Porażka, która nie przynosi wstydu. Polska gorsza od USA

Porażka, która nie przynosi wstydu. Polska gorsza od USA

Z perspektywy kibica istnieją co najmniej dwa rodzaje porażki. Po pierwszym z nich wstyd mu za drużynę czy zawodników, którym sprzyjał. Bo zagrali bez zaangażowania, nie starali się, po prostu oddali mecz. Drugi? Gdy po porażce aż chce się mieć możliwość podejść do gości, którzy właśnie skończyli grać, zbić z nimi piątkę i podziękować za walkę. I choć nasi koszykarze przegrali trzy mecze w fazie pucharowej mistrzostw świata, właśnie to najchętniej byśmy zrobili. Bo dali nam w ciągu tych mistrzostw mnóstwo radości.

Dziś USA były lepsze. Amerykanie wygrali, bo… to Amerykanie. Nie trzeba tu innego wyjaśnienia. W Stanach mogą odpuszczać mistrzostwa, wystawiać trzeci czy czwarty garnitur, ale jeśli w składzie i tak ma się gości z NBA, którzy faktycznie tam grają i to często w pierwszoplanowych rolach, to jest się faworytem w każdym meczu. Jasne, turniej – z ich perspektywy – spieprzyli po całości. Bo w koszykówce zadowala ich tylko złoto. Ale to nie oznaczało, że w ostatnim meczu na mistrzostwach nie zechcą się choć trochę odkuć.

Zechcieli. Pierwszą kwartę rozgrywali tak, że nasi koszykarze nie byli w stanie nic zrobić. Tym bardziej że kompletnie leżały u nas rzuty za trzy punkty. Pierwsza trójka wpadła dopiero w drugiej kwarcie, po 13(!) niecelnych próbach. A u rywali było z tym wręcz odwrotnie – gdy tylko była pozycja, to rzucali. I trafiali. Nic dziwnego, że szybko nam odskoczyli i spokojnie kontrolowali sytuację.

W tym momencie wiele drużyn by zapewne odpuściło, myśląc sobie “dobra, to Amerykanie, zostawmy to, po prostu dograjmy ten mecz – co za różnica czy to siódme czy ósme miejsce”? Polacy tego jednak nie zrobili. Walczyli do końca. Świetnie grał dziś kapitan, Adam Waczyński, znakomicie – już tradycyjnie – prezentował się Mateusz Ponitka, naładowany był też (co nie może dziwić) A.J. Slaughter. Momentami zresztą graliśmy naprawdę efektownie i te najlepsze akcje dzisiejszego spotkania to zasługa naszych zawodników – obejrzyjcie sobie choćby przechwyt i efektowny wsad Ponitki. Chińska publika kilkukrotnie podnosiła się z miejsc bo zagraniach naszych reprezentantów. Zresztą w pewnym momencie przeciągnęliśmy ją nawet na naszą stronę.

Nieprzekraczalną barierą było jednak dla nas siedem punktów straty do rywali. Gdy tyle mieliśmy, wydawało się, że gramy dobrze i pojawiały się nadzieje na odrobienie strat, Amerykanie znów odskakiwali. Wyglądało to jak zabawa w kotka i myszkę, ale w wersji znanej nam z “Toma i Jerry’ego”. Nawet jeśli miało się wrażenie, że mysz jest już złapana, ostatecznie kot musiał obejść się smakiem. Tak też było z nami w tym meczu. I to mimo że do gry wprowadziliśmy dziś nowe elementy, znane nam z… siatkówki. Bo w jednej z akcji podwójny blok zaproponowali rywalom Damian Kulig i Adam Waczyński. Zresztą skuteczny.

Pretensji do naszych zawodników nie mamy żadnych, podkreślamy to jeszcze raz. Ani za dzisiejszy mecz, ani za poprzednie porażki. Ostatecznie wyjeżdżają z Chin z bilansem, który może nie wygląda najpiękniej (4-4), ale cholera, ile oni dali nam emocji! Przecież mecz z gospodarzami przypominał najlepsze horrory z czasów Bogdana Wenty na stanowisku trenera kadry szczypiornistów. A pokonanie Rosjan, po odrobieniu strat, to był po prostu miód na nasze serca. Zajaraliśmy się reprezentacyjną koszykówką tak bardzo, jak nigdy wcześniej. I niech to najlepiej świadczy o tym, co zrobili ci kolesie w Chinach.

Dlatego zbijamy z naszymi koszykarzami piątkę. Choćby wirtualną. Za te występy, które dały nam mnóstwo radości. Za ich zaangażowanie, walkę i wielkie serducha włożone w ten turniej. Za to, że nigdy nie odpuszczali, choćby rywal był wyraźnie lepszy. Za to, że rozbudzili w nas na nowo lub po raz pierwszy miłość do basketu. I za to, że już nie możemy się doczekać kolejnych spotkań o stawkę w ich wykonaniu – choćby w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, w którym – gorąco w to wierzymy – będą w stanie powalczyć o awans.

Dzięki panowie, za ten turniej. Warto było włączać i oglądać wasze mecze.

PS. Ponitka powinien grać w NBA.

 

 

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez