Trener Świątek: Iga nigdy nie grała dla pieniędzy

Trener Świątek: Iga nigdy nie grała dla pieniędzy

Piotr Sierzputowski, trener Igi Świątek, opowiadał na antenie WeszłoFM o wielkim sukcesie swojej podopiecznej. Zdradził, który mecz z minionego Roland Garros uważa za najtrudniejszy dla Igi, co czeka cały team Świątek w najbliższej przyszłości oraz co uważa za największe zalety polskiej tenisistki. 

WOJCIECH PIELA: Przede wszystkim ogromne gratulacje, bo to wielki sukces Igi, ale też i wasz. Zastanawiam się, czy musieliście się wzajemnie podszczypywać, żeby uwierzyć, w to, co się dzieje? Czy obyło się bez tego, a wystarczyło obejrzeć jakieś nagrania z półfinału i finału? A może wciąż nie do końca wierzysz w to, co się stało? 

PIOTR SIERZPUTOWSKI: Myślę, że to jeszcze przez dłuższy czas do nas nie dotrze, a zrozumiemy jaki to jest wynik za tydzień czy dwa. Na razie cieszymy się tym, co jest i planujemy następne kroki.

Jak z twojej perspektywy wyglądała ta droga? Były jakieś kluczowe momenty? I co spowodowało, że Iga tak bardzo zaskoczyła nie tylko tenisowy świat, ale pewnie nawet siebie i was?

Myślę, że najważniejsza dla całego turnieju była pierwsza runda. Żeby Iga poczuła, że potrafi i że to co robi, jest dobre. Więc ten mecz z Marketą Vondrousovą był ważny, wykorzystała w nim wszystkie swoje umiejętności i później już poszła taka fala. Najtrudniejszy mecz, patrząc na jej dyspozycję w tym turnieju, zagrała z Eugenie Bouchard. Można powiedzieć, że to ona najwyżej zawiesiła poprzeczkę. Prawdą jest, że dwa dni później Iga rozegrała świetny mecz z Simoną Halep, natomiast w tamym spotkaniu zaprezentowała swój najlepszy tenis. Zupełnie inaczej gra się, kiedy wszystko wychodzi, a inaczej, kiedy są elementy, które nie działają.

Rzeczywiście nie spodziewałem się tego wyniku tak szybko. Często rozmawiam z Igą, mówię jej, że uważam, że najbliższe 2-3 lata są kluczowe, by mogła rywalizować z dziewczynami z pierwszej dziesiątki. Oczywiście, już teraz może to robić, ale w krótkim okresie. Przed nami więc wciąż dużo pracy. Tu się udało, zagrała świetne dwa tygodnie.

Przecierałeś czasem oczy ze zdumienia, że Iga wygląda aż tak dobrze? Bo przecież wygrać turniej wielkoszlemowy w wieku 19 lat, będąc 54. zawodniczką w rankingu WTA… Gdybym posłużył się piłkarskim przykładem, to trochę tak, jak Leicester, kiedy zdobywało mistrzostwo Anglii. Ogromne zaskoczenie. Przed turniejem, jeśli pytalibyśmy ekspertów, to nikt by na Igę nie stawiał. A ona to wygrała i to gładko. 

Uważam, że umiejętności tenisowe ma już na takim poziomie, by tak grać. Największym wyzwaniem jest jednak to, by była stanie robić to dzień w dzień. Oczywiście, nikt na nią nie stawiał, ale ja nie muszę przecierać oczu ze zdumienia, bo widzę ją grającą w ten sposób na treningach. Więc nie jest to dla mnie nic niezwykłego. Niezwykłe jest to, że była w stanie utrzymać tę formę przez siedem meczów singlowych plus pięć w deblu, w których tylko w dwóch grała nieco słabiej i trudniej było jej utrzymać swoją fantazję na wodzy. Najbliższe miesiące będą dla nas bardzo intensywne. Nie ze względu na to, co wydarzyło się w przeszłości, ale na to, co będzie w przyszłości i na co trzeba się bardzo dobrze przygotować.

Jak spoglądasz na całą otoczkę Rolanda Garrosa? Bo nie było Ash Barty, nie było Naomi Osaki, zastanawiam się też, czy Idze nie pomogło przypadkiem to, że zabrakło tych tysięcy kibiców, którzy czasem sprzyjają też drugiej zawodniczce. Nie mówię, że atmosfera była piknikowa, ale wiemy, że normalnie te turnieje wielkoszlemowe wyglądają zupełnie inaczej. Może dzięki temu Idze nieco łatwiej było się skupić i wyciszyć głowę? Bo przecież doświadczenia z tymi wielotysięcznymi kortami na etapie ćwierćfinału czy półfinału takiego turnieju jeszcze nie miała. 

Powiem tak: uważam, że to wręcz przeszkodziło Idze. Może nie w tym turnieju, bo to nie pierwszy turniej w tym roku i zdążyła się do tego przyzwyczaić. Tu zresztą pojawiło się już trochę kibiców i bardzo jesteśmy wdzięczni, że pojawiło się sporo Polaków, którzy głośno wspierali Igę i jej pomagali. Ona jest osobą, dla której im więcej osób na trybunach, tym lepiej. Nie wiem tak naprawdę, z czego to wynika. Chyba z tego, że jest normalna, ludzie lubią jej kibicować, niezależnie od tego, z kim gra. Czy grała z Naomi Osaką, czy z Caroline Woźniacką, a nawet na jej treningu – ludzie jej kibicowali. Fani ją lubią, jest szczera w tym, co lubi, naturalna. Dlatego uważam, że gdyby byli kibice na trybunach, to byłoby jej wręcz łatwiej.

Co do zawodniczek, które się tu pojawiły, to absolutnie nie dyskredytowałbym tego turnieju. Rzeczywiście zabrakło Ash Barty [liderka rankingu i obrończyni tytułu – przyp. red.], to ma duży wpływ, natomiast pytanie, czy byłaby w wystarczającej dyspozycji, by cokolwiek dobrego tu zagrać, bo przecież niemal w ogóle w tym roku nie grała. Do tego ciążyłaby na niej ogromna presja, chciałaby pokazać, że jej poziom nie spadł. A co do Naomi Osaki – uważam, że na tej nawierzchni to nie jest najlepsza zawodniczka. Bardzo ją lubimy, jest koleżanką Igi, ale jej nawierzchnią jest twarda, bo na mączce historycznie nie radzi sobie za dobrze.

Wszystko ułożyło się tak, że ćwierćfinał i półfinał Iga grała z zawodniczkami rozstawionymi niżej od niej. To było jakieś błogosławieństwo, z którego trzeba było skorzystać, czy wręcz przeciwnie – trzeba było jeszcze bardziej Igę odcinać od świata zewnętrznego, bo przystępowała do tych meczów jako faworytka?

Sam uważam, że to trochę przekleństwo. Choć już po turnieju nie chcę tego tak oceniać, bo Iga wygrała i grała świetnie, to przed meczami zawsze powtarzałem, że wolałbym, żeby grała na przykład z Eliną Switoliną. Zresztą trenowaliśmy z nią też w Rzymie i widziałem, że Iga jest w stanie z nią rywalizować. Ale Elina zagrała swój ćwierćfinał po prostu słabo, a Podoroska zagrała świetnie i awansowała. Natomiast uważam, że pierwsze cztery rundy Iga miała naprawdę piekielnie trudne. To trzeba powiedzieć. One absolutnie nie zwiastowały niczego dobrego. Później rzeczywiście może  było troszkę szczęścia, ale to jest już zupełnie inny rodzaj presji, z którym trzeba sobie poradzić.

Powiedz, co dzieje się w Paryżu? Jaki jest wymiar tego sukcesu? Pewnie mnóstwo gratulacji, dopytywanie o przeszłość i przyszłość Igi… Jak to odczuwasz?

Tu w Paryżu niewiele się tak naprawdę dzieje. W naszym otoczeniu też, bo my przebywamy ze sobą jako team. Oczywiście, przyjechał jej tata, przyjechała siostra i to bardzo fajne, że mogła dzielić takie chwile z rodziną. Natomiast staraliśmy się odciąć, nawet od was, mediów. Iga do tej pory zrobiła tak naprawdę tylko konferencje, które na turnieju są obowiązkowe. Dalej też będziemy sobie to powoli dozować i to ona będzie decydować, ile będzie tego chciała zrobić i ile będzie w stanie. Będziemy też od tego trochę uciekać, bo wiemy, jakie jest teraz show i jaki jest hype na to – to nie jest do końca dobre. Choć wiemy, że Polscy kibice są głodni sukcesu.

Na tyle, na ile znasz Igę, jesteś w stanie zapewnić, że za te miliony złotych, które już zarobiła, to nie będzie tak, że Iga kupi jakiś nowy samochód, będzie śmigać po Warszawie i odleci? 

Nie, znam Igę tyle lat… nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby odleciała. Wczoraj mieliśmy ponadprogramową kolację, świętowaliśmy zwycięstwo, do tego Daria Abramowicz miała urodziny. To już było coś bardzo fajnego. Oczywiście dotychczasowi sponsorzy Igi się odzywają i oferują jakieś tam prezenty. Na pewno z czegoś się skorzysta, bo warto też odświeżyć głowę, zrobić coś innego, niż tylko siedzieć w tym tenisie. Myślę, że Iga jest naprawdę wyważona i tych milionów złotych nawet nie odczuje.

Ona nigdy nie grała dla pieniędzy. Denerwowało ją tylko, jak pieniędzy na wszystko nie było. Poza tym nie zdarzyło mi się nigdy, żeby Iga rozmawiała o pieniądzach. Jej problemem jest zresztą to, że nie wie, na co je wydać. Po prostu nie czuje takiej potrzeby. Chce trenować, chce się bawić tym, co w życiu robi. Sprawia jej to przyjemność, całe to jeżdżenie po turniejach. Jak wraca do domu, to szybko się nudzi i chce jechać. Więc robi to, co kocha i pieniądze są dla niej nieistotne.

Słyszałem zresztą, że Iga nawet nie ma jeszcze prawa jazdy.

Nie, nie ma. Zaczęła się uczyć do egzaminu, ale nie zdążyła do niego podejść w okresie pandemii, więc pewnie zrobi to jakoś na raty, jak najszybciej się da. Choć wiadomo, że przy naszym kalendarzu to trudne. Ale samochody nie są jej pasją. Choć lubi jeździć fajnymi modelami, nie można powiedzieć, że nie. Ale pewnie każdy to lubi.

Ciekawe jak w WORD-zie w Warszawie zareagują, gdy Iga przyjdzie na egzamin. 

Mam nadzieję, że ją obleją. (śmiech) Żeby nie mogła mówić, że zdała tak jak trener – za pierwszym razem.

Powiedz, jak wasze plany treningowe? Wiemy, że startować już w tym roku nie będziecie. Ile będzie tego wolnego, kiedy wracacie?

Wracamy w poniedziałek, mamy to wszystko płynnie ustalone, nie ma konkretnych ram czasowych. Co do następnych dni – z tego, co się dowiadywałem, bo nie zajmuję się sprawami organizacyjnymi – to będzie zorganizowana konferencja i potem czekają wakajki. Wszyscy musimy odpocząć, trzeba zresetować głowę, wyciszyć się, uciec od ludzi. Dopiero później będziemy planować treningi. Na pewno będziemy dużo wyjeżdżać, również z tego powodu, że u nas nie ma za bardzo warunków do trenowania na zewnątrz przez pogodę. Będziemy szukać warunków przy dobrej pogodzie, takiej, jak gra się zresztą w tenisa. Mam nadzieję, że budżet pozwoli i nie będzie już z tym problemów.

Powiedz, gdzie widzisz sufit Igi w przyszłości? I jak widzisz kwestię podejścia do Igi, bo ono się przecież zmieni – nie będzie już zawodniczką młodą, utalentowaną, startującą z drugiego szeregu. To już będzie Iga Świątek, zwyciężczyni Rolanda Garrosa. W każdym meczu oczy będą zwrócone właśnie na nią. 

Zgadza się. Jak mówię: dla mnie najważniejsza jest praca. Nie ma nic ważniejszego, bo jak się ciężko pracuje, to wyniki przychodzą. Tym bardziej, że Iga ma do tego rękę i robi to świetnie. Taką drugą najważniejszą z jej umiejętności jest moim zdaniem to, że z każdego dołka bardzo szybko wychodzi, wyciąga wnioski i rusza naprzód. Mam nadzieję, że nie będzie żadnego załamania i będziemy mogli pójść do przodu i dalej grać. To będzie kluczowe, szczególnie na początku roku, jeśli te turnieje w Australii się odbędą.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez