Polski dzień na Wimbledonie – Świątek i Linette grają dalej

Polski dzień na Wimbledonie – Świątek i Linette grają dalej

Passa zwycięstw naszych tenisistów na kortach Wimbledonu trwa. Dziś Iga Świątek wręcz zdemolowała Wierę Zwonariową i pewnie awansowała do trzeciej rundy turnieju. Ale to nie koniec dobrych wieści. Rywalizację na angielskich kortach rozpoczęła również Magda Linette. I gdy wydawało się, że druga z Polek może szybko zakończyć udział na londyńskiej trawie, ta w sobie tylko znany sposób odwróciła losy spotkania i ostatecznie pokonała Amandę Anisimovą 2:1 w setach.

Iga Świątek ma na tegorocznym turnieju szczęście do tenisistek znanych z gry podwójnej. W poniedziałek ograła Su-Wei Hsieh, natomiast dziś jej rywalką była Wiera Zwonariowa, która w parze z Laurą Siegemund wygrała ubiegłoroczne US Open. Jednak debel deblem, a dziś obie panie mierzyły się ze sobą na korcie  1×1. A w singlu ostatnimi czasy Rosjanka cieniuje.

Owszem, Zwonariowa, ma na koncie dwanaście tytułów w grze pojedynczej – to cztery razy więcej od Igi. Rekordowo okupowała drugą pozycję w rankingu WTA, grała też w finałach Wimbledonu oraz US Open. Ale to wszystko prehistoria, przedzielona pasmem przedłużających się kontuzji. Dość powiedzieć, że w ostatnich pięciu latach zagrała zaledwie pięć razy w głównej drabince jakiegokolwiek wielkoszlemowego turnieju, przy czym tylko raz dotarła do drugiej rundy. Zatem tegoroczny występ na londyńskich kortach już był dla niej powtórką najlepszego występy na wielkoszlemowych turniejach ciągu minionych lat. Nadmieńmy, że Rosjanka w swoim pierwszym meczu pokonała Marię Bouzkovą 7:5 i 6:4. Dziś mierzyła się z zawodniczką zupełnie innej klasy.

Świątek? Maszyna

Na korcie otrzymaliśmy od tenisistki z Raszyna klasykę gatunku. Dobry własny serwis i przełamanie już w drugim gemie. Ale przede wszystkim świetne piłki grane na stronę rywalki, kiedy ta spodziewała się uderzenia w zupełnie innym kierunku. Zwonariowa zwykle dobrze czuje się grając daleko od siatki, ale na tle Polki trudno było pokazać jej jakikolwiek atut. Szybko z gry Rosjanki przebijała się frustracja i trochę się nie dziwimy. W starciu z Igą była po prostu bezradna. W ostatnim gemie pierwszego seta Świątek zagrała dwa asy serwisowe. Przy piłce setowej rywalka wyprowadziła niecelny backhand i tym sposobem set zakończył się wynikiem 6:1 dla Polki.

Drugi set to powtórka z rozrywki – Iga grała jak maszyna. Zwonariowa starała się odpowiada backhandem, który zaczął u niej funkcjonować nieco lepiej, ale lista możliwości zagrań Świątek była za długa. Wysoka, ponad pięćdziesięcioprocentowa gra na returnie najlepiej o tym świadczy. Wychodziły jej nawet trudne i nieco popisowe techniczne zagrania. Miała taką przewagę, że mogła sobie na nie pozwolić. Ale one też świadczyły o luzie z jakim Świątek wychodzi na kort. I być może w tym tkwi klucz do sukcesu. Zarówno Iga jak i jej sztab szkoleniowy podkreślali, że do Anglii jadą bez specjalnej napinki na wynik. Ale również, że zawodniczka odpuści grę w deblu. Jak na razie takie podejście przynosi świetne efekty.

Bo to styl jej gry jest największym pozytywem tego meczu. Polka sama mówiła, że wciąż uczy się gry na trawie. Do końca nie mogliśmy być pewni, jak zaprezentuje się na tej nawierzchni. Na razie jest więcej niż dobrze i mamy nadzieję, że obrazu gry nie zamazuje klasa dotychczasowych rywalek. Tymczasem Świątek po raz pierwszy w seniorskiej karierze awansowała do trzeciej rundy Wimbledonu, gdzie zmierzy się z zawodniczką z pary Irina Begu – Petra Martić.

Iga Świątek 6:1, 6:3 Wiera Zwonariowa

Comeback Linette

Dziś swój mecz rozegrała również Magda Linette, dla której był to debiut w tegorocznym Wimbledonie. Gdybyśmy mieli opisać jednym słowem grę Polki w tym roku to powiedzielibyśmy, że jest chimeryczna. W sezon weszła wręcz dramatycznie – w pewnym momencie posiadała bilans 1-5 – po czym rozegrała kilka niezłych spotkań we Francji. Po południu naprzeciwko niej stanęła Amanda Anisimova – zaledwie dziewiętnastoletnia Amerykanka, która jednak na koncie ma już półfinał Rolanda Garrosa.

W pierwszej partii zawodniczka z Poznania była bezradna – porażka 2:6 mówi sama za siebie. Wszystko wskazywało na to, że Anisimova lekko, łatwo i przyjemnie rozprawi się z naszą rodaczką. Drugi set również zaczęła lepiej, ale wtedy Linette po prostu wzięła się w garść. Posłała w nim aż pięć asów serwisowych, a w trzech partiach siedem razy udało jej się przełamać rywalkę, która pod większą presją zaczęła popełniać proste błędy. Efekt był taki, że Magda wygrała dwa następne sety: 6:3, 6:1 i w kolejnej rundzie to ona zagra z Eliną Svitoliną – aktualnie piątą rakietą kobiecego tenisa, która w tym turnieju jest rozstawiona z trzecim numerem. Czy Polka ma jakieś szanse na zwycięstwo? Cóż, trzymamy kciuki, ale oszczędności życia byśmy na nią nie postawili…

Magda Linette 2:6, 6:3, 6:1 Amanda Anisimova

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Mateusz
Mateusz
2 miesięcy temu

Zakradł się błąd – jeśli piszemy o tenisie kobiet to ranking WTA a nie ATP.

Aktualności

Kalendarz imprez