Przegrali, ale nie zawiedli

Przegrali, ale nie zawiedli

Pierwsza zasada sportów zespołowych: Polska zawsze przegrywa ze Słowenią. Owszem, 19 listopada 2019 mieliśmy wyjątek od tej reguły. Wówczas bowiem drużyna Jerzego Brzęczka pokonała po epickim boju rywali 3:2. Generalnie jednak bez względu, czy gramy z tą reprezentacją w siatkę, kosza, piłkę nożną czy ręczną, możemy spodziewać się kłopotów. Niestety, dziś nie uniknęli ich podopieczni Patryka Rombla. Nasi szczypiorniści ambitnie stawiali się faworyzowanemu rywalowi, mimo to przegrali z nim 23:26 w pierwszym meczu na Euro 2020.

Największym optymistą pośród handballowych ekspertów w naszym kraju jest Iwona Niedźwiedź, która powiedziała nam, że wierzy w awans biało-czerwonych do drugiej rundy ME. Nawet ona nie dawała jednak Polakom wielkich szans w konfrontacji ze Słowenią. Bo rywale grają bardzo szybką, niewygodną dla nas piłkę ręczną, bo mają w szeregach wielu zawodników z najwyższej półki, takich jak Blaž Janc, Miha Zarabec czy Dean Bombač, bo prowadzi ich Ljubomir Vranjes, czyli przeambitny trener, który ma bardzo dużo do udowodnienia środowisku, ponieważ ostatnio mu nie szło.

I faktycznie, przeciwnicy byli od nas lepsi, ale nie tak bardzo, jak spodziewali się niektórzy. Nie oglądaliśmy bowiem jednostronnego meczu, w którym Słowenia z łatwością powiększała przewagę. Długimi momentami Polacy stawiali się jej dzielnie, lecz to nie wystarczyło.

Grając z zespołami tej klasy trzeba utrzymać równy poziom przez 60 minut. Nam trochę tego zabrakło – analizował na gorąco w rozmowie z TVP selekcjoner Patryk Rombel.

Minusy polskiej drużyny?

– Bramkarze odbili łącznie tylko dziewięć piłek prezentując skuteczność na marnym poziomie 26%.

– Środek obrony, w którym długimi minutami grali dwaj zawodnicy z Bundesligi, czyli Piotr Chrapkowskii i Maciej Gębala, zostawiał rywalom za dużo miejsca.

– W pierwszej połowie zmarnowaliśmy dwa rzuty karne.

– Rozgrywający Szymon Sićko kompletnie nie mógł wstrzelić się w bramkę rywali. Wykorzystał zaledwie dwa z dziewięciu rzutów.

Nie chcemy jednak skupiać się na besztaniu Polaków, zamiast tego wolimy ich pochwalić. Jest za co: Dawid Dawydzik wpadł chyba za młodu do tego samego kociołka co Obelix. Obrotowy Azotów Puławy jest niesamowicie silny, rywale mieli z nim duże problemy. Podobnie jak z Maciejem Pilitowskim, któremu w pierwszej połowie wychodziło niemal wszystko. A przecież tyle nasłuchaliśmy się o tym, że nasz środek rozegrania istnieje tylko teoretycznie. 30-latek zaprzeczył tej teorii, choć głównie w pierwszej połowie. Świetnie radził sobie dziś Arek Moryto po raz kolejny pokazując, że to klasa światowa jeśli chodzi o grę na skrzydle i z kontry.

Chwalimy jednostki, ale trzeba Polaków pogłaskać jeszcze za coś, mianowicie za ambicję. Wszyscy eksperci podkreślali przed turniejem, że możemy przegrywać mecze, ale nie mamy prawa odpuszczać rywalom choć na sekundę. I dziś rzeczywiście nie pękaliśmy, co sprawia, że z optymizmem patrzymy na niedzielne spotkanie ze Szwajcarią. To drużyna o klasę gorsza od Słowenii. Gra w niej jeden zawodnik z absolutnego topu, Andy Schmid. Jeśli rozgrywający Rhein-Neckar Loewen ma swój dzień, klękajcie narody. Jest w stanie wygrać mecz w pojedynkę.

Ten szczypiornista ma jednak już 37 lat i coraz częściej obok spotkań wybitnych zdarzają mu się po prostu kiepskie występy. Mimo sporej sympatii, jaką go darzymy, mamy nadzieję, że pojutrze też zaliczy wpadkę, co w połączeniu z grą na takim poziomie, jaki zaprezentowaliśmy dziś, da biało-czerwonym upragnione zwycięstwo.

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl

 

Zapowiedź Euro 2020

Na co stać polskich piłkarzy ręcznych na Euro 2020?


Aktualności

Kalendarz imprez