Nowe życie po trzydziestce, czyli jak sportowcy odnajdują się po karierze

Nowe życie po trzydziestce, czyli jak sportowcy odnajdują się po karierze

Szybkie życie, od miejsca do miejsca, skoncentrowane na jasnych celach. Wygrywaniu, dostarczaniu wyników, zdobywaniu medali. Zamykasz się w bańce i często zapominasz, że za rogiem czai się nowa rzeczywistość. Rzeczywistość, która prędzej czy później, dotknie każdego sportowca. Nie wszyscy potrafią sobie z nią poradzić…

– Zawsze będę podkreślał, że czas kariery sportowej to najlepsze lata życia, które się nie powtórzą – mówi nam Paweł Czapiewski, rekordzista Polski w biegu na 800 metrów i olimpijczyk z Pekinu. – Czasami śmiejemy się z Pawłem Januszewskim, że jak jakiś sportowiec gada, że ma ciężko – bo obozy, treningi, wyjazdy – to po skończeniu kariery zupełnie zmieni mu się punkt widzenia.

*****

Zawodowa kariera sportowa nie trwa wiecznie. To, kiedy ją rozpoczniesz, jest zależne od sportu, jaki wybrałeś. Zazwyczaj mówimy o późnym wieku nastoletnim. Jeśli dopiszę ci zdrowie, możesz rywalizować przez nawet kilkanaście lat, czasem i ponad dwadzieścia, ale w skali całego życia to i tak niewiele. Możesz przeciągać ten moment, jednak w końcu zawiesisz buty na kołku. Co dalej?

Leżenie nogami do góry i odcinanie kuponów zazwyczaj nie wchodzi w grę. Mały procent sportowców jest w stanie dorobić się fortuny, która pozwoli zabezpieczyć się finansowo na całe życie. Ba, w przypadku większości dyscyplin jest to po prostu niemożliwe. A jakoś żyć trzeba.

Najczęściej uczęszczane ścieżki w “życiu po życiu sportowym” są ściśle powiązane ze sportem. Trenerka, prezesura, menadżerka, działalność w zarządach. W skrócie – trzymanie się dobrze znanego środowiska. Osoby, które mają do tego odpowiednie predyspozycje, często pojawiają się też w mediach, jako komentatorzy, eksperci, czy pełnoetatowi dziennikarze. Absolutnym wzorem w tym rejonie jest bez dwóch zdań Gary Lineker – wybitny piłkarz, który stał się najbardziej rozpoznawalnym i najlepiej opłacanym sportowym prezenterem na Wyspach Brytyjskich.

Czasami, jeśli posiadasz wystarczająco wielkie nazwisko, ludzie zrobią wszystko, aby nie dać ci utonąć. Bo sam status i rozpoznawalność otwierają wiele drzwi. Chyba że akurat nie dasz sobie pomóc. Przypadków wybitnych sportowców, którzy znaleźli się na dnie, niestety nie brakuje. Przykład? Nie ruszajmy za daleko i zostańmy przy angielskich zawodnikach. Paula Gascoigne’a problemy trzymały się od zawsze, ale zakończenie kariery tylko je pogłębiło. Kiedy jego koledzy z kadry wciąż znajdują się na świeczniku, on stał się krajowym klaunem.

Ile ludzi, tyle przypadków. Nie zmienia to faktu, że nowa rzeczywistość po zakończeniu kariery sportowej, zawsze wiąże się z wieloma wyzwaniami. Kwestia tego, czy jesteś na nie gotowy.

*****

– Jako sportowiec ciężko trenowałem. Oczywiście znalazło się trochę czasu na zabawę, ale koniec końców człowiek po prostu czerpał z tego radość. I pieniądze przy okazji. Wszystko, co musieliśmy robić, to dobrze grać opowiada Artur Siódmiak, wielokrotny reprezentant Polski w piłce ręcznej i olimpijczyk z Pekinu. Wtedy wydawało mi się, że ten cały sport profesjonalny to naprawdę ciężki kawał chleba. A teraz – z perspektywy osoby, która zajmuje się biznesem i robi wiele rzeczy naraz – uważam, że to było dość banalne. Po prostu podpisywało się kontrakt i go realizowało. O nic nie musiałeś się martwić, bo wszystko załatwiał klub i ludzie, z którymi współpracowałeś.

Nikt nie sugeruje, że zawodowy sport nie wiąże się z presją, oczekiwaniami, brakiem prywatności. Krótkowzroczne byłoby też mówienie, że zawodnicy są całkowicie odporni na troski życia codziennego. Nie zawsze mogą skupić się wyłącznie na rywalizacji i budowaniu formy. Ale z drugiej strony… – Mówimy o rzeczywistości, która jest spokojna, poukładana. Wiadomo, trzeba jakąś robotę zrobić, są stresy z tym związane. Ale to wciąż życie w bańce mydlanej, szczególnie na tym najwyższym poziomie. Wszystko masz podane pod nos, musisz tylko startować… a potem realia wyglądają nieco inaczej i jest to dla wielu zawodników szok – dodaje Czapiewski.

Dlatego właśnie odłożenie butów na kołku to ciężki, wymagający krok. Nie chcesz rozstawać się z czymś, co dawało ci radość, utrzymanie, adrenalinę, a przede wszystkim – określony rytm życia oraz sferę, w której czułeś się komfortowo. Kontynuuje Czapiewski: – Podjęcie decyzji jest brzemienne w skutkach. Kiedy powiem, że kończę, to już po roku trudno jest wrócić do sportu. W moim przypadku, lekkoatlety, nie ma za wielu alternatyw. Ewentualnie biegi uliczne, jeśli ktoś ma do tego predyspozycje. Ja akurat nie miałem. Przykład Sławka Peszki – on mógł zakończyć karierę, ale będzie grał w niższej lidze, bo ma zdrowie i może coś zdziałać. U lekkoatlety nie ma czegoś takiego – albo walczysz o cele najwyższe z możliwych, albo sobie odpuszczasz.

W końcu i tak odpuścisz, niezależnie od dyscypliny. Prawdopodobnie, zanim na dobre odnajdziesz się na nowym stanowisku i w nowych realiach, do drzwi zapuka pewien znajomy. Zapyta się, jak zdrowie, samopoczucie i czy czegoś przypadkiem ci nie brakuje. Może wpadłbyś na chwilę, spróbował raz jeszcze? To oczywiście tęsknota.

– Czy brakowało mi życia sportowca? Bardzo, bardzo. Jako pływak miałem ranne treningi – zazwyczaj o szóstej albo siódmej oraz popołudniowe – koło siedemnastej – zaznacza Łukasz Drzewiński, pływak i olimpijczyk z Aten. – Wtedy byłem najbardziej rozbudzony. I tak się złożyło, że przez pierwsze dwa lata po skończeniu kariery budziłem się bez budzika o 5:30. I już nie mogłem spać, bo organizm się przyzwyczaił do takiego rytmu.

– Tęskniłem za boiskiem. Za splendorem, za rywalizacją. Kiedy miałem okazję pracować w Polsacie tuż po zakończeniu kariery, to czułem, że ciągnie mnie z powrotem do sportu. Ale też organizm stał twardo przy swoim i mówił: nie – wspomina Siódmiak.

– Największą różnicę stanowi to, że w życiu sportowym jesteś kimś. Masz tę markę, te nazwisko. Przychodzisz gdzieś i ludzie reagują: o, to jest ktoś. A po skończeniu kariery, jeśli nie nazywasz się Adam Małysz albo Robert Lewandowski, to wszystko odlatuje. Nagle jesteś zwykłym, przeciętnym obywatelem. Ten aspekt daje niejednemu emerytowanemu sportowcowi w kość zauważa Czapiewski.

To kolejny rywal do pokonania. Już poza boiskiem, poza stadionem, poza basenem, poza halą. Jeśli zdołasz trzymać się twardo swojej decyzji o odejściu od zawodowego sportu, to postawisz pierwszy ważny krok. Bo przecież wielu zawodników zawraca, ogłaszając wielki powrót do rywalizacji. I niestety nie zawsze kończy się on sukcesem.

*****

Drzewiński: – Było mi żal kończyć karierę, aczkolwiek niedługo potem urodziła się moja córka. Grubo więc wszedłem w te dorosłe życie. W krótkim czasie zakończyłem karierę sportową i założyłem rodzinę. To sprawiło, że nie miałem czasu na patrzenie się na boki. Moja pierwsza praca? Nie była w stu procentach związana ze sportem. Pod koniec kariery naszą grupą pływacką zaopiekowała się Carolina Medical Center i doktor Robert Śmigielski. Jak zorientowałem się, że będę kończyć, to on był pierwszą osobą, do której zadzwoniłem. Zaproponowałem mu, że będę uczył jego dzieci pływać, ale powiedział, że widzi we mnie nie tylko pływaka, ale osobę, która potrafi bystrze myśleć, jest rzetelna oraz dokładna. Po dwóch tygodniach zaproponował mi pracę w klinice na stanowisku menadżera do spraw sportu. Spędziłem w tej roli pierwsze cztery lata po zakończeniu kariery. Można powiedzieć, że miałem dużego farta, bo nie wszystkich moich kolegów spotkała taka okazja.

Siódmiak: – Wyznaję zasadę, że w życiu trzeba robić to, co sprawia przyjemność. I to, co umie się robić. Samemu nie miałem problemu, żeby odnaleźć się po zakończeniu kariery. Przygotowywałem się do tego kroku jeszcze w czasie jej trwania. Miałem już plan w głowie. Myślałem o pracy z młodzieżą oraz działaniu w mediach. Podpatrywałem, jak wyglądają akademie szkoleniowe. Ale wiem też, że kilku moich kolegów wciąż szuka pomysłu na siebie. W każdym razie zamierzałem mieć akademię piłki ręcznej i na tym, plus pracy w Polsacie, się na początku skupiałem. Jednak potem się to wszystko rozrastało. Do tego stopnia, że skończyłem uczelnię AWF w Gdańsku, a po paru latach zostałem poproszony przez wykładowców o poprowadzenie kilku wykładów na temat organizacji imprez sportowych.

Czapiewski: – Samą decyzję o zakończeniu kariery przeciągałem. Mam wielu znajomych, którzy szybko rezygnowali, a potem po latach żałowali, że jednak nie dali temu szansy. Stąd decyzja o walce o awans na igrzyska w Londynie. Więc niby skończyłem w 2012 roku, ale te ostatnie trzy lata przedłużyłem trochę sztucznie, bo miałem małe szanse coś osiągnąć. Jednak już podczas ostatnich kilku lat kariery zawodniczej pracowałem w agencji menadżerskiej. Mój menadżer Czesio Zapała zaproponował mi funkcję asystenta. Wiedziałem więc, że jak skończę karierę, to na lodzie nie zostanę. Ale wiem, że grono zawodników myśli, żeby gdzieś do wojska się załapać i ogólnie planuje swoje życie po życiu. Ja nigdy się nie zastanawiałem, samo to przyszło.

*****

Sport bez wątpienia niesie wartości edukacyjne. Uczy wytrwałości, samodyscypliny, sumienności, zaparcia – możemy tak wymieniać bez  końca. Wszystkie te cechy przydają się nie tylko podczas zawodów, ale i w realnym życiu. – Wiadomo, jeśli chcesz jakąś pracę, to musisz posiadać pewne kwalifikacje. I to jest podstawa. Z drugiej strony, pracodawcy patrzą przychylnie na ludzi, którzy uprawiali zawodowo sport. Są oni często bardziej wydajni, odporniejsi na stres, zdyscyplinowani. Gdzieś czytałem porównanie, że jeśli są dwa CV i jedno z nich zostało przysłane przez taką osobę, to ma ona większe szanse na zatrudnienie – mówi Drzewiński.

Można mieć jednak inny pogląd na tę kwestię: – Mówi się, że sport kształtuje pewne cechy wolicjonalne: dążenie do celu i tak dalej. Dla mnie to są bzdury. Zawodnicy na najwyższym poziomie tego nie rozwijają, bo wiele rzeczy przychodzi im po prostu naturalnie – uważa Czapiewski. – Jestem zdania, że najlepsi na rynku pracy są sportowcy średniego kalibru, którzy całą karierę musieli walczyć. O obozy, dofinansowanie. Mam kilku kolegów, którzy świetnie radzą sobie po karierze, a w jej trakcie byli przeciętniakami. Sport był dla nich bardziej pasją niż sposobem na życie. Kiedy inni przed wyjazdem na zawody po prostu dostawali do ręki bilet, jechali i nie musieli się niczym martwić, oni brali swój samochód, pakowali konserwy do bagażnika, a potem sami wynajmowali apartament. Więc, odnosząc się do teorii, że sport przygotowuje do przyszłej pracy – nie jest to takie proste.

Trudno nie zgodzić się z jednym: kiedy kończysz karierę, wiele z rzeczy, w których się specjalizowałeś, przestaje mieć znaczenie. Chcesz być trenerem? Nieważne, że masz dobrą technikę. Teraz liczy się bowiem, czy potrafisz sprawić, żeby inni też ją nabyli. Chcesz być ekspertem? To, że znasz się na swojej dyscyplinie, umiesz rozłożyć ją na czynniki pierwsze, samo w sobie nic nie daje. Wymaga się od ciebie, żebyś wytłumaczył te tajniki w przystępny i jasny sposób. Byłeś konsekwentnym, zmotywowanym i pracowitym sportowcem? Dobrze, ale teraz musisz pokazać, że jesteś w stanie wykorzystać te zalety na innych płaszczyznach.

To nie musi wyglądać jednak w ten sposób. Nie musisz być zdany wyłącznie na siebie. Szkolenia dotyczące zakończenia kariery, przygotowywania się do tego momentu, planowania przyszłości – powinny być stałym gościem w kalendarzu każdego czynnego sportowca. Nie tylko takiego, któremu bliżej niż dalej do mety. Zapewnienie takiej edukacji leży już w zakresie nie samych zawodników, ale przede wszystkim ludzi, którzy sprawują nad nimi pewnego rodzaju opiekę.

Czapiewski: – Jeśli chodzi o lekkoatletykę, myślenie przyszłościowe wygląda często w ten sposób: przyjdź do wojska, będziesz miał pensje. Byle się gdzieś załapać. Były podejmowane projekty, aby przygotowywać sportowców do tego kluczowego momentu. Ale koniec końców i tak kończysz karierę i jesteś w sytuacji, jak każdy inny człowiek, tylko masz dziesięć lat więcej.

Siódmiak: – Związek i działacze powinny oczywiście pomagać. Szczególnie tym sportowcom, którzy dwadzieścia lat spędzili tylko i wyłącznie na treningu. Niektórym udało się skończyć studia, ale nie wszyscy znaleźli na to czas. I tak naprawdę w wieku trzydziestu-pięciu lat człowiek ma zerowy bagaż doświadczenia. Z drugiej strony sportowcy stanowią często bardzo dobry materiał na biznesmena czy pracownika. Każdy jednak musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie: co chcesz robić po karierze? To jest bardzo trudne pytanie. Natomiast jeśli sportowiec nie będzie kompletnie wiedział, co chce ze sobą począć, to nic mu nie pomoże.

Drzewiński: – Znam sporo zawodników z innych dyscyplin i wszyscy powielają to samo zdanie: nie, nie jesteśmy przygotowywani do tego, co będzie po karierze. Traktuje się nas jak maszyny, które są zaprogramowane, aby zrobić wynik. Coś jak dobry samochód. Ważne, żeby wyeksploatować silnik. A to, czy się go sprzeda, to bez różnicy. Bo kupię sobie nowy samochód, nowy silnik, a tamten będzie na szrot. To olbrzymi błąd wielu związków sportowych.

*****

Kariera sportowa zazwyczaj nie będzie stanowić nawet połowy życia zawodnika. Szkoda, żeby było ono podzielone na dwa rozdziały: jeden krótszy, pełen emocji i pięknych wspomnień, a drugi dłuższy, ale uboższy w te elementy. Albo i gorzej, bo przecież losy niektórych emerytowanych sportowców kończyły się tragicznie. Mówimy o problemie, na który po prostu warto kłaść spory nacisk. I to zarówno sprawa indywidualna, jak i dotycząca całych środowisk sportowych.

KACPER MARCINIAK

Fot: pixabay.com


Aktualności

Kalendarz imprez