Polski etap Tour de France! Kwiato stawia sobie pomnik

Polski etap Tour de France! Kwiato stawia sobie pomnik

Michał Kwiatkowski zwyciężył dziś w niezwykle symboliczny sposób. Jest czwartym Polakiem, który wygrał etap Tour de France. – Przeżywałem już wiele wspaniałych chwil w kolarstwie, ale to zupełnie coś nowego – przyznał i trudno się oprzeć wrażeniu, że mówił te słowa bardzo wzruszony.

To wspaniały dzień. Nie potrafię słowami opisać, jak bardzo wdzięczny jestem drużynie i Richardowi. Nigdy nie zapomnę tego zwycięstwa. Na ostatnich kilometrach miałem gęsią skórkę. Przewaga była spora, więc wiedzieliśmy, że możemy to zrobić. Ostatnie kilometry, metry były dla nas czymś niesamowitym. Cieszyliśmy się nimi – mówił Kwiatkowski w rozmowie z Eurosportem.

Kiedy widzisz na Krupówkach przechadzających się wspinaczy obwieszonych linami, czekanami i obowiązkowym kubkiem przy plecaku, uprawiających tak zwany prześmiewczo „glory walking”, wtedy patrzysz na nich i wiesz, że to ściema. Dziś Michał Kwiatkowski i Richard Carapaz już bez pośpiechu przedefilowali na ostatniej prostej przed metą w La Roche-sur-Foron, przed tłumami (sic!) kibiców, objęci, szczęśliwi i dumni. Gdyby nie jechali na rowerach, byłby to prawdziwy, w pełni zasłużony „glory walk”. Po fantastycznej jeździe urwali się z ucieczki dnia i z przewagą trzech minut taktycznie podzielili się triumfem w tym etapie. Kwiato wziął to zwycięstwo etapowe, Carapaz przejął białą koszulkę w czerwone grochy – koszulkę najlepszego górala. Godne to i sprawiedliwe.

Można się zastanawiać, czy to etyczne, że kolarze się umawiają, naradzają, zamiast cisnąć do końca, walczyć i niech wygra lepszy. Jednak takie jest kolarstwo i kiedy dwóch kolarzy z jednej ekipy demonstruje tak fantastyczny pokaz siły, wtedy jest pewne: niech się umawiają. Szczególnie, że dziś cieszymy się triumfem Michała Kwiatkowskiego, który ten wyścig jechał dla innych, dla Egana Bernala. Niedoszły lider zespołu był cieniem samego siebie sprzed roku. Jego kompani z Ineos Grenadiers dwoili się i troili by mu pomagać, by tuszować jego niemoc. W końcu Kolumbijczyk zszedł z trasy, co otworzyło furtkę dla zawodników, których zadaniem była obsługa lidera. Carapaz to zwycięzca Giro d’Italia sprzed roku. W poczuciu niesprawiedliwości uciekł z Movistaru i skrył się pod skrzydła Ineosu. Szarpał, walczył, dojeżdżał w tym tourze w samej czołówce, ale wygrać nie mógł. Ratował jednak honor grupy po blamażu zaprezentowanym przez Bernala.

Z jaka mocą oni dziś pojechali! Trzymał się z nimi Marc Hirschi z Sunwebu, lecz na jednym z zakrętów na zjeździe podcięło mu przednie koło. Gonił czołówkę, ale już nie dał rady się w niej zahaczyć. Ucieczka dnia uformowała się już na pierwszym podjeździe. Od samego początku to Kwiatkowski miał wielki wkład w tempo narzucone przez uciekinierów. Hirschi i Carapaz odskoczyli nieco po walce o punkty na górskiej premii (wygrał ją Szwajcar). Czołówka się poszarpała i do tej dwójki doskoczyli Kwiato, Pello Bilbao i Nicolas Edet. Kwiatkowski pracował na podjazdach jak parowóz, a wszystko po to by powoli odcinać konkurentów i pozwolić Carapazowi zapunktować na kolejnej premii górskiej.

Po ostatnim mocnym podjeździe tego etapu, jak go określano, dla uciekinierów, Richi i Michał mieli prawie siedem minut nad grupą pościgową. Wiadomo było, że nie zostaną dogonieni. Tylko jakiś kataklizm mógł zmienić losy. Na samej górze pozostawiono fragment szutrowy. Tam można było spodziewać się defektów, czego doświadczył Richie Porte, który złapał gumę i musiał wymienić w pośpiechu rower. Bilbao został by pomagać Michelowi Landzie, który zerwał się z grupy do pościgu. Na szczęście rowery zawodników Ineos Grenadiers przemknęły przez ten gravelowy odcinek bez szwanku. Jeszcze chwila zjazdu i na pięć kilometrów przed metą kamery uchwyciły rozmowy między dwoma bohaterami tego spektaklu. Tuż przed kreską Kwiato położył rękę na barku Carapaza. Już wtedy było wiadomo, że to pochodzący z Torunia kolarz wpisze się na krótką listę biało-czerwonych zwycięzców etapów Tour de France.

Pierwszym Polakiem na najwyższym stopniu podium etapu TdF był Zenon Jaskuła. Był to rok 1993. On wtedy nie tylko wygrał etap, ale Wielką Pętlę skończył na trzecim miejscu. W 1987 roku w żółtej koszulce przez dwa dni jechał Lech Piasecki, mimo że etapu nie zwyciężył. Dwa etapy w dorobku ma Rafał Majka (2014 i 2015) i raz – jazdę indywidualną na czas – zwyciężył Maciej Bodnar (2017).

Michał Kwiatkowski ma w sobie to coś, coś co powoduje, że jest bardzo ceniony w peletonie zawodowym nie tylko jako kolarz, ale po prostu człowiek. W 2014 zdobył tęczową koszulkę mistrza świata, dwukrotnie wygrywał Strade Bianche, zwyciężył klasyki Mediolan – San Remo i Amstel Gold Race, a dziś do swojego dossier dodaje niezwykle prestiżowe zwycięstwo w Tour de France. Urodzony w 1990 roku kolarz dziś postawił sobie pomnik udowadniając, że jest jednym z najwybitniejszych polskich kolarzy w historii. Można zacierać ręce na przyszłoroczny wyścig ze startu wspólnego podczas igrzysk w Tokio. Ta trasa ma być skrojona pod niego. Tymczasem powiedzmy sobie z dumą, chwilo trwaj, cieszmy się tym zwycięstwem, by zostało wypracowane w przepiękny sposób i życzmy całej grupie Ineos Grenadiers dziś dobrej zabawy, bo coś na pewno kroi dzisiaj wieczorem: – Dziś będziemy świętować. Cały zespół na to zasłużył – zapowiedział czwarty w historii Polak, który zwyciężył Wielką Pętlę.

W tym całym szaleństwie możemy się dopatrzeć jednego, malutkiego minusa. Dziś żeńskim Giro d’Italia na trzecim miejscu finiszowała Katarzyna Niewiadoma i ten jej sukces umyka oczywiście powszechnej uwadze. Dwie bardzo mocne Marianne Vos i Annemiek van Vleuten uczestniczyły w kraksie.

[edit]

Nie wiadomo jeszcze czy Van Vleuten będzie kontynuować wyścig. To o tyle istotna informacja, że jest liderką, a druga w klasyfikacji jest Kasia.

Van Vleuten dojechała do mety z podejrzeniem złamania ręki. Kiedy tylko podniosła się podejrzewała, że coś jest nie tak, bo nadgarstek był nienaturalnie wygięty. Mimo wszystko zdołała dojechać do mety, ale prosto zza linii została zabrana do szpitala, gdzie zdiagnozowano złamanie nadgarstka. To oczywiście pozytywna informacja, bo Kasia zostaje liderką wyścigu i w piątkowym etapie pojedzie w uroczej różowej koszulce liderki. Van Vlauten wypada nie tylko z ciągu dalszego Giro Rosa, lecz także z mistrzostw świata, która za tydzień rozpoczynają się w okolicach włoskiej Imoli.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Bartek
Bartek
1 miesiąc temu

Majka, to chyba wygrał 3 etapy TdF.

molson
molson
1 miesiąc temu

I Carapaz nie przejął koszulki w grochy po tym etapie….

Aktualności

Kalendarz imprez