Polki wygrywają z Włoszkami! Nagroda? Łatwa drabinka… chyba

Polki wygrywają z Włoszkami! Nagroda? Łatwa drabinka… chyba

Aktualne wicemistrzynie świata. Reprezentacja, której krajowa liga jest jedną z najmocniejszych, o ile nie najmocniejszą ze wszystkich. A naprzeciwko drużyna, która chciałaby w przyszłości odbudować wielkość sprzed ponad dekady. Polki grały dziś z Włoszkami. Zdecydowanymi faworytkami były zawodniczki z południa Europy. Ale nasze dziewczyny nic sobie z tego nie zrobiły. 

Musimy zacząć od wczorajszego starcia z Belgią, przegranego po tie-breaku. Pisaliśmy po nim tak: “jeśli chcemy szukać po tym meczu pocieszenia […] to nasza gra – z rywalkami na podobnym poziomie – wyglądała nieźle. Owszem, zawaliliśmy kluczowe momenty i uciekły niezłe szanse, ale to było naprawdę dobre, wyrównane spotkanie. Jeśli przy kolejnej takiej okazji dojdzie odrobina szczęścia i nieco precyzji czy refleksu, to podobny mecz zdecydowanie możemy wygrać”.

I co, kto miał rację? My! Choć, przyznamy, nie do końca. Bo Włoszki to nie kadra na naszym poziomie. A przynajmniej jeszcze nie. Na ten moment nam odstają. Sam Jacek Nawrocki, trener naszych siatkarek, przyznawał, że to jedna z europejskich reprezentacji, która zdecydowanie nam w ostatnich latach uciekła, a my powolutku, powolutku staramy się do niej zbliżyć. Nie robiliśmy więc sobie wielkich nadziei przed tym spotkaniem. Liczyliśmy, że może uda się ugrać seta, a przy odrobinie szczęścia – dwa.

By jednak cokolwiek zmieniło się w tabeli naszej grupy, potrzebne było nam zwycięstwo. A warto było o nie powalczyć, bo zamiast trudnego starcia w 1/8 finału z Rosją dostalibyśmy w zamian łatwą przeprawę z Hiszpankami, które w swojej grupie zajęły czwarte miejsce, wygrywając dwa mecze. Oba, dodajmy, z ekipami niżej notowanymi – Szwajcarią i Białorusią. I tu od razu wytłumaczenie, zanim ktokolwiek zdoła się przyczepić. Bo drabinka wskazywałaby, że po wyjściu z drugiego miejsca natrafimy na Słowaczki. Ale, jak głosi regulamin, gospodarz nie może grać w 1/8 finału z innym gospodarzem. Stąd Hiszpania.

Było więc o co grać, bo (w teorii) to rywalki do ogrania. I to szybkiego. Ale, podkreślmy raz jeszcze, po drugiej stronie siatki stały dziś renomowane, znakomite zawodniczki. Tyle tylko, że w pierwszym secie… w ogóle nie było tego widać. Włoszki były bezradne m.in. wobec znakomicie funkcjonującej zagrywki Polek. Tylko w tej partii nasze zawodniczki zagrał więcej asów niż przez całe – pięciosetowe – spotkanie z Belgią. Efekt przerósł nasze najśmielsze oczekiwania – seta wygraliśmy do 14!

Widzieliśmy jednak w tym sezonie już kilka spotkań Polek, w których te znakomicie wszystko otwierały, by potem ostatecznie przegrać. Zresztą wczorajszy mecz z Belgią też przebiegał według tego scenariusza. Dzisiejszy, jak się wydawało, również zaczął zmierzać w tę stronę. W drugiej partii Włoszki weszły na swój zwyczajny poziom, a my – zarówno w przyjęciu, jak i tak doskonale funkcjonującej wcześniej zagrywce – obniżyliśmy loty. Rywalki ograły nas do 19 w drugim secie, a w trzecim – o którym nie trzeba nic więcej pisać, sam wynik wystarczy – przebiły nasze dokonania z pierwszego i pozwoliły nam zdobyć zaledwie 13 punktów.

Dramat, prawda? Na szczęście z happy endem. Bo Polki ocknęły się ze swego letargu. Być może miało na to wpływ rozluźnienie Włoszek. Bo w tym momencie one już niczego nie musiały robić, miały zagwarantowane pierwsze miejsce w grupie. Być może, tego nie wiemy, to przypuszczenie. Faktem pozostaje za to, że nagle nasze zawodniczki przypomniały sobie, jak doskonale umieją grać i wyrównały stan rywalizacji. Klaudia Alagierska (jedyna zmiana w pierwszej szóstce w stosunku do poprzedniego spotkania), Malwina Smarzek czy Magda Stysiak bezlitośnie punktowały rywalki. Wróciła też zagrywka, ponownie kluczowa w meczu – seta zakończyła asem Natalia Mędrzyk.

Tie-breaka Polki zaczęły źle i pozwoliły Włoszkom odskoczyć na kilka punktów. Potem jednak raz jeszcze zebrały się w sobie, zaczęły ryzykować, pojawiło się też lepsze przyjęcie, a rywalki popełniały błędy własne. I skończyło się wielkim wybuchem radości w łódzkiej hali. Bo, co warto dodać, kibice byli dziś fantastyczni. Niemal tak, jak nasze siatkarki, które w nagrodę zamiast meczu z Rosjankami dostaną starcie z Hiszpanią. I wielką szansę na ćwierćfinał mistrzostw Europy, w którym trafią na (prawdopodobnie, bo drabinka jest zamieszana, a oficjalnej wciąż brak) Niemki lub Słowenki.

Innymi słowy: droga do półfinału – przynajmniej na ten moment – wygląda nieźle. Pozostaje wierzyć, że nasze dziewczyny przejadą po niej bez awarii czy złapania gumy.

Polska – Włochy 3:2
(25:14, 19:25, 13:25, 25:21, 15:12)

Sponsorem głównym Polskiego Związku Piłki Siatkowej jest PKN ORLEN.

 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez