Piotr Sierzputowski: zawieszenie turniejów tenisowych dla wielu zawodników będzie wyrokiem

Piotr Sierzputowski: zawieszenie turniejów tenisowych dla wielu zawodników będzie wyrokiem

Iga Świątek właśnie miała walczyć w Stanach Zjednoczonych w dwóch wielkich turniejach w Indian Wells. Chwilę potem planowała rozpocząć sezon na kortach ziemnych, zakończony na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. W międzyczasie jeszcze zamierzała zdać maturę, zapewnić sobie kwalifikację olimpijską i polecieć na Wimbledon. Wszystkie te plany zostały storpedowane przez pandemię koronawirusa. Niepocieszona Iga wróciła z Indian Wells, gdzie już na miejscu dowiedziała się o odwołaniu turnieju. Przestrzega zalecenia „zostań w domu” i niespodziewanie wolny czas wykorzystuje na przygotowania do matury (która być może się odbędzie). W domu siedzi także jej trener Piotr Sierzputowski. W dużej rozmowie szkoleniowiec naszej tenisowej nadziei kreśli dość ponure scenariusze. Przewiduje, że tenis prędko nie wróci, a obecna sytuacja dla wielu zawodników będzie wyrokiem.

JAN CIOSEK: Co tam słychać w świecie wielkiego tenisa?

PIOTR SIERZPUTOWSKI: Nic. Tenisa nie ma. Wielkiego świata nie ma. Nic nie ma…

Czy wy w ogóle macie jak trenować w tej sytuacji?

Na razie nie trenujemy. Po powrocie z USA byłem przeziębiony, więc nie było sensu ryzykować. Po drugie, wszystkie korty w Warszawie są zamknięte, więc trenować nie ma jak. Inna sprawa, że tak naprawdę trenować trzeba też mieć po co. Grać teraz tylko po to, żeby grać, nie ma sensu.

Czemu?

Bo kiedy przyjdzie już ten moment, kiedy będzie można grać, może się okazać, że mamy dość tenisa. W przyszłym tygodniu pewnie zaczniemy grać, ale nie nazwałbym tego trenowaniem w jakimś celu. To będzie raczej doskonalenie swoich umiejętności, ale też nie w dużych dawkach, raczej dla zabawy, dla przyjemności.

To jak to z tymi kortami jest? Wszystkie są zamknięte, czy macie jakieś opcje?

Z tego co wiem, dla nas fizycznie zamknięte są wszystkie korty w Warszawie. Póki co nie dowiadywałem się, czy gdziekolwiek będziemy mogli trenować. Zdaje się, że jedyne opcje są takie, że ktoś wpuszcza na swój prywatny kort.

Rozumiem, że kiedy będziecie potrzebować kortu do treningu, to jakiś się znajdzie?

Pewnie będziemy szukać. Korty, na których zazwyczaj trenujemy są zamknięte co najmniej do 29 marca. W sumie celowałem właśnie w koniec miesiąca, zobaczymy, czy coś się otworzy do tego czasu. Czekamy na jakieś odgórne decyzje, potem zrobimy porządny okres przygotowawczy. Ale prawda jest taka, że nikt nie wie, co będzie za miesiąc. Musimy trenować, ale nie mamy jakiegoś wielkiego parcia. W ostatnim czasie mieliśmy bardzo dużo trenowania, odpoczynek zawsze się przyda.

Iga leniuchuje?

A skąd! Zakuwa do matury. Siedzi od rana do nocy i się uczy. Inna sprawa, że według nas matury wcale nie będzie. Ale jak już się nauczy, to jeden problem będzie miała z głowy. Dostała czas, którego nie miała, więc go wykorzystuje. Świetnie, że jest umotywowana do nauki. To ją odciąży, potem będzie miała mniej stresu.

A teraz ma czym zająć głowę. To chyba dobre w tej sytuacji?

Dokładnie tak. Całe dnie się uczy, robi to bardzo sumiennie. A w przerwach robi ogólnorozwojówkę, przygotowanie motoryczne.

Ma na czym w domu trenować?

Tak, trener dał jej jakieś sprzęty z siłowni, więc ma jak ćwiczyć. To nie jest problem. Od przyszłego tygodnia ma zacząć normalne treningi motoryczne z trenerem, za tenisa też się powolutku weźmiemy.

Matury pewnie nie będzie, a na pewno nie w planowanym terminie. A tenis? Wiadomo, że nic nie wiadomo, ale czy zakładacie sobie jakiś termin, w który będziecie celować z formą?

Jeszcze kilka dni temu myślałem, że takim terminem będą igrzyska olimpijskie w Tokio. Liczyłem, że może uda się to zorganizować bez publiczności, z mniejszymi ekipami i różnymi restrykcjami. Ale dziś już wiemy, że tak nie będzie. Pierwszy realny termin na powrót do grania, jaki zakładam, to Stany Zjednoczone. Ale patrząc na to, co tam się dzieje, też ciężko spekulować, jak to z tym będzie.

Jeden wielki znak zapytania?

Fajnie powiedział Steve Simon, szef WTA, na spotkaniu z trenerami i zawodnikami w Indian Wells, że wszystkie opcje są brane pod uwagę. Jest wiele turniejów, które mogą i chcą być rozegrane w innych terminach. W tym na przykład Chiny, które prawdopodobnie będą pierwszym miejscem, w którym będzie można trenować i grać bezpiecznie.

Paradoksalnie…

Dokładnie. Chiny mają bardzo duży zasób budżetowy, który daje im wielkie możliwości. Jeśli trzeba będzie zamknąć terminal lotniczy tylko dla trenerów i zawodników, to Chińczycy po prostu go zamkną. Mogą sprawić, że zawodnik nie będzie miał kontaktu z ludźmi od momentu wylądowania w Chinach do zakończenia turnieju i wylotu. De facto trybuny tam zawsze były puste, bo oni nigdy nie zarabiali na biletach, tylko na transmisjach i samej organizacji imprezy. Dla nich to jest kwestia prestiżu. Steve Simon powiedział nam, że jest duża szansa, że turnieje w Chinach przełożymy na wcześniejszy termin i to tam będziemy rywalizować. Sezon na mączce zostanie przesunięty, ale wszystko trzeba uzgodnić z Wielkimi Szlemami, bo to są inne podmioty, niezależne od WTA. Po decyzji o odwołaniu turnieju w Indian Wells, Simon zasugerował organizatorom, żeby spróbowali zrobić imprezę w innym terminie, to powiedzieli mu, żeby się popukał w głowę. A po dwóch dniach stwierdzili, że miał rację i to jest dobre rozwiązanie. Może się okazać, że ten czas, kiedy normalnie mamy okres przygotowawczy, będzie najlepszy na rozgrywanie takich turniejów. Może nastąpić totalne przebudowanie kalendarza, łącznie z tym, że rozegramy Australian Open dwa razy w tym roku.

Olimpijski sen Igi Świątek

Czy w całej tej sytuacji zawieszenia rozgrywek na pewien czas są jakieś pozytywy? Pytam, bo tyle się mówi, że kalendarz jest przeładowany, co powoduje tyle kontuzji. Może ta przerwa wyjdzie tenisowi na dobre?

Ja nie widzę żadnych pozytywów. Jeszcze na dobrze nie zaczęliśmy sezonu, a już go kończymy. Niewiele jest dziewczyn, które mają prawo być zmęczone. Iga zagrała raptem dwa turnieje. Niestety, mamy w głowie to, że musimy się przygotować na najgorsze. Może się okazać, że kiedy już będzie można grać, turnieje będą tydzień po tygodniu. I to nie będą imprezy, które można odpuścić. Zawodniczki z pierwszej pięćdziesiątki mają wymagania ze strony WTA. Iga musi grać w tych turniejach, które wyznaczy jej WTA: z pięciu kolejnych największych –  Indian Wells, Miami, Madryt i Pekin – musi wybrać cztery, z kolejnej rangi – Premier 5 –  następne cztery i dwa z grupy turniejów Premier 700. To jest obowiązek, inaczej będzie bardzo tracić w rankingu. Jeśli będziemy je grać tydzień po tygodniu, na różnych kontynentach, bez chwili przerwy, wtedy dopiero posypią się kontuzje, bo obciążenia dla organizmu będą zbyt duże. Nie da się na topowym poziomie rywalizować sześć tygodni z rzędu. Nie da się.

No tak, a Roland Garros właśnie przesunięto na tuż po US Open…

Jeżeli US Open się nie odbędzie i będziemy grali tylko w Europie, to jest szansa na to, żeby ten Roland Garros się odbył. Ale jeśli uda się zorganizować US Open, to wątpię, żeby Paryż doszedł do skutku.

Aż tak?

Tak. Uważam też, że kolejnym problemem będzie pogoda i klimat. Dni na przełomie września i października w Paryżu są po prostu znacznie krótsze, ciężko będzie upchnąć wszystkie mecze. Na pewno organizatorzy nie będą chcieli tego robić bez kibiców, bo przecież trybuny na Roland Garros zawsze są pełne, to przynosi gigantyczne pieniądze.

Roland Garros mało prawdopodobne, US Open mało prawdopodobne. Nie brzmi to zbyt ciekawie…

Dla mnie na ten moment i tak większe szanse są na Roland Garros niż na US Open.

Dlaczego? Ze względu na epidemię?

Dokładnie. To, co tam zobaczyłem, przechodzi ludzkie pojęcie. Z jednej strony mamy odwołany turniej, wiemy, że zagrożenie epidemią jest poważne. Z drugiej wiemy, że średnia wieku w tej miejscowości to 69 lat, czyli grupa wysokiego ryzyka. I co? Pojechaliśmy wieczorem coś zjeść, a skończyło się tak, że zamówiliśmy jedzenie do pokoju. W restauracjach nie było gdzie usiąść, ludzie stłoczeni, wszyscy na sobie, tłumy. A to był środek tygodnia, nawet nie weekend. Ludzie w ogóle nic sobie nie robili z zagrożenia. Dziś ponoć jest inaczej, ale moim zdaniem jest już za późno. Już wtedy w tak małej miejscowości było sześć stwierdzonych przypadków, wszystkie w grupie wysokiego ryzyka, a życie toczyło się, jak gdyby nigdy nic. Gdy wszedłem do restauracji, byłem w niej najmłodszy… Wydaje mi się, że to się może dla nich bardzo źle skończyć. Obawiam się, że na przełomie sierpnia i września Stany Zjednoczone jeszcze nie będą gotowe. Dziś w Nowym Jorku wykryli jakąś chorą liczbę nowych przypadków koronawirusa…

Robi się nieciekawie.

Tak, a musimy jeszcze zadać sobie pytanie, jak sobie z epidemią poradzi ich system opieki zdrowotnej. Czy uciągnie? Z tego, co wiem, tam nie ma publicznego systemu, leczą się ci, którzy mają pieniądze. Będzie bardzo ciężko. Niby to jest jeszcze pół roku, sporo czasu. Ale nadzieje nie są duże. Patrząc po Chinach, szanse są nikłe. Już w listopadzie było wiadomo, że pojawił się nowy wirus. Minęło pół roku i dalej jest problem. Nie wierzę, że w Stanach będzie szybciej tym bardziej, że to dużo mniej zdyscyplinowane społeczeństwo.

Jak do całej sytuacji podchodzi Iga? Albo inaczej: jak bardzo jest wkurzona, że nie może grać?

Na początku była bardzo zła. Do Indian Wells była świetnie przygotowana, w końcu odpoczęła po Australian Open i Fed Cupie. Wcześniej zdrowie mocno jej dokuczało. Nawet nie duże rzeczy, raczej dużo małych. Pamiętam przykrą sytuację w Indian Wells, już kiedy było wiadomo, że turniej się nie odbędzie. Graliśmy trening, zagrała fenomenalną piłkę i… załamała się. Pytam: co się stało. A ona, że dawno tak dobrze nie grała, a tutaj nie ma jak grać. Emocje na początku były ogromne. Iga rozumie całą sytuację, wie czemu podjęto takie, a nie inne decyzje. Problemem jest pustka, nie wiadomo co dalej. I kiedy.

Ciężko się chyba zmobilizować w takiej sytuacji?

Tak, kiedy ma się konkretny cel, łatwiej o mobilizację. Trochę, jak w przypadku kontuzji, kiedy wydaje się, że już można wracać do gry, a okazuje się, że to jeszcze trzy tygodnie. To jest najgorsze, zawodnicy gotowi, w blokach startowych, już wszystko poukładane, a tu czekać trzeba.

Nie byliście źli na organizatorów, że tak długo zwlekali z decyzją o odwołaniu Indian Wells?

Ja rozumiem, czemu tak zrobili. WTA zwlekało z odwołaniem całego touru, z podjęciem radykalnych działań ze względu na sponsorów. W damskim tenisie sponsorzy są dobrem rzadkim, trzeba o nich dbać. Nikt nie chciał im zabrać turniejów, nie będąc na sto procent pewnym, że tak trzeba. Dopiero, kiedy ogłoszono stan pandemii, nie było już wyboru. Zawodnicy byli poinformowani o różnych scenariuszach, które mogą się wydarzyć. Iga jakoś to przetrawiła i teraz jest już spoko. Bardziej się boję tego momentu, kiedy będziemy trenować i trenować, bez celu. Wiem, jak to się kończy. Spotkałem w Indian Wells Jennifer Brady. Spytałem ją o plany, powiedziała, że odesłała trenera do Niemiec, a sama jedzie na wakacje, do domu na Florydzie. Stwierdziła, że jeśli teraz zacznie trenować, to potem, gdy przyjdzie pierwszy turniej, jej się już nie będzie chciało grać. Ma dużo racji.

Organizatorzy i sponsorzy liczą kasę, to oczywiste. A zawodnicy? Czy siedzi im w głowach to, że nie zarabiają, że uciekają im pieniądze?

Jak najbardziej. Obawiam się, że ta sytuacja to może być wyrok dla wielu zawodników. Na szczęście Igi to nie dotyczy. Nie powiedziałbym, że ma zapewniony spokój na 2-3 lata, ale ten rok jest w stanie przetrwać, nawet, jeśli nie odbędzie się ani jeden turniej. Ma odłożony fundusz, nie wydaje w ogóle pieniędzy, które zarabia. To bardzo rozsądne. Ale nie wszyscy tak robią i jest wielu zawodników, którym będzie bardzo trudno wrócić do gry. Nie będą mieli za co trenować, odpowiednio się przygotować. Na turniej jakoś jeszcze dolecą, ale potem będą się sypać kontuzje. Nie zazdroszczę im takiej sytuacji jazdy na krawędzi, gdzie każdy turniej będzie walką o życie.

Aż tak poważnie? Przecież zarobki w tenisie są bardzo wysokie…

John Isner napisał kiedyś taki artykuł, w którym wszystko dokładnie podsumował. Startowe za Wimbledon, te kilkadziesiąt tysięcy funtów, to jest de facto to, co on wydaje na przygotowania, a czasem nawet mniej. Ja wiem doskonale, ile wydaliśmy na wyjazd do Indian Wells. A przecież turniej się nie odbył i nikt nigdy Idze tych pieniędzy nie odda. Fajnie, że udało nam się przebukować za darmo bilety na wcześniejszy termin, ale już opłatę lotniskową musieliśmy zapłacić, jakiś tysiąc złotych od osoby, czyli kolejne cztery tysiące. Na pewnych etapach kariery takie straty mogą być zabójcze. Dla zawodników, którzy dopiero się przebijają, taka kwota to budżet na kilka tygodni grania…

ROZMAWIAŁ
JAN CIOSEK

foto: newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez