspomnieć o choćby widmie bezrobocia, które grozi osobom zaangażowanym w organizację imprezy, czy masowemu anulowaniu biletów lotniczych oraz rezerwacji w japońskich hotelach i ośrodkach.

Japonia (a konkretniej: miasto Tokio, japoński rząd i komitet olimpijski) wpakowała w organizację igrzysk 13,4 miliarda dolarów – w tym aż 270 milionów poszło na budowę nowego olimpijskiego stadionu w Tokio. Dodatkowo, co ciekawe, jej gospodarka i tak już szła w dół. W ostatnim kwartale 2019 roku produkt krajowy brutto zmniejszył się o 6,3%. Jak to wygląda teraz? Pytamy Mateusza Benedyka, dyrektora generalnego Fundacji Instytut Edukacji Ekonomicznej we Wrocławiu: – Łańcuchy dostaw japońskich firm na pewno przeżywają trudności. Nie wszystkie fabryki mogą produkować tak dużo, jak by mogły w normalnych warunkach i z tego powodu gospodarka Japonii będzie w gorszym stanie. Natomiast ona i tak od wielu lat jest w stagnacji, przeżywa jeden wielki kryzys, z którego nie może wyjść. Japończycy próbują stosować co jakiś czas kolejne programy stymulacyjne, napędzić inwestycjami publicznymi wzrost gospodarczy i to za każdym razem się nie udaje. Igrzyska miały być kolejną próbą: budujemy tu stadiony oraz obiekty sportowe i przez to napędzimy PKB, a mimo tego że te wydatki się odbyły, to gospodarka nie ruszyła. 

Jak wylicza ekspert ekonomii z firmy SMBC Nikko Securities, równowartość strat z przeniesienia igrzysk może wynosić nawet 5,7 miliarda euro. Z drugiej strony japońska ekonomia nie jest aż tak mocno oparta na turystyce, która stanowiła zaledwie 0.9% PKB w 2018 roku. Ale biorąc pod uwagę, że Japończycy i tak obecnie kupują oraz inwestują mniej, niż dotychczas, to spadek turystyki może dodatkowo uderzyć również w inne gałęzie gospodarki.

Przełożenie igrzysk stanowi także problem dla oficjalnych partnerów igrzysk olimpijskich. Japońskie firmy zainwestowały w nie bowiem około trzech miliardów dolarów. Wśród nich są Toyota Motor, Panasonic czy Canon – które mogą teraz zabiegać o częściowy zwrot pieniędzy.

W tej zawiłej sytuacji można jednak znaleźć optymistyczne głosy. Profesor Stefan Angrick z Oxfordu stwierdził w CNBC, że przeniesienie igrzysk wcale nie musi uderzyć w Japonię aż tak mocno: – W hipotetycznej sytuacji, w której nie istniałaby pandemia, przeniesienie igrzysk miałoby znaczący negatywny efekt na Japonię. Ale biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej się znajdujemy, kiedy turystyka na świecie stoi w zawieszeniu, a konsumpcja idzie w dół, zagrożenie związane ze zorganizowaniem igrzysk w dalszym terminie jest stosunkowo niewielkie.

Podobnego zdania jest również Mateusz Benedyk: – Generalnie myślę, że przeniesienie igrzysk nie będzie miało aż tak dużego wpływu na gospodarkę Japonii. Gdyby te igrzyska były dużo wcześniej, to potrzebne byłyby znaczne inwestycje publiczne, które – w przypadku takich imprez – okazują się dla gospodarki stratą. Natomiast fakt, że igrzyska odbędą się za jakiś czas, powoduje mniejsze wydatki rządu japońskiego, co będzie oznaczać ulgę dla podatników i tych, którzy kupują japoński dług publiczny.

Sytuacja więc mimo pozorom wcale nie musi wyglądać tak źle. Dodatkowo możemy się tylko cieszyć, że na biednego i słabo zorganizowanego nie trafiło. Miejmy więc nadzieję, że Japonia przejdzie przez najbliższe miesiące w jak najlepszym stanie, a igrzyska – prędzej czy później – dojdą do skutku. I na długo zagoszczą w naszej pamięci.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez