Polacy w finale 4×400 metrów, Włosi najszybsi na świecie – działo się na bieżni

Polacy w finale 4×400 metrów, Włosi najszybsi na świecie – działo się na bieżni

Wydarzeniami dnia są zdecydowanie złoto Dawida Tomali w chodzie na 50 kilometrów oraz srebro Marii Andrejczyk w rzucie oszczepem, ale to nie znaczy, że na lekkoatletycznej bieżni było nudno. Przeciwnie, działo się i to sporo. Polacy w dobrym stylu awansowali do finału sztafety 4 x 400 metrów, Joshua Cheptgei został mistrzem olimpijskim, Sifan Hassan dołożyła kolejny krążek, a najszybszym narodem świata od dziś są… Włosi. Ale to tylko część z tego, co działo się dziś na stadionie.

Trzy medale w sztafetach? To możliwe!

Nasza sztafeta mieszana 4 x 400 metrów osiągnęła najlepszy z możliwych wyników, zdobywając olimpijskie złoto. Jakkolwiek mogliśmy tam liczyć na medal, tak mistrzostwo było jednak pozytywnym zaskoczeniem. Z kolei naszą największą nadzieją medalową jest sztafeta kobieca na tym dystansie. W przypadku ich kolegów zarówno eksperci jak i kibice nie mieli aż tak wygórowanych oczekiwań. Awans do finału był wynikiem na miarę oczekiwań.

Ale awansem w takim stylu panowie rozbudzili nasze apetyty. Dariusz Kowaluk, Karol Zalewski, Jakub Krzewina i Kajetan Duszyński pewnie zwyciężyli w swoim biegu w czasie 2:58.55. Szybsi byli tylko Amerykanie i Botswańczycy, lecz obie sztafety biegły w drugim półfinale. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że na ostatnich metrach pewny zwycięstwa Kajetan Duszyński wyraźnie zwolnił. W przeciwnym wypadku panowie pobiliby rekord Polski – 2:58.00. Ale nie mamy pretensji o to, że rekord nie padł. Dla nas Polacy mogą go pobić w finale. A najlepiej gdyby nowy rekord został gwarantował również krążek.

Cheptegei mistrzem olimpijskim

Jednym z najważniejszych wydarzeń sesji wieczornej w Tokio był bieg na 5000 metrów mężczyzn. Joshua Cheptegei – rekordzista świata zarówno na 5000 jak i 10000 metrów – już miał za sobą walkę o złoto na japońskich igrzyskach. Ostatecznie Ugandyjczyk zdobył srebrny medal na tym dalszym dystansie, co można było rozpatrywać w kategorii zawodu. Oczekiwania względem jego osoby były większe. Miał przecież powtórzyć wyczyn Mo Faraha i zostać mistrzem na obu dystansach. Wiadomo już było, że ta sztuka się nie uda, ale Cheptgei wciąż miał szansę na mistrzostwo na 5000 metrów.

I kolejny raz – tak jak w poprzednim finale z ich udziałem – Ugandyjczycy chcieli rozprowadzić bieg zgodnie z ustalonym przez siebie scenariuszem. Mocno rozpoczął Jacob Kiplimo, który dyktował tempo przez pierwsze dwa tysiące metrów. Po pierwszej połowie dystansu sprawy w swoje ręce wziął Cheptegei. Dosłownie przez moment można było się zastanawiać czy słabe tempo nie zgubi faworyta, który słynie bardziej z rozgrywania biegu na wytrzymałość, niż na mocny finisz. Ale Ugandyjczyk bardzo intensywnie rozpoczął ostatnie kółko i nie pozostawił rywalom złudzeń. Drugie miejsce zajął Mohammed Ahmed, a trzeci na metę – po efektownym padzie – zameldował się Paul Chelimo.

Ostatni indywidualny skalp Felix

2004 rok. Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Na światowych listach przebojów królują Usher i Alicia Keys. FC Porto z wówczas mało znanym trenerem – Jose Mourinho – sensacyjnie zwycięża w Lidze Mistrzów, zaś Grecja nie mniej sensacyjnie zostaje mistrzem Europy w piłce nożnej. A skoro już jesteśmy przy Grecji, to podczas igrzysk olimpijskich w Atenach Allyson Felix wywalczyła swój pierwszy olimpijski medal – srebro w biegu na 200 metrów.

Siedemnaście lat później ta sama zawodniczka wchodzi na bieżnię stadionu w Tokio, jednak ma zupełnie inny status. To chodząca legenda kobiecego sprintu, która na koncie ma dziewięć medali – sześć złotych i trzy srebrne. W międzyczasie zdążyła też zostać matką, zatem jej ostatni indywidualny występ na igrzyskach mogła oglądać córeczka. A w nim trzydziestosześciolatka dołożyła brązowy medal – pierwszy, jaki zdobyła w tym kolorze. Zaznaczmy, że Felix zobaczymy również jutro w sztafecie 4×400 metrów kobiet, zatem będzie miała okazję powiększyć swój i tak już pokaźny dorobek medalowy. Choć – z całym szacunkiem do legendy – miejmy nadzieję, że nie zrobi tego kosztem naszych Aniołków Matusińskiego.

Z góry przepraszamy wszystkich fanów Shaunae Miller-Uibo, że o zwyciężczyni i obrończyni tytułu mistrzowskiego piszemy na końcu, jednak w finale biegu na 400 metrów kobiet ostatni indywidualny start Felix był największym wydarzeniem. Wyczynami dwudziestosiedmioletniej reprezentantki Bahamów zdążymy się jeszcze nacieszyć. Drugie miejsce zajęła Marileidy Paulino.

Sifan Hassan – najlepszy pacemaker na świecie

Sifan Hassan dziś mogła przejść do historii biegów średnio i długodystansowych. Po zdobyciu złotego medalu w biegu na 5000 metrów Holenderka chciała zdobyć drugie złoto, tym razem na 1500 metrów. Na tym jej plan się nie kończył – przed biegaczką jest jeszcze start na 10000 metrów, a sama mówiła o tym, że celuje w trzy złota. Dzisiejszy finał miał być zdecydowanie najtrudniejszy spośród trzech w jakich będzie uczestniczyć.

I taki też był, choć miał dość niespodziewany przebieg. W poprzednich startach Hassan zwykle trzymała się z tyłu i rozstrzygała wynik biegu na ostatnim okrążeniu. Tym razem – zdając sobie sprawę, że na najkrótszym z obranych dystansów nie ma aż takiej przewagi w końcówce biegu – postanowiła od początku nadać mocne tempo i przewodziła całej stawce.

A jej największej rywalce – Faith Kipyegon z Kenii – pasował taki scenariusz. Liderka rankingu światowego biegła zaraz za Sifan, która wyglądała tak, jakby była jej pacemakerem. Holenderka zapewne chciała zamęczyć mniej wytrzymałą rywalkę, ale do niczego takiego nie doszło. Na ostatnim kółku Kipyegon z łatwością ją wyprzedziła i na mecie ustanowiła rekord olimpijski – 3:53.11. Mało tego, pochodząca z Etiopii biegaczka sama zmęczyła się długim przewodzeniem stawki, z czego skorzystała Brytyjka Laura Muir. Tym sposobem Hassan do złota dokłada brąz. To wciąż świetny wynik, ale jednak nie osiągnie celu jakim było zdobycie trzech złotych medali.

Złota Thompson-Herah, złoci Włosi!

Na deser otrzymaliśmy wyścigi dwóch sztafet 4 x 100 metrów – kobiet oraz mężczyzn. W pierwszej z nich Sifan Hassan mogła pozazdrościć wyczynu Elaine Thompson-Herah, która zdobyła w Tokio trzy złote medale. Jamajka była najszybsza na 100 i 200 metrów, a dziś dołożyła złoto w sztafecie 4 x 100. Same Jamajki nie pozostawiły rywalkom złudzeń. Wyprzedziły drugie Amerykanki aż o 43 setne sekundy i ustanowiły nowy rekord kraju – 41.02. Trzecie miejsce zajęła Wielka Brytania.

O wiele ciekawiej zapowiadała się rywalizacja w sztafecie męskiej. W niej zupełnie nie podołali… Jamajczycy, którzy – tak jak Amerykanie w biegu eliminacyjnym – pogubili się na zmianach. Te zaś świetnie wykonywali Włosi i Brytyjczycy. Wydawało się, że to wyspiarze wyszli na minimalne prowadzenie na ostatniej prostej, ale fantastyczną robotę u Włochów wykonał Filippo Tortu, biegnący jako ostatni. Ostatecznie Tortu wpadł na metę jako pierwszy, a zegar wskazał czas 37.50. Wielka Brytania przegrała złoty medal o zaledwie jedną setną sekundy.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Nmkjgfd
Nmkjgfd
2 miesięcy temu

Fajnie piszesz redaktorze.

Aktualności

Kalendarz imprez