Płotki znów dały rekord świata! W oszczepie za to rozczarowanie…

Płotki znów dały rekord świata! W oszczepie za to rozczarowanie…

Pisaliśmy jakiś czas temu, że jeśli gdzieś szukać szans na pobicie rekordów świata w lekkiej atletyce, to w biegu na 400 metrów przez płotki. Wczoraj te słowa potwierdził już Karsten Warholm, który ustanowił fenomenalny wynik, pobijając swój stary rekord o 76(!) setnych sekundy. Dziś – również z własnym rekordem – rozprawiła się Sydney McLaughlin. I też zrobiła to w kosmicznym stylu. Niestety, widok najlepszego w historii wyniku był dla nas jedynie pewną osłodą po porażkach Polaków w tej samej sesji lekkoatletycznych zawodów.

Najszybsze

Właściwie z góry można było zakładać, że na podium staną McLaughlin, Dalilah Muhammad i Femke Bol. Zagadką pozostawało tylko to, w jakiej kolejności wbiegną na metę i czy Muhammad – zdecydowanie najbardziej doświadczona – obroni złoto z Rio de Janeiro. Wiadomo było, że nie będzie miała łatwo. McLaughlin, niespełna 22-letnia (urodziny obchodzić będzie za trzy dni), w czerwcu pobiła rekord świata starszej koleżanki z kadry, śrubując najlepszy w historii wynik na 51.90. A że rywalizacja napędza bicie rekordów, oczekiwaliśmy, że w Tokio zawodniczki pokuszą się o kolejny.

I wiecie co? Pokusiły się. I to o jaki!

Właściwie bieg wyglądał bardzo podobnie do tego, co dzień wcześniej zaprezentowali nam mężczyźni, na czele z Warholmem i Raiem Benjaminem. Mocne tempo, tak jak Norweg, od początku narzuciła Muhammad. To ona wysforowała się do przodu i pokonywała znakomicie kolejne płotki. Tyle że Bol i McLaughlin, biegnące na środkowych torach, nie zamierzały odpuścić. Na początku ostatniej prostej miały ledwie dwa, może dwa i pół metra straty do rywalki. I tak jak w rywalizacji mężczyzn, na ostatnim płotku dwie największe rywalki znalazły się niemalże na równi. I też jedna ruszyła potem do przodu, znakomicie finiszując. Jedyna różnica? Tym razem zrobiła to nie ta osoba, która prowadziła przez cały bieg.

Muhammad po prostu nie miała już tyle sił, a McLaughlin je zachowała. I to ona wygrała, ale obie pobiegły znacznie szybciej od poprzedniego rekordu świata. Bo ten nowy, wyśrubowany przez Sydney, to wynik fenomenalny, kosmiczny. Swój poprzedni wynik pobiła o 44(!) setne sekundy. Z 51.90 s zrobiło się dziś 51.46. Muhammad pobiegła tylko o dwanaście setnych wolniej. Trzecia Bol zaliczyła za to rekord Europy – 52.03 – udowadniając, że możliwości ma ogromne, bo przecież z tego towarzystwa jest najmłodsza (w lutym skończyła 20 lat). Przyszłość biegów płotkarskich wygląda więc znakomicie, a jeszcze niedawno można było się obawiać, że po odejściu Muhammad – mającej już przecież 31 lat – nie pojawi się żadna zawodniczka jej klasy.

Teraz są już dwie.

Bieżnia była zła

Że Damian Czykier nie wejdzie do finału biegu na 110 metrów przez płotki – spodziewaliśmy się. Że Cyprian Mrzygłód nie przejdzie kwalifikacji w rzucie oszczepem – w sumie też. Że Paweł Wiesiołek i Adrianna Sułek będą w okolicach przełomu pierwszej i drugiej dziesiątki klasyfikacji wielobojów po pierwszych kilku konkurencjach – nie zaskakuje nas to ani trochę. Ale że Marcin Krukowski, typowany do medalu i regularny w swoich rzutach, nie wejdzie nawet do finału rywalizacji oszczepników – to już spore rozczarowanie. Tym bardziej, że Polak nie był nawet bliski awansu – dwie próby spalił, w trzeciej rzucił ledwie 74.65 m. O jakieś osiem metrów za blisko.

Co powiedział po kwalifikacjach?

Jestem strasznie zły. Wiadomo, że miałem swoje problemy, ale dziś przegrałem z bieżnią. Jest bardzo szybka i bardzo miękka. Rzucałem tak naprawdę z powietrza. Stawiałem blok, a noga i tak jechała 20-30 centymetrów. Nie byłem w stanie wyrzucić oszczepu. Nie byłem może przygotowany na 95 metrów, ale w butach na trawie rzucałem na rozgrzewce po 70 metrów. Trudno. Za rok mistrzostwa świata, będę trenować dalej. Problem z barkiem? Miałem perypetie zdrowotne, ponad miesiąc nie rzucałem oszczepem, od mistrzostw Polski. Wyleczyłem się jednak, wszystko było dobrze, rzucałem daleko. Wszyscy szybcy zawodnicy, którzy dziś startowali, rzucali bliżej niż zwykle. Ten tartan tego nie trzyma. Do tego jest 40 stopni, na końcu rozbiegu robi się masło. Na to nie da się przygotować. Musisz po prostu postawić nogę w takim miejscu, gdzie ten tartan nie jest jeszcze wytarty. Oddaliśmy tam tylko trochę rzutów, a to wszystko wygląda, jakby ten tartan pocięli żyletką. Zresztą nie ma co narzekać, jest jak jest, każdy miał tak samo. Odpadłem akurat ja – mówił w rozmowie z TVP Sport.

I teraz tak: wiemy, że brzmi to jak głupie tłumaczenie, ale… jesteśmy w stanie w nie uwierzyć. Z kilku powodów. Po pierwsze, Marcin bez problemu mógł się wytłumaczyć barkiem. Problemy z nim ma od dawna – mógł powiedzieć, że poczuł ból i coś jest nie tak. Pewnie każdy by mu uwierzył. A tymczasem przyznał, że bark jest wyleczony i to nie on zadecydował. Po drugie, faktycznie problemy z rzutami mieli i inni zawodnicy. Nawet Johannes Vetter dopiero w ostatniej próbie zapewnił sobie awans do finału, a gość jest (lub: był do dziś) przecież pewniakiem do złota i w normalnych warunkach przerzuca rywali nawet o 10 metrów. Po trzecie, faktycznie słyszeliśmy już o tym, że tartan na stadionie w Tokio jest miękki i szybki, co sprzyja na przykład skoczkom czy biegaczom, ale niekoniecznie oszczepnikom.

Czy Krukowski powinien mimo wszystko wejść do finału? Tak, powinien. Gość jest przecież drugi na tegorocznych listach światowych. On zresztą sam to w pewnym sensie przyznał. I widać, że dla niego to ogromne rozczarowanie. Zapewne nawet większe, niż z perspektywy kibiców. Pozostaje liczyć, że tę złość, o której mówił, przekuje w jeszcze lepsze rzuty w kolejnych sezonach. Do kolejnych igrzysk trzy lata. Marcin może więc sobie po dzisiejszym rozczarowaniu powtarzać, że przecież zawsze będzie mieć Paryż.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jak tu pięknie
Jak tu pięknie
1 rok temu

Ojojoj, biedaczek, bieżnia go pokonała. Co prawda wszyscy zawodnicy rzucali z dokładnie tej samej bieżni i ci, którzy mieli do finału wejść to weszli, ale akurat na naszego tartan się specjalnie uwziął. Spod nóg mu się usuwał! Co za żenada.

Aktualności

Kalendarz imprez