Polskie szanse medalowe na Halowych Mistrzostwach Europy. Kto może powalczyć o podium?

Polskie szanse medalowe na Halowych Mistrzostwach Europy. Kto może powalczyć o podium?

Halowe mistrzostwa Europy zbliżają się wielkimi krokami – pierwsze biegi eliminacyjne w ramach tej imprezy wystartują już w czwartek. Wiemy też, jacy zawodnicy pojawią się w Toruniu, i w jakiej mniej więcej znajdują się formie. Nasuwa się zatem pytanie – od których polskich lekkoatletów możemy oczekiwać medali? Postaramy się na nie odpowiedzieć.

Jeden czy dwa?

Zaczynamy z grubej rury, czyli konkurencji, gdzie brak podium Polaka będzie sporym rozczarowaniem. Mamy na myśli oczywiście pchnięcie kulą. Regularność Michała Haratyka, który w pierwszej połowie lutego pchnął 21,86 m, nie pozwala nam myśleć, że nie uda mu się sięgnąć po żaden krążek. Ba, nawet srebro będzie rozczarowaniem. Bo nie oszukujmy się – na zawodach, na których zabraknie zawodników spoza Starego Kontynentu, nasz kulomiot musi celować jak najwyżej.

– Za drugiego najmocniej wyglądającego zawodnika należy uznać Tomáša Stanka – mówi nam Tomasz Spodenkiewicz, statystyk lekkoatletyczny prowadzący konto Athletics News na Twitterze. – Intrygujący jest też Serb Armin Sinancević, który błysnął swego czasu na mistrzostwach świata w Dausze, a teraz jego wynik 21,25, jak na europejskie warunki, nie jest zły, choć wiadomo, że za oceanem pcha się trochę dalej. Ale tak, Haratyk jest pewnym punktem tej kadry, faworytem do złotego medalu.

Inna sprawa, że najchętniej na podium zobaczylibyśmy dwóch Polaków. I o ile jeszcze rok temu byłby to jak najbardziej realistyczny scenariusz, tak ostatnio Konrad Bukowiecki nie pcha na swoim poziomie. To oczywiście wciąż zawodnik o wielkim potencjale, któremu przygotowanie do sezonu halowego zakłóciła trochę kontuzja, ale jakby popatrzeć na wyniki z ubiegłych tygodni o podium będzie musiał się naprawdę postarać.

– Nie wykluczałbym, że ta forma nagle przyjdzie. Oczywiście potrafię sobie wyobrazić, że Bukowiecki nie przechodzi eliminacji, ale równie prawdopodobny wydaje się widok dwóch Polaków na podium – dodaje Spodenkiewicz.

Drużynowy i indywidualny do kompletu?

W Toruniu Haratyk będzie bronił tytułu sprzed dwóch lat, podobnie jak “Aniołki Matusińskiego”. Polskie biegaczki pokazały już niejednokrotnie, że sukcesy w sztafecie 4×400 potrafią odnosić nie tylko na europejskim, ale światowym podwórku. Warto jednak pamiętać, że personalia na nadchodzącą imprezę przedstawiają się nieco inaczej, niż miało to miejsce w ubiegłych latach.

Oczywiście – nie zabraknie Justyny Święty-Ersetic oraz Małgorzaty Hołub-Kowalik. Ale już Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka wycofała się z udziału w imprezie, a Anna Kiełbasińska i Iga Baumgart-Witan były zmuszone odpuścić sezon halowy z powodu kontuzji. W tej sytuacji trener Aleksander Matusiński na HME powołał Joannę Linkiewicz, Natalię Kaczmarek, Kornelię Lesiewicz oraz Aleksandrę Gaworską.

Nie mówimy jednak o żadnych “opcjach zapasowych”. Bo szczególnie Kaczmarek i Lesiewicz udowodniły w ubiegłych tygodniach, że potrafią biegać szybko (obie schodziły poniżej 53 sekund na dystansie 400 metrów). A za Gaworską i Linkiewicz przemawia nawet nie forma, a doświadczenie. Obie uzupełniały już skład polskiego zespołu podczas ważnych imprez.

Ambicji polskiej sztafety nie ukrywa sam Matusiński. – Chcemy w Toruniu za kilkanaście dni przybiec na metę na jak najwyższej pozycji. Oczywiście rozmawiamy o medalach. Chyba od pięciu lat wracamy z najważniejszych imprez z medalami. Niezdobycie go będzie porażką – mówił dla TVP Sport.

Trzeba jednak pamiętać, że rywalki nie śpią. Imponująco wyglądały w ostatnich tygodniach Holenderki, na czele z niesamowitą 20-letnią Femke Bol, która czterokrotnie schodziła poniżej 51 sekund.

Wątpliwości nie ma Marek Plawgo, który w rozmowie z nami podkreślał, że Polki staną przed sporym wyzwaniem. – Biorąc pod uwagę sumaryczne czasy, to Polki kandydatkami do złotego medalu nie są, bo do Holenderek brakuje im niespełna dwóch sekund. O ten medal będzie się naprawdę mocno szarpać. To jest jednak oczywiście sztafeta, w której nie chodzi tylko o wyniki i możliwości poszczególnych zawodniczek, a zmiany i strategię. Trener Matusiński wielokrotnie zdobywał medale w imprezach, w których matematyka była przeciwko niemu – mówi dwukrotny brązowy medalista MŚ z Osaki.

Jeśli  chodzi o sztafetę, możemy zatem trzymać kciuki za medal. A jak sprawa wygląda w przypadku indywidualnego biegu na 400 metrów? Zgłoszone zostały dwie polskie zawodniczki – Hołub-Kowalik oraz Święty-Ersetic. I szczególnie od drugiej z nich możemy spodziewać się świetnego występu. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN w tym sezonie biega nieźle i równo (51.80 na Copernicus Cup, 52.20 na mistrzostwach Polski), a w przeszłości już zdobywała krążek HME (brązowy, Belgrad 2017).

Sama Justyna, podczas Copernicus Cup, podkreślała jednak, że na tym etapie sezonu Femke Bol będzie trudna do pokonania. Ale podium? O te Polka na pewno będzie walczyć.

Kto wykorzysta nieobecność mistrzyni?

Gdyby na liście startowej na zawody w Toruniu znalazła się Dina Asher-Smith, to właśnie ją typowalibyśmy jako faworytkę do złotego medalu w biegu na 60 metrów. Brytyjka w tym sezonie kilkukrotnie pojawiła się na bieżni i była piekielnie regularna – bo jej wyniki mieściły się w przedziale 7.08-7.15 sekundy. To też mistrzyni świata na 200 metrów z Dauszy, brązowa medalistka olimpijska w sztafecie i generalnie – naprawdę doświadczona sprinterka.

Sęk jednak w tym, że HME zdecydowała sobie odpuścić. Co oznacza tyle, że Ewie Swobodzie ubyła wielka rywalka. Z którą, jasne, miałaby szansę, ale o złoty medal byłoby jej ciężej. A teraz ma do niego otwartą drogę.

– Ewa ma najlepszy wynik wśród zgłoszonych zawodniczek. Choć tak naprawdę – te 7,10, które ostatnio osiągnęła, trochę mnie, ze statystycznego punktu widzenia, zaskoczyło. Wydawało się, że w tych pierwszych startach wcale się nie oszczędzała, a wyniki wychodziły przeciętne. To też mogła być kwestia tego, że na 60 metrów łatwo o mały błąd czy opóźnienie, które mocno wpływa na czas. Bo okazało się potem, że ta forma jednak jest. I zdecydowanie do imprezy w Toruniu Swoboda będzie podchodziła jako faworytka.

Która sprinterka może zagrozić Polce? Amelie-Sophie Lederer – bo biegała już w tym sezonie 7,12. A także Alja Del Ponte, która nawet mierzyła się z zawodniczką Grupy Sportowej ORLEN podczas Copernicus Cup (zajęła drugie miejsce, z czasem o jedną setną lepszym od Swobody). Ale jak już popatrzymy na najlepsze wyniki w sezonie (7,10 a 7,14) czy życiówki (7,07 a 7,14) – Szwajcarka wypada gorzej. Z Niemką sprawa wygląda podobnie.

Ewa Swoboda może zatem sięgnąć nawet po złoto.

Im starszy, tym lepszy

Czy jesteśmy świadkami późnego szczytu formy Marcina Lewandowskiego? Możemy tak powiedzieć, bo – mimo ponad trzydziestu lat karku – ten wciąż biega szybko i bije rekordy. Inna sprawa, że nie mówimy o żadnej krótkiej serii. Polski biegacz zdobył medal mistrzostw świata w Dausze, potem miał bardzo dobry “sezon pandemiczny”, i świetnie również wszedł w tegoroczny rok, bijąc najlepszy halowy wynik w historii Polski na 1500 metrów (3:40.14).

Niewykluczone zatem, że świetna forma Lewandowskiego będzie jeszcze długo trwać. A jej kolejne potwierdzenie możemy otrzymać na halowych mistrzostwach Europy w Toruniu.

Spodenkiewicz: – Trochę mu bieg w Madrycie kilka dni temu nie wyszedł. Mógł nawet wygrać cały cykl World Athletics Indoor Tour, co byłoby dużym sukcesem. Zobaczymy też, na jakich dystansach koniec końców wystartuje w Toruniu, bo przygotowuje się do 1500 i 3000 metrów. Program mistrzostw teoretycznie umożliwia połączenie tych dwóch konkurencji. Michał Rozmys zresztą zgłosił się tak samo. Konkurencja będzie na pewno mocna, wspominając choćby o bracia Ingebrigtsen. Nie ma jednak wątpliwości, że Marcin startuje po to, aby walczyć o medal i może go zdobyć.

Jeśli chodzi o średnie dystanse – na HME zobaczymy też m.in. Adama Kszczota, a także Patryka Dobka, który pokonał doświadczonego kolegę podczas niedawnych mistrzostwach Polski. O podium w biegu na 800 metrów nie będzie łatwo, ale 1:45.22, które “Profesor” osiągnął na Copernicus Cup, złym wynikiem zdecydowanie nie jest. Natomiast co do Dobka: zapewne postara się pobiec jak najlepiej, co pomoże mu w podjęciu decyzji, na jakie dystanse postawić w przyszłości. W końcu przypomnijmy, że mówimy o… płotkarzu.

Warto również wspomnieć o paniach – bo Joanna Jóźwik, wśród zgłoszonych zawodniczek w biegu na 800 metrów, ma drugi najlepszy czas (2:00.42). I jasne, w przeszłości Polka potrafiła schodzić poniżej granicy dwóch minut. Ale i tak nie ulega wątpliwości, że jej forma jest bardzo dobra. A co równie ważne – jak popatrzymy na występy Jóźwik na ostatnich mityngach – widać, że lekkoatletka, która w przeszłości miała sporo problemów zdrowotnych, teraz po prostu cieszy się bieganiem.

Kto jeszcze? 

To brzmi zaskakująco, ale jeden z najlepszych wyników na świecie, jeśli chodzi o siedmiobój, ma w tym sezonie Paweł Wiesiołek. Inna sprawa, że to lekkoatleta, który w dotychczasowej karierze błyszczał tylko i wyłącznie na krajowym podwórku. Powstaje  zatem pytanie – czy w Toruniu osiągnie życiowy sukces?

Podobnie sprawa wygląda w przypadku sprintera Remigiusza Olszewskiego oraz kulomiotki Klaudii Kardasz, czyli zawodników, którzy również mogą pochwalić się wyróżniającymi się wynikami wśród zgłoszonych zawodników. Ale sukcesów na seniorskich imprezach rangi europejskiej też nie odnosili. Teraz będą liczyć na przełamanie.

W kompletnie innej sytuacji jest Piotr Lisek. Bo – jak popatrzymy na tabele – w tym sezonie wyżej od niego skakało aż czterech europejskich tyczkarzy. A tą samą wysokość – 5,80 – pokonywało dwóch kolejnych. To może zatem sugerować, że zawodnik Grupy Sportowej ORLEN nie jest specjalnym kandydatem do medalu. Ale my wiemy, że wygląda to nieco inaczej.

Przede wszystkim – Lisek miał nieco zakłócone przygotowania przez kontuzję. I faktycznie w sezon wszedł przeciętnie. Ale z konkursu na konkurs się rozkręcał. Na razie nie złapał formy, z której byłby specjalnie zadowolony, jednak przecież wciąż może to zrobić. To w końcu zawodnik, który w przeszłości pokonywał granicę sześciu metrów, o czym zdecydowanie nie powinniśmy zapominać.

Na tym kończymy nasze wyliczenia. I powiedzmy tak: w najbardziej optymistycznym scenariuszu możemy spodziewać się nawet dwucyfrowej liczby medali. Ale jeśli chcemy hamować oczekiwania – powiedzmy, że pięć krążków powinno być. A każdy kolejny będzie miłym bonusem.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomasz
Tomasz
1 miesiąc temu

3 maksymalnie…

Aktualności

Kalendarz imprez