Pierwsze przetarcie na hali za Piotrem Liskiem

Pierwsze przetarcie na hali za Piotrem Liskiem

Halowy sezon w lekkiej atletyce zaczyna się rozkręcać. Debiut w 2021 roku zaliczył dzisiaj Piotr Lisek. Jak mu poszło? Bez rewelacji, ale cóż, pierwsze koty za płoty, szczególnie że polski tyczkarz zazwyczaj w początek sezonu wchodzi powoli. Z innych wieści: falstart w finale płotków, w którym brał udział również Artur Noga, zaliczył Damian Czykier, a do wielkiej formy zdaje się wracać… Renaud Lavillenie.

Najwyższą wysokością, jaką zaliczył Lisek na mityngu w Karlsruhe, było 5,47. Następnie trzykrotnie podchodził do 5,62, ale niestety zaliczył trzy strącenia. Czy mamy powody do obaw? Oczywiście, że nie. Mówimy o absolutnym początku sezonu, do najważniejszych startów jeszcze daleko. Poza tym Polak miał jakiś czasu temu uraz mięśnia dwugłowego, który nieco utrudnił mu przygotowania. Zatem im więcej startów za pasem, tym lepsze skoki zawodnika Grupy Sportowej ORLEN powinniśmy oglądać.

Nieudany występ zaliczył też inny czołowy tyczkarz świata, Raphael Holzdeppe. Natomiast z bardzo dobrej strony pokazał się Renaud Lavillenie. Francuz szedł w dzisiejszym konkursie jak burza. Zaliczył bez problemu pierwsze cztery wysokości, w tym 5,95 i zatrzymał się dopiero na 6 metrach. Tym samym zdołał pobić rekord mityngu, robiąc wynik, który rzadko się spotyka na tym etapie sezonu.

Tyczkarze nie byli jedynymi gwiazdami lekkoatletyki, którzy pojawili się w Karlsruhe. Warto wspomnieć choćby o Bethwellu Birgenie, który zaliczył życiówkę na 3000 metrów (będącą również najlepszym wynikiem sezonu – 7:34.12), a także mistrzyni świata na 200 metrów – Dinie Asher-Smith – która pokazała, że jest bardzo szybka również na 60 metrów. Ten dystans przebiegła w 7,06 sekundy (co jest rekordem świata juniorów Ewy Swobody). Tym samym Brytyjka pokazała, że wciąż znajduje się w wysokiej formie. Bo – co warto podkreślić – od mistrzostw globu w Dausze w 2019 roku praktycznie jej nie oglądaliśmy.

Dobrą formę potwierdził też Artur Noga. Zawodnik, którego śmiało możemy określić mianem nieco “zapomnianego”, w styczniu zdążył już wyrównać swój halowy rekord życiowy na dystansie 60 metrów przez płotki. Tym razem do 7,64 nieco zabrakło, ale wyniki Polaka i tak budzą podziw (7,75 i 7,73). Mówimy w końcu o gościu, który kompletnie zniknął z radaru, a nagle wrócił, i notuje wyniki, które dają mu nadzieje na występ na igrzyskach w Tokio.

Minimum na zbliżające się halowe mistrzostwa Europy w Toruniu zaliczył Damian Czykier (7,68). Zrobił to jednak w biegu półfinałowym, a w samym finale zaliczył falstart. Wielka szkoda, bo choć ranga zawodów do najwyższych nie należała, każdy bieg w niezłej obsadzie się ceni. Niezbyt zadowolona musi być również Pia Skrzyszowska, która w półfinale biegu na sześćdziesiątkę przez płotki zajęła dopiero piąte miejsce.

W tym wszystkim pamiętajmy jednak, że startów w najbliższych tygodniach (w tym wiele, również HME odbędą się w Polsce) brakować nie będzie. Czasu na budowanie formy zostało jeszcze sporo, i miejmy nadzieję, że polscy lekkoatleci świetnie go wykorzystają.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez