Piękna, utalentowana i pechowa. Pół wieku Gabrieli Sabatini

Piękna, utalentowana i pechowa. Pół wieku Gabrieli Sabatini

Nie można było jej odmówić ani talentu, ani urody. Gabriela Sabatini była jedną z najlepszych tenisistek przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Osiągnęła sporo, choć mogła pewnie znacznie więcej, gdyby nie niesamowita Steffi Graf, która wielokrotnie pokonywała ją na wielkiej scenie. Dzisiaj Argentynka kończy 50 lat. 

Podobnie jak wiele tenisistek tamtych czasów, pierwsze sukcesy zaczęła odnosić jako bardzo młoda dziewczyna. Miała zaledwie piętnaście lat, kiedy zagrała w półfinale Roland Garros. – To jest taka zawodniczka, którą chyba większość ludzi śledzących tenis w latach 90. dobrze wspomina. Fajnie grała, ładnie wyglądała. Właściwie wygrała tylko jeden turniej wielkoszlemowy, ale to dlatego, że trafiła na czasy Steffi Graf i potem Moniki Seles. Na pewno poniekąd miała pecha – mówi w rozmowie z nami Adam Romer, redaktor naczelny magazynu Tenisklub.

Ze swoją wielką rywalką grała aż czterdzieści razy. Zdołała wygrać tylko jedenaście pojedynków. Najważniejszy z nich w finale US Open 1990. To wtedy sięgnęła po swój jedyny tytuł wielkoszlemowy, zaskakująco pewnie ogrywając Niemkę 6:2, 7:6. Podobnego szczęścia nie miała na amerykańskich kortach dwa lata wcześniej albo w finale Wimbledonu 1991. Za jej drugi największy sukces w grze pojedynczej należy uznać przywieziony z Seulu srebrny medal olimpijski. Mógł być złoty, gdyby nie… właśnie, Steffi Graf.

Nie znaczy to jednak, że tenisistki patrzyły na siebie spod łba. Wręcz przeciwnie, były dobrymi przyjaciółkami – przez lata tworzyły nawet parę deblową, a w 1988 roku wygrały wspólnie Wimbledon. Osiem lata później Sabatini skończyła karierę. Miała zaledwie 26 lat – obecnie brzmi to zaskakująco, wtedy wpisywało się w normę: – Trzeba pamiętać, że to były kompletnie inne czasy. Mówiło się, że dziewczyny muszą być bardzo młode. Szła nowa fala, na czele której stała nastoletnia Martina Hingis, i wydawało się, że Gabriela, która miała 26 lat, niczego więcej nie zwojuje. Trochę szkoda, bo jak widać na przykładzie obecnego zawodowego tenisa, można grać długo po trzydziestce. Może Sabatini urodziła się o te dwadzieścia lat za wcześnie – zauważa Romer, który prowadzi też audycję na Weszło FM.

Była uważana za najpiękniejszą tenisistkę na świecie. Wypuściła też własną linię perfum, sygnowaną jej nazwiskiem. Produkt odniósł wielki sukces, co tylko świadczy o wielkiej popularności Argentynki. Od zakończenia kariery regularnie wspiera różne fundacje, jak UNICEF i UNESCO oraz udziela się w akcjach charytatywnych. W 2019 roku otrzymała nagrodę Philippe’a Chatriera za zasługi na rzecz rozwoju tenisa – na korcie, jak i poza nim.

Romer: – Z jednej strony można powiedzieć, że jest niespełniona, bo w rankingu WTA najwyżej była trzecia. Więc nie udało jej się wejść na szczyt, ale wielkiego Szlema wygrała. Wiele dziewczyn z Argentyny poszło jej śladem, jednak żadnej nie udało się zajść tak daleko. Moim zdaniem mówimy o najwybitniejszej tenisistce w historii tego kraju.

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez