Polscy siatkarze rządzą też w innych ligach!

Polscy siatkarze rządzą też w innych ligach!

Pandemia czy nie – polscy siatkarze po prostu robią swoje. Poza granicami naszego kraju gra aktualnie pięciu gości, których w swojej drużynie chciałby mieć każdy. Dwóch w Japonii, dwóch w Rosji i jeden we Włoszech. Każdy z nich się wyróżnia. Zresztą trudno by było inaczej, mówimy w końcu o zawodnikach, którzy łapią się do reprezentacji podwójnych mistrzów świata. I to nie jako rezerwowi, a jej najważniejsze postaci. 

Daleki Wschód

Michał Kubiak w Japonii już się zadomowił. Gra tam od 2016 roku, cały czas w ekipie Panasonic Panthers. Bartosz Kurek za to swoje drugie podejście do gry w tym kraju – choć pierwsze skończyło się tak naprawdę, zanim w ogóle tam wyjechał – podjął w tym roku. Trafił do drużyny Wolfdogs Nagoja. Obaj w tym sezonie jak na razie radzą sobie naprawdę solidnie.

W V.League rozegrano do tej pory cztery kolejki. W tej chwili w lepszym położeniu jest drużyna Kubiaka, która jeszcze nie przegrała spotkania. Choć to nie może dziwić – Panthers to w Japonii już uznana marka – w 2018 i 2019 zdobywali mistrzostwo kraju, a Kubiak przykładał do tego rękę. Podobnie jak do niedzielnego zwycięstwa z Oitą Miyoshi, gdy w czterech setach zdobył siedemnaście punktów. Cztery z nich asami serwisowymi.

Z Oitą siatkarze Panthers rywalizowali zresztą dwukrotnie, bo takimi “dwumeczami” gra się aktualnie w japońskiej lidze. Sobotni mecz wygrali jeszcze łatwiej – w trzech setach – ale wtedy Kubiak prezentował się na parkiecie nieco gorzej. Wcześniejsze mecze z FC Tokyo klub Polaka rozstrzygał dwukrotnie w czterech partiach, a Kubiak wyraźnie w tym pomagał, zdobywając 15 i 18 punktów i przyjmując na poziomie niemal 50 procent.

Innymi słowy: jest w formie. A jego zespół też, aktualnie zajmuje bowiem drugie miejsce w lidze. Liderowi ustępuje jedynie bilansem setów.

Forma Kubiaka to jednak nic przy tym, co w ostatnim spotkaniu ligowym zaproponował fanom Wolfdogs Bartosz Kurek. Polak zdobył wówczas – trzymajcie się, bo pójdziemy ostro w górę – 37 punktów. 33 w ataku, trzy asami i jeden blokiem. Żaden z jego partnerów z ekipy nie przekroczył za to dziesięciu oczek. Dzień wcześniej – również w meczu z Torray Arrows – jego ekipa wygrała w trzech setach, a Bartek punktował 23 razy. Były to pierwsze zwycięstwa Kurka w Japonii.

To jednak nie tak, że w przegranych meczach Kurek miał się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie, to raczej jego partnerzy z ekipy nie dojechali na parkiet. Weźmy debiut. Pierwszy oficjalny mecz w nowym kraju, na innym kontynencie, w innej lidze. Miał pełne prawo zaprezentować się słabiej. Tymczasem Polak wyserwował wówczas sześć asów, dołożył trzy bloki i 20 razy skutecznie atakował. Szybkie dodawanie i wychodzi nam 29 punktów. Wolfodgs w tamtym starciu wygrali jednego seta. Można powiedzieć, że Bartek wywalczył go w pojedynkę.

Aktualnie jego ekipa zajmuje miejsce w środku tabeli. Jednak jeśli Polak dalej będzie tak grać, pewnie zaprowadzi ją wyżej.

Bliższy Wschód 

Grać w siatkarskim Zenicie Kazań – to brzmi dumnie. Nawet jeśli akurat w ostatnich kilku sezonach rosyjska ekipa przeżywała mały kryzys, to występy w tym klubie można sobie wpisać do CV z pogrubieniem i podkreśleniem. A jak ktoś chce, to i kursywa się nada. Aktualnie mamy w tej ekipie jednego Polaka, który wyrasta na jedną z najważniejszych postaci Zenita. Bo Bartosz Bednorz to – choć w pewnym momencie pomijany w kadrze – po prostu znakomity siatkarz.

Zenit aktualnie wydaje się wracać do wielkiej formy. Po sześciu kolejkach jeszcze nie przegrał. Rozpędzał się zresztą w miarę trwania ligi – pierwsze dwa mecze wygrał po tie-breaku, w kolejnym stracił jednego seta, a w ostatnich trzech zwyciężał do zera. Wczoraj zresztą uporał się z innym Zenitem – Sankt Petersburg – w swego rodzaju derbach. Gracze z Kazania wygrali 3:0, a spora w tym zasługa Bednorza.

Sponsorem polskiej siatkówki jest PKN ORLEN.

To zresztą mały paradoks, bo akurat na przestrzeni całego meczu zszedł nieco ze swego zwyczajowego poziomu – zaliczył tylko 11 punktów, z czego dziewięć w ataku i dwa za sprawą asów serwisowych. Sęk jednak w tym, co robił, gdy decydowały się losy setów. W pierwszym jego ekipa przegrywała już 21:24. Najpierw znakomicie pokazał się jednak Maksim Michajłow, który raz dobrze zaatakował, a przy drugiej setowej popisał się asem. Trzecią za to skasował Bednorz, gdy skutecznie obił blok rywali. Ostatnia akcja seta to też w dużej mierze jego zasługa – zaserwował potężnie, przez co w konsekwencji błąd przełożenia rąk popełnił Antoine Brizard.

Drugi set był bez historii. Za to w trzecim znów działy się cuda. Kilkukrotnie na prowadzenie wychodzili gospodarze, kilkukrotnie straty odrabiali goście, którzy ostatecznie mieli dwie piłki setowe. Znów jednak nie potrafili ich wykorzystać i ponownie na przewagi wygrali zawodnicy Kazania. Mecz zakończył się serią punktów wywalczonych za sprawą Polaka. Ten najpierw świetnie zaatakował, potem popisał się znakomitym serwisem, po którym piłka przeszła na drugą stronę i kontrę skończył Earvin N’Gapeth, a ostatni punkt w meczu Bartek zdobył asem serwisowym. Bo jak odpalać, to w najważniejszym momencie.

Bednorz dla Zenita od samego początku jest niesamowicie ważny. Szybko zaaklimatyzował się w Rosji i wpasował do zespołu, co widać gołym okiem. – Bartosz powiedział mi, że bardzo lubi Rosję i Kazań. Ciężko pracuje, odnosi sukcesy, został dobrze przyjęty. W klubie pracuje zarówno nad przygotowaniem fizycznym, jak i techniką. Wydaje mu się, że jest w stanie zrobić kolejny krok do przodu. Tak jak to miało miejsce w kolejnych latach – mówił rosyjskim dziennikarzom Vital Heynen.

To zresztą widać od samego początku. Już w meczu o Superpuchar Rosji, 3 października, Bednorz był dla zespołu kluczowy. Zdobył 27 punktów (osiem asami) i został zawodnikiem meczu, a Zenit po pięciosetowym meczu zdobył trofeum. Można śmiało stawiać, że będzie tylko lepiej.

Problemy miał za to drugi z naszych zawodników grających w Rosji – Maciej Muzaj. Zawodnik Uralu Ufa przeszedł niedawno kwarantannę spowodowaną zakażeniem koronawirusem. Ledwie jednak po niej wrócił, a od razu pomógł swojej ekipie roznieść Jenisej Krasnojarsk w trzech setach. Jego forma w trakcie przymusowej przerwy zatem w ogóle nie spadła – jak dobrze rozpoczął sezon, tak dobrze kontynuuje go i po kwarantannie.

W meczu z Jenisejem zdobył 20 punktów i został wybrany zawodnikiem spotkania. Dla jego ekipy było to dopiero drugie zwycięstwo, ale warto dodać, że Polak nie grał w trzech spotkaniach, a siatkarze Urala mieli spore problemy zdrowotne. Wiadomo zresztą, jak wygląda sytuacja. Cieszyć musi natomiast fakt, że Maciek do gry wrócił z marszu i od razu zaprezentował się znakomicie. Oby od tej pory wszelkie testy zdawał pozytywnie już wyłącznie na boisku.

Włochy

Spokojni możemy być o formę Wilfredo Leona. To w końcu jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – siatkarz świata. I gdy tylko wychodzi na parkiet, to to udowadnia. We wczorajszym meczu już po raz wtóry w tym sezonie został wybrany zawodnikiem spotkania, a jego Sir Safety Conad Perugia w trzech setach pokonała Consar Ravenna. Piszemy zresztą “jego”, ale tak naprawdę powinniśmy napisać “ich” – w Perugii nie ma co prawda drugiego siatkarza reprezentującego Polskę, ale jest trener. Wilfredo Leon w klubie słucha bowiem poleceń Vitala Heynena.

Z ich współpracy na razie wychodzą cuda. Niedzielne zwycięstwo było ich siódmym z rzędu w lidze, a Leon zdobył w całym meczu 23 punkty. W siedmiu kolejkach łącznie zanotował ich już 130. W każdym kolejnym meczu okazuje się dla Perugii kluczowym zawodnikiem i pomaga jej w odnoszeniu zwycięstw. Na ten moment ekipa Heynena nie straciła jeszcze ani punktu. Komplet wygranych ma na swym koncie jeszcze tylko druga z włoskich potęg – Cucine Luba Civitanova – ale jej siatkarze raz musieli oddać rywalom jedno oczko.

Perugia – z Leonem w składzie – jeszcze tego nie zrobiła. I wydaje się, że jej seria może trwać. A nas w tym wszystkim zastanawia tylko jedno: jak Vital Heynen pomieści wszystkich tych gości w kadrze na igrzyska? Trzech z nich gra na pozycji przyjmującego, dwóch atakującego, a przecież dochodzą jeszcze goście, którzy wymiatają w polskiej lidze. No i wypadałoby jednak mieć rozgrywających, ze dwóch środkowych oraz libero.

Choć Heynen znany jest z tego, że lubi zaszaleć. Więc może zaproponuje nam jakąś rewolucyjną taktykę? Jeśli się jednak na to nie zdecyduje, będzie mieć niezły ból głowy. Bo do Tokio będzie mógł zabrać tylko 12 siatkarzy. A to – jak na polskie standardy – jakaś jedna trzecia chętnych na wyjazd.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Panki
Panki
1 miesiąc temu

Oby tym razem nie zabrakło Bednorza….

Ostatnio edytowany 1 miesiąc temu przez Panki

Aktualności

Kalendarz imprez