Polskie wiosła w formie przed Tokio 2020

Polskie wiosła w formie przed Tokio 2020

Tak udanych mistrzostw świata polscy wioślarze nie mieli od lat. Biało-czerwoni wrócili z Linzu z czterema medalami i sześcioma przepustkami na igrzyska olimpijskie w Tokio. Dość niespodziewanie na horyzoncie pojawiła się nowa osada, z którą można wiązać duże nadzieje. W Austrii jedyne złoto dla Polski wywalczyła czwórka bez sternika, która powstała w bardzo nietypowych okolicznościach. O jej sile stanowią doświadczeni zawodnicy, którzy do niedawna pływali w zupełnie innej konfiguracji. “Chyba potrzebowaliśmy jakiegoś nowego bodźca” – zdradził nam Michał Szpakowski, szlakowy mistrzowskiej osady.

Najważniejszą imprezę sezonu nasi reprezentanci zakończyli na dziesiątym miejscu w klasyfikacji medalowej i z wieloma podstawami do optymizmu. Przed rokiem w Bułgarii udało się wywalczyć tylko jeden medal, kiedy to klasę potwierdziły dominatorki z czwórki podwójnej. Tym razem Katarzyna Zillmann, Maria Springwald, Marta Wieliczko i Agnieszka Kobus-Zawojska potwierdziły przynależność do światowej czołówki zdobywając srebro. Dzięki temu do Tokio polecą nie tylko ze świadomością własnych umiejętności, ale także z delikatną żądzą rewanżu.

Zupełnie nieoczekiwanie męska czwórka bez sternika dokonała czegoś jeszcze bardziej znaczącego, bo mistrzostwa świata w roku przedolimpijskim nie należały ostatnio do polskiej specjalności. Złoto wywalczone na ostatniej prostej przed najważniejszą imprezą czterolecia ostatnio udało się wywalczyć w 2007 roku, kiedy to po raz kolejny swoją dominację potwierdziła legendarna męska czwórka podwójna.

Na ogół bywało jednak dużo gorzej. W 2015 roku Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj ukończyły rywalizację na czwartym miejscu. W finale na żadnym etapie rywalizacji nie były w strefie medalowej, ale do brązu zabrakło im tylko nieco ponad pół sekundy. Kilka miesięcy później żeńska dwójka podwójna dała jednak niezapominany popis w Rio, sięgając po ostatnie polskie złoto w wioślarstwie.

Tamte mistrzostwa świata z 2015 roku mogły jednak zostać potraktowane jako niepokojące ostrzeżenie, bo medalu nie zdobyła na nich żadna polska osada. Z Brazylii udało się jednak wrócić z dwoma krążkami. Medalu na MŚ nie było także cztery lata wcześniej, a igrzyska w Londynie okazały się najsłabszymi w wydaniu biało-czerwonych w XXI wieku. Cały dorobek medalowy stanowił skromny brąz Magdaleny Fularczyk-Kozłowskiej i Julii Michalskiej.

Jeśli widać tu jakąś prawidłowość, to raczej taką, że “ciche” mistrzostwa świata w roku przedolimpijskim nie są może zapowiedzią nadciągającej katastrofy, ale ważnym momentem ostatecznej refleksji. W obliczu tak dobrego startu jak ostatnio trudno jednak pohamować optymizm, bo medale polskich osad nie wzięły się z przypadku. Są konsekwencją ciężko przepracowanego i pełnego sukcesów całego sezonu.

Kwartet z popiołów

Chyba żaden przykład nie potwierdza tego tak, jak losy czwórki bez sternika. Marcin Brzeziński, Mikołaj Burda, Michał Szpakowski i Mateusz Wilangowski znają się jak łyse konie. Przez wiele lat współtworzyli ósemkę ze sternikiem, która ze zmiennym szczęściem startowała na najważniejszych zawodach. Wspólnie wywalczyli między innymi brąz mistrzostw świata w 2014 roku i kilka medali mistrzostw Europy. W wioślarstwie widzieli już właściwie wszystko. Najstarszy Burda ma 37 lat i cztery olimpijskie starty na koncie, choć żadnego medalu. W nowej konfiguracji panowie odnaleźli się w wyjątkowych okolicznościach.

– Przekwalifikowanie się do czwórki bez sternika nie było specjalnie trudne. W ubiegłym roku ósemka nie miała wyników i w końcu się rozpadła. Dziś możemy powiedzieć z kolegami, że na szczęście! Potrzebowaliśmy chyba jakiegoś nowego bodźca. Decyzję podjął za nas Polski Związek Towarzystw Wioślarskich. Z biznesowego punktu widzenia to normalne – jeśli nie ma wyników, to nie ma sensu pewnych rzeczy kontynuować. Po tej decyzji mieliśmy serię długich i ciężkich wewnętrznych testów – takie eliminacje. Na ich podstawie wyłoniono czwórkę, która w tym sezonie jeździ na najważniejsze zawody – tłumaczy Michał Szpakowski.

Decyzja o zrezygnowaniu z ósemki została podjęta po ubiegłorocznych mistrzostwa Europy, kiedy to zawodnikom nie udało się zakwalifikować do finału A.

– Wszystkie dotychczasowe starty pokazały, że nie miało to niestety dużego sensu sportowego

– mówił wówczas Ryszard Stadniuk, prezes PZTW. Podkreślał przy tym, że nikt nie rezygnuje z samych wioślarzy, co szybko znalazło zresztą potwierdzenie w faktach.

“Nowa” czwórka bez sternika po wewnętrznych testach ruszyła na mistrzostwa świata w Bułgarii, gdzie po zaledwie kilku tygodniach przygotowań była blisko awansu do finału. Ostatecznie skończyło się wygraną w finale B – w składzie tamtej osady było trzech z czterech członków złotego składu z Austrii. W 2019 roku skład ostatecznie się ukształtował, a forma stopniowo rosła. Efektem były finały najważniejszych imprez – w trzech Pucharach Świata czwórka dwukrotnie stawała na podium. Podczas mistrzostw Europy Polacy zdobyli srebro, przegrywając tylko z mocnymi Brytyjczykami. Na najważniejszą imprezę sezonu nasi wioślarze jechali w dobrych nastrojach i z marzeniami o medalu.

Spodziewaliśmy się, że możemy być w okolicach strefy medalowej i na pewno tego od siebie w jakimś sensie oczekiwaliśmy. Wyniki już w Austrii dawały pewne podstawy do optymizmu, ale na takiej imprezie każdy walczy o to, żeby wygrać. Podczas samych mistrzostw mieliśmy jeden słabszy start, ale na szczęście w półfinale. W najważniejszym momencie popełniliśmy najmniej błędów, szybko objęliśmy prowadzenie i nie oddaliśmy go do końca. A w półfinale przegraliśmy tylko z Australijczykami, obrońcami tytułu. W finale z kolei coś im nie poszło i zajęli ostatnie miejsce. W wioślarstwie na najwyższym poziomie decydują detale – tłumaczy Michał Szpakowski.

Nasz rozmówca w osadzie pełni rolę szlakowego. To zawodnik, który jako ostatni przekracza linię mety i przez cały czas nadaje tempo wiosłowania. To właśnie on w dużej mierze decyduje, kiedy powinien nastąpić atak, a kiedy lepiej przez moment lepiej popłynąć ciut wolniej. Podczas najważniejszego startu mistrzostw Polacy prowadzili od początku do końca i wygrali dość pewnie, ale to w półfinale popłynęli jeszcze szybciej i awansowali przy bardzo mocnej stawce.

Teraz albo nigdy?

Czy w Tokio naszej osadzie pomoże doświadczenie z poprzednich igrzysk? W Rio cała czwórka – jeszcze jako część ósemki ze sternikiem – zajęła w finale piąte miejsce, przegrywając medal olimpijski o nieco ponad trzy sekundy. W 2020 roku na mistrzów świata będzie patrzył cały wioślarski świat, ale nasi reprezentanci zamierzają podejść do sprawy z dużym spokojem.

– Przed mistrzostwami świata powiedziałem sobie, że jeśli teraz nie zaczniemy wygrywać, to już chyba nigdy. Traktowałem to trochę jak taki ostatni zryw.  Doświadczenie w kontekście igrzysk jest ważne, ale nie kluczowe. W wioślarstwie jest tak, że ktoś może startować całe życie i nie wskoczyć na pewien poziom, a inny wchodzi i zgarnia wszystko z marszu. Nie ma reguły, ale na pewno fakt, że znamy klimat igrzysk może nam w jakiś sposób pomóc – będzie mniej stresu. Najważniejsze będzie reagowanie i wyciąganie wniosków na bieżąco po kolejnych startach. Damy z siebie wszystko i będziemy walczyć o zrealizowanie naszego największego marzenia. Gdybyśmy nie wierzyli, to już dawno dalibyśmy sobie z tym spokój – podkreśla Szpakowski.

Jak będzie wyglądał plan czwórki na igrzyska olimpijskie w Tokio? Rąbka tajemnicy uchylił niedawno Wojciech Jankowski – trener osady: – W przyszłym roku dokonamy kilku ruchów pielęgnacyjnych, głównie chodzi o technikę wiosłowania. Może nie będziemy startować we wszystkich Pucharach Świata, bo będzie trzeba oszczędzać siły. Zgadzam się, że wszyscy będą widzieć w nas faworytów, bo w końcu jesteśmy mistrzami świata.

Jakie największe problemy spotykają wioślarzy w życiu codziennym? Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że rok do roku spędzają poza domem nawet 280 dni! Oprócz czasu poświęconego na kolejne zawody, wiele tygodni zabierają im także zgrupowania. Nie tylko wiosną i latem, ale także zimą, kiedy to najczęściej można spotkać wioślarzy na przykład na narciarskich trasach biegowych.

Dyscyplina w medialnym przekazie pojawia się głównie przy okazji największych imprez, jednak coraz więcej zawodników i zawodniczek może liczyć na wsparcie w ramach programów stypendialnych. W wioślarstwo inwestują ostatnio między innymi KGHM, Lotto oraz Orlen i PFN, a także prywatni sponsorzy. Niektórzy – jak na przykład Michał Szpakowski – na co dzień realizują się także w armii, choć wioślarstwo nie jest do końca “wojskową” dyscypliną.

– Nie ma takich zawodów jak na przykład w lekkoatletyce. Realizujemy plan, uczęszczam na odprawy, pojawiam się na strzelnicy i sprawdzianach, gdzie muszę robić to co każdy żołnierz. Chodzę na szkolenia, a wcześniej uczyłem się w szkole podoficerskiej

– tłumaczy wioślarz. Podobnie jak pozostałym członkom nowej mistrzowskiej osady również i jemu do kolekcji brakuje tylko olimpijskiego medalu.

KACPER BARTOSIAK

 

Czy polskie wiosła wywalczą w Tokio kolejne olimpijskie medale?

 

 

Fot. Julia Kowacic/PZTW

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Gwidon Naskrent
Gwidon Naskrent
1 rok temu

“Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że rok do roku spędzają poza domem nawet 280 dni!”

Lekkoatleci, pływacy, skoczkowie narciarscy i wielu innych sportowców też. To chyba oczywiste dla każdego, kto zna sport nie tylko od strony ekranu.

Aktualności

Kalendarz imprez