Przełożenie, odwołanie czy jeszcze coś innego? Igrzyska stają przed problemem

Przełożenie, odwołanie czy jeszcze coś innego? Igrzyska stają przed problemem

Koronawirus atakuje coraz śmielej, paraliżując kolejne rozgrywki sportowe. A za kilka miesięcy, na przełomie lipca i sierpnia, przeprowadzone mają zostać igrzyska olimpijskie. Choć w MKOl-u zapewniają, że nie ma się czego obawiać, a olimpiada odbędzie się zgodnie z planem, to pojawiają się inne problemy. Może się bowiem okazać, że w wielu dyscyplinach kwalifikacje olimpijskie nie zostaną dokończone. A to sprawia, że coraz częściej wspomina się o możliwym przełożeniu igrzysk.

SPONSOREM PKOL I PZLA JEST PKN ORLEN

– Rozmawiałem z ambasadorem Japonii. Niejednoznacznie powiedział, że jest szansa przełożenia IO na październik. To nie są oficjalne decyzje. MKOl nie zamierza odwoływać imprezy w tym roku. Jest jednak możliwość przesunięcia jej na jesień. Było tak w 1964 roku, kiedy medale zdobywała Irena Szewińska. Japończycy przy swojej sprawności nie mieliby żadnego problemu z przełożeniem terminu. Wszystkie zawody w Japonii były dotąd wzorcowo zorganizowane – mówił Sportowym Faktom Henryk Olszewski, prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

To na razie pomysł zupełnie nieoficjalny. Oficjalnie Thomas Bach, przewodniczący MKOl, mówi, że takiego tematu w ogóle nie ma, a igrzyska odbędą się zgodnie z planem. – Nie dołożę oliwy do ognia spekulacji. Nie mam zamiaru brać w tym udziału. Na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego nie używaliśmy słów „odwołanie” lub „przełożenie”. Przed nami wyzwania. MKOl potwierdza, że jest całkowicie zaangażowany w organizację igrzysk w Tokio. Mamy grupę roboczą, analizujemy pojawiające się pytania. Chciałbym zachęcić wszystkich sportowców do kontynuowania przygotowań do igrzysk – mówił.

Sęk w tym, że wielu jest sportowców, którzy wciąż nie wiedzą, czy do Tokio pojadą. I mogą się tego nie dowiedzieć w odpowiednim terminie. Odwoływane są kolejne wyjazdy polskich sportowców poza granice naszego kraju. O ile niektórzy z nich kwalifikację już mają – choćby Joanna Fiodorow i Wojciech Nowicki, którzy nie pojadą do RPA, gdzie mieli się udać – o tyle inni nie. I tak na przykład, jak informował na Twitterze Kamil Kołsut, Polski Związek Szermierczy zakazał zawodnikom wyjazdów za granicę. Niedługo później okazało się, że Radosław Zawrotniak – który w takim przypadku straciłby szansę na poprawę rankingu i awans na igrzyska – jednak może pojechać na Puchar Świata do Argentyny. O ile podpisze oświadczenie, że robi to na własną odpowiedzialność.

Kwestią czasu wydaje się jednak sytuacja, w której o kwalifikacje olimpijskie w niektórych dyscyplinach będzie trudno, a zasady ich opcjonalnego przyznawania staną się kontrowersyjne. W tenisie dopiero co odwołano Indian Wells, jeden z największych turniejów w kalendarzu. Za zwycięstwo w nim dopisać do rankingu można sobie okrągły tysiąc punktów. A na korcie to właśnie ranking decyduje o tym, kto może pojechać na olimpiadę. Biorąc pod uwagę, że wyprawa do Tokio to już kwestia tylko kilku miesięcy, wielu zawodników i wiele zawodniczek, może uznać się za pokrzywdzonych. Inna sprawa, że nie wiadomo, co z punktami tych, którzy nabili je sobie rok temu. Możliwe, że stracą je bez możliwości odrobienia. I oni też będą mogli narzekać.

W jeszcze innej sytuacji są nasi koszykarze 3×3. Swój turniej kwalifikacyjny mieli rozgrywać w dniach 18-22 marca w hinduskim Bengaluru. Ze względu na koronawirusa imprezę przełożono. Nie podano jednak nowej daty. A maksymalny termin upływa przed 24 kwietnia. Wtedy rozegrać (w Budapeszcie) ma się kolejny z turniejów, w którym wystąpi część drużyn z pierwszego. W innych dyscyplinach jest podobnie – przenoszono już turnieje kwalifikacyjne m.in. w badmintonie czy boksie. A kolejne pewnie czeka podobny los.

Jeszcze inna sprawa dotyczy zawodników, którzy kwalifikację już mają, ale nie mogą się odpowiednio przygotować. Wielu lekkoatletów musiało zmodyfikować swój kalendarz ze względu na odwołanie halowych mistrzostw świata. Kolarze, biorący udział w wyścigu Zjednoczonych Emiratach Arabskich, przechodzili kwarantannę w hotelu, gdy wśród członków jednej z ekip wykryto koronawirusa. W tym między innymi Chris Froome czy Mark Cavendish, gwiazdy dyscypliny. Odwoływane są też mecze piłki nożnej i innych sportów zespołowych w różnych krajach. Nie odbędą się również mistrzostwa świata w półmaratonie w Gdyni. I wiele innych zawodów z wielu innych dyscyplin. Na tyle dużo, że nie ma sensu wypisywać ich tu wszystkich. Bo zrobiłaby się z tego kilometrowa lista. I jak w tym szaleństwie przygotować się do igrzysk?

Nie dziwi więc, że coraz częściej mówi się o przełożeniu imprezy. Jej zorganizowanie we wrześniu lub październiku miałoby pozwolić na ogarnięcie organizacyjnego chaosu, który opanował aktualnie związki sportowe, poszczególne federacje, a nawet całe kraje. Oczywiście, zakładamy tu, że epidemia wirusa zostanie do tego czasu opanowana. Najlepiej na całym świecie, a – jeśli to okaże się niemożliwe – choćby w Japonii. Tamtejsza minister do spraw olimpijskich, Seiko Hashimoto, mówiła niedawno, że opcja przełożenia olimpiady jak najbardziej wchodzi w grę.

Kontrakt Tokio z MKOl mówi, że igrzyska mają być zorganizowane w 2020 roku. To można interpretować jako pozwolenie na ich przesunięcie. Na razie robimy jednak wszystko, by odbyły się zgodnie z planem – mówiła. I to jedna z opcji, o których głośno się przez to dyskutuje, a coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że za niedługo może przejść w fazę realizacji. Przy czym, zaznaczmy, „za niedługo” oznacza maksymalnie maj. MKOl postawił sobie bowiem taki termin podjęcia decyzji odnośnie do organizacji tokijskich igrzysk. Przynajmniej na ten moment.

Gdyby opcja z przełożeniem nie wchodziła w grę, pojawiają się również i inne pomysły. Tym podstawowym jest, oczywiście, odwołanie imprezy. To wydaje się jednak niemożliwe, choćby ze względu na straty finansowe i problemy gospodarcze, jakie czekałyby przez to m.in. Japonię. No i protesty, których można by się spodziewać. Czy to zawodników, czy kibiców, czy poszczególnych krajów. Inny pomysł, wyjęty z grupy szalonych, to przeniesienie całej imprezy. Sęk w tym, że nie ma w tej chwili na świecie miejsca, gdzie można by zorganizować olimpiadę z tak krótkim okresem wyprzedzenia. Nawet Londyn, w którym igrzyska odbywały się przecież niespełna osiem lat temu, nie ma odpowiedniej infrastruktury.

Dlatego niektórzy proponują przeniesienie, ale… tylko części konkurencji. I to do różnych miejsc na świecie. Surfing odbywałby się wtedy na przykład na Haiti, mecze piłki nożnej w Anglii, a w USA grano by w baseball. Przeciwnicy takiego pomysłu uznają jednak – i to głosy z samego MKOl-u – że igrzyska straciłyby wtedy swego ducha i stałyby się tak naprawdę imprezą dużo niższej rangi. Podobnie jest w przypadku ostatniej koncepcji, czyli rozgrywania ich za zamkniętymi drzwiami, bez udziału kibiców. Choć taka opcja teoretycznie istnieje, to wydaje się nie mieć sensu. Bo o ile mecze piłkarskie w ligach rozegrać w ten sposób można – przecież chodzi o to, by doprowadzić do końca sezon – o tyle nie największą sportową imprezę czterolecia, która na obecności kibiców w dużej mierze się opiera.

Co więc stanie się z igrzyskami? Zależy komu wierzyć. Najlepiej brać pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze. A nawet część z tych teoretycznie niemożliwych. Wtedy nic nas nie zaskoczy.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez