Piotr Lisek trzyma poziom, Robert Sobera do niego doskoczył

Piotr Lisek trzyma poziom, Robert Sobera do niego doskoczył

W swoim trzecim starcie w tym sezonie Piotr Lisek osiągnął dokładnie taką samą wysokość, jak w drugim – 5,62 m. Tyle samo skoczył Robert Sobera, ale dzięki lepszej skuteczności prób został sklasyfikowany wyżej od Liska. To udało mu się po raz pierwszy od… ponad czterech lat. Poza tym w Berlinie prezentowała się m.in. znakomita Malaika Mihambo. 

Spokojnie, on tak zawsze

Jeśli tylko chwilę posiedzicie w sieci, da się dostrzec pierwsze głosy zaniepokojenia formą Piotra Liska. Bo i faktycznie, jeśli gość przyzwyczaił nas do tego, że potrafi skakać regularnie na wysokości 5,80 m, a rekord Polski wyśrubował na poziom ponad sześciu metrów, no to można mieć pewne oczekiwania. I skoki na poziomie 5,62 – do którego Piotr zresztą dobrnął dziś ze sporymi problemami – niekoniecznie te oczekiwania spełniają.

Sęk w tym, że Lisek tak zawsze. Zawodnik Grupy Sportowej ORLEN lubi rozkręcać się poprzez starty. Jeśli chwilę byście z nim pogadali, jedyne, co by powtarzał to, że “skupia się na pracy”. Praca ma tu przynieść efekt, a kolejne skoki w mniejszych imprezach też się w to wliczają. Piotr zawsze w tej kwestii wyraża się wprost – nie ma zamiaru na nic narzekać, po prostu stara się robić swoje. A trochę powodów do narzekań by miał – przygotowania zakłócił mu na przykład uraz uda.

Jednak, jak się rzekło, Piotr po prostu skacze. Na swoim poziomie, zresztą. Początki sezonu zawsze miał słabsze, a to 5,62 to na ich tle całkiem dobra wysokość. Zresztą – choć wiemy, że to ten typ zawodnika, która chciałby zgarniać medal na każdej mistrzowskiej imprezie – sezon halowy jest w tym roku jeszcze mniej istotny niż zwykle. Tak naprawdę wszystkie te starty służą przygotowaniu do igrzysk. A do nich jeszcze sporo czasu. Lisek się rozkręci, wierzcie nam. Strącone dziś próby na 5,72 m nie są jeszcze powodem do niepokoju.

Sobera o sobie przypomniał

Tyle samo co Lisek skoczył dziś też Robert Sobera – mistrz Europy sprzed pięciu lat. To wtedy ostatni raz okazał się lepszy od swojego kolegi po fachu. Potem przez kolejne 42 starty wyłącznie z nim przegrywał. Aż do dziś. Skakał bowiem pewniej i łatwiej przelatywał nad poprzeczką przy okazji kolejnych wysokości. Całkiem prawdopodobne, że w swoim pierwszym starcie zaliczyłby od razu 5,72 m i wypełnił tym samym minimum na halowe mistrzostwa Europy.

Tu jednak wkradła się złośliwość rzeczy martwych – przy pierwszym skoku na tej wysokości Soberze pękła tyczka. Polakowi na szczęście nic poważnego się nie stało (choć tyczka uderzyła go w rękę, więc pewnie przejdzie jeszcze badania, na wszelki wypadek), podszedł bowiem do trzech kolejnych prób (już na 5,80), ale nie udało mu się zaliczyć żadnej z nich. Zresztą nic dziwnego – pech Roberta polegał bowiem na tym, że tyczka, która się złamała, była najtwardszą i na niej mógł latać najwyżej. Na miększej nie był już w stanie fruwać tak wysoko, jak zrobili to rywale.

Konkurs rozstrzygnął się bowiem właśnie na wysokości 5,80. Zaliczyli ją notujący naprawdę dobry początek sezonu Torben Blech i, co jest niespodzianką, Ernest Obiena z Filipin. Ten drugi poprawił tym samym halowy rekord swojego kraju o niemal 20 centymetrów. Do własnej życiówki – ustanowionej w 2019 roku – zabrakło mu ledwie centymetra. Co jednak dla niego najważniejsze – wygrał dzisiejsze zawody, bowiem miał mniej zrzutek niż rywal.

Warto dodać, że Obienę trenuje Witalij Pietrow, prawdziwa legenda tej konkurencji. Gość, który na szczyty wyniósł Serhija Bubkę, a potem pracował z kolejnymi wielkimi talentami, choćby Thiago Brazem, mistrzem olimpijskim z Rio de Janeiro. Całkiem możliwe, że i z Obieną osiągnie niezłe rzeczy, choć tu problem jest jeden – Ernest po prostu jest zawodnikiem dość niskim i szczupłym, co może mu utrudnić loty na najwyższych wysokościach. Potencjał jednak z pewnością ma.

Mihambo znów najdalej

Co jeszcze działo się dziś w Berlinie? Cóż, Malaika Mihambo – jak to ona – poprawiła najlepszy wynik z tego sezonu w skoku w dal, lądując o trzy centymetry dalej, niż pięć dni temu w Duesseldorfie (6,77 m). Niemka będzie zapewne główną faworytką do złota w Toruniu, a wszyscy zdają się tylko czekać, aż dojdzie do formy, w której powalczy o siedmiometrowe próby czy nawet poprawienie halowej życiówki (7,07 m).

Poza Liskiem i Soberą mieliśmy też trzeciego Polaka w stawce – Przemysław Słowikowski po błędzie popełnionym po starcie nie przebrnął jednak przez kwalifikacje biegu na 60 metrów. W czeskich Nehvizdach za to, gdzie trwał inny mityng, zaprezentowali się Sebastian Łukszo w pchnięciu kulą i Mateusz Jopek w skoku w dal. Ten pierwszy osiągnął 18,94 m i zajął szóste miejsce. Znacznie lepiej wypadł Jopek, który wynikiem 7,57 m ustanowił nową życiówkę w hali. I to naprawdę dobry prognostyk, bo w zeszłym sezonie niespełna 24-letni Polak znacznie zbliżył się do granicy ośmiu metrów (7,95) na stadionie. Dzisiejsze skoki potwierdzają, że zachował tę formę.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez