Pierwszy medal San Marino, złote Kosowo. W Tokio nie brak ciekawych historii

Pierwszy medal San Marino, złote Kosowo. W Tokio nie brak ciekawych historii

Igrzyska w Tokio dostarczyły malkontentom worek ostrej amunicji. Bo bez kibiców nie ma atmosfery. Bo Japończycy wprowadzili ostre restrykcje, które mogą wypaczać wyniki rywalizacji. Wreszcie, z naszego punktu widzenia – bo do tej pory Polakom nie wiedzie się na nich najlepiej. Ale to nie znaczy, że jest to impreza nudna, pozbawiona fajnych historii. Przeciwnie, igrzyska dostarczyły nam sporo ciekawych wątków.

Zaskoczenie na basenie

Chociaż występy Polaków chluby nam nie przynoszą – rzecz jasna, poza srebrną czwórką podwójną kobiet w wioślarstwie – to naszych pływaków jak na razie nie mamy się co wstydzić. Medalu co prawda nie ma – i być może nie będzie – ale w obliczu tego, co ostatnio dzieje się wokół polskiego pływania, dwa wywalczone finały należy uznać za dobry wynik. Zwłaszcza, że na swój start czeka jeszcze Katarzyna Wilk-Wasick. Przed igrzyskami eksperci byli zgodni, że będzie ona najprawdopodobniej jedyną reprezentantką Polski, która dojdzie do finału w swojej konkurencji.

Jednym z takich zaskoczeń jest występ Krzysztofa Chmielewskiego. Przecież nikt nie miał jakichkolwiek oczekiwań związanych z występem tego siedemnastoletniego chłopaka. Tymczasem Polak zarówno w pierwszym starcie, jak i w półfinale wyścigu na 200 metrów stylem motylkowym osiągał czas poniżej minuty i pięćdziesięciu sześciu sekund. W półfinale ustanowił wręcz rekord życiowy – 1:55.29. To dało mu piąte miejsce, ale ogólnie siódmy czas, zatem życiowy sukces stał się faktem – Chmielewski dostał się do finału zawodów. Co prawda tam dopłynął już na końcu szalenie mocnej stawki, ale po jego występie możemy ogłosić jedno. Proszę państwa, mamy talent. Teraz wystarczy go tylko oszlifować.

Ale dotychczas największą sensacją w basenie olimpijskim jest Ahmed Hafnaoui. Osiemnastolatek z Tunezji wszedł do finału rywalizacji na 400 metrów stylem dowolnym dopiero z ósmym czasem. W głównym wyścigu miał stanowić tylko tło dla faworyzowanych Amerykanów i Australijczyków. Kiedy po dwustu metrach dzielnie trzymał się prowadzącego Jacka McLoughlina, myśleliśmy, że źle rozłożył swoje siły i po prostu wymięknie. Ale po następnej setce Tunezyjczyk wciąż nie odpuszczał, a po ostatnim nawrocie wręcz przyspieszył, zwyciężając w cudownym stylu. Tym samym Tunezja pogodziła pływackie mocarstwa.

Kurczy się lista krajów, które nigdy nie zdobyły medalu

Siedemdziesiąt – tyle państw nigdy w historii nie zdobyło medalu na igrzyskach. Powody są różne, tak jak i kraje znajdujące się na liście. Ogólny słaby rozwój danego państwa, niewielka populacja, brak infrastruktury, czy po prostu brak zainteresowanie sportami olimpijskimi. Szerzej na ten temat pisaliśmy w tym artykule. Jednak gdy będziecie go czytać, miejcie na uwadze, że podana przez nas liczba dzięki igrzyskom w Tokio nieco się zdezaktualizowała. Dziś wynosi sześćdziesiąt osiem, gdyż dwa kraje mają swój medalowy pierwszy raz za sobą.

Pierwszym z nich jest Turkmenistan, który posłał do Kraju Kwitnącej Wiśni dziewięciu sportowców, z czego piątka z nich startowała w specjalności krajów, będących byłymi republikami Związku Radzieckiego, czyli w podnoszeniu ciężarów. Passę sześciu wyjazdów na igrzyskach bez zdobyczy medalowej zakończyła Polina Gurjewa – dwudziestojednolatka startująca w kategorii do 59 kilogramów. Grujewa zdobyła srebrny medal z łącznym wynikiem 217 kg. Zawodniczka z Tajwanu Chińskiego Tajpej – Kuo Hsing-chun – była poza zasięgiem, pobijając rekord olimpijski (236 kg). Jednak Polina pokonała o trzy kilogramy zawodniczkę gospodarzy, Mikiko Ando, więc to wielki sukces. Tym samym Turkmenistan z jednym srebrnym medalem zajmuje 46. pozycję w klasyfikacji medalowej, którą dzieli między innymi z Polską…

Ale największą – i najświeższą, bo dzisiejszą – historią jest medal dla San Marino! Tak, tego samego państewka okalanego zewsząd przez Włochy, z którym tyle razy mierzyliśmy się w piłce nożnej. Sanmaryńczycy są obecni na igrzyskach aż od 1960 roku, ale nie dane im było poznać smaku zobaczenia swojego reprezentanta na podium. W Tokio mogą ściskać kciuki za pięciu reprezentantów, a upragniony medal zdobyła Alessandra Perilli – zawodniczka startująca w strzelectwie, w konkurencji trap. Perilli wywalczyła brązowy medal, czyniąc tym samym San Marino krajem z najmniejszą liczbą ludności, który kiedykolwiek zdobył krążek na igrzyskach – zarówno letnich, jak i zimowych. W końcu większą liczbą mieszkańców niż San Marino (33,6 tysiąca) może pochwalić się na przykład Kraśnik czy Cieszyn.

Fidżi, Kosowo, Bermudy? Gonimy te sportowe mocarstwa

San Marino nas nie wyprzedziło, Turkmenistan jest nam równy. Ale to nie znaczy, że w klasyfikacji medalowej nie mamy kogo gonić. Jest kilka innych sportowych potęg, które w klasyfikacji medalowej mogą spoglądać na nas z góry. Jedną z nich jest Fidżi. Bo ta malutka wyspa leżąca na Oceanie Spokojnym jest potęgą – piszemy to bez ironii – w Rugby 7, który to sport jest rozgrywany na igrzyskach od Rio. Wtedy Fidżi zdobyło w nim złoty medal, a dziś powtórzyło ten sukces. Zapewne na tym medalu się skończy, ale hej – złoto, to złoto.

A skoro już przy złocie jesteśmy, to pierwszy krążek z najcenniejszego kruszcu dla Filipin wywalczyła Hidilyn Diaz – sztangistka startująca w kategorii do 55 kilogramów. To wielka rzecz dla tego kraju, który na igrzyskach startuje od 1924 roku, więc blisko sto lat! Sztangistka z miejsca została bohaterką narodową, a sukcesu gratulował jej sam Manny Pacquiao – absolutna legenda boksu, która na Filipinach cieszy się statusem porównywalnym do tego, jaki miał Diego Maradona w Argentynie.

Takim samym osiągnięciem mogą pochwalić się Bermudy. Ten kraj wysłał do Japonii zaledwie dwóch (dwóch!) sportowców. Jakie w takim przypadku mogą być szanse na zdobycie czegokolwiek? Otóż okazuje się, że nie ilość, ale jakość się liczy. Flora Duffy zdobyła olimpijskie złoto w triathlonie, przez co Bermudy stały się najmniejszym państwem, które zdobyło najwyższy laur na igrzyskach.

Spośród nieoczywistych państw, które mamy przed sobą, najtrudniej będzie nam przegonić Kosowo. I to też piszemy bez ironii. Wprawdzie posiada ono tylko dwa medale, ale obydwa złote. To państwo, dla którego igrzyska w Tokio to dopiero druga impreza, w której występuje, ale możemy to powiedzieć  z pełną stanowczością – wraz z powstaniem Kosowa wyłoniła się nowa siła w kobiecej odmianie tego sportu. W Rio złoto w kategorii 52kg zdobyła Majlinda Kelmendi. W Tokio w jej ślady poszły Distria Krasniqi (kat. -48kg) oraz Nora Gjakova (kat. -57kg). Zatem Kosowo zdobyło w krótkiej historii swoich występów trzy medale – i wszystkie są złote. Dlaczego będzie nam ciężko ich przegonić? Bo o ile nie wątpimy w to, że zdobędziemy więcej medali niż Kosowo, o tyle w klasyfikacji najpierw liczy się ich kolor, a później liczba. Zatem niezależnie od liczby, przede wszystkim musimy mieć na tych igrzyskach dwóch mistrzów.

Na zdjęciu głównym Alessandra Perilli, fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez