Polacy zagrają w turnieju koszykówki 3×3 na igrzyskach!

Polacy zagrają w turnieju koszykówki 3×3 na igrzyskach!

Wygrać dwa mecze – przede wszystkim ten w ćwierćfinale, a potem jeszcze jeden. Taki cel dzisiaj mieli przed sobą polscy zawodnicy w koszykówce 3×3, którzy walczyli w turnieju kwalifikacyjnym o awans na igrzyska olimpijskie. Pierwszy krok postawili jeszcze wczesnym popołudniem, pokonując faworyzowaną Słowenię. W półfinale na ich drodze stanęła Łotwa. Zespół, który wygrał pięć poprzednich spotkań. Był niepokonany. Dopóki nie napotkał Michaela Hicksa, Przemysława Zamojskiego, Pawła Pawłowskiego oraz Szymona Rducha. Czwórka Polaków zapewniła sobie bilet do Tokio!

Dla niewtajemniczonych: koszykówka 3×3 to stosunkowo nowa dyscyplina, która w stolicy Japonii zaliczy swój debiut olimpijski. W kwalifikacyjnym turnieju w Austrii do zdobycia były trzy przepustki na igrzyska. Dla dwóch “finalistów”, a także zwycięzcy meczu o trzecie miejsce.

Zanim w półfinale zawodów pokonali Łotwę, należało jednak odprawić inną mocną reprezentację. Słowenię, z którą, jeśli chodzi o sporty zespołowe, nie mamy najlepszych skojarzeń.

Tylko nie oni? Nie w tej dyscyplinie

Powiemy szczerze – nie wyglądało to najlepiej. Słoweńcy szybko objęli prowadzenie 6:1. Z jednej strony nie mówimy o aż tak dużej przewadze, z drugiej – mogli przecież pójść za ciosem i jeszcze ją powiększyć. Nasi koszykarze jednak błyskawicznie zabrali się do roboty. Nie tylko doprowadzili do remisu, ale zdołali wyjść na prowadzenie. I od tego momentu grali już jak z nut. Gdy wydawało się, że rywale łapią wiatr w żagle, Przemek Zamojski czy Michael Hicks szybko odpowiadali bezlitosnym rzutem za dwa.

Przemysław Zamojski: Koszykówka 3×3 to moje oczko w głowie

Co również nastrajało pozytywnie – Słoweńcy zdecydowanie nie wyglądali na zespół najlepiej przygotowany kondycyjnie. Wynikało to poniekąd z wieku poszczególnych zawodników (choć przecież Biało-Czerwoni też nie należą do młodzieniaszków). Kiedy Polacy poprosili o przerwę na żądanie, a kamera została skierowana na ich ławkę, mogliśmy usłyszeć Zamojskiego mówiącego do Hicksa – “są wykończeni!”.

Należało tylko dopełnić dzieła zniszczenia. I to się udało. Ostatni rzut, po akcji jeden na jednego, trafił Hicks. Nasz zespół mógł odetchnąć – po pewnie wygranym meczu znalazł się w półfinale. A to oznaczało tyle, że od igrzysk w Tokio dzieli go tylko jeden krok – albo zwycięstwo w 1/2 turnieju, albo w meczu o trzecie miejsce.

Mamy to!

Po pierwszych paru minutach meczu z Łotyszami nie mieliśmy wątpliwości – oni są naprawdę mocni. Nie tyle co trafiali trudne rzuty, ile imponowali grą zespołową, szybkim pokazywaniem się do rzutu, sprawnym ścinaniem pod kosz. To wszystko generowało przewinienia Polaków. Zanim się obejrzeliśmy, nasz zespół był już bardzo blisko limitu faulowego – a on w koszykówce 3×3 jest bardzo nieprzyjemny, po “nadprogramowym” faulu rywal dostaje dwa rzuty osobiste. Na szczęście w końcu obrona Polaków zaczęła radzić sobie lepiej.

To jednak nie zmieniało faktu, że inicjatywa znajdowała się po stronie Łotwy. W grę polskich koszykarzy wkradało się coraz więcej chaosu, nieprzemyślanych akcji, nieporozumień. Na dodatek – rywale dominowali grę na zbiórkach, regularnie otrzymując dodatkową okazję do rzutu. Przy stanie 8:14 naprawdę byliśmy już myślami w meczu o trzecie miejsce. Ale właśnie – żaden z naszych reprezentantów nie zwątpił. Nic z tych rzeczy. Ważne rzuty za dwa trafiali Zamojski, Pawłowski i Hicks. Końcówka pozostała otwarta.

Co w niej okazało się kluczowe? Zazwyczaj mówimy o indywidualnych popisach Hicksa. Tego tym razem jednak nie było. Nasz doborowy strzelec dzielił się piłką, a gwoździa do trumny Łotwy udało się wbić dzięki… ofensywnym zbiórkom i rzutom po ponowieniu. W ostatnich sekundach meczu Łotysze przegrywali 18:20 i oczywiście musieli znaleźć dobrą pozycję do rzutu, a następnie trafić za dwa. Nie udało im się ani to, ani tamto.

Zapłakany Hicks pobiegł w kierunku trenerów, Zamojski i Pawłowski padli na ziemię, Rduch krzyczał ku niebiosom. Potem wszyscy rzucili się sobie w objęcia. Zrobili to. Spełnili marzenia. Zostaną olimpijczykami. Ale na tym ta przygoda się nie musi zakończyć. Bo teraz ich celem staje się zdobycie medalu na igrzyskach. To coś, o czym jeszcze parę lat temu nie mogliby nawet marzyć. W Tokio zagra osiem ekip. Samo to pokazuje, że można powalczyć o medal. A Polacy w Grazie udowodnili, że są mocni.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez