Piękny mityng ku pamięci Kamili Skolimowskiej

Piękny mityng ku pamięci Kamili Skolimowskiej

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, to bardzo źle, że Memoriał Kamili Skolimowskiej musi się odbywać i to już od dziesięciu lat. Wszyscy wolelibyśmy, aby Kamila cały czas rywalizowała i była dziś z nami. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie oglądaliśmy wspaniałą rywalizację, ostatni sprawdzian naszych lekkoatletów przed mistrzostwami świata. Mityng przyniósł skrajne emocje. Wspaniały wynik Konrada Bukowieckiego w pchnięciu kulą, przepychankę Adama Kszczota i Michała Rozmysa, niesamowity pościg Justyny Święty-Ersetic za Allyson Felix, zwycięstwa i porażki. Złą wiadomość ogłosiła Sofia Ennaoui: nie wystartuje w mistrzostwach świata. Sponsorem Memoriału Kamili jest PKN ORLEN.

Robert Skolimowski, ojciec Kamil nie kryje wzruszenia rozmawiając z dziennikarzami: Widzę, że w tym roku sportowcy pokazują jeszcze więcej serca. Podziwiam ich nastawienie, szczególnie, że mają dwa tygodnie do finałowego, najważniejszego startu w sezonie – mistrzostw świata. Wrażenie potęguje fantastyczna atmosfera zrobiona przez widownię. Ci sportowcy startują tu właśnie dla tych ludzi. Ta “dziesiątka”, ten jubileuszowy memoriał jest miłym, sympatycznym mityngiem z rodzinną atmosferą. Myślę, że wychodząc ze stadionu każdy zapamięta te zawody. Ci młodzi zawodnicy, przez lata startujący nabyli wiedzy o Kamili, starsi przekazali im, że warto tu być.

Rywalizacja przebiegała niezwykle dynamicznie. Konkurencje są skondensowane do granic możliwości, tak że w poszczególnych konkurencjach startuje minimalna liczba uczestników. W rzucie oszczepem, który rozpoczynał dzisiejszy harmonogram na starcie pojawiła się szóstka zawodników, trzech mężczyzn i trzy kobiety. Tak samo było we wszystkich konkurencjach rzutowych. Konkurs wygrała Japonka Haruka Kitaguchi z wynikiem 60,47 m. Zmęczona nocną podróżą i wczorajszą obroną pracy licencjackiej Maria Andrejczyk rzuciła 60,15 m, co dało jej drugie miejsce. – Nie jestem zadowolona z tego wyniku, mimo że udało mi się przekroczyć granicę 60 m. Wczoraj o godzinie 18:30 broniłam się i musiałam prosto z Suwałk przejechać całą Polskę. Dotarłam tu o trzeciej nad ranem. Bardzo żałuję, bo nie był to dobry dzień. Czekałam na ten start cały sezon, chciałam się pokazać z jak najlepszej strony. Czasem jednak nie sposób wygrać ze zmęczeniem – tłumaczyła się Majka. Dla wścibskich, tematem jej pracy licencjackiej był “Anglicyzmy w języku sportu”. Obroniona oczywiście na piątkę!
Wśród mężczyzn najlepszy okazał się Marcin Krukowski, który zwyciężył z wynikiem 82,81 m. – Czułem, że nogi stoją w miejscu, jeszcze trochę się szarpię, ale oszczep lata daleko i to jest najważniejsze. Oby zdrowie dopisało, bo odczuwam trochę problemów z kostką, która układa się podczas rzucania, przy pierwszych dwóch próbach, a potem jest juz okej.

W wyścigu na sto metrów najszybsza była zmarznięta Ewa Swoboda (11.29), która wygrała na Stadionie Śląskim po raz czwarty. – Szczerze mówiąc nie był to idealny bieg. Trochę wybił mnie z rytmu ten pierwszy stand up. Byłam gotowa by biec, ale musiałyśmy wstać, bo było za głośno. Jestem zadowolona, biegłam luźno. To jest dla mnie najważniejsze. Biegałam u siebie, miałam wspaniałe wsparcie. To niesie. A do tego była tu moja rodzina. To najważniejsze. Jeśli pobiegłam 11.29 luźno, 11.10 pobiegnę nie na luźno. Poczekajmy jeszcze chwileczkę i będzie dobrze – zapowiada najszybsza polska sprinterka, która przypomina, że podstawowe cele na ten sezon już zrealizowała (zwycięstwo w halowych mistrzostwach Europy i mistrzostwach Europy U23). Na tym samym dystansie, tyle że z płotkami druga finiszowała Karolina Kołeczek, która mimo gorszego startu znów zeszła poniżej 13 sekund (12.93).

W pchnięciu kulą pań najlepsza była faworytka Paulina Guba, która wyrównała najlepszy wynik z tego roku (18,65 m): – Jak najbardziej jestem zadowolona, bo wszystko idzie w dobrą stronę. Kilka pchnięć powyżej 18 metrów – nic tylko się cieszyć. W tym sezonie różnie bywało z moim zdrowiem, ale tymczasem jest OK, mam nadzieję, że tak pozostanie. Może jeszcze coś dopchnę na mistrzostwach świata. Nie dogonię tego straconego czasu z maja i czerwca. Musiałam zmienić trening, bo nie dałabym rady fizycznie wytrzymać takich obciążeń.

Fenomenalnie zaprezentował się dziś kulomiot Konrad Bukowiecki. Jego forma rośnie ze startu na start. W czwartek na otwarciu Stadionu im. Ireny Szewińskiej w Karpaczu zaledwie centymetra zabrakło mu do wymarzonych 22 metrów. Pchnął tam życiówkę 21,99 m. Dziś znów mu trochę zabrakło… trochę, czyli siedmiu centymetrów. Jednak dziś pchał na kosmicznym poziomie i owe 22 metrów przekroczył i to dwukrotnie! Rozpoczął od rekordu życiowego – 22,04! To nie tylko rekord Polski U23, ale i rekord Europy w tej kategorii! Na tym jednak nie koniec. W drugiej próbie kula poleciała na 22,25 m!!! Znów poprawione własne rekordy. Niesamowite. Drugi był Tom Walsh (21,90 m), a trzeci Michał Haratyk, który przegrał z Nowozelandczykiem zaledwie o dwa centymetry (21,88).

Najlepsi polscy kulomioci w historii:
22.32 Michał Haratyk (2019)
22.25 Konrad Bukowiecki (2019)
21.95 Tomasz Majewski (2009)
21.68 Edward Sarul (1983)
21.30 Helmut Krieger (1986)
21.19 Władysław Komar (1974)
20.99 Jakub Szyszkowski (2019)
20.98 Janusz Gassowski (1985)

Listy światowe w pchnięciu kulą mężczyzn:
22.74 Ryan Crouser
22.61 Darlan Romani
22.44 Tom Walsh
22.35 Darrell Hill
22.32 Michał Haratyk
22.31 Joe Kovacs
22.25 Konrad Bukowiecki
22.22 Bob Bertemes

Niecodzienny dystans 1000 m pozwolił na zaciętą rywalizację Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota, do której wmieszał się również Michał Rozmys. Na przeciwległej prostej ostatniego okrążenia Rozmys zabiegł drogę Kszczotowi, co doprowadziło do lekkiej przepychanki… – Daje się chłopak ponieść emocjom w trakcie biegu i potem robi takie rzeczy na dwa tygodnie przed mistrzostwami świata i na dwieście metrów przed metą. To jest głupota – skwitował incydent Adam Kszczot. Marcin Lewandowski wygrał na ostatniej prostem z czasem 2:21.01, drugi dobiegł Kszczot (2:21.42), a trzeci Rozmys (2:21.72).

Kiedy w strefie mieszanej pojawiła się Sofia Ennaoui, wszyscy spodziewali się, że będzie tłumaczyła się ze słabego biegu na 1500 m (4:20.53 i 7. miejsce). Jednak to zeszło całkowicie na dalszy plan. – Mam smutne informacje. Nie startuje na mistrzostwach świata. Decyzja zapadła po starcie w Mińsku i została zasugerowana mi przez trenera. Ja z moim charakterem i zaciętością ponadrywałabym sobie wszystko co mam. Mam stany zapalne w obu Achillesach oraz kolanie. Boli mnie więcej części ciała niż mam faktycznie zdrowych. To wszystko efekt pierwszej kontuzji, której nabawiłam się podczas październikowego szkolenia wojskowego. Priorytetem są igrzyska. Muszę się wyleczyć, by w przyszłym sezonie walczyć w Tokio. Sezon halowy ograniczy się do kilku startów, na pewno nie wystartuję w mistrzostwach świata – powiedziała “Sofka”.

Konkurs tyczkarzy wygrał Piotr Lisek (5,82 m i trzech spalonych próbach na 5,92 m). – Im bliżej publiczności tym lepiej dla nas. W skoku o tyczce jest bardzo ciasno. Byłem w ciężkim treningu. 5,82 to naprawdę światowa wysokość, ale Polacy nie do końca zdają sobie z tego sprawę, bo przyzwyczailiśmy was do wysokich lotów. Żeby wygrać na mistrzostwach świata trzeba będzie na pewno skoczyć sześć metrów. Mam jeszcze trochę czasu aby podszlifować kilka elementów – komentował zwycięzca w skoku o tyczce. Drugi był Paweł Wojciechowski (5,72 m).

Do niespodzianki doszło w dysku mężczyzn. Wygrał bowiem Alin Alexandru Firfirica z Rumunii osiągając życiowy wynik 67,72 m. Drugi był wielki przyjaciel Kamili Skolimowskiej Piotr Małachowski, który posłał dysk na odległość 65,71 m w drugiej próbie. – W końcu konkurs, że coś próbowałem zmienić w trakcie. Być może pierwsze próby niezbyt dalekie. Boję się, czuję moc, a nie potrafię tego ogarnąć technicznie. Ale z rzutu na rzut się tutaj poprawiałem. Kama to była moja przyjaciółka, wielki mam sentyment do tego memoriału. Chyba jakbym urwał rękę albo nogę to i tak bym wystartował. Czuję wewnętrzny obowiązek, aby tu startować. Mam nadzieję, że ten mityng będzie się rozrastał. Za rok tutaj uroczyście zakończę karierę – zapowiedział Piotr Małachowski. W rzucie młotem znów doszło do rywalizacji dwóch najlepszych w tym sezonie Pawła Fajdka i Wojciecha Nowickiego. Tym razem górą był ten drugi (79,55 m). Fajdek rzucił bliżej o 22 cm (79,33 m). Wśród pań triumfowała mistrzyni Polski Malwina Kopron, która odzyskuje ze światowego czempionatu sprzed dwóch lat, kiedy to w Londynie zdobyła brąz. Dziś osiągnęła najlepszą odległość sezonu 75,23 m.

Najlepsze wyniki na świecie w rzucie młotem w sezonie 2019:
Wojciech Nowicki 81.74
Paweł Fajdek 80.88
Fajdek 80.87
Fajdek 80.82
Fajdek 80.71
Fajdek 80.49
Nowicki 80.26
Nowicki 80.14
Fajdek 80.09
Fajdek 80.03
Nowicki 79.55
Nowicki 79.52

Na 400 m niesamowicie pobiegł Steven Gardiner (44.14). Wśród kobiet wygrała Allyson Felix (51.47), która minimalnie – o siedem setnych! – wyprzedziła bardzo mocno finiszującą Justynę Święty-Ersetic (51.54). – Może gdybym zaczęła finisz wcześniej? – pytała retorycznie mistrzyni Europy, lecz takie pytania zawsze pozostają bez odpowiedzi.

 

Większość reprezentantów Polski na mistrzostwa świata pojedzie z obozu w tureckim Belek, na który wyjeżdżają lada dzień.

 

 

fot. Newspix.pl

 

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez